Shrap-Drakers konkurs MADCAT

Wędkarzu, dokąd zmierzasz... Część 1 - Przyroda

Paweł 2013-02-03 Obok wędkarstwa

...
Od jakiegoś czasu, pod wpływem obserwacji naszego wędkarskiego podwórka, zadaję sobie pytanie – dokąd zmierzamy my, wędkarze? Zima na pewno jest dobrym czasem na takie przemyślenia. Więc w kilku częściach podzielę się na naszym portalu swoimi spostrzeżeniami...

Dziś część pierwsza, wstydliwa raczej – nasze poszanowanie przyrody i otaczającego nas nad wodami środowiska naturalnego...


Jako ludzie ogarnięci pasją wędkarską jesteśmy szczęściarzami. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Mamy szanse na przykład podziwiać cudowne zachody słońca nad wodą, aczkolwiek to, powiedzmy sobie szczerze, zdarza się również ludziom nie ogarniętym pasją wędkarską. Wystarczy wieczorem pójść na spacer... Ale już tych przepięknych świtów, wschodów słońca, budzącego się do życia dnia – muszą nam zazdrościć wszyscy, którzy te poranki zwyczajnie przesypiają...

Tracą oni każdego dnia pierwsze promienie słońca. Nie słyszą pierwszych, przed brzaskiem, nieśmiało jeszcze ćwierkających ptaszków. Ba, nie słyszą tej ciszy na odludnym łowisku. Nie mają szans na spotkanie w porannej mgle chyżo śmigającej po łące smukłej sarenki.

Nie wiedzą jak pięknie pachną nadrzeczne roślinki o poranku. Nie mają pojęcia jak cudnie może wyglądać kropla rosy draśnięta pierwszym promykiem wschodzącego słońca. I jeszcze wiele takich cudów natury mógłbym tu wymienić. Oni tego nie znają – a my TAK!!!

ALE....


Ale nie mogę zrozumieć dlaczego my sami, wędkarze, jedni z głównych „użytkowników” tych cudów, dążymy do zniszczenia całego tego pięknego świata przyrody. Bo zwróćmy uwagę, że to co powyżej starałem się „zwizualizować” słowami – z czasem staje się coraz bardziej odległe.

Bo z biegiem dnia ta cisza poranka jak i wrzaski ptaków – zostają zagłuszane przez nas, wędkarzy, z uporem maniaka próbujących dojechać samochodem nad samo stanowisko wędkarskie i odpalić sprzęt grający „bo tu taka cisza jest”.

Bo już w świetle pełnego dnia możemy dostrzec, że ta zwinna sarenka przeskakuje nad leżącą górą śmieci czy innym wwiezionym z premedytacją nad wodę zużytym sprzętem gospodarstwa domowego.

Bo ta kropla rosy nie ma szans utrzymać się na pachnącej roślince, bo wędkarz postanowił sobie zrobić wygodniejsze stanowisko za pomocą siekierki lub wyciąć trochę widełek pod wędki...

Czar prysł? Niestety tak!


A najsmutniejszy jest fakt, że sami sobie gotujemy ten paskudny los.

Spróbujmy sobie wyobrazić (o co nie trudno) przeciętnego wędkarza, który w lipcu jedzie na dwudniową zasiadkę gruntową nad rzekę, często będzie to duża rzeka.

W piątek, tenże wędkarz, podekscytowany patrzy na zegarek, niekiedy urwie się nieco z fabryki, pracy, szkoły itp. Po drodze zabierze dwóch-trzech kumpli, też oczywiście wędkarzy. Dalej po drodze zakupią jedzonko, jakieś flaszki, trochę puszek piwa, w wędkarskim zakupią wiele paczek zanęty, robactwo, itp. Nad wodę dojadą przed wieczorkiem. Wszystkie wygodne miejsca już zajęte? Nie szkodzi, wcisną się gdzieś między innych wędkarzy. Stanowisko niewygodne, zakrzaczone, ale od czego noże wędkarskie i siekierka na stałe leżąca na dnie bagażnika... Kwadrans pracy i już nowe, piękne stanowisko gotowe! Teraz tylko wyciąć jeszcze parę podpórek z pobliskich krzaków, wszak te sklepowe widełki jak zawsze zostały w garażu... Zależnie od umuzykalnienia ekipy rozkręcić trzeba sprzęt grający na full z nieśmiertelnym hiciorem „Daj mi tę noc”, z biegiem czasu ryczaną a capella przez rozbawione wędkarskie towarzystwo... A jakąż atrakcją jest poskakać w amoku i pod wpływem nad ogniskiem...

Dwóch dni przygód tych wędkarzy na rybach opisywać tu nie zamierzam, pomińmy to milczeniem, aczkolwiek co się w tym czasie biedne zwierzątka (i nie tylko) nasłuchały to ich. Ale sposób zakończenia wędkowania przez takich ludzi też wart jest uwagi. Niedziela po południu. Sprzęt złożony. Ci „bardziej porządni” pozbierają śmieci po sobie i wrzucą w dogasające ognisko (niestety, w ich mniemaniu puszki i butelki też się spalą). A ci „mniej porządni” po prostu zawiną się szybko nie brudząc sobie rąk pozbieraniem opakowań po robakach, zanętach, butelek czy puszek. A co bardziej zapobiegliwi dorzucą do ogniska przygotowaną w domu paczuszkę śmieci (no przecież się spalą...).

Dobra, wiem że trochę przesadziłem stwierdzeniem, że tak postępuje przeciętny wędkarz. Specjalnie wyolbrzymiłem. Ale niestety, takich „wędkarzy” jest na tyle dużo, że brzegi naszych wód tak wyglądają jak wyglądają...

Ale żeby nie było, że ja tak bardzo potępiam w czambuł wszystko i wszystkich. Bo przecież po to jest cały ten postęp cywilizacyjny, żeby z niego korzystać. Między innymi samochód – ma on służyć również do dojazdu nad wodę. Obozowisko nad wodą można przecież rozłożyć z głową.

Sam, jako maniak eskapad nad wodę rowerem czy pieszo, coraz częściej się łapię na tym, że korzystam z dobrodziejstw cywilizacji i chętnie zabieram się z kolegami wędkarzami... Jak również uwielbiam zapach pieczonej na ognisku kiełbaski i te długie wędkarzy rozmowy długo w noc. Bo w tym zawarty jest cały urok wędkowania. Ale przecież nie trzeba od razu wyrąbać całego drzewa, żeby rozpalić fajne ognisko... Wystarczy poszukać dobrze, chrustu i innych połamanych gałęzi nad naszymi wodami wciąż sporo jest...

Ale czyńmy to wszystko z głową, do jasnej cholery! Skoro samochód pomógł nam wszystko przywieźć to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy użyli go również do wywiezienia całego naszego bałaganu...

Tak dla przykładu podam przykład jak można umilić sobie pobyt nad wodą bez większej ingerencji w środowisko. Na początku stycznia tego roku byliśmy w kilka osób nad Drwęcą. Ponad 200 kilometrów przejechane, pobudka bardzo wczesna, chodzenie po chaszczach za trocią też zabiera sporo energii. Więc umówiliśmy się, że w środku dnia robimy sobie przerwę na kiełbaskę. W bagażniku samochodu znalazło się miejsce na reklamówkę drewna kominkowego. Spokojnie wystarczyło to na półgodzinne ognisko i sprawne upieczenie kiełbasek. Dodatkowy atut to taki, że rozpalenie trwało minutę, a gdyby do tego użyć mokrego drewna z nad wody mogłoby to trwać o wiele dłużej.

I jeszcze jeden przykład. Zlot Drakersów nad Wkrą 2011. Obiecaliśmy miejscowym rolnikom, właścicielom nadwkrzańskich łąk, że za bardzo nie zdewastujemy i tak ubogiego na tamtym odcinku drzewostanu. Więc... przywieźliśmy (a dokładniej uczynił to Mariusz) cały samochód drzewa i solidne ognisko płonęło non stop przez wiele godzin shrapowego spotkania. A miejscowe krzaczki do tej pory skutecznie zacieniają niektóre fragmenty rzeki.

Ale wróćmy do wątku głównego...


Wcześniej opisałem wędkarza gruntowego, bo nocna czy kilkudniowa zasiadka ma największy „potencjał” na zrobienie z łowiska śmieciowiska. Zanęty, przynęty, kilogramy jedzenia, butelki... Ale „sprawny” spinningista „też potrafi”!

Przede wszystkim spinningista jest bardziej mobilny i nie ma szans naśmiecić w jednym miejscu. Ale przecież zdarza się mu „zgubić niechcący” opakowanie po przyponie stalowym, czasem „wyleci” mu z rąk pudełko po ostatnio zakupionym woblerze... A i z kieszeni może „wypaść” zwinięty w kłębek spory odcinek splątanej plecionki. Na szczęście spinningista nie jest narażony na „gubienie” opakowań po zanętach...

Ja wiem, że w tych dwóch przypadkach (grunciarza i „roztargnionego” spinningisty) opisałem patologie. Ale przez te patologiczne zachowania nasze wody wyglądają tak jak wyglądają, ta piękna sarenka musi skakać przez cały ten syf, a łoś ma zdziwioną tym wszystkim minę!

Umówmy się, naprawdę normalny wędkarz po zasiadce czasami coś niechcący, przez przeoczenie, pozostawi nad wodą. Spinningiście coś tam może wypaść przypadkiem (naprawdę przypadkiem) między kamienie. I to nieświadome zachowanie jest do zaakceptowania. Ale tenże sam normalny (porządny) gruntowiec nie powstydzi się pozbierać śmieci po poprzedniku, a spinningista zabierze do plecaka kłębek plecionki „zgubiony” przez innego wędkarza. I to czyni ich prawdziwymi wędkarzami...

Nie oszukujmy się - jakieś konsekwencje dla środowiska spowodowane przez nas, wędkarzy - muszą być. To nieuniknione. Ale dlaczego doprowadziliśmy do takiego stanu jaki teraz mamy? Stanu śmietnika nad wodami?

Zdaję sobie sprawę, że tak jak wśród każdego przekroju społeczeństwa są różne postawy, tak i wśród wędkarzy są ci dobrzy i ci źli. I że właśnie taki osobnik co rzuca niedopałek papierosa obok kosza na przystanku autobusowym albo wyrzuca przez okno samochodu pustą puszkę po coli to jest właśnie ten sam „wędkarz”, który ma w głębokim poważaniu środowisko naturalne nad wodą…

Ale i tak nigdy nie zrozumiem wędkarza – PALANTA, który zostawia nad wodą górę śmieci wiedząc, że za tydzień znowu przyjedzie na ryby. W to samo miejsce!!! Przecież to jest już jawny DEBILIZM!!! Brak podstawowego nawet ułamka inteligencji czy też odruchu samozachowawczego!!!



Nie zaryzykuję wiele, jeżeli stwierdzę, że na Mazowszu najgorzej jest nad Narwią. Niestety, ta piękna rzeka ma pecha, że jest tak piękna!

Dostępna i wygodna. I patrząc na mapę można ze stuprocentową pewnością wskazać miejsca największych śmietników. Każdy długi zewnętrzny zakręt to jest właśnie to miejsce! Tam woda obiecuje najwięcej. Tam z reguły jest wyższy brzeg, umożliwiający dotarcie nad samą wodę autem. Tam jest też najczęściej głębsza rynna, która daje nadzieję na grubego leszcza, głównego celu nocnych zasiadek. I tam właśnie zjeżdża w każdy weekend dziki tłum wędkarzy. Który to tłum zostawia po sobie śmieci w każdy weekend na potęgę!

Wisła ma trochę więcej szczęścia pod względem śmieci. Nie, nie dlatego, że brzydsza czy mniej nad Nią wędkarzy, czy też są oni bardziej proekologicznie nastawieni. Nie, nie! Po prostu Wisła w każdym roku ma dwa-trzy przybory, które „czyszczą” brzegi z wędkarskich śmieci. Oczywiście, część śmieci, zwłaszcza butelek i tak osiądzie w krzakach, szczególnie w bocznych odnogach, ale to już miejscowy wędkarz może wytłumaczyć, że to nie on, że to spłynęło z góry.

Ale nie tylko duże wody są narażone na nadmiar śmieci. Przykład Jeziorka Czerniakowskiego, które spontanicznie grupą Drakersów którejś jesieni sprzątaliśmy, jest przerażający! Mała woda, zapewne odwiedzana przez wciąż tę samą grupę wędkarzy, a śmieci można by zbierać chyba cały tydzień.

W roku 2012 spotkałem się też nad Wisłą z piękną akcją, niestety nie zakończona chyba sukcesem. Otóż w maju bodajże, chodząc za boleniem od główki do główki zauważyłem sporo młodych ludzi (na oko 15-17 lat) z workami. Chodzili i zbierali śmieci. Naprawdę serce się radowało. Raz, że sporo śmieci zostało zebranych, a dwa, że cieszą takie zachowania młodych ludzi, jest to sama w sobie wartość wychowawcza i ekologiczna.

Niestety, akcja ta miała również ciemną stronę. Worki ze śmieciami zostały złożone w kupki u nasady każdej z kilku główek. I niestety – zostały tam do dziś dnia. Po kilku miesiącach wyglądało to tak:

Jako, że ten tekst jest o zanieczyszczeniach wędkarskich nie będę się jakoś szczególnie rozwodził nad wszelkiego rodzaju ściekami puszczanymi bezpośrednio do wody. Ale przykład warszawskiej Wisły, którą to w roku 2011 płynęły ścieki komunalne i nie sposób było wytrzymać nad wodą jest zatrważający!!! Nie wspomnę również o tej warszawskiej prawobrzeżnej mega wycince na Wiśle, bo to tez nie wina wędkarzy. Ale faktem jest, że jako wędkarze nie jesteśmy w stanie nic zrobić, zaprotestować. Albo inaczej – nic nie robimy i nie protestujemy!!!

Nie będę już szczegółowo rozbierał na czynniki pierwsze wpływu tego naszego zachowania nad wodą i „śmieciarstwa” na wszystkie zwierzątka żyjące nad naszymi wodami. Że kłębek żyłki to ogromne zagrożenie dla ptactwa, że puszka po konserwie może doprowadzić do poranienia sarenki, porzucona butelka to potencjalne zagrożenie pożarowe, tak samo jak niedogaszone ognisko. Każdy rozumny człowiek na pewno musi sobie zdawać sprawę jakie wędkarstwo-śmieciarstwo niesie zagrożenia dla Nich. Jednak One prawdopodobnie dostosowały się do naszych szaleństw, zapewne nabyły umiejętności chowania się przed nami, unikania niebezpieczeństw z tym związanych. Ale na pewno wpływ zachowania nas, wędkarzy, na ich życie jest wielki! O tym każdy prawdziwy wędkarz musi pamiętać.

Ludzie!!! Wędkarze!!! Nie śmiećmy nad wodami – przecież jest to nasz, Wędkarzy, drugi dom!!! A dla zwierzątek to jest po prostu DOM! Nie przeszkadzajmy Im, szanujmy Je!!! One nas proszą o spokój i ciszę...










Pisząc te wszystkie powyższe słowa nie chciałbym być źle zrozumiany. Jak każdy wędkarz mam na pewno na sumieniu niejeden grzeszek przeciw przyrodzie. Ale mam (miałem) to szczęście, że mój nauczyciel wędkarstwa, mój dziadek, zaszczepił w małym chłopcu szacunek do przyrody. Owszem, wycinaliśmy widełki z nadrzecznych chaszczy, teraz też przecież zdarzy się wyciąć patyk do pieczenia kiełbaski nad ogniskiem. Ale trzeba mieć określoną świadomość i robić to wszystko z umiarem. Starajmy się więc dawać dobry przykład młodym wędkarzom, młodym ludziom, tym, którym wpajamy zamiłowanie do wędkarstwa. Wszak w ich rękach znajduje się przyszłość… Również nasza, wędkarska - na stare lata...

Szanujmy przyrodę, która jeszcze sobie jakoś radzi, ale jak długo... Jeżeli nie zmienimy naszego podejścia – czarno to widzę na przyszłość...




PS. W tym tekście nie napisałem słowa nawet o naszym podejściu do głównego celu wędkarskich wypraw - do ryb. Z premedytacją to zrobiłem. Bo to będzie temat na następny artykuł...

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (7)

sacha, 2013-02-04 08:37:12
Tekst niestety prawdziwy ale coś dodam jeśli chodzi o Narew. Duuuuużą ilość śmieci zostawiają też żeglarze i motorowodniacy przemieszczający się Narwią na Mazury. Znam miejscówkę gdzie autem nie dojedzie,trochę na północ od miejscowości Strzyże i na wschodnim brzegu. Wiosną i wczesnym latem zawsze tam wieczorem cumowąły łodzie a w późniejszym okresie jak uznaliśmy że warto tam biwakować okazało się że jest to wysypisko śmieci połączone z szambem. Z kolei nad Bugiem w rejonie Mielnika łąki są prywatne i np. między Sutnem a Niemirowem gość zagrodził dojazd nad wodę. Zostawiłem auto przed "szlabanem" i poszedłem nad rzekę gdzie ktoś się kręcił, okazało się że to sprawca zagrodzenia dojazdu sprzątał po wędkarzach a miał co robić. No i dlatego zagrodził. Co do przyrody: godzinę temu jadąc do pracy zauważyłem w rejonie mostu Poniatowskiego orła, ubiegłej zimy też widziałem ale nie wiem czy ten sam egzemplarz. Rok temu jestem pewien że był to bielik, dzisiaj był dalej i nie jestem pewien czy bielik czy przedni.
andrew, 2013-02-04 09:13:58
Smieci nad woda to zmora jest. Nie wiem jak jest nad Narwia bo tam lowie sporadycznie ale brzegi Wisly sa mega zasmiecone. O dziwo nad srodkowym Bugiem smieci prawie nie ma, nawet na najbardziej uczeszczanych odcinkach. Czesciowo jest tak dlatego ze nieuregulowana rzeka latwiej podlega samooczyszczeniu ale mentalnosc ludzi tez gra role. Jak to mowil marszalek Pilsudski: Polska jest jak obwarzanek, pelna na kreseach i pusta w srodku.
waldi-54, 2013-02-04 14:43:46
Paweł brawo za tekst, jest potrzebny jak tlen. Jestem jak najbardziej za tym, aby każdy kto korzysta z uroków rzeki, stawu, czy jeziora pamiętał o tym, aby zabrać z nad wody wszystko to co ze sobą przywiózł, lub przyniósł, to nie wymaga wielkiego wysiłku, wszak puste opakowanie prawie nic nie warzy. Pisząc te słowa jestem właśnie po wyprawie nad moją rzeczkę i opisany przez Ciebie obrazek właśnie mi się przydarzył. Wczorajszy wędkarz pozostawił kilka butelek po piwie, paczki po papierosach, po robaczkach, oraz połowę reklamówki zanęty, idąc do autobusu zgarnąłem to wszystko i pozbyłem się wrzucając do kosza na przystanku MPK. Nie chcę się wymondrzac
waldi-54, 2013-02-04 14:47:35
Coś mi się kliknęło nie tak i tekst poleciał. Chciałem tylko dodać, że to naprawdę zależy tylko od nas jak będziemy spędzali czas nad wodą w otoczeniu zdrowej , czy chorej natury.
bysior, 2013-02-06 12:11:52
Niestety Paweł Twój tekst jest aż zanadto prawdziwy i nie wyolbrzymiasz wcale zachowania ludzi nad wodą. Na Narwi jestem bardzo często i to co widzę, budzi przerażenie. Wędkarze w lato po weekendzie nad wodą zostawiają tony śmieci... Nie mówiąc już o tych co przyjeżdżają na dłużej. Nie wiem czy Ci ludzie nie mają mózgów, czy mają wszystko w d.... nie rozumiem tego jak można, tutaj przypomina mi się powiedzenie o własnym gnieździe, tak się zachowywać - zwłaszcza będąc wędkarzem. Przez małe "w". Bo wędkarze przez duże "W" zbiorą śmieci po tych poprzednich i dbają o to co kochają. Fajny tekst Paweł, mam nadzieję że komuś da do myślenia. I czekam na kolejne. Wal prosto z mostu - może komuś się struna w mózgu poruszy....
tomek79, 2013-02-08 14:18:56
Śmiecenie to jest kwestia kultury i chociaż takie teksty potrzebne, to nie mam złudzen ze niewiele zmienią. Gro wędkarzy to jest hołota, ktora nigdy nie powinna mieć możliwości obcowania na łonie przyrody. Wędkarze nie są wśród reszty społeczenstwa zadnym wyjatkiem, są jego odzwierciedleniem. Jeżdze na grzyby na Słowacje i nie macie pojęcia jaki czuje wstyd widząc w srodku lasu puszki po polskim piwie :zalamka:
jacek_bp, 2013-02-10 14:31:41
Ooo bóbr Włodek