Warszawskie księżniczki

niszczu 2013-11-25 Opowiadania

...
Lubię łowić na grunt – posiedzieć nad wodą, poodpoczywać, popatrzeć na piękno przyrody, na wschodzące słońce... bez przedzierania się przez chaszcze, robienia kilometrów brzegiem rzeki, oddawania tysiąca rzutów i nieustannego kręcenia korbką kołowrotka właściwego dla spinningowania. Łowienie na spinning daje jednak tą przewagę, że prawie każda złowiona ryba jest powodem do dumy, radości i dostarcza emocji podczas holu, których próżno szukać w łowieniu leszczyków, krąpi, sap i płotek na rzecznego feedera. Na feedera zdecydowanie zbyt rzadko trafiały mi się ryby godne uwagi, abym nie szukał innych rozwiązań nad wodą. Z tego względu od trzech sezonów staram się również łowić na spinning, zastanawiałem się również czy poza karpiami, które w Wiśle są w śladowych ilościach, można regularnie łowić duże ryby moją ulubioną metodą...

Czytując czasopisma wędkarskie zawsze z zazdrością patrzyłem na fotografie wędkarzy z okazami brzan. Żyłem jednak w przekonaniu, że jest to ryba rzek podgórskich i nawet jeśli udaje się komuś czasem złowić ją na wodach nizinnych, to jest to bardziej przypadek niż reguła.

Przełom nastąpił zeszłej jesieni, gdy przeczytałem artykuł o WARSZAWSKICH brzanach.


Jako to? To w warszawskiej Wiśle żyją brzany? Zacząłem wertować internet i ze zdumieniem odkryłem, że nie tylko żyją, ale że warszawski odcinek Wisły jest świetnym łowiskiem tych pięknych i walecznych ryb. Na szybko uzbrojony w trochę internetowej wiedzy, dwa feedery i oczywiście żółty ser, zacząłem szukać wiślanych księżniczek. Niestety zeszłoroczny rekordowo niski stan wody nie ułatwił mi zadania. W ciągu kilku gruntowych zasiadek na chybił-trafił obłowiłem kilka miejscówek, ale bez brzanowych sukcesów. Za to jako przyłowy trafiły się fajny 47cm klenik i ok. 50cm sumek.
Amator żółtego sera.

Jak się później okazało, ważniejsze było jednak to, że wypatrzyłem kilka przybrzeżnych rynien, które przy wyższych stanach wody mogły być ciekawymi miejscówkami, rokującymi nadzieję na bytowanie w nich brzan. Na więcej nie pozwolił mi kończący się już sezon.

W tym roku sezon rozpocząłem od poszukiwania szczupaków w Narwi i boleni w Wiśle, nawet z jakimiś wynikami, które szczególnie w przypadku „debiutanckich” boleni, bardzo mnie ucieszyły. Z utęsknieniem czekałem jednak na lipiec, kiedy będę mógł oddać się poszukiwaniom wiślanych księżniczek. Brzana – to słowo obsesyjnie chodziło po mojej wędkarskiej głowie.

W końcu stało się – skończył się okres ochronny brzan, a dla mnie skończył się niemożliwy do zaspokojenia głód poszukiwania tych ryb.

W pierwszy lipcowy weekend, jeszcze przed świtem, jadę nad warszawską Wisłę. Zostawiam samochód na parkingu, przechodzę kilkaset metrów ścieżką wzdłuż rzeki i jestem już jakby w innym świecie. Jest tak jak lubię – cisza, spokój, drzewa, rzeka, budzący się dzień. O tym, że jestem w wielomilionowym mieście, przypomina tylko dobiegający z daleka odgłos przejeżdżających, nielicznych jeszcze o tej porze samochodów. Docieram do upatrzonej w zeszłym roku miejscówki – rynna, którą przy 60-centymetrowej Wiśle w spodniobutach przechodziłem po pas w praktycznie stojącej wodzie. Teraz wodowskaz w Warszawie pokazuje ponad 2m, więc rynną walą hektolitry wody. Wygląda to obiecująco.

Rozkładam feedery, zakładam płaskie ciężarki 150g. Rezygnuję z koszyczków, ze względu na duży uciąg, który na pewno by je znosił. Kroję żółty ser w 1-1,5cm kostki i zakładam na duże kute haczyki zawiązane na przyponach z żyłki o grubości 0,27mm. Pierwsze dwie kostki przewlekam przez haczyk na żyłkę, trzecią kostkę zakładam na haczyk, tak żeby wystawało ostrze. Przewleczone uprzednio kostki zsuwam teraz do ostatniej. Niezła „pecyna” myślę – byle co nie weźmie. Za chwilę zestawy lądują w wodzie, a ja zabieram się za przygotowywanie zanęty.

Do zanęty brzanowej dodaję gliny wiążącej, płatki owsiane i białe robaki – brzanowe przysmaki jak wyczytałem. Kilka kul wielkości pomarańczy ląduje w wodzie. Obmywam ręce podziwiając, jak wschodzące słońce zaczyna przebijać przez drzewa rosnące na drugim brzegu rzeki. Z zachwytu wyrywa mnie szalejąca szczytówka feedera. Szczytówka, to trochę mało powiedziane, bo coś targa właściwie całym wędziskiem. Wygląda to trochę tak, jakby ktoś złapał za zestaw i szarpał nim z całej siły. Podbiegam do wędki i z wyczuciem zacinam. Jest opór, podciągam do góry starając się wyczuć z jak dużym przeciwnikiem mam do czynienia. To podciągnięcie nie podoba się rybie, która łatwo odjeżdża kilka metrów na dość mocno dokręconym hamulcu. Zaczynam pompowanie i powoli holuję rybę. Powtarzam sobie, żeby się nie spieszyć. Zastanawiam się też czy to możliwe, że to moje marzenie - brzana? A może „tylko” jakiś wielki kleń albo co najgorsze nieduży sum?

Ryba kilka razy odjeżdża po parę metrów, ale ja niestrudzenie pompuję ją coraz bliżej brzegu. Zaraz ją zobaczę, jak tylko wyłoni się z mętnej wiślanej toni. Widzę ją! To brzana! Jeszcze jeden ostatni odjazd i jest już zmęczona, gotowa do podebrania. No właśnie, podbierak jeszcze leży złożony w pokrowcu – nie zdążyłem go rozłożyć zajmując się wędkami i zanętą! Na szczęście brzeg jest łagodny i piaszczysty, co pozwala mi wyślizgnąć brzanę na brzeg. Odkładam wędkę i łapię brzanę – jest moja! Ależ jest gruba w karku i cięższa niż przypuszczałem – ładny klocek. Szybkie mierzenie – 63cm, troszkę nieporadne fotografowanie i brzana wraca do wody. Mam ochotę krzyknąć z radości, bo spełniło się jedno z moich wędkarskich marzeń.
Moja pierwsza brzana.

I jeszcze raz.

Przez cały tydzień nie mogę się doczekać kolejnej brzanowej zasiadki. Ze względu na córki urodziny nie mogę rano być na rybach. Ale po przyjęciu udaje mi się przekonać żonę, żeby mnie puściła na 3 godzinki przed nocą. Nie ma za wiele czasu, więc tym razem wybieram miejsce, gdzie mogę łatwo podjechać samochodem. Sceneria zupełnie inna niż tydzień wcześniej – betonowe schody, mnóstwo spacerowiczów, huk przejeżdżających samochodów. Nie zrażony zarzucam wędki. Toczę pogawędkę najpierw z emerytowanym wędkarzem – „Panie, kiedyś to tutaj były ryby. Teraz to ni ma”. Potem z przechodzącym spinningistą – „Brzany to nie wiem, ale sandacza to jesienią ładnego można tu trafić. Na trupka się w zeszłym roku kilka wyjęło”. Czas upływa, a siedzenie w tym zgiełku raczej ciężko nazwać odpoczynkiem. Na szczęście widzę znajome targanie szczytówką, zacięcie i jest opór na wędce. Czyżby powtórka? Znowu brzana? – och jakbym chciał, żeby to była znowu brzana! Zaczynam pompowanie, ale brzana, wspomagana silnym nurtem, nie pozwala się ruszyć z miejsca. Podnosząc kij do góry słyszę tylko grę hamulca, ryby nie ruszam ani o kawałek. Dokręcam trochę hamulec, chyba wcześniej zbytnio rozkręcony. Zwijam plecionkę opuszczając kij i ciągnę do góry. W tym momencie ryba włącza dwójkę, a potem trójkę… robi to tak gwałtownie, że ściąga mi kij do dołu, a potem krótkie „pstryk”, luz na kiju i „kocia morda” na mojej twarzy. Kurczę, a mogło być tak pięknie... Na pocieszenie łowię ok 45cm sumka o ładnym marmurkowym wybarwieniu. Żadne to jednak pocieszenie...

Tym razem nie wytrzymuję do następnego weekendu. Zapada decyzja, żeby spróbować przed „robotą” wyskoczyć na 3-4 godzinki. Znowu ze względu na małą ilość czasu, wybieram miejsce, w którym przegrałem walkę w weekend. W tygodniu, o świcie, jest pusto. Tylko na pobliskiej ławce śpi sobie jakiś pijaczek w otoczeniu kilku butelek po piwie. Rozkładam wędki, serek na haczyki i do wody. Nauczony wcześniejszą przygodą, rozkładam podbierak i dopiero zabieram się za zanętę. Nie zdążam zmieszać wszystkich składników, gdy widzę „brzanowe” branie.

Tym razem nie popełniam błędu z hamulcem, nie spieszę się też z holem. Brzana kilka razy ładnie odjeżdża – jest dużo bardziej agresywna od tej pierwszej, ale ja zachowuję zimną krew i po kilku minutach mam ją w podbieraku. Mierzę jej 64cm, centymetr więcej, ale wydaje się smuklejsza. Jest też pięknie wybarwiona – złotawa łuska i pomarańczowe płetwy. Nie mogę uwierzyć, że kolejna zasiadka i kolejna brzana na wędce!
Złocista ślicznotka.

Przed kolejnym weekendem mówię szwagrowi, że przydałoby się złowić jeszcze jedną, żeby potwierdzić, że poprzednie to nie przypadek, a potem zająć się realizacją innych wędkarskich celów założonych na ten sezon. W weekend, jak zwykle z samego rana, jestem nad wodą. Tym razem miejscówka z pierwszej zasiadki. Zestawy w wodę. Jako zanęta służy mi mieszanka Kleń, Brzana, Leszcz Marcela van der Einde. Zestaw dodatków standardowy. Kilka kul ląduje w wodzie. Niedługo potem mam pierwsze branie. Zacinam i czuję, że holuję rybę, ale na pewno nie jest to brzana. Ku mojemu zdumieniu wyciągam dużego krąpia – 33cm. Nie muszę zbyt długo czekać na następne branie. Ponownie jednak holuję jakąś mniejszą rybę. Tym razem na brzeg trafia 40cm klenik, a potem kolejny – 33cm.
Klenik.

Czas płynie, słońce już ponad drzewami, zaczyna przygrzewać, a ja zaczynam tracić nadzieję, że tego dnia dane mi będzie spotkać się z wąsatą pięknością. A jednak. Jest potężne branie, a ja już wiem, że będą kolejne emocje. Czuję duży ciężar na wędce. Ryba walczy jednak spokojniej, dostojniej można by rzec. Kiedy chce, to przyspiesza i wyciąga metry plecionki. A ja muszę powoli, centymetr po centymetrze odzyskiwać straconą odległość. Zastanawiam się czy to jednak nie sum, bo ryba jest bardzo silna i momentami płynie jak lokomotywa, nie zważając na opór hamulca kołowrotka. W końcu udaje mi się doholować ją do podbieraka, jednak to brzana. Wyciągam ją na brzeg. Patrzę jak spokojnie leży w podbieraku, jest zmęczona, ja chyba też. Jest piękna, większa od poprzednich. Szybkie mierzenie i fotki. 70cm. Po chwili szczęśliwy patrzę, jak majestatycznie odpływa tam gdzie jej miejsce. O to mi właśnie chodziło!
70cm szczęścia.

Powrót do domu.

Przed sezonem za cel stawiałem sobie złowienie brzany. Po niepowodzeniach z zeszłego sezonu miałem wątpliwości czy mi się uda. Udało się. Nie tylko się udało, ale i wynik moich starań przeszedł najśmielsze oczekiwania. 4 zasiadki – 4 brzany na kiju. Wynik meczu 3:1 dla mnie. Emocje niezapomniane. Brzany piękne. Nie mogę się już doczekać następnego sezonu.

niszczu

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (13)

gtsphinx, 2013-11-25 23:46:40
Super się czytało i nic, tylko gratulować wyników :oklasky: Mój spinningowy sezon jest zazwyczaj zakłócany wypadami gruntowo-spławikowymi, ale z krąpiem jak piszesz, powalczyć nie można. Ba... nawet leszcza nie udało mi się w tym roku złapać na Wiśle. Dzięki temu artowi, chyba zmienię trochę kierunek na przyszły sezon Brawo jeszcze raz :oklasky: i oby tak dalej :okok:
Bizonik, 2013-11-25 23:48:08
Super tekst o rzadko goszczącej na forum rybie. Brzana jest marzeniem wielu wędkarzy a Ty nie dość że spełniłeś swoje marzenie to jeszcze kilkukrotnie poprawiłeś. Celowe łowienie brzan nie jest proste a wytypowanie dobrej miejscowki jak widać daje super sukcecy. Gratuluje ryb oraz debiutu na shrapowym blogu
sajdol, 2013-11-26 00:57:51
Oj, kusisz tymi brzanami. fajnie się czytało. Graty.:oklasky:
bysior, 2013-11-26 09:13:06
Niesamowite Nastawić się na brzanę, wziąć ser i złapać Księżniczkę Warszawską tak z biegu i to długą na 63 za pierwszym razem :oklasky: :oklasky: :oklasky: :oklasky: Fajny opis ze zmianą biegów :D Miałem coś takiego przy sumie, tyko on od razu wrzucił piątkę :D Jeszcze złapiesz tą łódź podwodną :D 70 cm które złapałeś to piękna ryba, gratulacje! (z ciekawości: ile waży taki klusek? Od razu polecam matę lub siatkę do ważenia) Nastawiłeś się na rybę jedną i zrobiłeś świetny wynik. Gratulacje! Gratuluję świetnych ryb, fajnego podejścia do wędkarstwa i świetnego debiutu! Tekst rewelacja! :oklasky: Trzymam kciuki na następny sezon :jupi: I życzę samych ryb które biegi zmieniają jak Kubica :okok: :ROTFL: :oklasky:
waldi-54, 2013-11-26 10:00:41
No - wreszcie portal zaczyna żyć:hura::okok::muza: Kolejny świetny tekst, o rybach nie wspomnę:okok: Brawo @Niszczu :oklasky::oklasky::oklasky:nie jest łatwo wytypować miejscówkę z Brzanami, bo nawet jeśli gdzieś się trafi na kawałek kamienistego dna to nie oznacza to, że są tam Brzany, tobie się to udało. Fajny tekst i super foty, i tak jak pisałem na wstępie o rybach nie wspomnę.:hura::muza::muza::muza::oklasky::oklasky::oklasky:
niszczu, 2013-11-26 10:11:42
Dziękuję za miłe słowa. Sam byłem zaskoczony wynikami. Nastawiałem się na godziny spędzone nad wodą w poszukiwaniu tych ryb, a tu bach - pierwsza godzina mojego sezonu brzanowego i mam medalowy okaz, a potem kolejne. 70cm miała 3 kg bez kilku gramów, mniejszych nie ważyłem. Prawdą jest to co mówią i piszą o sile tych ryb. Nawet na solidnym sprzęcie naprawdę trzeba się napracować, żeby wyciągnąć brzanę na brzeg, a walka trwa do samego końca.
bysior, 2013-11-26 10:34:46
70 cm - 3kg - to nowa standardowa trójka :haha:
michaln, 2013-11-26 12:05:39
Brawo, bardzo fajny tekst, no i kolejna konsekwencja w działaniu. Brzana to piękna i waleczna ryba ryba, ponoć trudna do złowienia, ale jesteś żywym przykładem na to, że wystarczy chcieć zgłębić temat (co jak sam piszesz, kończy się obsesją ;) ), by zacząć je skutecznie łowić. Super się czytało, i piękne rybki. Brawa!
Paweł, 2013-11-26 19:10:54
Nastawić się specjalnie na brzany i łowić je świadomie to wspaniała sprawa:oklasky:! Twoje wyniki świadczą wyraźnie, że na te ryby byłeś gotowy:hura:! Bo nie sztuką jest zaciąć śliziaka (dla młodszych wędkarzy informacja, że tak nad Wisłą w rejonie Warszawy starsi wędkarze nazywali i wciąż nazywają brzanę - śliz) przypadkowo przy połowie drobnicy na feeder, najczęściej urywając podczas holu cały zestaw. Sztuką jest iść specjalnie na brzanę będąc przygotowanym sprzętowo. Kije do 150 gram i przypon 0,27 mm to, przy obecnej jakości sprzętu, już jest wystarczający oręż…:okok: @Niszczu – czapki z głów za pomysł i konsekwencję. Moim zdanie właśnie tak „przygotowane” i złowione ryby dają najwięcej radości i satysfakcji. Już czekam na Twoje przyszłoroczne relacje, jestem przekonany, że po sezonie 2013 będziesz jeszcze bardziej zdeterminowany, a i efekty jeszcze podwoisz albo i jeszcze lepiej…:hura: Brawo również za sprawny opis swoich brzanowych połowów i dzięki, że zechciałeś się z nami podzielić swoimi sukcesami…:oklasky::hura::hejka:
anguiler, 2013-11-27 20:39:37
Brawa za tekst jak i przede wszystkim za rybki - piękne, warszawskie brzany :oklasky::oklasky::oklasky:
Wozik77, 2013-11-27 21:32:01
Brawka Niszczu. :oklasky: Nie lada przeciwnika sobie wybrałeś i fakt że poławiasz go jakby nie było świadomie tym większej radości na pewno przysparza. Ja tylko z opowiadań wiem że to mały parowóz na końcu zestawu :oklasky::oklasky:
moczykij, 2013-12-12 07:53:10
Super się czytało :oklasky:
witaszek10, 2013-12-15 01:58:20
:oklasky: