Wspomnienia z sezonu AD 2011

bysior 2012-01-10 Opowiadania

...
Początek stycznia to dla mnie czas podsumowań i wspomnień z minionego sezonu wędkarskiego. Oglądam fotografie moje i przyjaciół, czytam swoje zapiski, przypominam sobie każdą rybę i każdą chwilę spędzoną nad wodą. Jest dla mnie w tym coś magicznego. Niczym w wehikule czasu przenoszę się i zamieram w minionych szczęśliwych momentach, które przelatują mi w głowie jak klatki starego filmu.

Zacznę nietypowo od podsumowania, które pierwotnie miało być na końcu tych wspomnień.


Zacznę od stwierdzenia, że ten sezon, mimo ciągłych wzlotów ze zdecydowaną przewagą upadków był dla mnie bardzo udany! Mimo tego, że nie miałem tego roku aparatu i nie zrobiłem zdjęć większości złapanych przez mnie ryb, mimo tego, że znów nie udało mi się kupić własnej łódki, mimo tego, że sezon sandaczowy rozpocząłem w szpitalu z nogą w gipsie...

Złowiłem mnóstwo boleni, pobiłem kilkukrotnie a potem wyrównałem swoje rekordy osobiste w tym gatunku. Złowiłem dwa piękne narwiańskie okonie. Złowiłem kilkanaście sandaczy. Złowiłem klenia i prawie metrowego sumka. Spędziłem wiele wspaniałych chwil nad wodą z przyjaciółmi. IV Puchar Shrapa przeszedł wszelkie oczekiwania tak samo jak Shrapowa Wigilia. Ten rok był jednym z wyjątkowych.

A było to tak...


Sezon w roku 2011 zaczął się bardzo groźnie, zaskakując nie tylko wędkarzy, ale też mieszkańców Pułtuska i okolicznych wsi. Narew, nieokiełznana siła, podniosła swój poziom do granicy bezpieczeństwa.

Pułtusk z obawą w oczach obserwował wskaźniki poziomu wody, a pułtuskie portale internetowe relacjonowały stan rzeki z minuty na minutę. Groźna styczniowa Narew przybierała centymetr po centymetrze a ja obserwowałem moją rzekę przez cały czas, starając się dokumentować te niecodzienne dni wysokiego poziomu wody.

Zalana Tawerna

Teren PZW w Pułtusku - woda do połowy ogrodzenia!

Cypel w Domu Polonii

Droga na przystań w Pułtusku

Wiosna i przedwiośnie


Po tym dość napiętym okresie, pod koniec lutego, lodowe zatory na rzece puściły i woda zaczęła powoli opadać. Sezon zacząłem na początku marca z okoniową wklejanką w dłoni, paprochami, bocznym trokiem i drop shotem. Nie nastawiałem się specjalnie na okonie, ale serce i dusza wyrywały się już nad wodę. W każdej wolnej chwili wędrowałem nad brzegami Narwi kontemplując w marcowej ciszy. Podziwiając ten zadziwiający spokój, tą śpiącą jeszcze, prawie czarną jak smoła rzekę. Wędka zabierana ze sobą była tylko pretekstem.
Narew w Gnojnie

Wiosenne testy wędki


W tym okresie przedwiośnia nie złowiłem żadnej ryby. I nawet nie chciałem jej złapać, bo przyjemność przebywania nad wodą i szacunek do śpiącej zimowym snem przyrody nie pozwalały mi celowo nastawiać się na niepokojenie ryb. Były to jakże przyjemne spacery z wędką!

Kiedy woda opadła do normalnego wczesno-wiosennego poziomu, z Adamem wybrałem się dowiedzieć się do jego łódki, na której pływaliśmy cały rok w poprzednim jeszcze sezonie. Niestety wysoka lutowa Narew i lód pozostawiły na niej ślady swojej działalności.
Pychówka Adama

Zajdy, czyli po polsku rufa ;)

Czas na remont

A potem przyroda zaczęła powoli budzić się do życia a wraz z nią moja w pełni wędkarska już pasja i nowe wędkarskie nadzieje! W ręku trzymałem wciąż tą samą wędkę, trochę więcej małych gumek i woblerków. Wciąż spacerowałem po narwiańskich brzegach, odwiedziłem kilkukrotnie Orzyc, wybrałem się kilka razy na żwirownię w Gnojnie i w Grabówcu. Wiosna zbliżała się wielkimi krokami.


Orzyc

Ryb ciągle nie było, ale nie zrażałem się tym wcale! Przyszedł kwiecień i zacząłem jeździć nad Wkrę w okolice miejsca gdzie miał się rozegrać IV Puchar Shrapa.
" alt="Wkra! I łąka IV Pucharu " class="img-responsive center-block" />

W końcu właśnie nad malowniczą wiosenną Wkrą miałem pierwszy w sezonie kontakt z rybą! A raczej z rybami, bo kleniowych uderzeń miałem mnóstwo, jednak żadnego nie udało mi się zaciąć i po kleniach pozostał mi tylko mglisty obraz przelewu, na którym atakowały moje małe woblerki.
Kuszenie kleni

Wiosennie wybrałem się również na łowisko specjalne Okoń, mając nadzieję na jakiegoś wiosennego potwora. Lecz na Okoniu sprawdziło się jedno ze starych polskich przysłów i w pamięci została tylko dobra zabawa! Hi5 ;)
HI5!!!

Dwa piękne okonie


Pod koniec kwietnia stałem w woderach na jednej z zalanych główek. Malutkimi woblerami starałem się skusić klenie, które miałem nadzieję, że stoją na kamieniach przy końcu ostrogi. Pamiętam, że było około południa. Po kilkudziesięciu rzutach podebrałem przy nogach około 35 centymetrowego okonia. Pokazałem go koledze, który obserwował moje poczynania i delikatnie wypuściłem go do wody. Chciałem już wracać, ale za jego namową rzuciłem jeszcze raz w to samo miejsce. Tym razem po krótkim holu podniosłem nad lustro wody jeszcze większego okonia! Oceniłem go wstępnie na 40 cm i nie myliłem się, miał równe cztery dychy!

Majowe Bolenie


Po IV Pucharze przestałem jeździć nad Wkrę i poświęciłem się w stu procentach swojej Narwi w Pułtusku. Bardzo wysoka majowa woda stwarzała zupełnie nowe możliwości i nowe miejscówki. Postanowiłem, że moim celem stanie się jeden z najliczniejszych dużych drapieżników – boleń! Z miękką wędką o parabolicznej akcji, zacząłem chodzić nad Narew z arsenałem boleniowych przynęt. I to była jedna z najlepszych decyzji wędkarskich tego sezonu!

Nałowiłem się boleni aż do bólu! Nie zapomnę tych majowych dni długo, tych niesamowitych uderzeń w silnym nurcie, bardzo często już po zmroku! Nie zapomnę tych pięknych holi pełnych rozbryzgów wody, nie zapomnę tego jak nie raz cały mokry czekałem aż zmęczony duży boleń odzyska siły i spłynie z moich rąk do nocnej rzeki. Nie zapomnę tego jak w polaroidach widziałem ryby pływające mi dosłownie między nogami, a po zmroku na moją miejscówkę przypływały bobry, które nie jeden raz mnie lekko wystraszyły ocierając się o nogi! Najbardziej utkwił mi w pamięci jeden z tych wszystkich złowionych boleni, o którym napisałem w którejś z relacji.

Nagle gejzer wody, pod nogami niesamowicie mocne uderzenie, ryba trzęsie łbem na powierzchni przesuwając się pod prąd - niesamowity widok - choć mało było widać, bo ciemno już nad wodą. Wędka wygięta w pałąk, odjazd na parę metrów a ja zastanawiam się ile ten bolek może mieć. Sądząc po tym ataku to chyba metr. Ale rybka szybko straciła swój animusz i po chwili okazała się zwykłym 75 cm rozbójnikiem. Chciałem mu nawet zrobić fotkę ale chyba przy podbieraniu rapowy telefon wiszący na szyi trochę się zmoczył w Narwi... i odmówił współpracy przy robieniu zdjęcia.

Jednego bardzo żałuję – większości ryb nie miałem czym sfotografować. Jednak część wspomnień uratował Rapowy telefon, być może jest Wam znany z moich wcześniejszych relacji, którym zdołałem uwiecznić nim kilka złowionych w tym okresie ryb. Dopóki bliżej się nie zapoznał się z wodą Narwi.




Po tym świetnym okresie nadeszło tak długo oczekiwane przez mnie...

Rozpoczęcie sezonu sandaczowego!


Sezon sandaczowy 2011 zacząłem bardzo nie typowo, nawet jak na siebie. Spadłem z balkonu i pękła mi kość piętowa... Tydzień czasu leżałem w szpitalu, potem spędziłem 5 tygodni z nogą w gipsie, a następne dwa w towarzystwie dwóch koleżanek. Okropny czas... straciłem równo 56 dni sezonu! Jednak nawet z nogą w gipsie udało mi się wyskoczyć na ryby – oczywiście z Drakersami!

Po zdjęciu gipsu byłem wniebowzięty i ruszyłem nad moją Narew z nowym zapałem. Bolenie już nie brały tak jak na wiosnę, a raczej nie dawały się tak prosto przechytrzyć, mimo tego, co i raz łowiłem mniejsze osobniki w granicach 60-65 centymetrów. I raz udało mi się złapać Rapę na rekord świata, czego świadkiem była robiąca zdjęcie Agnieszka!
Największa Rapa w Pułtusku ;)

Druga połowa sezonu


Sierpień przyniósł deszcz i niskie temperatury, bolenie uciekły całkowicie na głębszą wodę i przestałem się nimi interesować. W oczach miałem już tylko mętnookie drapieżniki. Na początku nie było prosto przestawić się na sandacze po wiosennym boleniowym eldorado, ale powolutku nastawiłem wewnętrzny kompas na właściwy kierunek.

Adam się stał się w tym roku wyjątkowo leniwy i nie chciał pływać przy tej paskudnej pogodzie, więc szukałem ryb sam, spędzając nie jedną nockę na sierpniowej wodzie.

Na gościnne występy pierwszy raz przyjechał popływać nowym pontonem po Narwi Bandzior z Wyszkowa i wspólnie próbowaliśmy pokonać złą pogodę i złowić choć jedną rybę. Z pogodą wygraliśmy, ale ryby wtedy totalnie skopały nam cztery litery.

Nie dawałem za wygraną i wciąż uparcie próbowałem namierzyć sierpniowe sandacze spędzając każdą wolną chwilę nad wodą. Pogoda w kratkę, deszcz na przemian z momentami lepszej aury nie stwarzały najlepszych warunków do łowienia a raczej nie wpływały dobrze na brania kapryśnych ryb. Trafiłem dwie około 60 centymetrowe sandaczowe podrostki, co ciągle było niczym w porównaniu do ilości wyłowionych godzin. Tak minął mi sierpnień.
Gdzieś na Narwi

Szukanie sandaczy

Narew

Jesień


Wrzesień rozpoczął się zdecydowaną zmianą pogody. Paskudna mżawka, wiatr i zimne powietrze nagle zamieniło się w złotą polską jesień. Nawet Adam wychylił nos nad wodę,
Adam

Bandzior przyjechał kolejny raz wyłowić wszystkie ryby,

które ciągle miały wszystko w nosie. Pozostało nam delektować się pięknem ciepłej jesieni!



Marazm nad wodą przerwał czarodziej Mariusz, którego za pewne widzieliście w artykule Czarowanie w Pułtusku. Czteroosobową ekipą w składzie Bandzior (znowu), Mariusz, Morouk i ja wyruszyliśmy na narwiańskie wody przełamać złą passę.
Z kolegą Michałem vel. Moroukiem

Czarowanie w Pułtusku

Passa została przełamana – ja złapałem bolenia i jako przyłów małego szczupaczka – resztę, jeśli jesteście ciekawi przeczytajcie w wyżej wspomnianym artykule Czarowanie w Pułtusku.
Czarowanie w Pułtusku

Mijały kolejne dni jesieni i kolejne przełowione godziny. Powoli robiło się coraz chłodniej i rosła nadzieja, że sandacze w końcu zaczną gryźć. W październiku zaliczyłem ostatnią tego sezony samotną, nocną wyprawę łódką na mętnookie, potem Adam wyciągnął już pychówkę na brzeg.

A ja zacząłem kombinować z brzegu, choć z coraz mniejszym już zapałem, bo niska woda wygoniła ryby na środek i złapać cokolwiek z brzegu było ciężko i wymagało ode mnie nie lada cierpliwości i samozaparcia. I farta. Po kilkunastu dniach bez ryby, wprosiłem się na pychówkę Colednika, czego efektem był jeden mały szkrab.
U Colednika na łódce

Agresywny maluch

Mój zapał z każdym dniem malał, nie chodziłem już tak często na ryby a w dodatku zacząłem dojeżdżać do Warszawy do pracy. Jednak ta iskierka nadziei, która już prawie do końca we mnie zgasła, po pierwszej późno jesiennej rybie zaświeciła się ponownie...

I znów uzbroiłem się w cierpliwość i w każdej wolnej chwili szukałem sandaczy z brzegu. Nie zliczę godzin spędzonych nad wodą bez brania, w deszczu i na wietrze. I pewnie bym nawet nad wodę nie chodził, gdyby nie to...

...gdyby nie to, że ja to kocham!


Pstryk. Ściągnięta guma. Pstryk. Znowu. Zmieniam na trochę mniejszą. Pach! Tępe uderzenie. Pusto. Pach! Drugie. Jest sandacz!



Ostatnim grudniowym sandaczem zakończyłem swój sezon wędkarski na Narwi AD. 2011



Catch & Release



Wszystkie ryby, które złowiłem w sezonie 2011 wróciły do Narwi. Wszystkie spłynęły z moich rąk po walce o życie z wędkarzem na drugim końcu tej nieznanej dla nich siły, ciągnącej je do obcego środowiska. Wszystkie pomachały mi ogonem na pożegnanie. Wszystkie dostarczyły mi niezapomnianych chwil i emocji. Mam ogromną nadzieję, że pływają dalej i będę mógł się z nimi spotkać ponownie w nadchodzącym sezonie.
To był udany sezon!

Fotografowali: autor, Adam, Mario, Morouk, Bandzior, Colednik, Eugeniusz Rainko, Szoszon, Quamiro, Paweł

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (24)

garbus, 2012-01-10 22:49:27
:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
, 2012-01-10 23:05:34
...gdyby nie to, że ja to kocham!- Super!!! Wyznanie od serca!!! I czuje się to w całym podsumowaniu sezonu. Gratuluję bardzo dobrych wyników!!!Bolenie, sandacze!!!-Ech jak ja to lubię! Nigdy nie łowiłem nad Narwią, jakoś było nie po drodze.Muszę to nadrobić! dzięki za całość!!!:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
sacha, 2012-01-11 08:23:32
Ładnie.Na przyszłość pamiętaj że na balkonie przebywa się między barierką a zewnętrzną ścianą budynku,wychodzenie za barierkę grozi upadkiem.No chyba że była to próba samobójcza to wtedy wychodzi się za barierkę i skacze ale nigdy na nogi.
gusto, 2012-01-11 09:00:58
:aparat::okok::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
moczykij, 2012-01-11 09:15:35
:oklasky: :oklasky: :oklasky: :oklasky: za tekst i fotki ... Ładnie połowiłeś na najpiękniejszej rzece świata :D :jezyk_oko:
waldi-54, 2012-01-11 10:28:31
Brawo Tomek:okok::oklasky::oklasky::oklasky: Jak widać na fotkach to rzeczywiście miałeś ten sezon bardzo udany (nie mam na myśli złamanej nogi) życzę Ci aby ten nadchodzący był równie bardzo udany, tak samo ekscytujący i obdarzył Cię metrowym sandaczem.:cwaniak: Fajny tekst, fajne fotki, wielkie brawa.:oklasky::oklasky::oklasky:
Blanek, 2012-01-11 11:21:12
Fajnie to wszystko podsumowałeś. Dla mnie ten rok był pełen niezapomnianych wrażeń, ale też niedosytu... Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. W tym roku będzie się dopiero działo:oczko::D:dokuczacz:
nema44, 2012-01-11 11:21:56
Bardzo ciekawy sezon i świetne sprawozdanie. Pozdrawiam.
cerber, 2012-01-11 11:35:06
Tomek.Super sezon i super podsumowanie :oklasky::oklasky::oklasky: Zdanie cyt.spadłem z balkonu - dla mnie wymiata :D:D:D. Mam nadzeje że to parter był..:D:D. Różne melanże mi się w życiu zdarzały ale żeby z balkonu... :haha::haha::haha:
Bucek, 2012-01-11 11:59:30
:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Naczelny :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
Mariano, 2012-01-11 12:48:18
Bardzo fajnie opisałes swój sezon.Sporo sie wydarzylo i dobrze miec to gdzies utrwalone bo można o czyms zapomniec.Życze takiego samego a nawet lepszego sezonu 2012 Tomku.Mam nadzieje,ze bedziemy mogli częściej "czarować" pozdrowienia od Króla Tarcho
Wozik77, 2012-01-11 13:10:50
Jak widać po fotkach bardzo ciekawy sezon miałeś Bysiorku. Gratki :oklasky::oklasky::oklasky: ... No ale żeby przez balkon na ryby uciekać:boisie::boisie: No to już przebiło wszystko :haha: :haha: :haha:
ostry, 2012-01-11 17:27:29
Brawo za relacje i super foty :oklasky: :oklasky: :oklasky:
Paweł, 2012-01-11 18:59:11
Bysiorku, jaki Ty fajny miniony sezon miałeś...:hura: No i dzięki boleniowym doświadczeniom z roku 2011 - spinningowy wielkorzeczny sezon 2012 rozpoczniesz o miesiąc wcześniej niż zazwyczaj. Zawsze czekałeś na 1 czerwca i sandacza, a teraz już 1 maja polecisz na narwiańskie rapki... Super nam to wszystko opisałeś, brawo:oklasky::oklasky::oklasky:
bandzior, 2012-01-11 19:04:52
Tomek szykuj się bo ZNOWU będę Cię najeżdżał z moim pontonikiem :p
, 2012-01-11 20:39:49
Hi5 Bysior świetny tekst
bysior, 2012-01-11 21:04:57
Dziękuje wszystkum za miłe słowa! Mam nadzieję, że w styczniu przyszłego roku moja relacja będzie bogatsza we wspólne zdjęcia z nad wody :hura:
bysior, 2012-01-11 21:11:13
I oczywiście zapraszam serdecznie do siebie nad Narew :D
adam-z82, 2012-01-11 21:46:26
"Szczery przekaz":tak: Godziny,dni,lata,spędzone nad ukochaną wodą,procentują.I wydawało by się że nic już człowieka nie może zaskoczyć,a jednak rzeka jest nieodgadniona:muza: Tomek.Narwiański"wyjadaczu":okok: Miałeś naprawdę fajny sezon:oklasky: :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: ps;Z tym gipsem to chyba jakaś grubsza afera:szok::ROTFL:;)
Bizonik, 2012-01-12 10:09:53
Tomek jak jeszcze raz powiesz lub napiszesz ze miałeś zły sezon to proponuje Ci wrócić do tego tekstu i przeczytać go ponownie. Szczere gratulacje za udany sezon 2011 i aby nadchodzący był jeszcze lepszy. Już teraz czekam na kolejne podsumowanie sezonu i fotki z duchami
colednik, 2012-01-12 20:26:25
bez stu sto cm sandaczy to sezon nie udany hihi Gratki za wspomnienia:D:oklasky::oklasky::oklasky:
Kaz, 2012-01-12 22:13:58
Brawo Tomku -sezon jak najbardziej udany,sporo się jak widzę działo w mnienionym sezonie i jakie wspomnienia -tylko pozazdrościć ,jeszcze raz brawo:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
rapa, 2012-01-13 21:28:50
Jestem na zdjęciu :ROTFL::ROTFL: Miałeś tyle ryb że szkoda gadać ja nie mam nawet czego wspominać poza krajobrazami :bezradny: dopiero w tym roku zamierzam poświęcić więcej czasu na wędkowanie z korzyścią dla wszystkich :P Zaproszenie przyjęte :okok: niech szykują placki w Żaczku :cwaniak:
bysior, 2012-01-13 23:51:07
Patelnia już gorąca i pełna świeżego oleju na placki dla Rapiszonka :D :hura: :muza: :w8: