Artykuły wędkarskie / Opowiadania
Wędkarstwo nieuleczalna choroba. Początki
Autor: Bizonik, opublikowano 2011-02-22 19:33:21
komentarze: 21, wyświetleń: 2008
--
WĘDKARSTWO, hm..., w moim wydaniu wyssane razem z mlekiem matki.
Przekazane w genach z pokolenia na pokolenie. Dziadkowie wędkowali, ojciec wędkował, nawet i mamie się czasem udawało, nie mówiąc o jej braciach. Także od małego miałem styczność z wędkami i wypadami na ryby. Mieszkając nad Wisłą, Królową Rzek trudno było nie biegać z tatą nad wodę jak tylko nadarzała się okazja - a było to dość często.
Wakacyjne urlopy spędzane na jeszcze dziewiczych mazurach. Bez tych warczących motorówkę i skuterów. Jedyne jednostki na silnikach to były łodzie policyjne oraz rybacy. I jak tu nie zachorować na tę nieuleczalną chorobę. Pamiętam czasy wędek z bambusa, z którymi biegałem nad Wisłę i łowiłem ukleje, kiełbie oraz inny drobiazg.
Człowiek dorasta, a razem z nim dorastało wędkarstwo. Wędka z pierwszym kołowrotkiem o ruchomej szpuli, potem pierwszy teleskop produkcji ZSRR. Na 10-te urodziny w prezencie od dziadka dostałem spinning, cóż to była za wędka, sama ryby łowiła wyposażona w kołowrotek Rex oraz żyłkę z Gorzowa .
Do dziś nie zapomnę nauki spinningowania, a właściwie rzucania blachą. Wielkie pole na środku ułożone z worków, pole wielkości koca i ja wraz z dziadkowym spinningiem oraz kołowrotkiem marki Rex.
Rzucałem dotąd, aż za każdym razem byłem w stanie trafić w wyznaczone pole. Następnego dnia niezapomniany ból pleców i przedramienia. W końcu nastał ten dzień, starszyzna czyli tata z wujkiem stwierdzili, że nie będę stwarzał zagrożenia na łódce. Cóż to była za frajda pierwszy raz móc płynąć na okonie i szczupaki. Z czasem wprawiłem się w połowach jeziorowych drapieżców. Już w pierwszym roku wędkowania udało mi się złowić szczupaka o wadze 1,5 kg i niezliczone ilości mazurskich pasiaków. To był dobry czasu na naukę, ryb nie brakowało.

Na tych właśnie pasiakach doskonaliłem swoje umiejętności, ćwiczyłem różnego rodzaju prowadzenie przynęt, jak i same przynęty, z których największym kilerem okazała się blaszka ręcznie robiona przez dziadka. Rok później udało mi się poprawić szczupakowy rekord na całe 2,5 kg i 77cm, złowić nieznajomą rybę. Ową nieznajomą okazała się sieja i to nie byle jaka, całe 3,2 kg, do chwili obecnej została rekordową i zapewne już nigdy nie zostanie pobity mój prywatny rekord. Praktycznie każde wakacje spędzaliśmy na mazurach, a ja uganiałem sie za drapieżnikami od czasu do czasu robiąc drobne przerwy na zasiadki na leszcza lina czy inną białą rybę. Mija kolejny wakacyjny sezon.
Przychodzą święta Bożego Narodzenia i pod choinkę dostaję ówczesne cudo - kompozytowy spinning marki DAM długości 2,10 oraz kołowrotek firmy Cormoran, a także duże pudełko różnorakich przynęt. Szczęśliwy po uszy w zimowe wieczory planuję kolejne wakacje i oczami wyobraźni widzę jak na każdą z tych blaszek łowię coraz to większe ryby. Tak mijały kolejne wakacje, doskonaliłem swoje umiejętności, uczyłem się zachowań poszczególnych gatunków ryb.
Zakochałem się w wakacyjnym spinningu. Już jako pełnoprawny wędkarz, mając kartę wędkarską, dalej trenowałem jeziorowe drapieżniki. Miałem jedną podstawową przewagę nad tatą, ja miałem 2 miesiące wakacji a on tylko 2 tygodnie wiec dość szybko podszkoliłem się pod okiem wujków i znajomych.
Do dnia dzisiejszego nie zapomnę wspólnej wyprawy na mazurskie esoxy. Był ciepły sierpniowy dzień, wypłynęliśmy z tatą i wujkiem na ryby. Kotwiczymy łódkę na skraju podwodnej górki. Po kilku rzutach tata wyjmuje szczupaczka takiego kolo 50 cm, za chwilę takiego samego ręką wyjmuje wujek. Mija kilka chwil, tata wyciąga następnego i stwierdza, że trzeba się przestawić bo nie ma tu tych dużych. W tym samym miejscu dzień wcześniej wyjęli we dwóch kilka sztuk, w tym 5,7 kg, 5,5 kg i 7,1 kg. Gdy wujek podciąga kotwicą, ja kończę zwijać swoją przynętę i nagle czuję delikatne przytrzymanie, zacinam, wędka zaczyna pracować. Tata widząc sytuacje każe wujkowi położyć kotwicę i bacznie we dwóch obserwują moje zmagania. Chwila milczenia i pytają się czy jest duży. Kiwam głową i za chwilę ukazuje się szczupaczek ciut większy niż męski but z dodatkowym balastem w postaci wodorostów. Obydwaj wybuchają śmiechem. Odpływamy, przestawiamy się na drugą stronę górki, w pierwszym rzucie mam przytrzymanie, zacinam i wędka pracuje. Tata się pyta czy duży, chwila ciszy i odpowiadam taki sam jak tamten. Wujek z przekorą się pyta czy ma mi podać podbierak. Chwilę później dociągam do łódki rybkę i słyszę głos taty - i tak by się do niego nie zmieścił.
Wujek podejmuje rybę rękami, wkładają ją do łódki, widzę, że to olbrzym. Kotwica blachy sterczy mu w samym kąciku pyska, ryba praktycznie w ogóle nie szarpie się. Odpinam ją i...... no właśnie zaczyna sie, jakby rażona piorunem zaczyna skakać i tłuc się po łódce. Tata przykrywa szczupaka ścierką i ten się uspakaja. Jest chwila na mierzenie i ważenie. Waga pokazuje 10.10kg, a miarka, cóż była za krotka, na 1 metrze sie kończy, robimy znak nożem na wiośle i stwierdzamy, że pomiar zrobimy w domu. Ryba ląduje w wodzie, długo dochodzi do siebie, po czym odpływa w zielono niebieską głębię jeziora. Siedzę na ławce i nie mogę uwierzyć, ręce mi sie trzęsą, serce bije jak dzwon. Starzy gratulują mi udanego połowu oraz zachowania zimnej krwi podczas holu. Zerkam na zegarek jest południe, skwar leje się z nieba. Pozostajemy jeszcze chwilę na łowisku, ale ja już nie mam chęci na łowienie. Widząc to panowie proponują powrót do domu. W przystani Tata opowiada znajomym o moim spotkaniu ze smokiem, wszyscy mi gratulują. Mierzymy wiosło, miarka w przystani pokazuje 110 cm. Ów szczupak staje się rodzinnym rekordem. Całe 110 cm i 10,10kg wagi. Każdy następny złowiony wydaje się maluszkiem przy tym potworze. Wiem, że tam są większe, ale czy uda mi się kiedyś je przechytrzyć - czas pokaże. Na chwilę obecną pozostaje on moim rekordem życiowym.
Następne lata upływają na poszukiwaniu tego większego, ale niestety nie dane jest mi złowić większą rybę. Trafiam kilka 80 i 90 cm ale metrówki żadnej. Praktycznie każde wakacje stoją pod znakiem szczupaka. Juz wiem gdzie ich szukać, te największe pływają w toni za stadami sielawy, ale to trudne ryby. Jestem świadkiem złowienia szczupaka 124 cm, wagi ponad 18 kg i olbrzymiego okonia, myślę że miał grubo ponad 65 cm.
Wakacyjne wieczory zazwyczaj były też na rybach, tyle ze tym razem poświęcone innej tajemniczej rybie. Tak tak, o węgorzu tu mowa. Pierwszego złowiłem 13 lipca w piątek, nie był duży, ale jego siła zaimponowała mi. Postanowiłem poświecić mu trochę więcej czasu. Nie udało mi sie złowić nic dużego, ale takich 80 cm było kilkanaście sztuk. Praktycznie co wakacje mogłem pochwalić się złowieniem kilku ładnych węgorzy.

No dobra, wakacje wakacjami, ale co z resztą roku?
Tu pozostało chodzenie z tatą nad Wisłę i sporadyczne wypady nad Bug lub Narew. Czasem wycieczki nad pobliskie jeziorko kamionkowskie.
Ale to nie było to co tygryski lubią najbardziej. Jak ktoś raz spróbował spinningu to wie o co chodzi.
Nie dane mi było za młodu nauczyć się spinningować w rzece, nie było na to czasu i brakowało też nauczyciela. Ja byłem za młody, aby samemu zwiedzać wiślane zakamarki, a tato wolał w rzece poławiać ryby z gruntu lub na spławik. Więc i mnie ta metoda się tez udzieliła, ale jednak zawsze czekałem do wakacji kiedy to będę mógł uganiać się ze spinningiem po jeziorze za pasiakami i kaczodziobymi. Wiślane połowy zazwyczaj przynosiły leszcze, świnki, certy sporadycznie inne ryby szczupaki, sumy, brzany oraz sandacze. Co się później okaże - to właśnie te ostatnie ryby staną sie moimi faworytami i dla nich będę jak wariat biegał po nocy i deszczu.
Tak minęła szkoła podstawowa i średnia, potem przyszedł czas na inną miłość i wędki trafiły do szafy. Wyjmowane sporadycznie obraziły sie na mnie. Kilka lat przerwy spowodowały, iż straciłem wyuczone nawyki i instynkt łowcy. Przyszedł i na mnie czas, dostałem wezwanie do wojska i trafiłem do dużej jednostki w Bemowie Piskim. Właśnie tam ponownie spróbowałem wędkarstwa. Kapitan, dowódca plutonu uwielbiał łowić ryby i czasem jeździliśmy z nim nad jezioro na poligonie. Łowiliśmy wspólnie różne ryby. Po 6 miesiącach zostaję przeniesiony do Warszawy i tu wędkarstwo schodzi na dalszy plan. Ważniejsze okazuje się zakończenie szkoły i zdanie matury, na co w wojsku dostałem zgodę. Powrót do wędkarstwa nastąpił zaraz po wyjściu z wojska. Szkoła skończona, matura zdana, pozostaje czas na pracę i wędkarstwo. Człowiek targany myślami chciał spróbować każdej metody, a to spławik, a to drgająca szczytówka, a to spinning.
Okazja nadążyła się na wspólnym wyjeździe na mazury. 2 tygodniowy pobyt nad samiutkim jeziorem pozwolił przypomnieć sobie jak to jest fajnie posiedzieć z wędka nad wodą. Nieważne były ryby, ważna była ta cisz, spokój, obcowanie z dziką naturą. I to było właśnie to!
Powrót do domu a w głowie i duszy niedosyt.
Chcę więcej...
Wiecie, teraz po latach jak to opisuję, kręci mi się łza w oku i zaczynam żałować, że nie mam zdjęć z tamtych lat. A szkoda, bo było by co wspominać, a tak to jedynie zostaje w pamięci. Tak, to były czasy, gdzie człowiek nie myślał o zdjęciach, co by potomnym pokazać jakie kiedyś były ryby. A szkoda....
Informacje o autorze
Bizonik
Kocham przyrodę i są dwie pasje które pozwalają na obcowanie z nią. Fotografia i wędkarstwo. Mnie się udało połączyć obie i cieszyć się urokami przyrody. Wędkuje od kiedy pamiętam a metody chyba wszystkie przećwiczyłem jednak najlepiej czuje się ze spiningiem w ręku. [attachment=18]...
Więcej informacji znajdziesz na blogu Bizonik
Skomentuj "Wędkarstwo nieuleczalna choroba. Początki"
Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!
Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!
Komentarze (21)
Skomentował waldi-54, 2011-02-22 20:13:31
|
|
Ach to były czasy. -- |
Skomentował Paweł, 2011-02-22 20:47:06
Skomentował Kaz, 2011-02-22 21:52:44
Skomentował Wozik77, 2011-02-22 21:58:37
Skomentował tymon, 2011-02-22 22:21:34
Skomentował bysior, 2011-02-22 23:51:46
Skomentował morouk, 2011-02-23 08:57:30
Skomentował Bizonik, 2011-02-23 09:04:26
Skomentował morouk, 2011-02-23 09:21:50
Skomentował krzyko, 2011-02-25 17:25:00
Skomentował avallone, 2011-02-25 20:43:33
Skomentował bysior, 2011-02-25 21:00:38
Skomentował avallone, 2011-02-25 22:22:46
Skomentował morouk, 2011-02-26 10:51:25
Skomentował krzyko, 2011-02-26 12:09:41
|
|
Dobrze Michał prawisz.Wiosna i nowe wyzwanie,bat i Gigantyczne....no zgadnijcie co? Pawły wiedzą i nie podpowiadają |
Skomentował Paweł, 2011-02-26 12:20:54
|
|
Tak,tak |
Skomentował morouk, 2011-02-26 12:28:20
Skomentował Bizonik, 2011-02-26 15:30:10
|
|
a może i dzieci nad wodą i dodatkowa nauka dla mlodzieży |
Skomentował andrew, 2011-02-28 22:42:45
Skomentował Blanek, 2011-03-08 21:17:18
|
|
Podobało mi się! Pobudziłeś moją tęsknotę za wędkowaniem, oj pobudziłeś... Dobrze, że wiosna już za płotem... -- |
Ostatnio komentowane teksty
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: Blanek@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd
@Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany A i dzięki za wymyślenie WróBlanków
@ ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: bysiorFajne miśki Marcinku A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: waldi-54"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" Brawo ![]() ![]() Blaneczku, fajnie się czy ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: KazBlanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin. ![]() ![]() ![]() ![]() ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: krysko131Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: PawełŚwietna sprawa taka "przejażdżka" po Biebrzy
Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody...
Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ... zobacz więcej | ||
|
|
Boleniowa majówka 2012skomenował: KazZa artykuł ![]() ![]() :oklasky:za rybki ![]() ![]() -super Pawełku ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: KazDziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ... zobacz więcej | ||




?







!!!!
Załozy się nawet oddzielną galerię na Shrapie dla uklei, powstaną pierwsze sztuczne przynęty uklejowe, Andzia wymyśli i opatentuje nowy rodzaj mini - wobka na te rybki... Rany, ileż wyzwań ...!