Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Opowiadania

Wspomnienie.

Autor: waldi-54, opublikowano 2011-02-12 13:30:00
komentarze: 1, wyświetleń: 677

--

Znowu za oknem wiatr i śnieg,że jak to mówią "i psa z domu nie
wygonisz" Patrząc na tą chuśtawkę pogodową do głowy powracają wspomnienia z czasów gdy byłem kilkunastoletnim chłopakiem i już nie wystarczało mi łażenie z wędką nad Bystrzycą,ale ciągnęły mnie inne wody i inne rzeki. W najbliższej okolicy Lublina było kilka miejsc, gdzie można było wyjechać na ryby a mianowicie były to rzeki takie jak: Giełczew,Wieprz oraz najdalej na wschód od Lublina dziko płynący Bug. Były to czasy gdy jako młody chłopak, nigdy bym nie dostał zezwolenia na połów w Bugu, takie zezwolenie mógła otrzymać tylko dorosła osoba a wydawał komendant WOP, dzisiaj Sraż Graniczna. Kilka razy miałem okazję wędkować w tej pięknej rzece z ojcem. Tam jedyny raz w swoim życiu zobaczyłem w naturze Rysia, jak płyną z upolowaną kuropatwą na drugą stronę rzeki. Ten piękny kot żył sobie właśnie nad Bugiem w okolicach Kryłowa i chyba nie tylko. Ale najczęściej
wybieranym łowiskiem wtamtych latach,był przez nas Wieprz ze swoim
pięknym i rybnym starorzeczem w Trawnikach. Trawniki to odległa od Lublina o 36 km osada znana na lubelszczyźnie z Zkładów Bawełnianych Trawena. W tamtym czasie wyprawa do Trawnik, to była wyprawa sobotnio-niedzielna, jechało się pociągiem z Lublina o 14 z minutami i po około 1 godzinie jazdy było się na miejscu w Trawnikach. Ale żeby dotrzeć na starorzecze, trzeba było przejść przez całą osadę i łąkami dojść do mostu kolejowego w okolicy którego, było nasze łowisko. Oczywiście wiązało się to z odbyciem marszu o długości około 6 km. Można było wybrać inną drogę, można było iść z dworca torami w stronę Chełma około 2 km i też dotrzeć do mostu, ale-no właśnie to ale-trzeba było mieć trochę szczęścia. Tuż przy moście stało wycelowane w niebo działo przciw-lotnicze i piękny betonowy bunkier z czasów drugiej wojny światowej. Działa tego jak i mostu pilnowali sokiści i zawsze wiązało się to z ryzykiem, że sokista nieda się uprosić
paczką "Klubowych" i nie pozwoli przejść po moście,aby w połowie drogi
zeskoczyć z niego na wał kanału Wieprz-Krzna, w takich przypadkach trzeba było wracać się z powrotem na dworzec i łąkami iść dookoła.
Często jednak sokista dawał się uprosić, jak nie za jedną to za dwie paczki papierosów. Samo starorzecze kojarzy mi się jako szczupakowe eldorado, ale było też dobrym łowiskiem suma, klenia czy jazia w nocy trafiał się nie za często węgorz. Jednak rybą po którą tam jeździliśmy był szczupak. Problem polegał na tym tylko, że aby złowić szczupaka trzeba było mieć żywca a z tym było różnie, bo na miejscu o żywca było trudno a z Lublina też było trudno dowieść żywą rybę z dziesięciu żywcy dowoziło się dwa żywe. Łowienie na kanalę było zabronione i często w sobotę i niedzielę człowiek, który opiekował się tym odcinkiem kanału, często na motocyklu objeżdżał kanał i jak kogoś spotkał to przeganiał, albo jechał do Trawnik i wracał z milicjantem a to już nie było miłe dla nas, ani dla naszych
rodziców. Tak więc jechało się pociągiem składającym się z sześciu wagonów tak zwanych "kurników"[wagony bez przedziałów,ze stopniami wzdłuż całego wagonu] dość zatłoczonych przez pasażerów w większości, wędkarzy. Jedni jechali na Giełczew inni na Wiprz a jeszcze inni do Chełma i dalej na Bug. Ile to się nasłuchałem w takim pociągu, wędkarskich opowieści o miejscach rybnych, że ho, ho, ho, możnaby na ten temat książkę napisać.Tak więc jechało się obładowany jak wielbłąd, ale ile było radochy z takiej wyprawy i ile nadziei na wielką rybę. Możliwości sprzętowe mieliśmy dość ograniczone, ja posiadałem dwie wędki: jedną dwuczęściową z leszczyny i drugą trzy
częściową bambusówkę do łowienia szczupaków. Kołowrotki to były zwykłe
"katuszki" radzieckie, popularne w tym czasie i dostępne w każdym sklepie wędkarskim. Natomiast żyłki to już inna historia, oczywiście kupowało się bardzo dobrą żyłkę na metry, naszą krajową tęczówkę tak zwaną "Gorzowską" ale jak na kieszeń nastolatka zbyt drogą, więc i mniej się jej nawijało na kołowrotek, ale była. Na szczupakówkę wykożystywałem żyłkę, którą uzyskiwałem z żyłkowych zmywaków do naczyń,trzeba było go rozpleść i nieco wyprostować,było przy tym trochę roboty ale za to była to dość mocna żyłka tyle że płaska.Tak wyposażony wraz z dwoma kolegami wyruszyliśmy na Wieprz.Każdy z nas wiózł z sobą żywca,ja miałem w pudełku do tego przeznaczonym dziesięć kiełbi a nad wodę żywych dojechało tylko dwa. Po dotarciu na miejsce, każdy z nas zajął z góry upatrzone miejsce i po rozpakowaniu odrazu zestawy wylądowały w wodzie. Od godziny 17 do wieczora miałem jedno branie na żywca, ale szczupak zerwł kiełbika a drugi żywiec nie zauważony przezemnie wszedł w zaczep i też go straciłem. Tak więc
zostałem tylko z martwymi rybkami, ale tym się nie przejmowałem, bo liczyłem, że może nad ranem uda mi się coś złowić na kanale, zanim facet który opiekuje się kanałem nadjedzie. Wieczorem i w nocy nic się specjalnie nie działo, od godziny 22 do 1 w nocy nie było żadnych brań na trupka, więc postanowiłem że zmienię przynętę na rosówkę. Założyłem ciężarek gruntowy a na kotwiczkę założyłem aż trzy rosówki i do wody. Noc mineła spokojnie przy ognisku z suchych gałęzi, gdy tylko niebo na wschodzie zaczeło blednąć na tyle, że można było widzieć spławik, odrazu z lekką wędką poszedłem na kanał za żywcem. Po około pół godzinie miałem kilka uklei i jazgarza.
Noc już zkończyła się na dobre, więc można było szukać szczupaka.
Postawiłem pudełko z żywcami, chciałem zwinąć i przerobić wędkę ponownie na szczupakówkę, która pół nocy stała i nic się na niej nie działo. Podniosłem kija i zacząłem zwijać żyłkę, ale po kilku obrotach kołowrotka, nagle poczułem tępy opór, myślałem że to korzenie drzew, które rosły blisko brzegu,więc szarpnąłem mocniej i jak zwykle zaczep ożył. Woda zagotowała się i moim oczom ukazał się grzbiet wielkiego szczupaka, grubości mojego uda tak przynajmniej mi się wydawało. Z tego wrażenia zacząłem się cofać od brzegu, jednocześnie zwijając żyłkę kołowrotkiem [ miałem wtedy naście lat i nie miałem tego doświadczenia co dziś ]. Widząc to moi koledzy postanowili mi pomóc, jeden z nich chwycił za żyłkę, drugi zrobił to samo i rękoma zaczeli ciągnąć rybę do brzegu, też się przy tym cofając. Moje uwagi że zaraz się urwie nie skutkowały. Stałem tak z kijem w ręku całkiem ogłupiały a Oni ciągneli szczupaka na siłę i już do połowy wytargali go z wody bo zobaczyłem jego wielki łeb wystający nad skarpę. I to było tylko tyle co mogłem zobaczyć, bo szczupak w pewnym momencie zrobił młynka i tyle mogliśmy go widzieć. Pękła żyłka na wiązaniu ze stalówką. Staliśmy tak dobre pięć minut zanim do nas dotarło co się stało. Cała nasza trójka w mgnieniu oka na nowo zmontowała szczupakówki i zaczeliśmy polować na szczupaka. Do południa złapałem jednego szczupaka wielkości mojej ręki
i jednego mniejszego urwałem. Nikt z nas wtedy nie jeździł na ryby z miarką czy wagą,ale myślę, że złowiony szczupak miał około 2 kilogramów, do tego miałem kilka ładnych płoci i kilka świnek. To były naprawdę dobre czasy z perspektywy lat myślę, że i ryby było więcej w wodach i sama woda była jakby czystsza. No i presja wędkarska była trochę mniejsza niż dziś.
Kilka lat temu, po wielu latach wróciłem na to starorzecze, ale to już nie to samo miejsce, ktoś podzielił stare koryto na trzy stawy,usypując groblę, wszystko zarosło do okoła krzaczorami, tak że niema dojścia do wody. Uzbrojony w spinning ruszyłem Wieprzem w dół z Trawnik aż do mostu w Dorohuczy [ dobre 15 kilometrów ], ale bez większych sukcesów-dwa nie wymiarowe szczupaczki i jeden kleń około 30 cm i to wszystko. Wicej w te strony nie jeździłem, nie licząc kilku wypraw na graniczny Bug. Ale to już inna historia.
W puźniejszych latach Wieprz kilkakrotnie był truty przez mleczarnie,
które zrzucały ścieki do rzeki. Tak było również z niewielką, ale rybną rzeką, jaką była Giełczew, która wpada do Wieprza i przez mleczarnię skutecznie zatruta na wiele lat. Teraz podobno na nowo się odradza, ale jak jest naprawdę to niewiem. Co do Wieprza to jest o niebo lepiej niż 20 lat temu. Ochrona Środowiska zajęła się tematem i kary za ścieki przestały się opłacać a co za tym idzie i wody stają się czyściejsze. Być może kiedyś powstanie na wzór "Przyjaciół Bugu" jakieś towarzystwo przyjaciół Wieprza, ale czy znajdą się ludzie tacy jak Salmo_Salar i jemu podobni, którzy dbają o wody,które kochają,-trochę w to wątpię.

pozdrawiam waldi-54


























Informacje o autorze

waldi-54

[attachment=110] Swoją przygodę z wędką zacząłem jako bardzo młody człowiek, bo w wieku zaledwie kilku lat. Najpierw to było towarzyszenie starszym od siebie i to znacznie kolegom, czyli noszenie za nimi siatki na ryby, lub puszki na żywce, już wtedy żadna siła nie mogła mnie zatrzymać w domu, gdy padło hasło "Ryby". Wraz z wyrastaniem z dziecka stawałem się już bardziej samod...

Więcej informacji znajdziesz na blogu waldi-54

Skomentuj "Wspomnienie."

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (1)

Skomentował Kaz, 2011-02-18 20:08:17

Kurcze jak bym tam był .wspaniałe wspomnienia na nowo odżyły w mojej pamięci .Dzięki Waldziu jak czytałem to wspomnienia na nowo odżyły.OklaskyOklaskyOklasky

--
Miłość to karpie , fascynacja spining .Lubię też wypady na nasze piękne morze .



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Blanek

@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd Haha @Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany Oko A i dzięki za wymyślenie WróBlanków Okok @ ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej