Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Metody i triki

Wiosenna płoteczka

Autor: Paweł, opublikowano 2010-08-04 10:16:36

--

Cóż może być piękniejszego dla wędkarza, który nie wychodzi na lód, ani nie złapał łososiowatego bakcyla, jak pierwsza wiosenna płoteczka. Rybka z reguły nieduża, ale jakże wyczekiwana... Późną jesienią, po ostatniej wyprawie czy to za sandaczem czy okoniem kończy nam się sezon. Chwila oddechu... i już myślimy o wiośnie. Mijają Święta, mija Sylwester i zaczyna się czas płotki. W myślach na razie, w marzeniach.... W lutym myśl o płotce przybiera już formę planu. Tym bardziej konkretnego im cieplej jest na dworze. Jak bardzo wtedy boli każdy nawrót zimy, chłodny północny wiatr.

Jako, że mamy już marzec i czas najwyższy na rozpoczęcie sezonu, podzielę się swoimi doświadczeniami jak ja co roku sezon wędkarski rozpoczynam szukając oznak wiosny i pierwszej wiosennej płoteczki. Kryteria moich pierwszych wypraw w sezonie są od kilku już lat takie same: żeby była cisza i spokój, żebym za bardzo nie zmarzł i żeby oczywiście jakąś rybkę złowić. Z tego względu moje wiosenne miejscówki (prawie wszystkie) charakteryzują się tym, że nie można tam łatwo dotrzeć samochodem i znajdują się na zachodnim lub północnym brzegu rzeki (bo wtedy słoneczko pięknie przygrzewa od rana do późnego południa, tak od czoła). Jak takie miejsca znaleźć? Wbrew pozorom, na wiosnę jest to naprawdę proste! Bo mamy do dyspozycji mnóstwo rozlewisk i podmokłych łąk, które, jak zauważyłem wielu wędkarzy odstraszają. Oczywiście tych wygodniejszych. Bo to można i kaloszki zabłocić, wędkę upaćkać, a jeszcze i samochodzik w jakiejś głębszej kałuży zostawić. Nie, nie, ja nie krytykuję. Bo jak ktoś wybiera się w marcu nad wodę to znaczy, że rzeczywiście to lubi i wart jest wędkarskich pochwał.

Łowiska

Przez wiele lat moim ulubionym wiosennym łowiskiem była Narew w Kacicach, niedaleko Pułtuska. Łowisko dość często wspominane przy okazji opisywania ciekawszych miejscówek mazowieckich, więc żadne to tajne miejsce. I ktoś mógłby wzruszyć ramionami i spytać jaki tam spokój, jaka cisza? Toż tam tyle ludzi zawsze jest. Otóż jest tam taki czas, kiedy opadająca woda pozwala już jakoś dotrzeć do głównego koryta, ale o wjechaniu tam samochodem nie może być jeszcze mowy. Niekiedy tydzień, niekiedy trochę dłużej trwała taka sytuacja, że trzeba było woderów, żeby dobrze się tam ustawić. Niestety, ostatnio to łowisko nieco odpuściłem, a to z powodu tego, że Narew niesie na wiosnę mniej wody, coraz mniej wylewa, krótszy jest czas, kiedy jest trudnodostępna. Dla odmiany, pobliska Łubienica nigdy nie zdobyła mojego wędkarskiego serca, mimo, iż to również fajna woda. Innym, bardzo przeze mnie lubianym miejscem, jest ujście Wkry do Narwii na wysokości Pomiechówka. Ale nie ta łatwiejsza do dotarcia prawa strona Wkry, ale jej lewy brzeg. Dlatego też nie obawiam się tak dokładnego opisu. Bo żeby dotrzeć do samego ujścia trzeba na wiosnę niezły sajgon pokonać. Nawet jeżeli już się wjedzie samochodem w łąki to i tak ostatni kilometr trzeba przejść z całym majdanem na plecach na piechotę, przedzierając się przez liczne podtopione chaszcze. Z tym, że warto, bo jak już się tam dotrze, to jest bardzo wygodnie, gdyż brzeg w samych widłach obu rzek jest już nieco wyższy. Ta miejscówka oprócz pięknych płoci potrafi zafundować niezłą niespodziankę. Zdarzyło mi się tam, jako przyłów, i karpika złapać, i fajnych karasi połowić. Dodatkowym atutem tego łowiska jest bezpośrednia bliskość malowniczego starorzecza, w którym też można zapolować na płotkę, aczkolwiek nigdy tam nie udało mi się połowić tak dużych płoci jak w Narwii.

Z kolei sama Wkra potrafi obdarzyć niespodziewanie stadkiem pięknych jelczyków na przepływankę czy też pięknym jaziem z gruntu. No, ale Wkra to całkiem oddzielny temat. A już widok ze skarpy w Pomiechówku na zalane wiosenne łąki i meandrującą wśród nich rzekę, o świcie, z lekką mgiełką jest zniewalający! Kto wie czy sezon 2009 nie rozpocznie się dla mnie gdzieś w tamtych okolicach. Teraz wspomnę o jeszcze jednym miejscu, które przez parę lat cieszyło mnie na początku sezonu. Niestety, piszę w czasie przeszłym, gdyż łowisko to zostało zniszczone przez działkowiczów. Zalew Zegrzyński na wysokości Skubianki. Nad samą wodę można dojechać, jest tam taki parking na kilka samochodów. Z tym, że ja odchodziłem około pół kilometra, wchodziłem w trzcinki w woderach z bolonką, grunt prawie 4 metry. Jakież tam brały płocie! Niestety obecnie jest tam kilka pomościków, w tym jeden, wchodzący w wodę ze 20 metrów albo i więcej, i prowadzący prawie autostradą do działki na pobliskiej skarpie. Szlag człowieka trafia! Ja rozumiem, wypoczynek nad wodą, wygoda, ale wszystko powinno mieć swoje granice. Płotkom też się to nie spodobało. I wyniosły się stamtąd. Pewnie na zawsze.

Oczywiście teraz też mam swoje ulubione wczesnowiosenne łowisko, które darzy piękną płocią, oferuje mnóstwo spokoju, no i rzecz jasna grzeje słoneczkiem prosto w twarz. I jest nad Narwią. Jest pięknie osłonięte od wiatru. W wodzie, od wielu już lat, leży powalone drzewo, na którym załamuje się szybki nurt wezbranej, wiosennej wody. Głębokość to około 3,5 metra na początku wiosny, z upływem dni sukcesywnie się zmniejsza. Daleko od samochodów i całego tego zgiełku. Pięknie śpiewają ptaszki. Niekiedy przez kilka godzin wędkarza nawet nie widzę. Po drugiej stronie rzeki też, bo pozalewane. Ale to piękne miejsce zachowam dla siebie..... Przynajmniej na razie.....

Naturalnie na Mazowszu jest jeszcze wiele innych pięknych miejsc do odwiedzenia na wiosnę. Zdarza mi się za płotką trafić nad Pilicę, szczególnie w jej końcowym odcinku, Świder jest mi bliski (również kilometrażem), choć w wypadku tej rzeczki bardzo ważny jest stan Wisły. Musi być wysoki, inaczej wody jest po pas. Nad Wisłę mam najbliżej, lecz tu jest ten problem, że często niesie na wiosnę mętną, pośniegową wodę, więc tak dopiero od kwietnia warto się wybrać. Również Liwiec jest fajną wiosenną rzeczką, choć częściej darzył mnie kleniem niż płotką. Jest jeszcze Rządza, Bug ze swoimi przepieknymi starorzeczami i wiele innych pięknych miejsc... Ale co by nie pisać na wiosnę zdecydowanie najbardziej lubię klimaty Narwii i okolic. Wszelkiego rodzaju rozlewiska narwiańskie mają swój wielki urok i swoistą wręcz magię.

Transport

Rozpisałem się tutaj właściwie o sporym kawałku Mazowsza. Wiele z tych miejsc jest na wiosnę trudnodostępnych. Dlatego, choć można uznać to za odrobinę szalone, moim głównym wiosennym środkiem służącym do docierania nad te wszelkiego rodzaju rozlewiska jest... rower. Zwykły, choć oczywiście nieco przystosowany do dźwigania mnie i całego majdanu wędkarskiego. Mocna rama, porządne obręcze, wielki kosz na bagażniku. Mieszkam na praskich, południowych obrzeżach Warszawy, co wbrew pozorom jest sporym atutem. Bo niby wszędzie (poza Wisłą i Świdrem) jest dość daleko, ale za to wszystkie moje opisane miejsca mam w odległości 40-60 km, czyli trzeba pedałować w granicach 1,5-2,5 godziny. Szczególnie na wiosnę jest to dodatkowa spora przyjemność po zimie. No i taka niezła zaprawa przed trudami całego sezonu spinningowego! Często w maju mam już na liczniku ponad 2 tysiące kilometrów, a zdarza mi się sezon skończyć na ponad 6 tysiącach. Choć od czasu jak zacząłem wiślane spływy pontonowe tyle już w sezonie nie jeżdżę. Natomiast zalety roweru nad wszelkiego rodzaju wiosennymi rozlewiskami są niezaprzeczalne! Wszędzie gdzie wody nie jest ponad wodery jestem w stanie dotrzeć. Bagażu nie noszę na plecach, tylko na bagażniku. No i wiosennego powietrza nawdycham się co niemiara. No i ekologicznie, czyż nie tak?

Metody

Mam dwa podstawowe sposoby połowu wiosennej płoci. Jeżeli zamierzam trochę pochodzić (co czynię rzadko, nachodzę się przecież w sezonie ze spinningiem), to zabieram ze sobą jeden kij. Jest to sześciometrowy bacik. Fajne łapanie, ale raczej w teranie niezakrzaczonym, w łąkach. Natomiast jak planuję łowić stacjonarnie, w konkretnie upatrzonym miejscu to mój zestaw składa się aż z trzech kijków. Wspomniany wyżej bat oraz dwa pikery, jeden leciutki, a drugi taki do ok. 100 gram. Pierwsze co robię to rozrabiam zanętę, łowię w miejscach sobie dodrze znanych, więc nie mam problemów ze stopniem namoczenia, ilością gliny, itd. Kule wrzucam pod spławikówkę oczywiście. Rozkładam bat i ... przepływankuję. Cieszę się z każdego przynurzenia czy drgnięcia spławika. Moje ulubione miejsca, jak na wiosnę, są dość głębokie, lubię jak wody jest chociaż ze dwa metry, a najlepiej pod trzy. Nie muszę się wtedy jakoś specjalnie maskować czy stąpać na paluszkach. Jak już się nałapię na przepływankę, bacik odstawiam na bok i rozwijam pikery. Delikatniejszy uzbrajam około dwudziesto- lub trzydziestogramowym koszyczkiem i umieszczam w miejscu nęcenia pod bat, niekiedy tylko nieco z prądem. Natomiast mocniejszy, z koszyczkiem 60 bądź 80 gram zarzucam dalej, tak trochę "na aferę". I nieodmiennie zauważam, że najwięcej płotek łowię na spławik i delikatny zestaw, ale największe sztuki zdecydowanie w nurcie na cięższy zestaw. No i niespodzianki w postaci jazia, klenia czy leszcza też trafiają mi się dalej od brzegu. Przy czym to "dalej" to nie jest oczywiście letnie "ile fabryka dała" na środek rzeki, tylko parę metrów dalej niż na spławik, najlepiej w jakiejś nieodległej rynience.

Przynęty i zanęty

Zasadniczo na haczyk zakładam kolorowe pinki, białe robaki oraz czerwone. Mimo, iż wiem, że ochotka może być skuteczniejsza, niewygoda związana z zakładaniem jej na haczyk zniechęca mnie wystarczająco. Aha, i jeśli chodzi o przynęty to stosuję jeszcze niekiedy parzony w termosie pęczak i, szczególnie łowiąc w łąkach na opadającej wodzie, wszelkiego rodzaju robactwo wygrzebane z darni. Przez wiele lat nie doceniałem roli zanęty na płotkę. Trochę płatek, otręby, jakieś połamane czerstwe pieczywo, trochę gliny, do tego atraktor i już. Jak znajdę płotki to i tak będą brały. Ale ostatnio to się zmieniło. Szczególnie dwa przypadki przyczyniły się do innego spojrzenia na rolę zanęty. Wspomniane wcześniej starorzecze koło Pomiechówka. Koniec ciepłego marca. Od czasu do czasu wyciągam małą płoteczkę. Coś tam się dzieje, ale bez rewelacji. Rowerkiem przyjechał starszy pan, pewnie miejscowy. Spytał czy może stanąć obok. Oczywiście się zgodziłem, kultura przede wszystkim. I zaraz tego żałowałem. Bo pan rozstawił dwa spławiki, zestawy raczej solidne, usiadł wygodnie i.... zanęcił. Wrzucił z pół wiaderka rozmoczonego chleba z dużą ilością pęczaku. Chleb zaczął pływać wierzchem po całej miejscówce, ukleje spłynęły z całej chyba okolicy, jak przerzucałem zestaw to haczyk nie dochodził nawet do dna, a ja holowałem kolejną ukleję. Za to pan holował jedną za drugą piękną płoć, nawet się nie spodziewałem, że takie w tej wodzie są! Po prostu miał duże haczyki z kilkoma ziarnkami pęczaku, ukleje nie były w stanie tego przechwycić. Pęczak jako zanęta i przynęta okazał się bardzo selektywny.

I drugi przypadek. Ze znajomymi wybrałem się na początku maja na ich działkę na Mazurach. Jeszcze w Warszawie wymusili na mnie, że mam złapać coś na sobotnią kolację. Nie znałem wody, więc uznałem, że najłatwiej będzie o płotkę. Wziąłem tylko mojego bacika 6 metrów. Niestety, w piątek po pracy, w sklepie wędkarskim nie mieli żadnej normalnej zanęty, więc zakupiłem kilogram jakiejś francuskiej, ekskluzywnej za prawie 30 złotych (dla mnie drożyzna!), oczywiście specjalnej na płoć. No i w sobotę po południu wybrałem się na te rybki. Jeziorko okazało się malutkie, do tego można było łapać tylko z jednego pomostu. Pomost zajęty przez kilku miejscowych wędkarzy. Spytałem jak tutaj z płotką i czy mogę gdzieś z boku stanąć. Zobaczyli mojego bata dwa razy dłuższego od ich kijków, uśmiali się z tego dziwa, a do tego okazało się, że płoci w tym jeziorze nie ma! Mina mi zrzedła, ale cóż, do roboty. Zrobili mi trochę miejsca, całkiem z boku, ale akurat "szóstką" mogłem przerzucić przez rzadką trzcinkę. Otworzyłem zanętę, jakiż piękny zapach się rozszedł. Rozrobiłem, zanęciłem i...... w półtorej godziny nałapałem ze dwadzieścia fajnych płotek (przypominam ? ryb, których w tym jeziorze nie ma!), tyle wystarczyło, zwinąłem się i podziękowałem grzecznie. I jestem przekonany, że to w dużej mierze zasługa ukierunkowanej na płoć, pracującej, porządnej zanęty.

I w ten sposób zacząłem doceniać rolę jakości zanęty. Obecnie na wiosnę standardowo mam ze sobą 2,5 kilogramową paczkę dość taniej zanęty płociowej (najczęściej Trapera), kilogram zanęty "lepszej", dwie paczki płatek owsianych do sklejenia, no i z pół litra pęczaku, tak na wszelki wypadek. Aha, i obowiązkowo pinki do zanęty. A w tym roku zamierzam sobie jeszcze dokupić nieduże sitko do napowietrzania zanęty, żeby lepiej pracowała (to po literaturze zimowej).

O pozostałych drobiazgach nie piszę, wiadomo, każdy ma swoje ulubione żyłki, spławiki, wielkości haczyków. Natomiast na pewno bardzo ważne jest zabrać podbierak (im dłuższy tym lepszy ? nie wiadomo jakie warunki zastaniemy nad wodą), wygodne krzesełko, bo przecież mamy przede wszystkim cieszyć się wiosną, dla mnie ważny jest termos z gorącą, dobrze słodzoną herbatą z cytryną i kilka kanapek. No i rzecz niezmiernie ważna ? aparat fotograficzny. W moim przypadku, jakbym zapomniał wędek, uznałbym, że nic się nie stało, wyciąłbym kawałek "bata" z nadrzecznych krzaczorów (tak, tak, zdarzyło mi się już tak zapomnieć!), ale brak aparatu uznałbym za wielką stratę.



Co rok z utęsknieniem czekam na pierwszą wiosenną wyprawę na płoteczki...

Komentarze: 2

Informacje o autorze

Paweł

Moja wędkarska przygoda zaczęła się w latach siedemdziesiątych. Lubię połowić na spławik, przede wszystkim przepływanka w każdej formie - bolonka, bat. Na wodach stojących na spławik łowić nie umiem, tam zachowuje się jakbym miał ADHD, czyli.... przepływankowuję i tak. Lubię też posiedzieć przy gruntówkach, kiedyś były to ciężkie wiślane kije, obecnie drgająca szczyt...

Więcej informacji znajdziesz na blogu Paweł

Skomentuj "Wiosenna płoteczka"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (2)

Skomentował Kaz, 2011-02-20 18:53:30

Pawełku artykuł o wiosennej płotce jest super i czytając go już teraz wiem gdzie zacznę pierwsze podchody w marcu.To bedzię moja ulubiona rzeka o tej porze Radomka , jej górny odcinek przed zalewem. Jej piękno na tym odcinku jest porównowalne z Wkrą, tylko tyle że jest o niebo węższa niż Wkra.OklaskyOklaskyOklasky

--
Miłość to karpie , fascynacja spining .Lubię też wypady na nasze piękne morze .

Skomentował moczykij, 2011-10-14 20:53:44

Świetnie się czyta. Też uwielbiam wiosenne płocie z Narwi . Za jedną nawet dostałem , komplecik Mepsów z WŚ .



Ostatnio komentowane teksty

Dragon Nano POWER XT40P - szkoła przetrwania

skomenował: bysior

Pytanie od kolegi Tyberiusza z FB: "Witam . Czytałem Pana recenzje Dragona XT40P na TimPlecionie . Od niedawna szukam kija na odrzańskie szczupaki i właśnie ten kijek wpadł mi w oko tylko tyle ze ...
zobacz więcej

Dragon Nano POWER XT40P - szkoła przetrwania

skomenował: bysior

Akurat nie łowiłem na ten patyk, machałem nim tylko na sucho... Ale teraz testuje go Kamil Czermiński (czermin) więc niebawem test powinien pojawić się na Team-Rapa.pl Usmiech ...
zobacz więcej

Dragon Nano POWER XT40P - szkoła przetrwania

skomenował: pietryk3

Do kolegi bysiora. Napisz o ile nie będzie to dla Ciebie problemem opinie na temat kijaszka Mikado Inazuma Flash Zander 240/30. Noszę się z zamiarem zakupu tego kijaszka. ...
zobacz więcej

Dragon Nano POWER XT40P - szkoła przetrwania

skomenował: walkor

Fajny artykuł. Brak w nim sztampowej i oklepanej budowy tekstu "testowego" i to mi się podoba. I oczywiści to co lubimy najbardziej - zdjęcia Haha. Możliwe że będę musiał szukać nowego kija w tej gramat ...
zobacz więcej

Sandacze z Ellenösjön

skomenował: domin

Dla Zbycha z Wrocławia Usmiech http://www.stugnet.se/objekt.asp?id=3740 w tym linku jest kontakt wraz z cennikiem, łódka z paliwem na tydzień to koszt 1400SEK. A to taka ogólna strona o jeziorze ...
zobacz więcej

Początki mojego jerkowania

skomenował: przem

Fajny artykuł, miło się czyta. Szkoda że ostatnio tak ich mało na Shrapie... ...
zobacz więcej

Początki mojego jerkowania

skomenował: bysior

Ja na jerki łowiłem raz z na wyprawie z Team-Rapą i to jeszcze na spinning normalny Usmiech Mi daleko do tej metody ze względu na rzekę i moją specyfikę łowienia. Ale art świetny, super się czytało Usmiech ...
zobacz więcej

Początki mojego jerkowania

skomenował: walkor

Ciekawy artykuł. Czyta się niemalże jakbym tam był ROTFL ...
zobacz więcej