Wędkarzu, dokąd zmierzasz... Część 7 - Ostatnia. Cieszmy się naszą pasją!!!

Paweł 2013-03-17 Obok wędkarstwa

...
Zbliża się wiosna, czas kończyć cykl artykułów pod wspólnym tytułem „Wędkarzu, dokąd zmierzasz...”. Celem tych kilku odcinków było zwrócenie uwagi na istotne problemy drążące nasze wspólne hobby – wędkarstwo. Dziś spróbuję to wszystko jakoś zgrabnie podsumować...

Teksty te są odzwierciedleniem moich osobistych przemyśleń i mają wartość dość ograniczoną. Natomiast wzbogacone o komentarze czytających je wędkarzy jak również rozmowy na temat – dają dużo szerszy, pełniejszy obraz rzeczywistości. Wszystkie poruszone przeze mnie tematy uważam za istotne dla naszej wędkarskiej pasji – nie będę ich więc wartościował tylko zajmę się nimi w kolejności chronologicznej ukazywania się na naszym portalu...

PRZYRODA – Myślę, że wszystko jest jasne i proste. Musimy się postarać przynajmniej o to, żeby nie było już gorzej niż jest. Bo inaczej zaczniemy nad wodami tonąć w górach śmieci. Podjeżdżanie samochodem do samej wody, śpiewy podchmielonych wędkarzy – to musimy chyba, niestety, zaakceptować. Takie czasy. Natomiast z całych sił sami musimy starać się nie śmiecić, ale także piętnować śmieciarzy... Bo zostawione śmieci to zarówno wielka skaza na wyglądzie rzeki i jej okolic jak i wielkie zagrożenie dla mieszkańców nadrzecznych łąk i chaszczy – zwierząt. Pozostawione śmieci nad wodą również bardzo mocno rzutują na postrzeganie wędkarzy w całym społeczeństwie. Zróbmy sobie w bagażniku, plecaku czy torbie miejsce na swoje własne śmieci. Ich zabranie to winien być nasz OBOWIĄZEK!

CO Z RYBĄ - Przede wszystkim trzeba zwalczać patologie. Ścigać ludzi szarpiących ryby, ścigać wszelkiej maści kłusowników, zwalczać wędkarzy zabierających ogromne ilości ryb z łowiska. Promujmy postawy zmierzające do wypuszczania jak największej ilości ryb, z okazowymi egzemplarzami na czele. Z wypuszczaną rybą obchodzić się możliwie jak najdelikatniej. Jeżeli zdecydujemy się zabrać rybę – skróćmy jej cierpienia, nie nośmy żywych ryb w reklamówkach czy plecakach. Pamiętajmy, że ryba to w jakimś sensie nasz wędkarski przeciwnik, ale... ryba to również nasz partner. Unicestwiając każdą rybę możemy doprowadzić do końca naszego hobby. Zwyczajnie: nie będzie ryb – nie będzie wędkarstwa!!!

W temacie zabierania ryb z łowiska łatwo zauważyć (pomijając patologie) dwie skrajne postawy: z jednej strony wypuszczanie WSZYSTKICH ryb (C&R), z drugiej zaś dopełnienie regulaminu do 100-tu procent możliwości – czyli brać tyle ile można zgodnie z prawem.

Oczywistym i prawdziwym problemem jest ta druga grupa: REGULAMINOWI, korzystający w pełni z dozwolonego zakresu zabrania ryb z łowiska. Bo łowiąc zgodnie z regulaminem (przy obecnych zapisach tegoż) śmiało można wyrybić nasze wody do samego dna! Takich wędkarzy jest wśród nas najwięcej! I to jest ogromny problem poprzez skalę zjawiska. Moim zdaniem tę regulaminową część wędkarzy można „naprawiać” na dwa sposoby. Tłumaczeniem, przykładem i wzmacnianiem świadomości wędkarskiej lub... usilnymi działaniami na rzecz zmian w zapisach Regulaminu Amatorskiego Połowu Ryb Polskiego Związku Wędkarskiego (RAPR). Patrząc no to co się dzieje nad wodami, a dzieje się źle – dużo krótszą drogą wydaje się być walka o naprawienie RAPR. Zmniejszenie limitów ilościowych (szczególnie drapieżników), zaostrzenie wymiarów ochronnych (słynne już widełki) pozwoliłoby dość znacznie ograniczyć ilość ryb zabieranych z naszych wód.

Na drugim biegunie (tym znacznie lepszym, korzystniejszym dla środowiska wodnego) jeśli chodzi o postawę wobec ryby są zwolennicy „Złów i wypuść”. Oni są, inaczej tego nie można nazwać, prekursorami nowoczesnego podejścia do ryb, do wędkarstwa. Wiem to dobrze, bo ja sam, przechodząc drogę ku obecnemu stanowi rzeczy czyli zabierania bardzo ograniczonej ilości ryb, w dużej mierze właśnie dzięki Ich postawie i popularyzacji idei C&R zawdzięczam bardziej światłe podejście do swojego hobby. Lubię z Nimi rozmawiać, cenię Ich zdanie. Oczywiście, każdy kto czytał moje poprzednie teksty i mnie zna - wie, że z niepokojem patrzę na twardy odłam zwolenników C&R. I może wyjaśnię tak raz na zawsze jaką ja widzę różnicę między zwolennikami a fanatykami idei C&R. Otóż, moim zdaniem, fanatyczne podejście do tematu połączone z przeświadczeniem o własnej nieomylności, ba, przeświadczeniem o byciu elitą wędkarstwa – jest oczywiście korzystne dla ryb bo są one wypuszczane, natomiast jest zwyczajnie szkodliwe dla środowiska wędkarskiego! Poza wypuszczeniem ryby (co jest oczywiście wielką wartością!) nie daje takie podejście nic więcej! Natomiast ta sama idea poparta rzetelną, mądrą argumentacją daje o wiele więcej. Po pierwsze, co oczywiste, ryba pływa dalej w wodzi, ale po drugie – daje dużą szansę na zmianę podejścia innych wędkarzy. Mój przykład jest tego bardzo dobrym świadectwem. Gdyby mi kilka lat temu ktoś nad głową wymachiwał bejsbolem każąc wypuszczać wszystkie ryby – może wciąż bym był na etapie regulaminowych wartości. Na szczęście trafiłem na parę osób, które za największą siłę uznają argument, rozmowę – więc jestem na innym, moim zdaniem lepszym, etapie świadomości wędkarskiej...

INTERNET – Ważny jest jako źródło wiedzy wędkarskiej jak również narzędzie do poprawy świadomości wędkarskiej. Jednocześnie uważam, że my, użytkownicy portali wędkarskich... przeceniamy znaczenie Internetu w kontekście społeczności wędkarskiej. Uczestników życia wędkarskiego w Internecie jest znacznie mniej niż wędkarzy nie korzystających z portali wędkarskich. Internet jest (może być, powinien być) oczywiście swego rodzaju zapalnikiem do zmian, łatwiej zebrać w necie spore grono wędkarzy niż w jednym miejscu nad wodą.
Chciałbym się też odnieść do kilku komentarzy nie zgadzających się z moją wizją przyszłością portali wędkarskich. Chciałbym podkreślić: również moim zdaniem Internet jako taki będzie parł do przodu, portale wędkarskie będą zapewne coraz większe... Ja jednak ująłem to trochę inaczej, cytat pierwszy: "Przyszłość portali wędkarskich widzę raczej w czarnych barwach". I cytat drugi: "Bez wątpienia największy boom merytorycznych i rzetelnych portali wędkarskich mamy już za sobą". Bo co z tego, że portale będą coraz większe objętościowo jeżeli ich zawartość merytoryczna będzie się kurczyć, a dominować będą reklamy, teksty sponsorowane i wszelkiego rodzaju konkursy oferujące nagrody w zamian za określony tematycznie tekst. Ok., komercja jest wszechobecna i będzie coraz bardziej widoczna. I to jest fakt, który trzeba zaakceptować. Ale mi się to nie podoba...

POLSKI ZWIĄZEK WĘDKARSKI – czyli nasz związek, wszystkich wędkarzy. Brzmi to jak herezja, ale tak winno przecież być!!! Fakt, że nie utożsamiamy się z nasza organizacją jest, z jednej strony zrozumiały, ale z drugiej strony bardzo smutny. Powoduje to niestety łatwość krytykowania i całkowita bierność większości wędkarzy. Moim zdaniem fundamentalną rzeczą na przyszłość jest to zmienić! Bez czynnego udziału większej ilości wędkarzy w życiu naszego związku, przynajmniej na najniższym poziomie czyli w kole – lepiej nie będzie!.
Więcej dziś o PZW pisał nie będę, po co mam się znowu denerwować?

WĘDKARSKA ŚWIADOMOŚĆ, ETYKA I KULTURA WĘDKARSKA – To zostawiłem sobie tak na deser! W tekstach rozdzieliłem świadomość wędkarską od etyki i kultury, ale w podsumowaniu łączę. Bo te wartości zwyczajnie idą ze sobą w parze. I właśnie w braku tych wartości wśród wędkarzy, moim zdaniem, jest pies pogrzebany!!! Gdyby świadomość, etyka i kultura wedkarska były u wędkarzy na przyzwoitym choćby poziomie – nie byłoby dyskusji na temat wypuszczania ryb, syfu nad wodami, zdziczenia obyczajów czy nawet zadym internetowych. Nie narzekalibyśmy na PZW. Jestem pewien, że to właśnie te wartości leżą u podstaw rybności wód np. w Skandynawii. Bo czym się różniły kiedyś piękne jeziora Szwecji od naszych Wielkich Jezior Mazurskich? Myślę, że niczym! Tylko, że tam człowiek mądry jest, czuje się jako cząstka przyrody. A u nas człowiek głupi – nie chce być tą cząstką, chce być panem wszystkiego... Wiem, wyniknęło to z pewnych uwarunkowań historycznych. Historia historią, ale przecież tu i teraz jest tak samo!!! Tam mądry, tu wciąż głupi i pazerny!!! I raczej nie ma co się mściwie cieszyć, że przez ostatnie lata sporo głupich pojechało do mądrych i wyżarło im dużo ryb. Jednak miejmy nadzieję, że mądrzy się obronią. Oczywiście piszę te słowa ironicznie, jednocześnie proszę o wybaczenie prawdziwych wędkarzy za to uogólnienie. Marnym pocieszeniem jest też to, że my, Polacy, chyba nie jesteśmy najgorsi. Bo, o ile pamiętam, to przez Niemców zaczęto limitować ilość wywożonych stamtąd dorszy. Bo sam widziałem w Szwecji ekipę rumuńskich wędkarzy nastawionych przemysłowo na połów śledzia i pakujących je do swoich samochodów dostawczych...

Ale wróćmy na nasze własne, polskie podwórko. Mam nadzieję, że kiedyś zmądrzejemy, zaczniemy szanować przyrodę, przyjmiemy wobec Niej mniej ekspansywną pozę, mniej rabunkową strategię... Ale do tego potrzebne są wielkie zmiany. Zmiany w zachowaniu. Zmiany w mentalności. Zmiany w myśleniu. I nieważne czy ktoś jest stary czy młody. Ważne jest czy mądry czy głupi...

Jest jeszcze jeden temat odnoszący się do kultury nad wodą. Kultura... picia nad wodą!!! Temat, którego za szeroko nie chciałem poruszać, ale, że aktualnie toczy się fajna i rzeczowa dyskusja na naszym forum – jednak poruszę...

Alkohol jest dla ludzi więc i dla wędkarzy, tylko ważna rzecz - pić trzeba umieć! Masz mocną głowę to Twoje szczęście, masz słabą głowę – nie pij nad wodą tylko w bardziej kameralnym miejscu. Picie alkoholu samo w sobie nawet nad wodą nie powinno być problemem pod warunkiem, że jest zachowane minimum bezpieczeństwa, umiar, a także nie powoduje dyskomfortu innych łowiących. W naszej tradycji od dawna mają miejsce kilkudniowe gruntowe wędkowania i nocne Polaków rozmowy przy butelce. Dodatkowo przybył też do nas zwyczaj grillowania, co bardzo szybko zostało wkomponowane w wędkarskie hobby. Wynikiem tego są wyjazdy całymi rodzinami nad wodę pod namiot z wędkami. W naturalny sposób w okolicach większych miast pojawiły się wręcz weekendowe miasteczka nad wodami... Wszystko to generuje niestety coraz większy bałagan (syf znaczy) nad wodami. Coraz trudniej naprawdę wypocząć... Ale wszystko to co napisałem powyżej – wpływa na obraz naszego wędkarstwa, ale poza sporadycznymi przypadkami nie jest jakimś wielkim zagrożeniem.

Natomiast alkohol w kontekście środków pływających... To już niestety o wiele gorsza sprawa. Właściwie nie powinno być tematu! I znowu trzeba rozgraniczyć jedno piwo od flaszki na głowę. I jeżeli taki jeden z drugim idioci się potopią – ich ryzyko, ich zabawa, ich problem. Jednak, niestety, pijani często stwarzają ogromne zagrożenie dla innych wędkarzy na łódkach czy pontonach. Według mnie dla takich nie powinno być przebacz.

Reasumując o alkoholu. Pity z umiarem i głową – jest naturalnym w naszej kulturze dodatkiem do wędkowania i musi być akceptowany. Natomiast wszelkie przejawy agresji, niebezpiecznych czy chamskich zachować po alkoholu – trzeba tępić w każdy możliwy sposób...

Kończąc temat alkoholu opiszę jedną własną przygodę nad wodą sprzed kilku lat... Z alkoholem w tle...

Lipiec. Sobota rano. Zapakowałem rower po granice jego możliwości i wybrałem się nad wodę z zamiarem samotnego połowienia całą sobotę, nockę i niedzielę do południa. Wybór padł na Narew w okolicach ujścia Wkry gdyż Wisłą płynęła mętna, bardzo wysoka woda. Woda aż wylewała się na łąki i żeby dojechać na wysoką buchtę musiałem przeprawić się przez spory rów z rozlaną wodą z Wkry. Udało się choć wody było po pas prawie. Dotarłem nad Narew i cały brzeg miałem tylko dla siebie. Rewelka! Nikt nie zdecydował się przebić samochodem przez te podmokłe łąki. Dzień mijał mi w samotności, niestety sielanka zakończyła się równo z zachodzącym słońcem. Usłyszałem (i niebawem dostrzegłem) dwa samochody sunące po łące. Czarna beemka i jakiś taki szarobury polonez. Jak oni się przebili przez ten rów? Samochody całe umazane w błocie. Zatrzymali się jakieś 30-40 metrów ode mnie. Pięciu chłopa wypadło z samochodów. Szybko zrozumiałem dlaczego nie mieli obaw przed pokonaniem tej podmokłej łąki. Ledwo wyszli z samochodów. Szybko się zorientowałem, że to nie będzie dla mnie spokojna noc. Miałem rację. Powrzucali kilka gruntówek, rozpalili ognisko. Dostrzegli i mnie - co natychmiast poskutkowało dwuosobową delegacją z zaproszeniem do ich ogniska. Myślałem, żeby odmówić, ale jednak nie śmiałem. Chłopaki napakowane, karczycha odpowiednich rozmiarów, nieźle wydziargani. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, już po dwóch godzinach można było powiedzieć, że morze wódki ze sobą wypiliśmy, wyjścia nie miałem. W normalnych warunkach, jako pijący raczej mało, byłbym pewnie nawalony jak messerschmitt! Jednak w tym przypadku obawa (strach?) chyba blokowała dostęp alkoholu do krwioobiegu... Kilka razy jeszcze w nocy mnie zapraszali na kielonka, kilka razy przyszli do mojego ogniska z flaszką. Namawiali niestety bardzo natarczywie. Oszukiwałem ile mogłem. Dopóki byli na chodzie – wrzasków i zamieszania na tej zaplanowanej spokojnej zasiadce było co niemiara. Na szczęście pospali się po północy. Spokój był do świtu, kiedy to jeden z nich nagle się obudził, wskoczył do samochodu i ruszył ostro. Niestety, po trzech metrach gwałtownie się zatrzymał... na drugim samochodzie! Kolejny kolega się obudził, doskoczył do tego za kierownicą, wyrwał kluczyki i wyrzucił... szczęśliwie w kierunku łąki, a nie do wody. Jak trochę chłopaki przetrzeźwieli szukali tych kluczyków w trawie. Znaleźli. Nieco później zobaczyłem też, że dwa zderzaki w samochodach mocno ucierpiały. Wędkowanie skończyłem o wiele wcześniej niż zamyślałem, mimo iż rankiem sąsiedzi nie byli już tak agresywni i natarczywi. Pożegnaliśmy się miło, ba, wymieniliśmy się nawet numerami telefonów. Ale przyznać muszę, że od tego czasu unikam samotnych nocnych wypraw. Skończyło się to wszystko dobrze, ale co przeżyłem tej nocy tylko ja wiem. Zwinąć nocą się nie odważyłem, przedzieranie się w ciemnościach przez te zalane łąki nie było zbyt bezpieczne. Wędkowanie tego dnia (a zwłaszcza w nocy) nie sprawiło mi zbyt wiele przyjemności. Oka też nie zmrużyłem nawet na chwilę. Bardziej kontrolowałem co robią sąsiedzi niż co się dzieje na wędkach. I niestety głównym czynnikiem tego dyskomfortu był alkohol...

I właśnie tą humorystycznie - smutną opowieścią chciałbym zakończyć cykl „Wędkarzu, dokąd zmierzasz...”. Kto mnie zna ten wie, że nie jestem aż tak ponurym człowiekiem jak poruszane przeze mnie tematy. Że mimo tych wszystkich problematycznych tematów – w naszej pasji widzę mnóstwo pozytywów.

Wędkarstwo to przecież wspaniałe hobby.


Pozwala nam obcować z przyrodą. Pozwala wyciszyć się po ciężkim tygodniu pracy, oderwać się od problemów dnia codziennego. W pierwszym odcinku cyklu napisałem takie parę zdań, które teraz przytoczę:

„Jako ludzie ogarnięci pasją wędkarską jesteśmy szczęściarzami. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Przepięknych świtów, wschodów słońca, budzącego się do życia dnia – muszą nam zazdrościć wszyscy, którzy te poranki zwyczajnie przesypiają... Tracą oni każdego dnia pierwsze promienie słońca. Nie słyszą pierwszych, przed brzaskiem, nieśmiało jeszcze ćwierkających ptaszków. Ba, nie słyszą tej ciszy na odludnym łowisku. Nie mają szans na spotkanie w porannej mgle chyżo śmigającej po łące smukłej sarenki. Nie wiedzą jak pięknie pachną nadrzeczne roślinki o poranku. Nie mają pojęcia jak cudnie może wyglądać kropla rosy draśnięta pierwszym promykiem wschodzącego słońca. I jeszcze wiele takich cudów natury mógłbym tu wymienić. Oni tego nie znają – a my TAK!!!”

Warto więc robić wszystko by ta pasja stawała się coraz większą przyjemnością - a nie pasmem narzekań. Trzeba również robić wszystko abyśmy ryb mieli pod dostatkiem, a perspektywy na przyszłość rysowały się w samych kolorowych, optymistycznych barwach. Czego Wam i sobie życzę!

CIESZMY SIĘ NASZĄ WSPANIAŁĄ PASJĄ WĘDKARSKĄ!!! Przed nami wiosna, czas wędkarskiej radości, no i cały kolejny, zapewne wspaniały, wędkarski sezon!!!
I pamiętajmy: TO DOKĄD ZMIERZAMY MY, WĘDKARZE - ZALEŻY TYLKO OD NAS!!!

Wodom cześć i do zobaczenia... nad wodą oczywiście!!!

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (4)

deedol, 2013-03-17 19:47:48
Przeczytałem wszystkie części i powiem Ci jedno... mimo iż jestem troszkę młodszy ... troszkę mniej doświadczony, to z wszystkim co tu przeczytałem mogę się zgodzić, mam podobne przemyślenia, powiem więcej, w zasadzie jakbym umiał to tak dokładnie przedstawić to własnie tak by to wyglądało... Gratuluje wspaniałego cyklu refleksji i przemyśleń oraz rad ....mam nadzieję że przynajmniej jakiś procent wędkarzy zrozumie że przyroda i ryby nie są nie skończone... i że może nastąpić taki czas że nie powiesz żonie "Kochanie jadę na ryby" a ona "na jakie ryby przecież ryby to już tylko w Szwecji złowić możesz ... a na prom kasy Ci nie dam" Ot taka marna perspektywa ale coraz bardziej realna...(mazury, pojezierze drawskie) PR , kłusole i masa mięsiarzy , oraz PZW to wszystko sprawia że kiedyś pewnego ranka, obudzimy się i pozostanie nam tylko westchnąć .... tak mam teraz jak pomyślę o pilicy lat 80 o zalewie Sulejowskim gdy mając lat 10 ciągnąłem okonie przez duże O ... eh... obym za 10 lat mógł jeszcze spokojnie wyjść na ryby... ale ... ale boję się że już sie nie da... Dziękuje za te wywody Pawle... może one dotrą do innych i coś się zacznie zmieniać. Pozdrawiam Dee
waldi-54, 2013-03-18 08:09:43
"TO DOKĄD ZMIERZAMY MY, WĘDKARZE - ZALEŻY TYLKO OD NAS!!!" Paweł ograniczę się tylko do tego cytatu, jest uwieńczeniem i podsumowaniem całego cyklu.:okok: Wielkie brawa za całość:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Pozdrawiam - waldi-54:papa2:
maselinho, 2013-03-18 18:08:01
Świetny cykl Pawle Daje dużo do przemyśleń i pozwala spojrzeć nieco inaczej na niektóre sprawy. Dziękuję.
przem, 2013-03-18 19:25:14
W zasadzie moge się podpisać pod wszystkim co zostało w całym cyklu napisane. Szkoda tylko że większość wędkarzy z internetem jest na bakier (też było o tym wspomniane), bo mogliby się sporo nauczyć z takich artykułów.