Wędkarzu, dokąd zmierzasz... Część 3 - Internet

Paweł 2013-02-18 Obok wędkarstwa

...
Był sobie Wędkarz. Przez wiele lat przemierzał ten wędkarz łowiska Mazowsza. Łowił sporo, chadzał swoimi ścieżkami. Z czasem, rzecz dziwna, zaczął łowić jakby mniej ryb, jakby mniejsze. Cóż, takie czasy, ryb nie przybywa... I nagle znalazł nowe łowisko. Łowisko z wielkimi rybami. Oglądał piękne sandacze, szczupaki, sumy, bolenie... Ryby były jak najbardziej prawdziwe, tylko niestety łowisko wirtualne. Tak, wędkarz ów trafił na wędkarski portal internetowy...

Wędkarzem jestem od zawsze, łowię dłużej niż pamiętam, pierwszą rybę złowiłem... baaaardzo dawno temu. Natomiast połączenie Internetu z wędkarstwem to w moim przypadku ostatnie, powiedzmy, 5 lat zaledwie. Wcześniej, będąc wędkarskim samotnikiem, nie czułem potrzeby pobierania jakichkolwiek informacji wędkarskich z netu. Za przewodnika służyło mi głównie moje doświadczenia, o nowościach dowiadywałem się z czasopism wędkarskich, które kupowałem (i kupuję wciąż) nieprzerwanie od późnych lat 70-tych (choć wtedy wydawana była tylko jedna gazeta-organ). No i to co najważniejsze: książki! „Wędkarstwo” Józefa Wyganowskiego (mam egzemplarz z 1957 roku), „Wędkarstwo Jeziorowe" Tadeusza Andrzejczyka czy najbliższe memu sercu „Wędkarstwo Rzeczne” Wacława Strzeleckiego – to były (i wciąż są!) swego rodzaju moje wędkarskie biblie...

Natomiast w pewnym momencie Internet stał się tak wszechobecny w naszym życiu, że naturalną koleją rzeczy zacząłem wyszukiwać również tematy wędkarskie...

I teraz, po tych kilku latach, zadaję sobie takie oto pytania: Czy Internet zmienił moje wędkarskie życie? Czy coś mi dał? Kim jest wędkarz internetowy? I czy w ogóle warto łączyć swoje wędkarstwo z Internetem? Odpowiedzi na takie pytania wciąż poznaję...

Kategorii wędkarzy internetowych jest wiele, jednak ja wyróżniłem sobie trzy charakterystyczne grupy. I dla swoich potrzeb i łatwiejszego podzielenia się swoimi spostrzeżeniami nadam im umowne nazwy: WĘDKARZ PRAKTYK, WĘDKARZ WIRTUALNY oraz INTERNETOWY AWANTURNIK. I czym dłużej patrzę na to wszystko – utwierdzam się w przekonaniu, że jest to podział trafny... Pokrótce napiszę o co mi chodzi i scharakteryzuję po swojemu wspomniane powyżej grupy.

WĘDKARZ PRAKTYK - wędkarz, który rzeczywiście często chodzi na ryby. Zbiera doświadczenie. Do Internetu wchodzi aby podzielić się swoją wiedzą, wyprawą, rybą, wędkarskim dniem codziennym itp. Internet interesuje Go również w kontekście zdobywania czegoś dla siebie, poznawania innych wędkarzy. Jeżeli ma predyspozycje to dzieli się swoją wiedzą z innymi, zabiera głos gdy ma coś do powiedzenia, chętnie podpowie mniej doświadczonym wędkarzom. Wędkarz taki najchętniej „osiada” na jednym, góra dwóch-trzech portalach wędkarskich. Ma tam znajomych, którzy z czasem stają się towarzyszami Jego wędkarskiego życia. Pozytywna to postać internetowa!

WĘDKARZ WIRTUALNY - na ryby może chodzi, a może nie! Niekiedy po prostu nie jesteśmy w stanie tego ocenić. Jego wypowiedzi bywają dość ogólne, często można odnieść wrażenie, że są wręcz przekopiowane. Rzadko można zobaczyć Go nad wodą, rzadko chwali się swoimi zdobyczami. Śmiga na wielu portalach. Do tego typu mam raczej negatywne podejście, ale prawdę powiedziawszy, dość szybko normalny użytkownik uczy się wyfiltrować z towarzystwa takiego właśnie osobnika.

INTERNETOWY AWANTURNIK – niestety, kategoria powszechna. Ale czy można się temu dziwić? Chyba nie! To akurat nie jest problem tylko portali wędkarskich. Niestety, Internet jest najbardziej anonimową formą wymiany informacji. Jakiż to problem gdzieś się zarejestrować, wstawić jakiś bzdurny awatar i „mieszać”? Dokładnie żaden! Moim zdaniem taki awanturnik to często życiowy frustrat, acz znam kilku, którzy są naprawdę inteligentnymi ludźmi, ale z jakiegoś powodu lubią, żeby ciągle coś się działo...

W tym miejscu wspomnę jednego mojego kolegę wędkarza. Kolegę, z którym bywałem na rybach i chętnie jeszcze pobywam. Młody człowiek, ale dla mnie taki Dr Jekyll i Mr Hyde. Człowiek do rany przyłóż nad wodą. Młody, inteligentny. Z nowoczesną wizją wędkarską. Z dużą wiedzą o rybach i sprzęcie wędkarskim. Za to w Internecie – awanturnik jakich mało! Wszędzie go było pełno, wszędzie zabrać głos musiał. Często bardzo kontrowersyjny głos, moim zdaniem niezgodny z jego własnymi przekonaniami. Często się zastanawiałem czy to ten sam człowiek. Ostatnio jednak dorósł i się zmienił. Cieszę się...

Niestety, wędkarskie portale mają taki jeden niejednoznaczny i konfliktowy (acz bardzo ważny) temat, który jest obecny na każdym i który wszędzie (podkreślam WSZĘDZIE) doprowadza do dyskusji (dyskusje są potrzebne), ale też do awantur, oskarżeń itp. Tak, oczywiście każdy czytający te słowa wie o jaki temat mi chodzi. Tak – to słynne catch and release. Złów i wypuść.

C&R – niestety słowo wytrych do kolejnej awantury wędkarskiej. Pewnie tak musi być - bo ile osób tyle odrębnych zdań. Tylko rzecz ciekawa – 90% moich rozmów (prawdziwych, w świecie realnym) z ludźmi na ten temat nie prowokuje awantury tylko wymianę argumentów po której dalej łowimy sobie ryby. Natomiast w necie proporcja jest odwrotna... Cóż, czynnikiem pomocnym internetowym awanturom jest często anonimowość... A najgorsze w tym wszystkim jest to, że zapominamy o fakcie, iż samo meritum sprawy jest bardzo, ale to bardzo ważne. Wszak idea C&R jest nad wyraz pozytywna, uświadamiająca, dająca nadzieję na lepsze wędkarskie jutro. Tylko niestety, zbyt fanatycznie traktowana bywa ta idea.

Poniżej kilka przykładów (poglądowych, wybranych losowo spośród wielu podobnych) jak to wygląda w praktyce. Najprościej będzie posłużyć się sytuacjami z własnego podwórka czyli naszego portalu (anonimowo, rzecz jasna)... Oczywiście nie będę tu wspominał wydarzeń z przeszłości kiedy to z powodów ideologicznych odeszło kilka osób nie godzących się na inne podejście niż wypuszczanie każdej złowionej ryby... Nie będę wspominał też wątków bardzo awanturnych. Ale wspomnę kilka takich drobniutkich incydentów, które nic merytorycznie nie wnoszą do życia portalu, a powodują bardzo duży niesmak... Aha, no i ich częścią wspólną jest fakt, że główny udział w nich biorą najtwardsi zwolennicy C&R...:
- W jednym z wątków wieści znad wody jeden nasz kolega pochwalił się, że złapał dwa szczupaki po ok. 60 cm, ale zdjęć niestety nie może wstawić. Od razu znalazł się inny miły kolega z delikatnym zapytaniem sugerującym jednak jego intencje: „zberetowane?” Odpowiedź była szybka: „aparat foto mi nawalił...”
- Gadalnica, więcej niż rok temu: Drakers X: „Dziś cały dzień pływania, tylko jeden szczupak 66 cm.” Drakers Y (po kilkunastu minutach): „Pływa dalej?” Drakers Z (po około dwóch godzinach): „To nie wiesz, że naturalnym środowiskiem ryby jest patelnia?” Drakers X: „No tak, zapomniałem.” Warto jedynie dodać do tej krótkiej konwersacji, że użytkownicy Y i Z rozmawiali tak sobie pod nieobecność iXa...
- Przykład trzeci. Wieści znad Wisły. Zdjęcie sandacza. Nieco w piasku. I od razu komentarz: „ale panierka”. (wytłuszczenia nieprzypadkowe oczywiście).

Przykłady zasadniczo niewinne i niby można by przejść nad nimi do porządku dziennego. Jednak jest to małe „ale”. W tych trzech przykładach komentującymi były zagorzali obrońcy idei C&R. Tylko, że... Jeden z nich chwaląc się kiedyś swoim rekordem bolenia przedstawił go nam całego w błocie i piasku. Drugi z nich został zaproszony na tajne miejscówki, zarzekając się, że ryb nie bierze. A złowiwszy na tej bankówce „trójkowego” szczupaka – zwyczajnie go zabrał. Trzeci komentujący łowi w kwietniu z premedytacją bolenie na typowe boleniowe przynęty.

Ktoś może wyciągnąć wniosek, czytając ten i poprzedni mój tekst, że jestem przeciwnikiem idei C&R. Nic bardziej błędnego. Idea C&R jest jedną z najlepszych idei wędkarskich. Natomiast ile jest przy tej okazji zakłamania! Zakłamania, które bardzo mocno i negatywnie rzutuje na całą światłą ideę „Złów i wypuść”.
Rzutuje to również bardzo mocno na jakość i przyszłość portali internetowych. Ilu to już wędkarzy (fajnych, wartościowych wędkarzy) odpuściło sobie aktywną działalność w necie. Ludzie mają dość idiotycznych komentarzy, że fotka ryby z trawką, z palcem pod skrzelami, przyprószona piaskiem czy nawet, że taką niedużą to nie ma co się chwalić... Uwierzcie mi, taka krytyka nie powoduje wcale, że np. fotki nie są już robione nad wodą. Otóż są nadal, tyle że zostają na dyskach wędkarzy zamiast cieszyć oczy czytelnika internauty... Ja tę niechęć do wstawiania fotek widzę zarówno u siebie jak i wśród wielu znajomych wędkarzy.

Generalnie w sprawie C&R w Internecie uważam, że rzecz została spaprana przez takie właśnie głupoty i przez takich właśnie szalonych zwolenników. Myślę, że tej idei należy się oddech. Trzeba zrobić tak jak z polityką. Rozmawiać o niej jak najmniej lub wcale... z korzyścią dla ludzi i samej idei. Natomiast wszelkie działanie w kierunku jej kultywowania - przenieść nad wodę...

W tym miejscu chciałbym jeszcze spojrzeć na rzecz z innej strony. Część z nas pamięta zapewne oburzenie jakie przeszło przez portale wędkarskie odnośnie złowienia i włożenia do octu wielkiego leszcza z Wisły przez starszego wędkarza. Oburzenie było ogromne, jak to można taki okaz (ponad 6 kilo) zjeść, że to pomnik przyrody i takie trzeba wypuszczać. I nie sposób się z tym nie zgodzić. Ale... Warto zwrócić uwagę na drugą stronę medalu. Informacja ta ukazała się w internetowym wydaniu niewędkarskiej gazecie. Czytaliście tam może komentarze? Komentarze ludzi, którzy nie są wędkarzami (bo głównie tacy się wypowiadali)? Otóż większość głosów była... odwrotna od naszych słów oburzenia. Dla większości czytelników tej gazety to właśnie wypuszczenie ryby byłoby zbrodnią. Bo przecież łowi się po to, żeby tę rybę zabrać i zjeść! Łowienie i wypuszczanie ryb jest jej męczeniem i tak nie wolno... Pamiętajmy o tym przy wszelkiego rodzaju dyskusjach. Że są inne racje i przemyślenia, a nie tylko wędkarskie...

Ale wróćmy do Internetu jako takiego. Przyszłość portali wędkarskich widzę raczej w czarnych barwach. Chyba każdy zauważa, że jest gorzej. Ja widzę tylko dwa rozwiązania, aby nie było już gorzej.

Jedno rozwiązanie to silni moderatorzy. Dlaczego tak uważam? Moderator to powinna być najwyższa instancja na portalu. Ktoś kto czuwa i... karze! Karze srogo!!! Niestety, w moim odczuciu, przy tak zróżnicowanych użytkownikach, do tego anonimowych użytkownikach – rozwiązania demokratyczne nie mają racji bytu. Zwyczajnie – jak ci się nie podoba tutaj użytkowniku – to spadaj gdzie indziej! A jak dajesz wciąż wyraz niezadowolenia, mieszasz, narzekasz, nie stosujesz się do norm i sam nie chcesz nas opuścić – moderator Ci w tym pomoże... Dodam więcej: Moderatorzy winni być anonimowi! Wtedy nie ma niepotrzebnych emocji typu (jak to było i na Shrapie), cyt: „Ty, młody nie będziesz starego Drakersa uczył”!

A drugie rozwiązanie to... portale zamknięte. Coś w rodzaju portalu na zaproszenie czy też z rekomendacji. Są już takie. I nie obawiałbym się, że ktoś będzie chciał je nazywać portalami „kolesiów” czy też prześmiewczo „elitarnymi”. Takie rozwiązanie daje możliwość spokojnej, rzetelnej dyskusji, daje możliwość zakładania portali czysto lokalnych czy też wyraźnie ukierunkowanych na określoną metodę czy rybę. Dodatkowy i bardzo ważny atut – taka społeczność pozbawiona by była wszelkiej maści latających awanturników... A jeżeli by się tam taki trafił przypadkowo – szybko by wyleciał!!!

Raczej nietrudno zorientować się na czym głównie bazuję pisząc niniejszy tekst. Oczywiście głównie na swoich własnych doświadczeniach na polu internetowym. Z jednej strony na dość pobieżnych obserwacjach różnych portali wędkarskich. Szczególnie często trafiam gdzieś przy okazji poszukiwań przez wyszukiwarki jakiegoś konkretnego tematu. Wtedy też dość często zaglądam na dany portal z ciekawości co tam się dzieje. Mam oczywiście też kilka (dokładnie dwa), na które wchodzę bardziej regularnie. Jeden to ogromny portal, moloch taki. A drugi to dość podobny do naszego, zaprzyjaźniony, ale niestety mający lata świetności chyba za sobą. Natomiast z całkowicie innej perspektywy obserwuję nasz portal – Shrap Drakers. Tutaj, można powiedzieć, przeszedłem niemal wszelkie szczeble poznawcze. Od A do prawie Z! Najpierw jako czytelnik, potem nieśmiały uczestnik, następnie pełnoprawny użytkownik. Była przygoda z redakcją. Pomagałem organizować spotkania, zawody, Wigilie itd. Dlatego też mam dość szerokie spojrzenie na cały ten wędkarski Internet. I jestem przekonany, że wszystkie portale internetowe mają takie same fazy, swego rodzaju schemat.

Spójrzmy tak ogólnie na historię wędkarskich portali. Historię ostatnich kilku lat, bo w takim zaledwie zakresie czasowym mnie to dotyczy. Najpierw powstaje coś niewielkiego, rośnie w siłę i użytkowników. Przybywa pasjonatów wędkarskich. Wraz ze wzrostem znaczenia w sieci – uzyskuje nowych użytkowników. Z małego portalu robi się coraz większy, wydawałoby się, że coraz ciekawszy. I... w tym momencie często zaczyna się odwrót. Bo, moim zdaniem, najfajniejszy i najbardziej wartościowy jest nieduży lokalny portal. Skupia ludzi z określonego regionu, którzy często łowią na tych samych wodach. Dzielą się między sobą informacjami znad wspólnej wody. Większość użytkowników to wspomniani przeze mnie na początku wędkarscy praktycy. Ludzie, których warto słuchać i którzy chętnie słuchają. A jak już portal rośnie w siłę (ilościowo) – coraz więcej jest tych wirtualnych i awanturnych... Zaczynają się różne, nikomu niepotrzebne przepychanki słowne.
Portal... staje na rozstaju dróg. Jaki kierunek obrać, czy są środki na rozbudowę, czy może lepiej poprzestać na niedużej, ale prężnej formie... To są trudne decyzje... I moim zdaniem – tyczy to wszystkich otwartych portali (nie tylko wędkarskich).

Bez wątpienia największy boom merytorycznych i rzetelnych portali wędkarskich mamy już za sobą. Te największe stają się już mało ciekawe poprzez przerost formy nad treścią. Te mniejsze też popadły w dość widoczny marazm. I nie wydaje mi się, żeby była szansa na odwrócenie tej tendencji. Dlaczego? Chyba następuje już zmęczenie materiału ludzkiego. Bo przecież o wartości i poziomie decydują ludzie, internauci, wędkarze. Ci co mieli coś do powiedzenia – już to powiedzieli. Często też zniechęcili się brakiem sensownej drogi na przyszłość. A młodzi wędkarze-internauci zasadniczo jeszcze nie mają takiego doświadczenia, żeby przekazywać rzetelną i wartościową informację...

Niestety, Internet niesie też nam spore zagrożenia z całkiem innej strony. Szczególnie tym młodym, ufnym wędkarzom, chciałbym na to zwrócić uwagę. Bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę podczas przeszukiwania sieci odnośnie jakiegoś sprzętu, o którym chcielibyśmy się dowiedzieć. Otóż bardzo często musimy uważać na tak zwane „teksty sponsorowane”. Cóż, takie jest życie, takie są reguły handlu, żeby swój produkt (lub nie swój, ale będąc „opłacanym”) opisać jako mega, ekstra, super i hiper! Wobec opisów zbyt pochlebnych trzeba mieć się na baczności, a jednocześnie przecież tak doskonałych produktów poszukujemy. Ja od jakiegoś czasu, przynajmniej wobec produktów o sporej wartości, wyznaję zasadę – nie kupuję przez Internet, chyba, że zostało to przetestowane przez znajomych, zaufanych wędkarzy...

Chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Taką dość ogólną...
Wędkarzom internetowym chciałbym zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną rzecz w kontekście całego naszego wędkarstwa. Bo wydaje mi się, że na portalach internetowych brak jest trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Z wielu wypowiedzi wynika, że inicjatywami internetowymi jesteśmy w stanie zmienić rzeczywistość. Moim zdaniem nic bardziej mylnego! Owszem, takie inicjatywy wywołują mój poklask i uważam je za pożyteczne. Ale jeżeli wszelkich prób poprawienia wędkarskiej rzeczywistości nie spróbujemy przełożyć na pozostałych wędkarzy, tych z nad wody, a nie tylko tych sprzed monitora – nic z tego nie będzie. Dlaczego tak uważam? Chętnie wyjaśnię.

Płacących składki członków Polskiego Związku Wędkarskiego jest aktualnie pewnie z 500-600 tysięcy. Wędkarzy rzeczywiście łowiących – myślę, że dwa razy więcej. Jakkolwiek by nie liczyć – milion wędkarzy w Polsce mamy na pewno! Ilu z tych wędkarzy zagląda na portale internetowe? Przyjmę bardzo optymistyczne założenie – 50 tysięcy. Ilu z tych 50 tysięcy wchodzi tylko po to, żeby wyczaić gdzie teraz ryba bierze, nie mając w zamiarach nic od siebie dać? Moim zdaniem więcej niż połowa. Wyszło mi, że świadomie i czynnie może uczestniczyć na wędkarskich portalach internetowych maksymalnie 20 tysięcy wędkarzy. Acz wiem, iż przesadziłem w górę – zauważmy, że jest to tylko 2% wędkujących (20 tysięcy z miliona)!!!

Więc jeżeli tego naszego gadania, starań i przemyśleń nie będziemy starali się „przełożyć” na pozostałych wędkarzy w świecie realnym – będzie to tylko nasze czcze gadanie i nic więcej!!! Dlatego apeluję: Wędkarzu Internetowy – weź się do roboty! Przełóż swoje gadanie w necie na wędkarską rzeczywistość! Ścigaj patologie nad wodą, idź na zebranie swojego koła, włączaj się do akcji sprzątających, szanuj przyrodę, szanuj rybę, myśl nie tylko przed ekranem monitora, ale także nad wodą!!!

Bo z kolei to co nad wodą myślą o internetowych mądralach - miałem „przyjemność” usłyszeć podczas rozmowy dwóch wędkarzy nad Drwęcą. Było to... wczoraj, wędkarze Ci znajdowali się na drugim brzegu, nie wszystko dosłyszałem więc zdania są trochę wyrwane z kontekstu. Ale dowodzą, że wędkarz nad wodą a wędkarz w Internecie to dwie bajki są.
Posłuchajcie:
„Te je...ne pe...ły z ....... (nazwę forum wykropkowałem w całości, ale chodzi o forum zajmujące się szlachetnymi gatunkami ryb) wymyślają jakieś haczyki bezzadziorowe czy, k...wa, zakaz osęki. Taki pie...ony gówniarz ma kij za kilka tysiaków, złapie jedną czy dwie ryby i myśli, k...wa, że wszystkie rozumy pozjadał! A jak, k...wa wyj...ać z wody dużego łososia bez osęki, no jak???”

Dzisiejszy tekst chciałbym zakończyć tematem mi najbliższym w kontekście Internetu i wędkarstwa. Oczywiście chodzi o jedyny portal wędkarski na którym czynnie brałem (i biorę jak widać) udział: Shrap Drakers. Przez ostatnich kilka lat to było moje bardzo wydajne wirtualne łowisko. Z Niego dowiedziałem się wielu nowych rzeczy wędkarskich, na Nim dane mi było napisać kilka tekstów, poznałem wielu fajnych, wartościowych ludzi, znalazłem swojego wędkarskiego Przyjaciela... Oczywiście, zdarzały się również chwile mroczniejsze, trudniejsze, chwile zawodu i zwątpienia.

Ale dopóki plusy dodatnie przeważają nad plusami ujemnymi... warto i trzeba próbować! Pisać, czytać, uczyć się, pomagać. Cieszyć się tym naszym okienkiem w Internecie. Czego sobie i Wam życzę w nadchodzącym sezonie

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (7)

waldi-54, 2013-02-18 11:59:55
Brawo Paweł za "meritum":oklasky::oklasky::oklasky: Wszystkie trzy części można uznać za jeden wspaniały art o wędkarstwie i wędkarzach. Takie teksty powinny się ukazywać częściej, ukazują bowiem nas, wędkarzy takimi, jacy jesteśmy. Poprzez takie właśnie teksty należy (osobiście tak uważam)trafiać do świadomości nie tylko młodego wędkarza.:oklasky::oklasky::oklasky: Jeszcze raz Wielkie Brawa Paweł za całość:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Pozdrawiam waldi-54:papa2:
sacha, 2013-02-18 21:22:23
Portale wędkarskie to raczej kilkanaście lat niż kilka, chyba pierwszy to było "Rybie Oko", później chyba w 1999 WCWI i w 2002 PW.Ja jestem niemalże od początku na dwóch ostatnich, na SD i czasami na "Wędkarzu Morskim" z wiadomych powodów. Lokalne portale? cóż, zaglądałem ale pojawiają się i znikają (vide "Nasze Łowiska" z rejonu Łomża/Ostrołęka). Irytują mnie ortodoksyjni wyznawcy C&R, irytują mnie zdjęcia z zamazanymi punktami (dlatego nie oglądam), irytują mnie tzw. "tajne wody".W ciągu tych wielu lat zauważyłem pewne zmiany na wszystkich portalach. Kiedyś na początku ich istnienia ktoś rzucał hasło "RYBY" i jakaś ekipa się zbierała i jechała i tak było na WCWI, na PW, na SD nie wiem bo już przestałem zwracać uwagę. Teraz o planowanym wyjeździe można się dowiedzieć z relacji po powrocie :dokuczacz:
colednik, 2013-02-18 21:54:00
krótko i na temat... kciuk do góry Pozdrawiam!
andrew, 2013-02-18 22:36:52
Dobry wpis Pawel ale w kilku sprawach mam inne obserwacje. Fora beda coraz wieksze, ilosc internautow stale rosnie kosztem magazynow. Najlepsze czasy sa zdecydowanie przed internetem, mylisz sie piszac ze najlepsze czasy fora maja za soba. Bedzie tak jak z kazdym innym medium, wygraja fora niszowe i regionalne kosztem forow ogolnych i ogolnopolskich ktore sa zawieszone w prozni i w spotkaniach (jesli w ogóle sa organizowane) uczestniczy drugi promil uzytkownikow po przecinku.... Problem awanturnikow przerabialo kazde forum i twardy zespol modow jest rozwiazaniem ale na Szrapie w pewnym momencie modzi przesadzali, min. z arbitralnym cieciem offtopow. Lepszy przeciez offtop, niz zimowy marazm;). Z problem zadymiarzy boryka sie kazde wieksze forum, na j.pl zrobili z tym porzadek, tutaj mysle ze trzeba wrocic do wiekszego zespolu modow ale bez przypadkowych ochotnikow. Slabe zdjecia trzeba wywalac. Jak ktos ma w avatarze klenia na betonie i ublocone buty to sorry ale nie rownamy w tym kierunku. Najlepsze portale sa dobre min.: dlatego ze zdjecie trzymaja dobry poziom. A bolen w blocie albo sandacz w piasku to jest siara na domowy komp albo komorke ale nie do sieci. I nie ma to nic wspolnego z fiszfanatyzmem tylko z estetyka i przekazem jaki generujemy do uzytkownikow. Osobiscie wole piekne zdjecie Coldenika w lesie i we mgle z tym (niestety) zberetowanym :dobani: sandalem niz zdjecie wypuszczonego bolenia w blocie...
bysior, 2013-02-19 14:52:43
Najlepsze czasy są również moim zdaniem przed internetem i wędkarskimi portalami. Praca nad portalem, nad rozwijaniem go to wbrew pozorom nie tylko sama przyjemność ale też ciężka praca. Problemy techniczne, finansowe, problemy z zapewnieniem dobrych merytorycznie treści na portal, do tego dochodzi często forum, które również wymaga dużego nakładu pracy. Trzeba mieć programistę, grafika, często kogoś od optymalizaji bazy danych. Fajnie jest też mieć kogoś od "marketingu", kto załatwi nagrody na konkursy i zawody. A czas każdego przecież kosztuje! Potem dochodzą użytkownicy - tutaj, jeśli ktoś chce utrzymać odpowiedni poziom serwisu, czeka go również bardzo dużo pracy. Oczywiście, pojawiają się świetni ludzie, którzy chcą tworzyć i budować społeczność wokół portalu, pomagają przy pracy, ale są też tacy awanturnicy jak pisze Paweł - którym wiecznie się nic nie podoba i wyładowują swoje życiowe frustracje w sieci. Ale niestety jest to nieuniknione w dobie dzisiejszego internetu. Paweł piszesz również o zakmniętych serwisach, gdzie ma dostać się tylko na zaproszenie. Mi osobiście niezbyt podobają się takie hermetyczne środowiska. I wiem, że tego typu projekty, tak jak małe portaliki bardzo często nie dają rady się przebić w sieci. Z czego to wynika mogę się tylko domyślać i mam pewne spostrzeżenia, dlatego ja osobiście nigdy nie chciałem tworzyć i uczestniczyć w czymś zamkniętym, tylko dla wybranej "elity". Serwis wędkarski powinien być bazą wiedzy, miejscem wymiany doświadczeń, otwartym na nowych wędkarzy. Każdy portal ma swoje upadki i wzloty. Niektóre mają tylko upadki. Internet ciągle się rozwija i mam nadzieję, że nasz portal będzie się ciągle rozwijał w dobrym kierunku co w ogromnym stopniu zależy tylko od nas - użytkowników
Wozik77, 2013-02-22 23:00:25
Jak zwykle Paweł napisane z niezwykłym wyczuciem i przemyśleniem tematu Brawa :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Dokąd zmierzasz Wędkarzu????? Powrót do korzeni - to w moim przypadku chyba motto na obecny czas... :mysli:
tomek79, 2013-02-24 22:48:47
Doskonale zdaje sobie sprawę z niewątpliwych plusów małej zamkniętej grupy tworzącej jakieś forum i doskonale zdaje sobie sprawę z minusów jakie niosą ze sobą wielkie molochy, chociaż przykładowo jerkbait, moi zdaniem fantastycznie sie broni. Opowiedziałeś się jasno za wariantem, ktory bardziej ci odpowiada, a któremu bardzo często przypina sie metke towarzystwa wzajemnej adoracji i chce ci powiedzieć tylko jedno, gdyby shrap był zamkniety dla waskiej grupy ludzi z Mazowsza, znajomych z realu itp., w momencie kiedy jeszcze Cie na shrapie nie było, bardzo możliwe, ze dzisiaj w ogóle nie byłoby cie na tym portalu!!!! Pamietaj o tym! ;) Co do publikacji fotek pokazujących panierkę, palucha w skrzelach itp. nie zgadzam sie z Tobą, a bardziej z andrew. Im więcej takich zdjęć na stronie tym większe utrwalanie w świadomości wędkarzy złych wzorców, przyzwyczajanie, ze to nie jest nic złego, że z rybą można sie tak obchodzić, a chyba zgodzisz sie, ze takie podejście niesie ze sobą duże ryzyko wyrządzenia tej rybie większego uszczerbku niż zamierzamy. Paweł, problem jest jeden, widoczny na wszystkich forach, nie tylko wędkarskich, i w ogole w życiu na codzień - ludzie odmienni albo z odmiennym zdaniem, poglądem od większości nie mają łatwego życia, czasami płacą za to karę na ktora nie zasłużyli. Generalnie dobry tekst, nie wiedziałem, ze jesteś aż taki filozof ;)