Wyjedzone leszcze i wypadek przy pracy

grisha 2012-09-03 Opowiadania

...
Liczą się nie tylko doświadczenia osobiście zdobyte nad wodą. Równie ważne mogą okazać się informacje uzyskane od innych wędkarzy. Czasem wyciągnąć od nich cokolwiek graniczy jednak z cudem. Nie inaczej było i w tym moim dziwnym przypadku gdzie dosłownie za język musiałem wyciągać każdą (jakże cenną okazuje się później)informację z ust jednego starszego pana.

Chcąc znaleźć sobie łowisko nad którym miałem spędzać lipcowe poranki rowerem udałem się nad jeziorko które pozostawało poza moim kręgiem zainteresowań przez dobre kilka lat. Mimo, że wodę znam jak własną kieszeń dobrze było by zaciągnąć języka co teraz tu się dzieje.
Tak trafiłem na starszego człowieka. Siedział skupiony na puszką dyskontowego piwa i dwoma niezbyt wyszukanymi wędkami gdzie na kołowrotkach nawinięta była dość gruba żyłka. Oba spławiki leżały na wodzie, wędki zaś niechlujnie rzucone były na ziemi. Domyślałem się, że gość przyszedł sobie wypić piwo a wędki to tylko miły dodatek. Jakże się myliłem gdy w zakotwiczonej przy brzegu siatce zauważyłem złotego leszcza, który na oko miał dobre 50cm. Postanowiłem bliżej się tym tematem zainteresować.

Jak się okazało później mimo grubej żyłki głównej przypony ów człowiek miał porobione z 0,14 i to dość długie bo około 40sto centymetrowe. Na haczyku dwa ziarna kukurydzy by uniknąć brań drobnicy. Lekki i smukły spławik zaś leżał na wodzie by leszcze podczas brań nie czuły żadnego oporu. Łowca leszczy sobie pomyślałem ... Co by jednak nie było zbyt kolorowo niezbyt rozmowny pan powiedział, że tych pięknych ryb jest tu bardzo mało bo woda nie jest zarybiana a prawie wszystkie zostały już zjedzone bo są takie pyszne.

Mimo wszystko postanowiłem przetrawić temat i po swojemu wprowadzić go w życie bo nie mogłem na razie liczyć na tak cenionego przeze mnie lina, który był w tarle. Leżący spławik zastąpiłem wagglerem 2+1, żyłkę główną 0,25 tonącą 0,18stką a długie przypony porobiłem z mocnej 0,14stki. Za zanętę posłużyła mi gruba kukurydza (koński ząb) wcześniej moczona przez dobę, później długo gotowana. 5 dni ciągłego przyjeżdżania w celu samego nęcenia wydawały się wiecznością aż wreszcie nadeszła pierwsza, długo oczekiwana zasiadka ...

Nad ranem już na miejscu rozkładałem się w zupełnej ciemności. Zamiast sypkiej zanęty 5-6 garści takiej samej kukurydzy jak wcześniej sypałem przez 5 dni. Na haczyk największe ziarna kukurydzy konserwowej. Zestawy zarzucone i pozostało już tylko czekanie w skupieniu na branie. Do 6 rano kompletnie nic gdy nagle waggler z prawej zaczął odjeżdżać w bok. Energiczne zacięcie i chwilę później ten kochany przez Nas puls na wędce. Po jakimś czasie złoty leszcz 50tka ląduje w podbieraku. Jest śliczny ale tylko jeden bo więcej brań tego dnia już nie miałem.

Na kolejną zasiadkę musiałem czekać tydzień. Codziennie jednak byłem nad wodą dokarmić rybki. Przed samą zasiadką tak samo wcześnie melduję się nad wodą i zaspany jeszcze ogarniam te same procedury za wyjątkiem rozłożenia podbieraka. Moje zapominalstwo miało później swoje konsekwencje bo za nim zdążyłem zarzucić drugą wędkę pierwsza spadła z podpórki po energicznym braniu. Nie musiałem go zacinać a po dość ostrym holu ręką próbowałem podebrać równie pięknego leszcza co tydzień wcześniej. Niestety okazał się zbyt szeroki w karku i szamocząc się wypada mi z ręki i zrywa zestaw. Po tym fakcie dotarło do mnie, że na tak płytkiej wodzie (ok. 1 metra) ryba narobiła tyle rabanu, że mogę tego dnia nic więcej nie złowić. Na szczęście była to nie trafiona myśl bo do końca zasiadki trafiam dublet (46 i 51) i z bananem na buzi wracam do domu.

Mimo kolejnych zasiadek w tym samym miejscu, poprzedzonych podobnym sypaniem kukurydzy przez kilka dni leszcze więcej w łowisku się nie pojawiły. Tak na prawdę to do końca nie wiem czy ich złowienie to kunszt mojego wędkarstwa, wypadek przy pracy czy może wcale ich tam nie ma bo wszystkie zostały już zjedzone.

Mimo braku jasnej odpowiedzi na to pytanie to podczas kończącego się już obecnego lata kukurydza u mnie w kuchni jeszcze parę razy się pomoczy.

Pozdrawiam - Grisha

grisha

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (2)

moczykij, 2012-09-09 09:53:00
To się Grisha nam rozkręcił :okok: Rośnie konkurencja dla Wozika Pawłów i Nemy , a te Leszki to na stówę wypadek przy pracy :ROTFL: :ROTFL: :ROTFL:
Wozik77, 2012-09-12 21:16:31
Piękne Leszcze, piękne. Zawsze myślałem ze te stalowe to raczej wielko jeziorowe sztuki a tu proszę - mała tajna woda i niespodzianka w kolorze stalowym Gratki. :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: