Woblerem po rzece

Paweł 2015-03-07 Raporty znad wody

...
W kalendarzu już marzec, za oknem też powoli widać, że do wiosny mamy zdecydowanie bliżej niż dalej. Nadchodzi więc coroczny wędkarski „czas zbrojeń”. Mam nadzieję, że tym tekstem pomogę nieco mniej doświadczonym wędkarzom we właściwym przygotowaniu się do sezonu spinningowego...

Nadchodzi coroczny wiosenny wędkarski „czas zbrojeń”. Mam nadzieję, że tym tekstem pomogę nieco mniej doświadczonym wędkarzom we właściwym przygotowaniu się do sezonu spinningowego…


Standardowy zestaw spinningowy składa się (zakładając, że nie udziwniamy) z czterech podstawowych elementów: wędki, kołowrotka, linki i przynęty. Są one, można powiedzieć, koniecznością w łowieniu na spinning. Znam wędkarzy którzy za najważniejszy uważają kij, inni „kochają się” w kołowrotkach, jeszcze inni wiele swoich niepowodzeń składają na karb źle dobranej żyłki/plecionki (bo sukcesy, wiadomo, są zawsze zasługą naszych indywidualnych, niepowtarzalnych umiejętności). Ja natomiast - zdając sobie sprawę z „ważności” wszystkich składowch - za zdecydowanie najistotniejszą uważam przynętę. Nie przywiązuję aż tak wielkiej wagi do wędki, kołowrotka czy linki (może dlatego, że w młodości śmigałem dwumetrowym szklakiem, kołowrotkiem marki delfin oraz gorzowską żyłką tęczówką, a i tak dawałem radę). Moim konikiem są, i zawsze były, przynęty. W latach odległych były to tylko blachy (wahadła i obrotówki). Potem nastała era gum, które jako skuteczne i tanie dość szeroko zagościły w moich pudełkach. I dopiero na końcu przyszedł czas woblera (tak dla przypomnienia - pisałem kiedyś o tym na SD http://shrap-drakers.pl/artykul/czas-woblera/ ).

Pamięć ludzka bywa zawodna, szczególnie moja, ale sięgając w „pamięciowe zapiski” wydaje mi się, że pierwszym moim woblerem była rapala oryginal dziewięć centymetrów w kolorze silver, czyli największy możliwy klasyk... W tamtych czasach (lata osiemdziesiąte) wybór woblerów był bardzo mały, ba, wręcz żaden. Kolejne lata to czas kiedy tych drewnianych przynęt w pudełku mi… nie przybywało. Tak, tak, nie przybywało! Dlaczego? Raz, że były to przynęty bardzo drogie, a dwa, nie czułem potrzeby sięgania po nie ponieważ blachy, a w następnych latach gumy pozwalały skutecznie łowić. Moja pierwsza rapalka przetrwała w pudełku wiele lat, z biegiem czasu „dobiły” do niej kolejne rapalki (pamiętam jak dziś: jedną dostałem wychodząc z wojska, inną od koleżeństwa przy zmianie pracy...).



Dla mnie osobiście prawdziwy boom woblerowy nastał dopiero w XXI-m wieku. Złożyło się na to zapewne kilka przyczyn. Pierwsza to drastyczny spadek ryb (zwłaszcza w drugiej połowie pierwszej dekady wieku) w naszych wodach wymuszający konieczność poszukiwań coraz skuteczniejszych sposobów przechytrzenia ich. Druga to masowy rozwój rękodzielnictwa. Trzecia to oczywiście fakt, że cenowo woblery stały się bardziej przystępne. Lecz najważniejsza w moim osobistym wydaniu stała się czwarta przyczyna. Zwyczajnie doszedłem w swojej przygodzie wędkarskiej do momentu, kiedy to moje hobby ma więcej wymiarów niż sama ryba... Bardzo ważne stały się inne aspekty: kontakt z przyrodą, spotkania z kolegami po kiju, kolekcjonowanie sprzętu i przynęt...



Tak właśnie. Woblery to dla mnie w tej chwili nie tylko ich wartość użytkowa, ale także ich kolekcjonowanie. Czyli mam sporo woblerów dla samego ich „mania”! Bywają śliczne, kolorowe, bywają łudząco podobne do ryb, bywają kunsztownie wykonane hand mady…

Ale jako że piszę na forum wędkarskim a nie kolekcjonerskim – skupię się na wędkarskiej użytkowej części mojej fascynacji woblerami...

Wobler jest chyba najbardziej wszechstronną przynętą z możliwych.


Można go poprowadzić szybko i wolno, płytko i głęboko, z prądem i pod prąd, z ręki i w trolingu. Wobler jako taki wydaje się przynętą najbardziej imitującą małą rybkę, potencjalną ofiarę drapieżnika. Szczególnie dopracowane ręczne wabiki budzą podziw.



Woblery można „podzielić” na wiele kategorii, takich jak głęboko czy płytko schodzące, tonące, pływające i neutralne, o pracy agresywnej lub leniwej, zamiatające różnymi częściami korpusu, robiące duże i małe iksy, igreki, itd. Natomiast prawdziwa weryfikacja odbywa się nad wodą, nie w sklepie. I w pierwszej kolejności nie mam na myśli łowności - tylko odpowiednią pracę do konkretnej sytuacji.

Bo czymże powinien charakteryzować się dobry wobler?

Ano tym, aby w określonej miejsówce dał się poprowadzić w optymalny sposób. Na początek przewrotnie podam przykład... niewłaściwego zastosowania przynęty. Wyobraźmy sobie: rzeka, niegłęboka zaczepowa opaska. Założenie głęboko schodzącego, z długim poziomym sterem, wabika - jest przysłowiowym strzałem w kolano i najlepszą metodą na wyrwanie zawartości pudełka w kilku rzutach i zniechęcenia się do woblerowania na zawsze... Ale już ten sam wobler w czterometrowej rynnie może być też strzałem, ale... w dziesiątkę! A z kolei znowu ten sam wobler puszczony z prądem w czterometrowy dół ze szczytu główki do pewnego momentu wabi wspaniale swoją pracą przy dnie, ale… istnieje spore ryzyko, że w końcówce prowadzenia „wbije” nam się z podstawę główki i tyle go widzieliśmy... Oczywiście są sposoby aby go jednak wyjąć, ale być może lepszym rozwiązaniem będzie w tym ostatnim przypadku zastosowanie innego typu woblera, np. mniej pikującego w dno, ale za to tonącego...?

Dlaczego tak eksponuję odpowiedni dobór woblera do sytuacji nad wodą?


Otóż dlatego, że w ten sposób przygotowuję sobie pole pod dalszą część tego tekstu... Taki rodzaj sterowanego cwaniactwa to jest!

Postaram się podpowiedzieć niedoświadczonemu łowcy jak dobrać wobler do swojej (czy też akurat obławianej) wody. Bo każdy z nas kiedyś zaczynał i każdy z nas stawał przed wieloma dylematami. Zwłaszcza w sklepie przed wielką ścianą z woblerami... Jaki (jakie) wybrać? Oczywiście są na pudełkach opisy, ale dość często jest to informacja niepełna czy nie do końca prawdziwa. Sam pamiętam jak kiedyś w takich przypadkach panikowałem i dokonywałem nierzadko, jak się potem okazywało, złych wyborów...

Dlatego też postaram się opisać kilka standardowych miejscówek w kontekście wyboru woblera, może to skróci niezdecydowanemu wędkarzowi męczarnie „spotkania ze ścianą”… Wybaczcie, że większość sytuacji będzie dotyczyła wód płynących, ale… dla mnie wobler to głównie rzeki… Zresztą w ogóle dla mnie inne wody niż rzeki mogłyby nie istnieć… Jestem wielkorzecznym wędkarzem i basta! I dobrze mi z tym!

Aha, w kilku przypadkach postaram się podać nazwy konkretnych popularnych przynęt, które w większości sklepów występują, żeby można było wybrać coś podobnego (a często tańszego), przynajmniej z powierzchownej charakterystyki.

MIEJSCÓWKA - OPASKA



Opaska, średni uciąg, woda niezbyt głęboka (powiedzmy do 2-2,5 m). Omówię na bazie ryb.

- sandacz. Wieczór, noc i ranek. Wybór przynęty dość prosty. Wspomniana na początku pływająca 9-cio centymetrowa rapala oryginal w kolorach uklejki to świetna wyjściówka. Generalnie wielkość od 6 do 12 cm (te większe jesienią). Ze znanych woblerków polecam jeszcze raczej pływające (ewentualnie neutralne) salmo sting i minnow, gloog nike czy rapala shallow shad rap. Tutaj mała uwaga, począwszy od lipca warto wzmocnić kółeczka i kotwiczki, może trafić się sum,



- boleń. Oczywiście wszystkie powyższe też mogą być skuteczne (szczególnie te w wielkościach 6-9 cm), warto do nich dodać jeszcze woblery siek-m siga (zwłaszcza latem) czy (o każdej porze roku) gloog hermes,


- kleń i jaź (jako przyłów okonek). Woblerki raczej nieduże, tak od 1,5 do 5 cm, zarówno tonące jak i pływające, latem warto mieć smużące po powierzchni, przykładowe to salmo hornet i tiny, dorado alaska czy małe kleniowe bonito, również popularne gębalki będą działały




- suma i szczupaka (celowo łowionych) świadomie pomijam, sumiastego drapieżcę dlatego, że generalnie nie życzę początkującemu wędkarzowi walki z wąsatym na opasce, zwłaszcza nocą, a na kaczodziobego zapraszam w inne rzeczne rewiry.

Na opasce najczęściej stosowane są rzuty „na wodę” powiedzmy na godzinę 13-tą, spławienie go kilka metrów, następnie powolne (bez kręcenia kołowrotkiem) sprowadzanie woblera do samych kamieni, po czym niespieszne, cierpliwe prowadzenie pod prąd wzdłuż kamieni. Zasadniczo jedynie przy okazji łowienia bolenia przynęcie nadajemy większą szybkość. Oczywiście można powalczyć też woblerami tonącymi jak również prowadzić przynętę z prądem (czyli rzucać pod prąd), ale to zostawmy sobie na czas jak już nabierzemy jako takiego doświadczenia…

MIEJSCÓWKA - GŁÓWKA


Główka z aktywnym, niezbyt głębokim napływem (1,5 m), płytkim przelewem (do 0,5 m), solidnym dołkiem za główką (4-6 m) i wstecznym prądem na całej długości główki po stronie zapływowej.

W tym przypadku wymiarem analizy zamiast ryb będzie określona część główki.

- napływ Świetne miejsce na każdą rybę, zwłaszcza jak nurt odbijając się od główki rozchodzi się na dwie strony czyli powoduje również prądy wsteczne w kierunku brzegu. Wszystkie wcześniej wspomniane wabiki będą dobre, ale spokojnie możemy poszaleć tutaj z egzemplarzami tonącymi czyli np. możemy stosować rapalkę coundown, husky czy też tonącego nike. Przy czym, w przypadku woblerów tonących, musimy się liczyć z zaczepami „nie do odratowania”. Na napływie konieczny jest już przypon odporny na zęby szczupacze. Napływ, z niewiadomego mi powodu, jest często przez spinningistów (nawet doświadczonych) traktowany bardzo po macoszemu – a to błąd ogromny…!

- przelew Królestwo klenia i… bolenia oraz nocnego sandacza. Jeśli chodzi o klenia to warto poszukać woblerów bardziej skupionych, chodzi o to, żeby poleciały troszkę dalej. Daje nam to szanse na nieprzepłoszenie ostrożnych ryb. Na bolenia podobnie – nieduże ale niezbyt lekkie. Na sandacza bardzo dobry w tym miejscu jest neutralna odmiana gloog nike 8 cm. Na przelewie jesteśmy zmuszeni operować bardzo aktywnie, głównie podniesionym kijem.

- warkocz Tutaj mamy szanse na sandacza, suma i oczywiście bolenia. Można sobie pozwolić na większy kaliber przynęty, z reguły stosujemy woblery pływające, daje nam to, poprzez wypuszczanie na kilkadziesiąt nawet metrów, szanse na obłowienie długiego warkocza oraz sporej części klatki. Przynęty podobne do tych z napływu, ale możemy również zastosować przynęty bardziej pękate, z dłuższym sterem ustawionym bardziej poziomo (choć przypominam o ryzyku „wbicia się” w główkę). Dzięki temu spenetrujemy prócz warstwy około powierzchniowej – również strefę przydenną.

- zapływ czyli strona zaprądowa główki, woda między warkoczem a brzegiem, łowisko bardzo urozmaicone, królestwo dziennego szczupaka. Warto założyć woblera o mocniejszej pracy. Przypon OBOWIĄZKOWY! Jednak jest to jedno z nielicznych miejsc w rzece, w których chętniej od woblera (a przynajmniej na równi z nim) stosuję inne przynęty: gumy, wahadła i większe obrotówki, głównie ze względu na różnorodność dna i znaczne skoki głębokości wody, które to utrudniają prowadzenie woblera w odpowiedniej odległości od dna,

- klatka między główkami. Całkowity misz-masz, co klatka to inna woda więc tutaj ciężko coś podpowiedzieć. Może się okazać, że prawie każdy wobler jest dobry, a może być i tak, że żaden nie będzie pasował idealnie. Niestety, w takiej sytuacji ciężko o celną poradę, zwyczajnie trzeba kombinować z tymi przynętami, które już mamy w pudełku. Pisząc tutaj o konkretnych woblerach mógłbym pomóc, ale także mógłbym całkowicie zdezorientować…


MIEJSCÓWKA - BURTA



Burta, średnio głęboka, uciąg dość duży, spowalniany przez licznie zwalone drzewa.



Zasadniczo piekielnie trudna woda, na której egzamin winny zdać wszystkie płytko (powiedzmy do półtora metra) schodzące pływające woblery. Świetne też będą oczywiście tonące woblery boleniowe, no ale te z natury rzeczy prowadzimy dość szybko w górnych partiach wody. Główne ryby to boleń, sandacz i sum. Polecam wszystkie modele uklejopodobnych woblerów, o których wspomniałem przy okazji obławiania opaski, z tą tylko różnicą, że wzbogacamy sposób podawania przynęt. Na burcie, prócz monotonnego prowadzenia wabika wzdłuż brzegu, oddajemy precyzyjne rzuty w każdy odkos spowodowany obsuwającymi się dużymi fragmentami darni oraz we wszelkiego rodzaju zawirowania nurtu wywołane głównie przez wystające z wody zatopione częściowo drzewa. Przy czym warto „zatrudnić” swoją wyobraźnie i postarać się wywnioskować z ułożenia drzewa gdzie mogą znajdować się potencjalne zaczepy czyli najczęściej ukryte pod wodą części drzew, np. grubsze konary czy nawet, w przypadku niedawno zwalonych drzew, zatopione gałęzie. Woblery na klenio-jazie podobne jak na opasce, jednak ze względu na większą trudność łowienia na burcie należy zastosować nieco grubszy sprzęt…

Przy okazji burty muszę dodać, że jeżeli uda nam się znaleźć taką rynienkę po której uda się w miarę bezzaczepowo (najczęściej między zaczepami), poprowadzić wobler głębiej schodzący – to mamy miejscówkę, w którą warto zainwestować trochę więcej czasu i zapału… A jak na dnie stukniemy sterem o żwirek… Marzenie!

Generalnie to tak w telegraficznym skrócie opisałem najbardziej podstawowe rzeczne miejscówki, w których warto „zapuścić” woblera. Wiem, że bardzo rzecz uprościłem, ale myślę, że tak jest bardziej jasno i przejrzyście…



Wróćmy jeszcze do naszego tytułowego woblera…

Ocena pracy woblera „na oko”



W tekście klika popularnych modeli wymieniłem. Ale jak w innych woblerach ocenić czy on chodzi głębiej czy płycej oraz jak szeroko pracuje? Załóżmy, że na pudełku wobler ma napisane czy tonący (oznaczenie S lub T) czy pływający (F lub P). Część sukcesu już jest. Czy pękaty czy smukły – to widać choć warto wiedzieć, że im cieńszy (spłaszczony bocznie) korpus tym węższa praca. Niestety, w sklepie nie jesteśmy w stanie ocenić najważniejszej chyba rzeczy w woblerze: obciążenia. A dokładniej rozmieszczenia tego obciążenia, czy bardziej z przodu czy bliżej ogona, czy z kolei bliżej dolnej części czy nieco wyżej… Dopiero ewentualna sekcja zwłok woblera nam w tym pomoże, ale raczej w sklepie tego nie róbmy...



Natomiast warto nauczyć się już w sklepie oceniać pracę np. po wyglądzie i sposobie zamocowania steru. Ja często tak właśnie robię jeżeli mam w ręku nieznany sobie wobler. Bo ster w dużej mierze odpowiada za to czy wobler będzie schodził głęboko czy chodził płytko i czy woblerem będzie mocno „kolebało” na boki czy też będzie miał oszczędną pracę. I, wbrew pozorom, ta sztuka oceny jest dość łatwa.



Kilka podstawowych, prostych zasad:



Ster szeroki idługi „mówi nam” o tym, że wobler będzie mocno zamiatał, jego praca na kiju będzie charakteryzowała się sporym oporem, któremu towarzyszyły będą wyczuwalne uderzenia.

Z kolei ster wąski i krótki to oczywiście przeciwieństwo poprzeniego – nieduży opór w wodzie, drobna, gęsta praca woblera, daje się poprowadzić dość szybko (ster charakterystyczny dla boleniówek), aczkolwiek zbyt wąski ster może spowodować „brak pracy”.

Ster ustawiony prawie równoległy do korpusu (jakby przedłużenie woblera). Woda napierając na niego - bardzo szybko sprowadza przynętę głęboko. Jak głęboko - zależy m.in. od wyporności korpusu i szybkości nadanej woblerowi czy szybkości prądu wody.

Ster prostopadły czyli nawet bliski 90 stopni w stosunku do korpusu. Woda napierając na niego nie powoduje schodzenia przynęty głębiej.

A pomiędzy tymi skrajnymi ustawieniami występuje cała gama możliwości, przy czym pamiętać trzeba: im bardziej ster wygląda na przedłużenie przynęty schodzić będzie głębiej, im bliżej 90 stopni – wręcz przeciwnie.

Oczywiście tymi kilkoma przykładami nie wyczerpałem tematu sterów w woblerze bo przecież są jeszcze inne wynalazki, np ster łamany jak rapali shallow, kanciasty jak w bonito czy często stosowane wyprowadzone oczko w ster w przynętach trollingowych…



Tak naprawdę dopiero złożenie wielu czynników powoduje określoną pracę woblera. I wraz z doświadczeniem coraz łatwiej ocenić od razu w sklepie.

Kilka podstawowych „wzorcowych” moim zdaniem klasycznie wyglądających woblerów…

Nazw modeli nie podaję - nie o to przecież chodzi, żeby złapać kroliczka,
...ale żeby gonić go…





Ups..., i jeszcze jeden grzybek w barszczu...


Pozorna oszczędność


Wróćmy jeszcze z naszą przynętą nad rzekę…

W łowieniu woblerami bardzo ważną rzeczą jest to, aby zapomnieć o ich wartości. Tak, tak, chodzi mi o wartość materialną czyli pieniążki oraz związaną z tym faktem naszą psychikę. Wobler jest przynętą drogą, a często bardzo drogą. Z tego powodu bywa niekiedy źle używany, obawa o urwanie drogocennej przynęty przekłada się na zbyt asekuracyjne operowanie woblerem co w konsekwencji zmniesza jego skuteczność. Ale i na to są sprawdzone sposoby.

Najlepszym sposobem jest „wyselekcjonowanie” kilku miejscówek na rzece, które z jednej strony dają nadzieję na bytność ryb, a z drugiej strony są mniej czepliwe. Wbrew pozorom nie jest to trudne. Trzeba po prostu wyrwać trochę mniej cennych przynęt, najlepiej gum. Na każdej opasce czy burcie da się namierzyć odrobinę „czystej” od zaczepów wody. Będzie nas to kosztowało oczywiście trochę urwanych twisterów i ripperów, ale dzięki temu poznamy ukształtowanie dna i będziemy mogli zastosować woblery głębiej schodzące. Naprawdę warto tak sobie sprawę rozegrać w kilku miejscach. Przy czym jedna ważna uwaga: w rzece każdy przybór może nam wszelkie takie ustalone, „dobre” miejsca zmienić. Więc po każdej dużej wodzie musimy „popracować” od nowa. Wisła jest tu najlepszym przykładem…

Innym sposobem na to, żeby odważniej łowić na woblery jest zastosowanie mocniejszego sprzętu ze szczególnym uwzględnieniem mocy linki, w tym przypadku najmocniejszej z linek - czyli plecionki. Daje nam to spory komfort, minimalizuje straty w woblerach.

Trzecim, najmniej przeze mnie polecanym sposobem, jest czynność… odwrotna do powyżej opisanej czyli osłabienie zestawu poprzez założenie do woblerów słabszej mocy (jakości) kotwiczek. Pozwoli nam to, w przypadku zaczepu, na wyprostowanie kotwic, a co za tym idzie uratowanie przynęty. Wiem, że jest to sposób stosowany, ale… moim zdaniem nie warto chyba ryzykować. Bo można potem żałować, że zacięta duża ryba wyprostowała nam kotwice i poooooszłaaa…



Wobler doskonały ? Ocena subiektywna...



Na koniec tekstu wymyśliłem sam dla siebie bardzo trudne zadanie.Brzmi ono: jeśli miałbym używać tylko jednego rzecznego seryjnie produkowanego powtarzalnego woblera – to który jest ten mój ulubiony…? Bardzo trudne zadanie, dużo łatwiej bym miał gdyby trzeba było wskazać np. 10 ulubionych woblerów. Po głębokim namyśle, analizując wszelkie za i przeciw, biorąc pod uwagę wszystkie ryby drapieżne występujące w dużej rzece, poczynając od kleni a na sumie kończąc, eliminując w ścisłym finale rapalę original jako oczywistego czempiona – wybrałbym taki oto model - rapala husky jerk 6 cm.




A, jako że zadanie nie określało, że ma być tylko jedna wielkość – do szóstki dodałbym ósemkę i dziesiątkę. I byłbym gotów praktycznie na wszelkie konkretne rzeczne drapieżniki. Subtelną szósteczkę chętnie zaatakuje kleń, okoń czy rapka, ósemkę każdy boleń, sandacz czy szczupak, a dziesiątkę pożre każdy jesienny drapieżnik mający zakodowane w genach polowanie u progu zimy na konkretne kąski…




Zdaję sobie sprawę, że bardziej doświadczeni wędkarze czytając powyższy tekst nie do końca się z nim zgadzają, wiele rzeczy by jeszcze dodali. To oczywiste. Jednak chodziło mi tylko o łatwy w obsłudze mini-poradnik, który będzie choć trochę pomocny mniej doświadczonym wędkarzom, może pozwoli Im popełnić mniej błędów. Zarówno w sklepie jak i nad wodą. Z czasem sami będą potrafili dokonywać swoich własnych, coraz lepszych i skuteczniejszych, wyborów…



Życzę udanych połowów woblerowych………

PS. W tekście najczęściej odwoływałem się do przynęt dwóch firm, jednej polskiej a drugiej fińskiej. Czyniłem to nie dlatego, że uważam je za najlepsze na rynku (choć oczywiście są dobre) czy próbując je rekalmować (co jest właściwie niepotrzebne) ale dlatego, że te przynęty są bardzo popularne, dość łowne, no i można je (w odróżnieniu od wielu wspaniałych rękodzieł) znaleźć w każdym niemal szanującym się sklepie wędkarskim…. I poprzez naoczne podobieństwo wybrać coś np. tańszego z sąsiedniej półki…

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (11)

waldi-54, 2015-03-08 17:19:12
"Zdaję sobie sprawę, że bardziej doświadczeni wędkarze czytając powyższy tekst nie do końca się z nim zgadzają, wiele rzeczy by jeszcze dodali. To oczywiste. Jednak chodziło mi tylko o łatwy w obsłudze mini-poradnik, który będzie choć trochę pomocny mniej doświadczonym wędkarzom, może pozwoli Im popełnić mniej błędów. Zarówno w sklepie jak i nad wodą. Z czasem sami będą potrafili dokonywać swoich własnych, coraz lepszych i skuteczniejszych, wyborów…" Nic dodać, nic ująć. Świetny tekst jak zwykle, o "biżuterii" nie wspomnę:okok::oklasky::oklasky::oklasky:
fryc2002, 2015-03-08 17:52:01
Bardzo dobrze się czytało:okok: Ja na pewno z niego skorzystam w swoim rzecznym łowieniu Pozdrawiam
qbanerra, 2015-03-08 18:58:58
Brawo Paweł :okok: Świetny teks jak zwykle i jak zwykle świetne pióro pełne treści merytorycznej :oklasky: Czekam na więcej :D
bysior, 2015-03-08 20:18:30
Dla początkujących spinnigistów ale także dla bardziej doświadczonych wędkarzy, którzy omijali woblery myślę że to wspaniałe kompendium wiedzy w pigułce. Ja również przeczytałem z miłą chęcią! Wielkie Brawo Pawełku! :oklasky: :oklasky: :oklasky:
gtsphinx, 2015-03-09 00:24:07
Artykuł bardzo pomocny! Jeszcze parę dni temu stałem w sklepie przed ścianą woblerów i jak głupi nie wiedziałem, na czym mam oko zawiesić :szok:. Bardzo dobry tekst. Brawo Paweł :oklasky::okok:
przem, 2015-03-09 11:08:06
Jak zwykle super tekst Pawle :okok:
walkor, 2015-03-09 12:26:07
Po przeczytaniu tego tekstu niecierpliwie wiercę się w krześle zastanawiając się kiedy będę mógł stanąć nad wodą i wypróbować kilka sztuczek, które opisałeś. Świetnie napisany artykuł.
Kaz, 2015-03-09 21:31:43
Co mogę jeszcze dodać ? zapewne już nic ,wszystko na temat powiedzieli koledzy .Pawełku zawsze super.:oklasky::oklasky::oklasky:
Mariano, 2015-03-10 12:30:17
Kolejny bardzo dobry przedsezonowy "wstępniak".:oklasky: Przeczytałem z zaciekawieniem.Super,że znowu mogę poczytać Twoje teksty na SD. Czekam na kolejne.:okok:
Bogdan, 2015-03-16 16:49:02
Brawo Paweł przeczytałem z dużą frajdą . Czekam na następny tekst
chojny83, 2015-03-30 10:45:50
Gratuluję. Fajny tekst. Wielu osobom z pewnością dużo pomoże. Merytorycznie super napisane!