Zakończenie sezonu na moim jeziorku

Kaz 2011-11-14 Opowiadania

...
Tak naprawdę nie nastawiałem się na połów, gdyż jechałem z myślą na działkę, aby wszystko zabezpieczyć na Zimę. Posprzątać to i owo nasmarować, to i owo oraz zabrać to i owo do domu na wszelki wypadek, aby nie korciło, co niektórych nieproszonych gości. Wyruszam w piątkowy poranek – kierunek działeczka na poj. Łęczyńsko-Włodawskim.

Około 10 rano docieramy wspólnie z małżonką do celu. Co prawda dojazd jest nadal utrudniony, gdyż wykopy, jakie są robione na kable powodują taki troszkę zamęt, ale prąd jest potrzebny i na takie problemy spoglądamy ze zrozumieniem na wykonawców. Zaraz po wypakowaniu wszelkich dóbr, jakie ze sobą zabraliśmy na wszelki wypadek, gdy mnie zobaczył szwagier zadał mi pytanie czy mam zamiar się dzisiaj wypuścić na mały połów na szczupłe. Kurczę, dwa razy mnie nie trzeba się pytać! Napompowałem ponton i poczyniłem wszelkie przygotowania, po pół godzinie byłem gotów wyruszyć na wodę. Moja małżonka tylko pokazała palcem w znanym kierunku i tyle ją widziałem przynajmniej na kilka godzinek, które następnie spędziłem na wodzie. O oczywiście szwagier, abyśmy nie zmarzli na wodzie, podał na początku kubek z herbatą z prądem jak zawsze to czynimy kiedy mamy zamiar troszkę dłużej popływać. A dzień zapowiadał się zimny i taki pomysł był jak najbardziej na miejscu.

Po pierwszej godzinie szwagier notuje pierwszą sztukę, jest wymiarowa, ale wraca do wody zresztą jak zawsze, ja jestem nadal na zero. Po kilku następnych rzutach postanawiam się przenieść się na moją pierwszą miejscówkę - jak to mówią bankówkę, na której jeszcze nie nie było tak abym nie miał pobicia. Jejku, jakie było moje zdziwienie w moim tajnym miejscu - też klapa po prostu zero, zapewne już nie ma szczupłych, wszystkie wyłowili wędkarze i kłusole, jakich na tych jeziorkach nie brakuje (tak sobie pomyślałem w myślach).

A, przemieszczę się jeszcze parę metrów dalej, może coś się trafi. Po kilku rzutach pach siedzi! O!!!!.............. Jednak jeszcze są i zaraz na twarzy występuje uśmiech od ucha do ucha. Tak, więc teraz będę musiał swoją Bankówkę poszerzyć o kilka dobrych metrów! Ale co mi tam niech tak będzie!

Na następny dzień umawiam się ze szwagrem na godzinę siódma rano. Sobota. Wstaje i moim oczom ukazała się biel – chyba mam omamy - wszystko na biało - tak mróz osiadł na wszystkim a woda paruje jak z pieca – jest taka różnica temperatur.


Ale to nic. Szwagier mówi, że idzie zobaczyć czy już pierwszy wariat jest na wodzie, więc odpowiadam, że tym wariatem zapewne będę Ja, gdyż biorę ponton i mam zamiar już wypłynąć. "Chodź zobaczymy" - uparł się szwagroszczak i poszliśmy zobaczyć nad jezioro czy są lepsi od nas w taki mróz wypływać.

Kurka wodna, jakie było nasze zdziwienie na twarzach - są i to nie jeden a kilku na łodziach już szusowało po jeziorku. Przez cały dzień biczowania wody i co - a nic WIELKIE ZERO – jedno pobicie i tyle, co innego mój szwagier jeden złowiony wymiar i drugi spięty i to jak mówił nie mały. Mało tego jeszcze walczyłem przez cały ten czas z zamarzającymi przelotkami i dopiero pod sam koniec dnia Sławek mówi mi ażebym masłem przesmarował przelotki to nie będą zamarzać ( kurka wodna - teraz to mi mówi) jak już mam spływać... w samą porę hm... Jak spłynąłem moja druga połowa pokazała palcem, że jestem ten tego i dała ciepłej herbatki się napić nie powiem, ale to mnie bardzo rozgrzało po takim dniu, które mogę z całą pewnością zaliczyć kompletnie do nieudanych wędkarsko.

Na następny dzień mówimy już sobie, że jak będzie tak mroziło to niestety, ale wypływamy później, nie ma, po co marznąć. Ale jeszcze na wieczorowo widzę, że pogoda ma się na zmianę, jest cieplej i brak tak zimnego wiatru, jaki bywał do tej pory. Więc postanawiamy, że jak będzie ranek ciepły to wypływamy wcześniej. Ok. teraz tylko poczekać pozostało do ranka. Tym razem wcześniej wstał szwagier i zaraz dzwoni czy jestem już na nogach i czy już jestem gotowy do wyjścia. Zaraz, zaraz! Muszę się jeszcze napić kawy i przygotować ponton na wodę. Ustalamy, że wychodzimy za pół godzinki i spotykamy się nad brzegiem jeziora.

Jak docieram nad wodę, szwagier już jest i wykonuje pierwsze rzuty. Ja obieram na początek moją pierwszą bankówkę na głębokiej wodzie i zmierzam w tym kierunku, o czym informuję Sławka.

Po godzinie intensywnego biczowania wody dostaję sygnał przez telefon od szwagierka - mówi że miał niezłego kabana tylko się spiął, nie mógł nawet oderwać od dna taki był silny. Szkoda, byłaby okazja do wspaniałych fotek a tak nic. Ja z kolei mam już kilka pobić, ale jeszcze delikatnie skubią. Miałem opuścić już pierwsze miejsce i udać się na następne, gdy pach i mam!!! Jaka radość! Wreszcie jest! Tak długo machałem, ale się opłaciło.
 piękna walka



Po krótkim aczkolwiek mocnym siłowaniu się nawzajem jest nawet ładny taki siedemdziesiątak. Jeszcze macham i po dłuższym czasie daje spokój i udaję się już w kierunku domku, jest mi zimno, dosyć mocno zmarzłem. Szwagier pyta się, co robię, więc jak się dowiedział, że mam zamiar spływać i on udaje się w tym samym kierunku. Jeszcze przed spłynięciem postanawiam naprzeciwko naszego domku wykonać kilka rzutów. Przy drugim rzucie mam pobicie i to mocne czuję jak szczupły uderza i to z dużą siłą. Krzyczę do szwagra, że mam, który w tym momencie właśnie mnie mija i widzi jak mocno walczę z tym szczupakiem – mówi, że chyba ładna to sztuka jeśli tak mocno muruje.



Potwierdzam i wiem, że jest niezła jedna z tych, które nas cieszą na sam widok. Po dłuższej walce jest na powierzchni wody i widzę, że jest spory.





Uśmiecham się i wiem że dzisiaj mam dzień Konia jak by to powiedział Waldi. Jestem szczęśliwy! Wiem, że pięknie kończę sezon na moim jeziorku. Wspaniałe zakończenie sezonu dwa piękne szczupaki, czego i Wam życzę. Z wędkarskimi pozdrowieniem Kaz!

Kaz

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (15)

anguiler, 2011-11-14 23:08:22
Gratulacje za szczupaki i upór na tym zimnie :oklasky:
waldi-54, 2011-11-15 07:27:52
Godne to jest zakończenie, inna też zagości tu fraza. Zmieniam słów swoich znaczenie z "Dnia konia" na Dzień Kaza.:okok: Gratki Kaz i aby do maja:zlezkawoku:
ela, 2011-11-15 08:17:43
Gratuluję szczupaczków i dzięki nim wspaniale zakończonego sezonu :okok: :oklasky::oklasky::oklasky:
morouk, 2011-11-15 08:27:27
Kaz no niezłe tam macie Eldorado! ;)
moczykij, 2011-11-15 08:49:07
Gratuluję udanego zakończenia sezonu :oklasky::oklasky::oklasky:Wszystkim Drakersom i sobie życzę Takiego...
Blanek, 2011-11-15 10:27:57
No to sobie połowiłeś... Gratki Kaziu!
gusto, 2011-11-15 15:35:37
Brawo za udany koniec sezonu no i za świetne paiki:oklasky::oklasky::oklasky::okok:
krzyko, 2011-11-15 17:23:21
Dobrze Kaziu mieć takie swoje jeziorko.:luzik:
Kaz, 2011-11-15 17:35:56
Krzysiu zapraszam w przyszłym roku na nasze jeziorko.:ostr:
Bizonik, 2011-11-15 21:02:51
Kaziu zacny tekst. Zazdroszczę takiego zakończenia sezonu mnie nie dane było się w tym roku spotkać z większymi rybami.
Wozik77, 2011-11-15 22:32:00
Prawdziwego Wędkarza poznaje się nie po tym jak zaczyna sezon ale jak kończy :kwadr: Gratulacje Kaziu pieknego zakończenia sezonu. W tym zimnie należało Ci się podwójnie. Morouk. Coś mi się wydaje że trzba Kazika urobić i to jeziorko pomacać :kwadr: :oczko::oczko::oczko:
domin, 2011-11-15 23:07:57
Kaz, gratuluję uporu i ładnych szczupaczków na koniec sezonu. Takie cieszą oko. Grubaśne, ładne. :okok::oklasky:
Szalona, 2011-11-16 13:02:51
Jedno mi tylko przychodzi stwierdzenie,do głowy... "Kaziku Ty jeden"! Gratuluje
Kaz, 2011-11-16 17:42:14
Dziękuję koledzy i koleżanki za miłe słowa:zawstydzony:
andrew, 2011-11-20 00:01:56
Pieknie Kaz! Godne zamkniecie sezonu! Nam jedno jezioro zamarzlo na na drugim wyzerowalismy w zeszly weekend:bezradny: