Wyprawa na rzeczne dorsze

bysior 2011-01-14 Wyprawy wędkarskie

...
Dzwonek telefonu w pewien szary i ponury listopadowy wieczór wyrwał mnie z płytkiej drzemki. Niechętnie wstałem z kanapy i znalazłem telefon z migającym na wyświetlaczu nickiem Tom76. Odebrałem połączenie i po drugiej stronie usłyszałem: "Siema bysior! Jedziemy na miętusy?"

Na miętusy? Jakie miętusy? Ja nigdy na żywo nie widziałem nawet miętusa, tylko zdjęcia na Shrapie i w starych książkach. A żeby na przykład na mojej Narwi ostatnimi laty ktoś złapał miętusa - nie słyszałem nawet. I ja mam jechać łowić miętusy, które myślałem że doszczętnie już wyginęły?

Cóż... oczywiście potwierdziłem swój udział w wyprawie. Porozmawiałem z Tomem76 chwilkę o miejscówce, zdradzę tylko że narwiańskiej, o przynętach i sprzęcie. Postanowiliśmy wrzucić temat na shrapowe forum i w krótkim czasie swoją chęć uczestniczenia w nocnych połowach wyraził Sacha! Tak więc wszyscy trzej zaklepaliśmy wspólnie termin i miejsce - zostało nam tylko odliczać dni...

Korzystając z tego że umówiliśmy się dopiero na odległy piątek, postanowiłem uzupełnić swoje znikome informacje na temat tej tajemniczej dla mnie ryby.

Miętus (Lota lota)

Miętus jako jedyna ryba z wątłuszowatych, do których należy znany wszystkim dorsz, zasiedla wody słodkie. Jest rybą zimnolubną, największą aktywność wykazuje, kiedy temperatura wody zbliża się do zera, a tarło odbywa kiedy rzeki i jeziora są skute grubym lodem. Mówi się o nim że jest ogromnie żarłoczny, a w starych książkach z mojej wędkarskiej biblioteczki przeczytałem - że kiedyś był traktowany jako szkodnik, jako że jednym z jego przysmaków jest ikra! Pożera głównie rybki, nie gardzi rakami, ślimakami a nawet żabami. Andrzej Skarżyński napisał w jednej ze swoich książek, że najlepszymi przynętami na miętusa są: szyjka rakowa, mała żabka, martwa rybka, jelita drobiowe i duże dżdżownice. Na koniec dowiedziałem się, że jest typowym węchowcem - a nocami opuszcza swoje kryjówki pełne uwad, aby udać się na płytkie żerowiska.... Przygotowany w taką wiedzę, zacząłem szykować się do naszej wyprawy.

W końcu nadszedł długo oczekiwany piątek a mnie niespodziewanie ogarnął sceptyzm odnośnie miętusów. Zdecydowałem potraktować tą wyprawę rekreacyjnie, nie licząc na rybę. Spakowałem wędki, wyciągnąłem z zamrażarki kilka małych płotek, schowałem do torby ciepły kombinezon bo listopadowa aura nie wróżyła upałów i o godzinie 14.00 zszedłem pod blok. Po chwili przyjechał Tomek, zamieniliśmy kilka słów z Tymonem, który pracuje obok mnie, wsiedliśmy do czerwonego citroena i ruszyliśmy nad Narew.

Przez piątkowe korki w Warszawie, nad wodę dotarliśmy o późnej szarówce, przejechaliśmy kilkaset metrów brzegiem rzeki szukając Darka, który czekał na nas z rzuconymi zestawami. Wysoki poziom wody bardzo utrudniał wytypowanie miejsca dla trzech wędkarzy, dobrego miejsca - pełnego miętusów, jednak udało nam się znaleźć ciekawy odcinek brzegu, który pozwolił łowić wszystkim obok siebie. Sacha więc zwinął wędki i wraz z nadejściem listopadowej ciemności zaczęliśmy rozbijać się na nowej miejscówce. Darek i Tom76 szybko rzucili swoje zestawy do wody, na których dyndały filety z uklejek, ja niestety musiałem spędzić trochę więcej czasu - bo nie chciało mi się zrobić przyponów i uzbroić wędek w domu. Teraz musiałem zrobić to w całkowitej prawie ciemności co udało mi się po dobrej godzinie.

Czas płynął nam bardzo przyjemnie, na pogawędkach i opowiadaniach nie tylko wędkarskich. Niestety, przez długi czas tylko Sacha miał trzy delikatne puknięcia, które na nieszczęście były puste. Zastanawialiśmy się czy dźwięk dzwoneczków, nie był spowodowany obcierkami białej ryby lub skrzydeł nietoperzy. Zmarznięci na kość gawędziliśmy dalej - bez większych nadziei na złowienie jakiejkolwiek ryby, o miętusie nawet nie wspominając. Sacha niespodziewanie powiedział, że musi uciekać, bo obiecał swoją obecność na pewnej imprezie - i nie może nie dotrzymać słowa. Szkoda, bo opowiadania Darka były świetne! Paląc papierosa usłyszałem głos Sachy, który zwijał pierwszą wędkę: Panowie - chyba mam rybę! I tak po kilku chwilach, naszym wybałuszonym oczom i zdziwionym trzem facjatom, w czarnej jak olej wodzie Narwi, pokazał się..... miętus.

Przez chwilę staliśmy w milczeniu nie dowierzając. Ja czułem się tak, jakbym własnoręcznie złowił tą tajemniczą dla mnie rybę i sukces Sachy odbierałem jako wspólny nasz wszystkich trzech. Pierwszy raz widzę żywego, złowionego na wędkę miętusa!!! Dobrze, że nie robiliśmy wcześniej żadnych fotek - ze względu na słabe baterie - więc wszyscy pełni adrenaliny zaczęliśmy się przyglądać i robić zdjęcia "naszej" zdobyczy!

Sacha i miętus


Kiedy Darek wyciągnął tego słodkowodnego dorsza z wody, mieliśmy okazję zobaczyć nie codzienną rzecz. Pysk miętusa był dosłownie zapchany małymi rybkami, jedną żabą, babką i na koniec połową uklejki Darka. To wszystko po prostu wysypało się rybie z pyska!

Żarłoczny miętus Darka


Nie spodziewałem się tego absolutnie, że zobaczę miętusa. I cieszyłem się jak dziecko, które złowiło swoją pierwszą blejkę w życiu, choć to Sacha pokonał tego marmurkowego przeciwnika! Darek, mimo tego, że jego wędkarska dusza kazała mu zostać nad wodą... niechętnie zwinął wędki i pojechał na umówione spotkanie - a my bacznie obserwowaliśmy dalej szczytówki naszych pickerów. Niestety poddaliśmy się trochę przed północą, bo nasze wędki stały jak zaczarowane.

Odjeżdżając z pod mojego bloku Tomek rzucił przez szybę: "To co bysior, robimy powtórkę?"

W ten sposób, w ostatnią sobotę listopada zameldowaliśmy się ponownie na tym samym odcinku rzeki gdzie Sacha złowił miętusa. Tym razem doświadczeni korkami z poprzedniej wyprawy wyjechaliśmy trochę wcześniej i udało nam się dotrzeć nad Narew jeszcze przed szarówką. Woda niestety była jeszcze wyższa niż poprzednio, ale na pocieszenie odnotowaliśmy znaczny spadek temperatury. Było naprawdę chłodno! Ze spokojem, który zapewniał nam czas, wytypowaliśmy miejsce. Był to napływ i zapływ zalanej wysoką wodą kamienistej główki. A jedna moja wędka została rzucona na wypłycenie, które znajdowało się około 40 metrów za ostrogą.

Miejsca na listopadowego miętusa


Zachęceni poprzednim sukcesem, jadąc na łowisko wstąpiliśmy do WMH robiąc odpowiednie zakupy - na grubego miętusa. Na specjalnych przyponach wylądowały filety z uklejek pryskane atraktorami na ryby morskie, wątróbka drobiowa i pęk czerwonych robaków. Zamontowaliśmy dzwonki i świetliki, posłaliśmy zestawy do wody, ubraliśmy się w ciepłe kombinezony, pijąc ciepłą herbatę i kawę oczekiwaliśmy zmroku.

W oczekiwaniu na zmrok


Na pierwszy dźwięk dzwonka sygnalizującego branie nie musieliśmy długo czekać. Na mojej wędce, na napływie główki coś targnęło szczytówką. Za chwilę poprawiło uderzając w nasączoną atraktorem martwą ukleję... Nie chcąc zacinać zbyt szybko, postanowiłem poczekać. I był to chyba błąd, bo nie doczekałem się tak bardzo oczekiwanej poprawki. Wyciągnąłem z wody jedynie pogryzioną przynętę....

Czas mijał szybko, piękne niebo pełne gwiazd i listopadowy klimat stworzył warunki, w których wędkarz czuje się jak na jawie. Ciepła kawa i rozmowa umilała nam czas, aż do następnego brania. Znowu na moją wędkę! I to na tą, na której była największa ukleja - wielkości dłoni! Biegłem do wędki około 5-6 sekund, policzcie sobie. Szybko kucnąłem, przygotowany do zacięcia i patrząc na wyginającą się szczytówkę zaciąłem... Dzwonek z impetem poleciał gdzieś w dal a ja stałem jak głupi - na drugim końcu wędki nie było ryby... A przecież zaciąłem w tempo... w momencie najmocniejszego przygięcia szczytówki.... a mimo to nie zaciąłem ryby. Za co dostałem solidny opieprz od Tomka, który stwierdził że nie potrafię łapać miętusów i jestem zbyt porywczy i w ogóle. Może i racja....

Kolejne branie... też zmarnowałem. Nie wiem jaki jest powód mojego niepowodzenia, ale podejrzewam, że kilka lat spinningu i odstawienie gruntówek - to może być to. Choć w tym roku już złamałem wędkę na sandaczu z gruntu... widocznie zaciąłem go dobrze - w tempo. Tak czy inaczej dzisiaj mi się nie udało - o czym dobitnie i dosyć często uświadamiał mnie Tomek. Nawet poskarżył się telefonicznie swojej żonie Iwonie - że ten bysior to łapać nie potrafi.

W wędkarskim skupieniu czekaliśmy na dalsze brania, mimo tego, że otaczający nas świat zaczął przykrywać mróz, nie zważając na groźne oblicze świecącego nad nami księżyca.

Mróz...


Mimo wielkich nadziei na co najmniej 50 centymetrowego miętusa, nie doczekaliśmy się brania, dochodziła już północ i mróz ściskał coraz mocniej. Ze smutkiem postanowiliśmy zakończyć łowienie i zabraliśmy się do zwijania naszego małego wędkarskiego obozu. Zimno zaatakowało samochód tak mocno, że przez blisko 30 minut skrobaliśmy szyby, które zamarzały natychmiast po skrobaniu, a do tego drzwi pasażera - czyli moje - odmówiły zamykania się.

Listopad zamroził samochód...


Aby uspokoić nasze nerwy, ustawiliśmy samowyzwalacz w aparacie i zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie, upamiętniającą ten ekstremalny prawie wypad na miętusy. Skostniali z zimna i trochę zestresowani aktualnym zachowaniem samochodu nie wypadliśmy najlepiej!

Tom76 i bysior - wyprawa na miętusy


Powoli udało nam się odskrobać citroena, wyjeżdżając z nad wody o mało co nie spadliśmy z wału - Tom76 jako kierowca miał praktycznie zerową widoczność. Ale pokonując kolejne metry narwiańskich łąk, w tempie iście żółwim, szyby powoli zaczęły przestać zamarzać i w po pewnym czasie ujrzeliśmy przed sobą drogę w całej okazałości...

PS. I tak skończyło się moje pierwsze obcowanie z miętusami. Myślę, że bardzo udane. Dzięki Tomeczku - że zabrałeś mnie na tą miejscówkę jako współtowarzysza, dzięki Darek że złapałeś tego miętusa! Mam również nadzieję, że w marcu zjawimy się tam znowu! Albo gdzie indziej - bo wyprawy na miętusa zagoszczą już na stałe w moim wędkarskim kalendarzu!

PSS. Podziękowania należą się również Rapie - który pożyczył mi aparat na drugą wyprawę! Dziękuję Rafałku!

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (27)

Bizonik, 2011-01-15 00:10:39
No no długo oczekiwana miętusowa relacja napisana z pełna gracja. Twardym trzeba być aby miętusy łowić w taką pogodę.
Kaz, 2011-01-15 07:33:23
Tak Pawełek ma racje trza być twardym jeśli chodzi o łowienie miętusów.Ty z koleji Tomeczku to pokazałeś i brawa dla Ciebie .:oklasky::oklasky::oklasky:
Kaz, 2011-01-15 07:36:55
Oczywiście i kolegom Tomowi i Sasze brawa za wspólne wędkowanie z Bysiorkiem.:oklasky: Sacha Ty kolego pokazałeś klase mistrza na pierwszym wypadzie i rybka brawo.:oklasky:
sacha, 2011-01-15 09:50:47
Uprzejmie donoszę że w życiu miętusa na oczy nie widziałem oprócz zdjęć. Się wziął i sam przyczepił:hura: ale chyba jak minie okres ochronny to trzeba będzie powtórzyć ale korci mnie jakaś rzeka może dalej od W-wy i nie będę musiał się wcześniej zbierać.Jakieś ognisko bo tam gdzie byliśmy to ciężko byłoby jakieś drewno znaleźć,upieczone ziemniaki,no i lepiej się przygotuję jeśli chodzi o przynęty bo gdyby nie Toma mrożone ukleje to nie byłoby na co łowić.
bysior, 2011-01-15 10:39:57
Sacha, proponuję Wkrę... nawet mam już namierzony odcinek... :hura: zostaje tylko czekać wiosny! Tam można pojechać na dłużej, z ogniskiem, ziemniakami i kiełbachą! Ja mam jeszcze mrożone wzdręgi i płotki więc w sam raz na wiosnę uzupełnią arsenał Toma. Kaziu - wcale nie było tak ciężko. Zimno bo zimno - ale jak pięknie jest nad rzeką o tej porze roku!
colednik, 2011-01-15 10:58:19
fajnie sie czytało Tomuś w tamtym roku na jesieni kolega złowił na fileta z kei miętusa coś ponad 40cm więc jednak też są ale tylko o tym jednym słyszałem...
bysior, 2011-01-15 11:53:28
Piotruś - ja już nawet wytypowałem kilka odpowiednich miejsc w naszej okolicy, a żeby się zasadzić na miętusa! Więc szykuj swojego Nikona! :D
colednik, 2011-01-15 12:13:42
Leży i czeka w gotowości:P W tym roku postanowiłem trochę częściej go używać - mam nadzieję, że obietnica się spełni:P
Paweł, 2011-01-15 12:50:50
Bysiorku, uwielbiam czytać takie relacje:hura:! Do tego poparte odpowiednią ilością teorii przybliżającej czytającemu tę jakże tajemniczą rybę:oklasky:! Brawa dla Ciebie, Sachy i Toma76:oklasky:! To się nazywa być twardzielem, gdzie ciemność i mróz nic nie znaczą! A i rybę zespołowo zaliczyliście, czyli akcję "Miętus 2010" należy uznać za udaną! Tomeczku, a te brania nietrafione to może były niechciane tego dnia sandacze:mysli:? Okolicę oczywiście z fotki poznałem, parę mętnookich w okolicy złapałem swego czasu. Więc może żaden miętus Cię jednak nie oszukał:szok:? Panowie, brawo za hart ducha, a Tobie bysiorku dodatkowe brawa za sprawne opisanie nam tej jesiennnej przygody:oklasky:!
lawdzoj82, 2011-01-15 14:38:52
Gratulacje z pierwszego mietka w życiu :D Ja już nie mogę doczekać sie Marca bo wtedy biorą najgrubsze bo są po tarle.Poza tym z braku czasu w listopadzie nie byłem niestety jak nigdy ani razy w tamtym roku na miętusach wiec gruntówki stoją uszykowane i czekają koniec okresu ochronnego :D Jeszcze raz pozdrawiam i przy łowieniu miętusów ognisko piękna sprawa ;)
, 2011-01-15 14:41:46
Fajnie napisane. Szkoda tylko, że marmurki nie dopisały (z wyjątkiem jednego desperata ).
bysior, 2011-01-15 15:14:55
Pisząc o zdjęciach na Shrapie miałem w głowie Twoje fotki lawdzoj82! Za Twoją radą następnym razem ognisko będzie palić się wysokim płomieniem! :D Desperat - nie desperat - ale ubrany był w moro!: )
Novis, 2011-01-15 15:29:56
Bysiorku, ja w listopadzie zaliczyłem również pierwszą wyprawe na miętowego. To było nad Wartą. Miejscówka sprawdzona. Było nas czterech. Miętusy złowiło dwóch (po trzy sztuki)Wujek Piotrek i ja. Także wyjazd zaliczam do udanych.Zacięcia były z opóźnieniem, jednedo nawet nie zauważyłem. (Kij był bez żadnego sygnalizatora) ale ryba zacięła sie sama. Na wiosnę na pewno zrobimy powtórkę>:D
Kaz, 2011-01-15 15:51:03
Pwenie Bysiorku ze jest fajnie :luzik:,ja jak sobie przypomnam 2008 zaliczyłem kilka nocek i to w Styczniu.:okok: Powiem że też byłem zachwycony i nawet przez chwilę nie zmarzłem.:oczko:A jeszcze jak sie ma super kompanów to czas leci tak szybko ze jak przyjdzie czas powrotu to się nie chce.:kwadr:
bysior, 2011-01-15 15:53:36
Piotruś fajna ryba co? Co do sygnalizatora... to służył tylko jako podpórka, którą pożyczył mi Tom76. Robił za widełki Novis może jakąś większą ekipę zbudujemy na wiosnę?
bysior, 2011-01-15 15:56:25
Kaz - nic dodać nic ująć! A myślę, że nam obu również jest pisana wspólna nocka :D
Kaz, 2011-01-15 16:31:16
Tak tak jestem za!!!:okok:
lawdzoj82, 2011-01-15 20:15:21
Bysior trzymam cie za słowo :D Tak żebym płomień widział we Włocławku u mnie lasu nie musisz podpalać w obrębie łowiska żeby nie było :oczko:
Wozik77, 2011-01-15 21:00:44
"Twardym trzeba być" ... i byliście! Pozazdrościć zapału Panowie. Bravo Sacha, pokazałes młodszym, że do łowienia miętusów trzeba dorosnąć :haha: Żart oczywiście Panowie Tomki :oczko:, choć przed tobą Bysior to i Citroen drzwi zamknął...pewnie o te puste zacięcia mu chodziło i nabijał się z Ciebie, że łowić nie umiesz :D Gratulacje fajnej Wyprawy. Na wiosnę się piszę !!!
, 2011-01-16 11:41:45
Gratuluję ciekawy tekst :oczko: kiedyś byłem na połowach miętusa na 2 łowiących były 3 sztuki sedno tkwi w zacięciu w odpowiednim momencie i przynęta jest ważna :tak: Jeżeli będzie taka możliwość to z chęcią się wybiorę z wami na wiosenne połowy rzecznego dorsza :D
rapa, 2011-01-17 09:16:22
Dla mnie nadal jest to bardzo enigmatyczna ryba. Słyszałem opowieści o łapaniu miętusów rękoma między korzeniami drzew :boisie: można było ponoć złapać miętusa jak i piżmaka :krzyk:
Paweł, 2011-01-17 09:49:34
Rafale, potwierdzam! Kiedyś, dawno temu, niedużym kłusownikiem będąc - polowałem rękoma w lato na miętusy. W Wiśle szukało się jam w brzegu, znajdując taką jamę pakowało się ręke jak najdalej i jeżeli się wyczuło, że w kryjówce jest ryba - zdarzało się nawet atakować go od strony lądu kopiąc jamkę nad jego głową:D. A naŚwidrze to już klasycznie - pod karpami. Wiem, że niecny to był proceder, ale zabawa dla dziesięcio- czy dwunastolatak przednia! Na piżmaka na szczęście nigdy nie trafiłem, ale raki często szczypały po paluchach, krew niekiedy też się lała jak człowiek trafił nieopatrznie na potłuczone szkło czy blachę z puszki.... A miętusy łapało się takie przed łokieć (łokieć dzieciaka) maksymalnie...
Bizonik, 2011-01-17 09:59:47
Tak to prawda Świder i Liwiec obfitował w te rybki aczkolwiek wymiary ich nie powalały. A łapanie ich rekami to była frajda czasem w jamkach trafiał się mały sumek okonek czy ploteczka. Ale po tym jak raz trafiłem na mazurach na olbrzymiego raka to odechciało mi się wkładać ręce w miedzy kamienie czy jamki w burcie brzegu.
Paweł, 2011-01-17 10:11:57
Ja skończyłem z tą zabawą jak koledze mojego kolegi piżmak odgryzł dwa palce. Ile w tym prawdy było - nie wiem, nie było mnie przy tym, ale taka informacja podziałała na mnie piorunująco:stres: Później jeszcze próbowałem niekiedy, ale każde nienaturalne otarcie się dłonią o coś twardego powodowało niezłą panikę:boisie: Więc zacząłem łapać ryby po Bożemu, na wędkę, ale od tego czasu nie pochwyciłem już żadnego miętusa...:bezradny:
sacha, 2011-01-17 15:37:24
Dawno temu nad Świdrem w rejonie Tarachowizny wędkarz opowiadał mi że w latach 50-60 na rękę łowili duże ilości miętusów,trafiał się pstrąg. Gdy ja bywałem w latach 80 to ani jednych ani drugich tam już nie było.Na spowolnieniu powyżej ruin młyna jakieś zbliżone do wymiaru szczupaczki się trafiał,okonki,płotki.Poniżej w zasadzie nie było czego szukać bo była hodowla trzody,później drobiu a jeszcze gdzieś po drodze lisów i syf spływał do rzeki. Na dodatek Mienia niosła wszelkie dobro z Mińska Maz. który nie miał oczyszczalni:yyyy: a kilka km niżej w rejonie Świdra i Otwocka tłumy wypoczywały nad brzegami ścieku i w gorące dni zażywały ochłody w ściekach;P
witaszek10, 2014-05-08 18:36:24
Fajnie napisany tekst. Miętki bierze raczej leniwie, więc pewnie wypadało poczekać. I z moich doświadczeń (nie wiem czy są miarodajne ale rzadko twierdzę coś czego nie przemyślałem) jak łapie przymrozek to po braniach. Dlatego zwykle listopadowe zasiadki kończyły się niczym. Nie to co kwiecień i październik.
bysior, 2014-05-09 12:01:41
Fajnie Witaszek że odświeżyłeś temat W tym roku też mam plan na późną jesień znowu nastawić się kilka razy na marmurki, może na forum trzeba będzie napisać jakiś wątek żebyśmy mieli gdzie dyskutować A jeszcze napiszę, że w tamtym roku na jesieni łapali u nas takie 40+ z zadziwiającą regularnością... i to w cale nie w jakiś super miętusowych, książkowych miejscach... Warto pomyśleć o późnej jesieni już teraz