Wiosenna niespodzianka

adam-z82 2011-03-13 Opowiadania

...
"Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty!" Tak długo oczekiwana, wypatrywana w prognozach pogody, w końcu zawitała "Pani odrodzenia". Jest, jest, jest, dobra nasza! Teraz już może być tylko lepiej! Cały okres zimowy poświęciłem na doszkalaniu spinningowej teorii w łowieniu pierwszych rybek w sezonie na nizinnej rzece. Czyli, jak nietrudno się domyślić chodzi o jazie. Tak, to jest wyzwanie jakiemu postanowiłem podołać na początku kwietnia. Sprzęt dopracowany, stan wody Wisły w Warszawie sprawdzony, pogoda wyśmienita, ruszam na podbój królowej!

Jako, że jestem samoukiem w tej dziedzinie wędkarstwa, do wszystkiego dochodzę metodą prób i błędów! Notabene więcej jest tych drugich, jak to w życiu! Wytypowałem dwie miejscówki do obłowienia, teoretycznie bardzo podobne do siebie, szerokością, głębokością i ukształtowaniem terenu. Wiślane odnogi oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów. Nastała ta wiekopomna chwila! Stoje nad brzegiem Wisły! Wielka, dzika, surowa rzeka. Słowami nie da się tego opisać co odczuwam! Na tym odcinku królowa krajobrazowo jest fenomenalna!!!










Obieram kierunek w górę rzeki, półtora kilometra spacerku, przechodzę w godzinę, chłonąc jak gąbka tą piękną wczesno - wiosenną scenerię! Pierwsze potencjalne stanowisko. Zwalone drzewo na zakręcie odnogi, robota boberków. Coraz więcej jest tych gryzoni w tej okolicy. Pierwszy rzut w tym roku! Niepewny, lekki niedokładny. Dwu i pół centymetrowy Siek-m. Gra w pół wody przed zwaliskiem. Następny, pół centa większy delikatnie szura po dnie. Kolejne miejsce i roszady w wabikach. Nie mam nawet kontaktu z rybką, ale to jest najmniej istotne! Dzionek minął błyskawicznie, świeże powietrze, kwietniowe słoneczko, dzika natura!!! Jak mi tego brakowało! Czysta energia! Start w nowy sezon!

Następnego dnia czułem straszny niedosyt, człowiek pragnie więcej i mocniej napawać się tym stanem! To poprostu działa jak narkotyk! Postanowiłem odwiedzić drugie wytypowane miejsce. To niemalże środek "Stolycy". Dyskretnie skamuflowany rezerwat przyrody. Takie małe cudo! Odnoga Wisły tworzy krótką ale urokliwą rzeczkę. Na wiosnę stany wody w rzekach wariują, sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. W górę 30cm a dobę później 100cm w dół. Szaleństwo. Nie ma zmiłuj, od czego są wodery! Śmigam od krzaczka do drzewka, plącze, rwę, wiążę, wpadam jedną nogą w dołek i nabieram wody! Przeklinam ale nie czuję złości! Rekompensuje mi wszystko obcowanie z przyrodą! Usiadłem na trawie, ściągam kalosza, wycieka z litr wody, zimna jeszcze ta Wisełka! Dzisiaj nic z tego nie będzie, teraz to do mnie dociera. Faktycznie, woda w rzeczce mętna i wysoka, za wysoka, silny uciąg, co mnie podkusiło pytam sam siebie? Wiosna! Odpowiada serce!











Następne najbliższe dni wolne nie wróżą sukcesów wędkarskich, fala powodziowa, a na dworku coraz cieplej. Sobota, druga połowa kwietnia. Nie było mnie w Warszawie tydzień. Zerkam w pogodynkę, "Królowa" jeszcze wysoka lecz ustabilizowana. Kilka spraw do załatwienia do południa ogarnę i ruszam - "haracz od życia wymuszam". Godzina dwunasta z groszami jestem nad rzeczką, 14 stopni, lekki wiaterek, słońce wygląda za chmur. Popadało i pięknie się zazieleniło, naprawdę fajnie tu jest! Woda od ostatniego razu kiedy tu byłem opadła 1.5 metra zostawiając za sobą straszne błoto, ale odsłaniając nowe miejsca. Wodery na nogi i do szpady. Kijek do 18 gram, 3.00m, zamiast żyłki 0,16- plecionka 0,06mm - szkoda rwać, mepsy tanie nie są! Obławiam miejscówę typowo kleniową, zwężenie, przed zwalonym krzakiem tak czytałem w mądrych książkach. Godzinka bez efektu, zmiana stanowiska. Rzeczka kończy swój bieg i oczom moim ukazuje się wielki obszar pomarszczonej wartko płynącej wody. Z takim "patykiem" nie zawalczę wiele. Kilka kontrolnych rzutów pod brzeg gdzie jest mniejszy uciąg i "bęc" uwiesiło się coś, dzielnie walczy - moja pierwsza rybka w tym sezonie - okonek dwudziestak na dobry początek. Miały być jazie i kleniska, a tu zjadacz ikry się trafił.








Po wiosennej euforii przyszedł głód złowienia ładnej rybki. Od kilku lat tą pierwszą konkretną zdobyczą był Boleń. Wracam nad odnogę, krótka przerwa na posiłek, zmiana taktyki, godzina 14.45 min walczę dalej! Za wyżej wymienionym zwężeniem rzeczka się rozlewa, nurt uspokaja się i tworzy blat, odpuściłem to miejsce wcześniej gdyż wydawało mi się mało atrakcyjne. Teraz postanowiłem się tam zatrzymać, w pełnym słońcu na wodzie dało się zaobserwować oczkującą drobnicę. Nie ma was pod krzaczkami, za i przed położonymi na wodzi drzewami, to się jazio-klenie wygrzewają na płytkiej wodzie! Miejsce trudne technicznie do obrzucania, wchodzę głębiej, kilka centymetrów dalej jest odrobinę lepiej, ale i mało brakuje do powodzi w woderach! Powolutku! Rzuty oddaje w trzech kierunkach od godziny 1 - do godziny 11. Jedyna opcja w tych warunkach. Maluszki się nie sprawdzają, za blisko spadają. Zakładam cztero centymetrową uklejkę Sieka-M tonącą. Pierwszy i ostatni w tym dniu lot woblerka, upada na tafle wody około 15m na wprost mnie. Trzy, cztery wolne obroty korbką i tępe zatrzymanie, nienaturalne. SZOK!!! Jest, coś jest i niemałe. Daiwa zaczyna pracować, powoli i systematycznie wygina się do paraboli, odkręcam delikatnie hamulec lecz ryba nie ma zamiaru uciekać, mocne krótkie szarpnięcia! Stoi niemalże w miejscu, dociera do mnie że to nie jest mała rybka. Co to jest...? Spróbujemy siłowo, tylko z czym do ludzi? Z szabelką na czołgi? Drgnęło! Odjazd zdecydowany, jednak spokojny, dystyngowany, pięknie pracuje ten kijek! Mam takie wrażenie jakby rybka nie zdawała sobie sprawy że jest holowana. Minęło kilka dobrych minut i cały czas nie wiem co mam na wędce. Boleń. Kleń. Brzana? Ostrożnie pompuję, idzie krok po kroczku. Z wrażenia zapomniałem o wlewającej się wodzie do woderów, cofam się 2 metry do tyłu, tu mam wodę na wysokości kolan, które w tej samej chwili uginają się pode mną widząc w końcu co jest na końcu zestawu. Sandacz!!! Wielki Sandacz!!! Teraz to dopiero się ZSZOKOWAŁEM!!!






Ręce mi się trzęsą, nogi z waty, ale mam zimną krew łowcy! Zaczynam lekko panikować, podbierak jest, ale gdzie? Schowany w pokrowcu, gripa nie mam bo i po co na jazie? To dopiero kwiecień a nie czerwiec! Tylko spokój mnie uratuje! Widzę że rybka się wykłada, zmęczona. Ostrożnie podbieram ją rękoma pod grube brzucho a ona dostaje szału! Kaleczy mi dłoń i ucieka, niedaleko, łapię za kijek i wślizgiem ląduje ją na brzegu!

Teraz szybko i bardzo ostrożnie wypinam woblerka, szukam telefonu. Cyknąć fotkę i do wody! Intuicyjnie podnoszę wzrok, przygląda mi się jakiś facet, ale nic nie mówi. Proszę go aby mi zrobił dwa zdjęcia, sprawia wrażenie jakby nie wiedział co do niego mówię, a czas płynie. Okazuje się że facet jest niemową, zdjęcia zrobił. Podaje mi dłoń a ja dziękuje i pędzę w kierunku wody, krótka reanimacja i Wilczyca odpływa w dobrej formie fizycznej!!!

Obmywam się z błota, siadam na trawce i dochodzę do siebie po tym przepięknym doznaniu! Ogarnia mnie radość i szczęście!

adam-z82

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (0)

Ten artukuł nie ma jeszcze komentarzy, skomentuj pierwszy!