Wędkarski maj na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim.

waldi-54 2015-06-10 Raporty znad wody

...
Zamiast napisać tak jak przystało o "Wędkarskiej majówce",
ja postanowiłem napisać o maju, miesiącu wyczekiwanym
przez liczne grono "miłośników" wypadów za zębatym drapieżnikiem jakim jest niewątpliwie szczupak.


Jak większość wędkarzy w kraju, ja również nie mogłem doczekać się, tego momentu, gdy po długich, zimowych miesiącach, przerywanych od czasu do czasu wypadami za pstrągiem, wsiądę w swoją łódkę i wreszcie wyruszę na jeziora Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego ze spiningiem w dłoni. Jak to mówią, " kto szuka ten znajdzie", "kto czeka, ten się doczeka" Tak też się stało i w moim przypadku, choć do końca pewności nie miałem, czy uda mi się oderwać od pracy, nawet w takie dnie. To jednak wszystko się udało pozamykać i tak jak większość z Was i ja 1-go maja zacząłem swój sezon szczupakowy.

Specjalnie nie spiesząc się, obszedłem jezioro dookoła, aby zobaczyć co się zmieniło od jesieni, czy nadal na swoim miejscu założyła gniazdo (choć pływające) samica Perkoza, czy łabędzie mają gniazdo tam gdzie je co roku widziałem ? Przy okazji spotkałem całkiem niespodziewanie gniazdo, które do złudzenia przypominało gniazdo Remiza, a może się mylę?

tak wygląda spotkane prze zemnie gniazdo.

Perkozy jak zwykle pływają z gniazdem, a właściwie na gnieździe.

Pan Łabędź tak jak w latach poprzednich trzyma straż w pobliżu gniazda.
Podpatrzyłem także pana Kosa gdy śpiewał swojej wybrance miłosną pieśń.

Rybki także były, pierwszego maja złowiłem dwa szczupaki +50 i +60 cm.
Drugiego maja również zaliczyłem "zębatego"+60cm, trzeciego również spłynąłem zaliczając dwa szczupaki, +50 i +60cm. Ponieważ moja pani wzięła dzień urlopu, więc pobyt mój na Pojezierzu przedłużył się o jeden dzień i trwał do 4-go maja. W tym właśnie dniu udało mi się złowić największego szczupaka 1-szo majowego wypadu, mierzył 79cm, wiem, że to nic w porównaniu z wynikami znajomych i kolegów, ale mnie te wyniki cieszą niebywale, bo jeszcze w zeszłym roku w majowy weekend (również przedłużony) złowiłem tylko dwa szczupaki.




Miedzy wypadami za szczupakiem a pracami wiosennymi,

znalazłem także chwilkę czasu na spokojną zasiadkę linową, (lina nęciłem już od kwietnia) a efekt tego, taki 37-mio centymetrowy przedstawiciel, "oliwkowego szczęścia.

"Kaz" również walczył, jak na Drakersa przystało.



I tak, tegoroczny początek sezonu "szczupakowego" uważam za całkiem udany, ogółem w te cztery dni złowiłem w sumie 6 szczupaków, nie licząc dwóch "niewymiarków" +40cm.

Drugi majowy weekend. 9-tego maja już o 4,30 rano wyjazd z Lublina. Kierunek Sosnowica, już za Ludwinem czuć w powietrzu zapach lasu zmieszany z zapachem wody, dużej wody, bo właśnie wjeżdżamy w Lubelską Krainę 100 jezior. Świeża zieleń lasu cieszy oko, które poprzez tą zieleń wypatrzyło, taflę wody jeziora Roguźno, Krasne i Łukcze zostało już za nami tak jak i Dratów, który jest tak naprawdę zbiornikiem retencyjnym. W drodzę na działkę minę jeszcze zjazd na Krzczeń a także jeziora, Piaseczno i Zagłębocze.

Droga mija spokojnie i dość szybko jak na możliwości "mojej lepszej połowy" bo już o 5,25 jesteśmy na miejscu. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem to oczywiście wodowanie łódki, szybkie śniadanko i wreszcie można wypłynąć na wodę. Po dwóch godzinach biczowania wody spływ do "bazy" W myślach byłem już na innej wodzie.
Jezioro Maśluchowskie kusiło i to jak.

Sąsiedzka pomoc w postaci przyczepki i mogłem wypłynąć na to piękne, kameralne, niewielkie jeziorko. Jak przystało na pierwsze spotkanie z nie znanym, oczywiście najpierw "frycowe" w postaci urwanej jednej blachy i jednego "wobka".

Rozmowa z napotkanym na brzegu wędkarzem pozwoliła uniknąć dalszych strat a także zaowocowała serią brań, kilku nie wielkich szczupaków +40cm i jedno potężne uderzenie, zacięte w porę, a po kilku chwilach w podbieraku melduje się osobnik po którego tu przybyłem, 82cm wywołało uśmiech na mojej gębie. To jest to.
82cm i radocha z udanej wyprawy.

Mam cichą nadzieję, że to jezioro jeszcze mnie obdaruje równie pięknym okazem po którego jeżdżę po licznych wodach, ale dotąd, na daremnie, ta jakże wyczekiwana przeze mnie "metrówka" wciąż mnie jak widać unika, choć ją miałem na kiju już kilka razy. Trzeci majowy weekend to seria porażek na "naszym" jeziorze. Nie będę więc o nim pisał, bo też i niema o czym.

Oczekuję już na kolejny majowy weekend i nadzieje z nim związane, ale o tym po tym.Kolejny weekend majowy powitał mnie deszczem, na wodzie tylko dwie łódki, poza tym cisza jakby to działo się nie w maju, a co najmniej w jesienny weekend październikowy, po wodzie wiatr hula, goniąc spienione fale. O tym aby wypłynąć nawet nie myślę, może po południu, w radio zapowiadają polepszenie pogody.

Czas do obiadu upłynął na układaniu narzędzi i na robieniu porządku w komureczce przeznaczonej do przechowywania tych właśnie narzędzi (łopaty, grabie, taczka, oraz cała masa różnych śrub, kluczy, młotków itp.) Po obiedzie deszcz ustał i wiatr osłabł na tyle, że mogłem wypłynąć na wodę. Trzy godziny pływania po jeziorze nie przyniosły nawet najmniejszego "puknięcia", postanowiłem spłynąć.

A może spróbować na spławik?


Miałem cichą nadzieję, że chociaż to pozwoli przynajmniej obejrzeć w tym dniu rybę, ale i w tym przypadku życie napisało swój scenariusz, do bazy powróciłem o kiju. Trudno się mówi, jutro też jest dzień. Niedziela 24-tego maja, ranek dość pochmurny i nawet z nieba pada taka drobniutka mżawka. Szybka kawa i na wodę. Już w łódce pożałowałem, że nie zabrałem ze sobą płaszcza, już po kilkunastu minutach, jestem mokry. Ale to nic, nie raz, nie dwa, bardziej człowiek zmókł, może ten deszczyk zaraz przejdzie? Tym czasem w jednym z rzutów czuję dość mocne uderzenie, zacięcie, kij wygina się, mocne pojedyncze szarpnięcie i czuję luz na kiju. Dobrze, o to właśnie chodzi, o tą krótką chwilę emocji.

Czas biegnie, deszcz jakby troszkę mniejszy, choć czuję go jak cieknie mi po plecach, a ryb jak nie było tak niema. Pomyślałem, że czas spływać do "bazy" i w tym samym momencie mam uderzenie, instynktownie zacinam, nie za mocno i już czuję jakże przyjemne pulsowanie kija, to nie szczupak, pomyślałem, a po chwili moim oczom ukazał się nawet ładny "pasiasty garbus" nie chcąc ryzykować utraty tej zdobyczy, chwytam podbierak i po chwili w łódce melduje się ładny okoń. Ręka wędruje do kieszeni gdzie zwykle jest aparat, ale dzisiaj go tam niema, został przy komputerze gdy wrzucałem fotki, trudno jest telefon, kilka fotek do galerii i "garbaty" wraca do wody z czego cieszy się nawet niebo, bo poprzez chmury przebiło się nawet trochę słońca, tak na pożegnanie.
Okoń +30cm


wracaj do rodziny, nic tu po tobie.

W tym czasie na brzegu pojawia się moja małżonka i macha bym spływał, wiedziałem od razu, coś się stało, dotychczas wystarczyło, że powiedziałem o której spłynę, to jak żona marynarza, wychodziła na brzeg, spoglądała na wodę, szukając mojej łódki, ale nie zdarzyło się nigdy aby mnie przywoływała, ręką, lub telefonem, coś się musiało stać. mokry byłem, więc tym szybciej machałem wiosłami i po kilku minutach przybiłem do przystani. Okazało się, że wnuk mojej siostry zafundował sobie ładnego kleszcza a siostra chcąc go usunąć, urwała go w połowie, potrzebna była wizyta u lekarza.

Teraz czekam na ostatni weekend maja i mam nadzieję, że się wydarzy coś, co pozostanie na długo w pamięci. Tym czasem zimny jak kwiecień maj sprawia, że ryby są mniej aktywne, niż powinny, a to pozwala mieć nadzieję, na lepszy niż zazwyczaj czerwiec, obym się nie mylił.

Sobota 30-tego maja, ranek słoneczny i bezwietrzny, na wodzie kilka łódek w tym moja z synem i jego kolegą na pokładzie.

Widzę, że pływają nie tam gdzie ja bym łowił, telefon do syna z pytaniem o wyniki, w słuchawce cisza, kilka ojcowskich rad i widzę, że posłuchali bo łódka zmienia miejsce postoju, no dobrze myślę, czas zabrać się do pracy. Ostry, przenikliwy, pisk mojej żony, spowodował szybsze bicie mojego serca. Co się stało? pytam. "O tttam, o,o,o!

Spojrzałem w kierunku wskazanym przez moją żonę, po trawie dostojnie,
suną taki właśnie jegomość.
Taki jegomość odwiedził mnie w sobotę, o tym jak go powitała moja żona nie wspomnę.

Prawda, że piękny?

Na szczęście wytłumaczyłem, że to właściwie, jest bardzo pożyteczny wąż i nie należy się go obawiać, ale na niewiele się to zdało, kazała mi go zabić, teraz, natychmiast!

Jakoś udało mi się uspokoić żonę i w blasku obiektywu aparatu, odprowadzić węża poza ogrodzenie działki. Nastał spokój.
Około godziny 9-tej spłynął syn z kolegą, ich twarze zdradzały, że jednak coś udało się złowić. Po zmianie miejscówki, syn złowił szczupaczka +40 a kolego +60, tym większa była radość kolegi, że był to pierwszy szczupak złowiony przez niego na spinning.

Według własnych planów miałem wypłynąć po obiedzie, ale skoro syn z kolegą postanowili spłynąć wcześniej, to i ja zmieniłem swoje plany.
Jak to mówią "robota nie zając w pole nie ucieknie" co innego z rybami, te zawsze biorę, gdy nas niema nad wodą. Chcąc się o tym przekonać, jakoś wytłumaczyłem się żonie i na wodę, po przygodę. Po dotarciu na łowisko, po kilku rzutach mam uderzenie, czuję jak ryba idzie dnem w stronę linki kotwicznej, tylko nie to, pomyślałem.

Chwytam szpulę w dłoń, ryba wyhamowała by po chwili wykręcić, piękną świecą nad wodę, o kurczę że też nie można było zrobić mu foty.

Po chwili ryba słabnie, na powierzchni pojawia się dość spory szczupak, chwytam podbierak jeszcze chwilka a wprowadzę go w matnie tej siatki. I tej chwilki zabrakło, tuż przed podbierakiem szczupak resztką sił i desperacji, wykręcił piękną beczkę i to był już koniec holu i w ogóle koniec majowego "szczupaczenia".
Ostatni majowy szczupak, zerwany w niedzielny poranek.

Teraz czerwiec pokaże, czy moje prognozy się sprawdzą. W sumie maj jak dla mnie był całkiem udany, mam na koncie kilka ładnych rybek, co prawda zawsze mogło być lepiej, ale też mogło być o wiele gorzej.

waldi-54

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (6)

gusto, 2015-06-11 09:13:55
:oklasky:
andrew, 2015-06-11 16:58:11
Swietnie opisane Waldi. Piekne sa te poleskie jeziora. Maj odpuscilismy w tym sezonie ale jesienia pewnie zaciagna wilki do lasu ;)
bysior, 2015-06-11 22:28:00
Opuściłem sobie czytanie po łebkach, wolałem na spokojnie jak to właśnie teraz zrobiłem Podoba mi się Waldi Twoje podejście do wędkarstwa które nie goni za rybą a za przyrodą, ornitologią, przyrodą. Ale mam nadzieję że metrówkę złowisz! ;) A najbardziej podobał mi się lin - piękny - a jeszcze piękniejszy by był jakbyś postawił aparat na skrzynce i zrobił sobie z nim selfie ;) Szczupak wygląda na większego i to zdjęcie jest najlepsze :aparat: Bo widać na nim Twoją radość. Pomimo tego że od długiego czasu już mam przyjechać do Was - mam nadzieję że za rok w końcu się to uda! Fajne zdjęcia Kazikowi zrobiłeś :oklasky:
chojny83, 2015-06-21 10:52:04
Fajny tekst. Cieszę się, że nie tylko "ryba" jest najważniejsza. Miło, że znajdujesz czas na życie z otaczającą przyrodą. A metrówka? Przyjdzie sama, w najmniej oczekiwanym momencie ;-) Pozdrawiam. Adam.
Kaz, 2015-06-24 20:19:28
Waldziu fajowski teścior napisałeś , ale że mnie na nim umieściłeś to super kurcze kiedy Ty mi tą fotkę zrobiłeś Ty cichociemny :oklasky::oklasky::oklasky:
bysior, 2016-05-03 19:44:41
Z przyjemnością przeczytałem i obejrzałem zdjęcia kolejny raz