Szczęśliwy Dzień

Paweł 2010-12-22 Opowiadania

...
Późny lipcowy wieczór, stoję na krótkiej wiślanej ostrodze. Główka po powodzi jest porozrywana, gdzieniegdzie przez kamienie sączy się jeszcze woda. Wczoraj to musiał być jeszcze niezły nurt! Prawdopodobnie jestem tu pierwszym wędkarzem od dwóch miesięcy. Z brzegu trudno byłoby po tym błocie i krzakach dotrzeć. Ale podpłynąć pontonem jest o wiele łatwiej. Woda nadal dość mętna, nie tak szybko po powodzi się wyklaruje. Słońce już zaszło, ale noc ciemna nie będzie, bo księżyc już świeci.

1 księżyc 34


Jaką przynętę wybrać? Za czym próbować? Za sumem, sandaczem?

Rzucam gumą, nurcik jednak spory, sporo gram trzeba założyć. Raz, drugi, trzeci… nic!
Może spróbuję lżej, na pięciogramowej główce. Dłużej opada, ale… jest! Jest trącenie, zacięcie, pusto! Kolejny rzut perłowym twisterem, jeden skok, drugi, delikatne przytrzymanie, zacięcie… Znów pudło!
Zmienię przynętę, może jakaś nieduża wahadłówka. Rzut, no nie, za głęboko schodzi, za ciężko.
Obrotówka może mogłaby być, tylko jak ten prąd na szczycie główki nagnie szczytówkę ponad miarę – czy da się zaciąć? Chyba nie…

Chwilka oddechu, pomyślmy. Dla odprężenie sięgam po mentosika.

Już wiem, założę woblera. Wybór modelu jest już prosty.

Puszczam z prądem, niedaleko. Pięknie kolebiąca się rapalka, miło wprowadza wędzisko w drgania. Nagle przestaje drgać, praca przynęty gaśnie, czyżby…?

Zacięcie i… jest! Po krótkiej, acz energicznej walce, w świetle latarki czołowej widzę wyłaniający się wśród kamieni piękny, jasny cień w poprzeczne ciemniejsze paski…………….

2 sandacza


Godzinkę wcześniej, pół kilometra poniżej, z biegiem Rzeki………

Uaaaaaa, ale pospałem. Która to godzina? Zobaczę co na powierzchni słychać. No jeszcze widno, słońce dopiero zachodzi, jeszcze pół godzinki drzemki dobrze mi zrobi.

3 zachód


Pobudka!!! Ciemno już prawie! A więc czas na wycieczkę i przekąskę. Niby jakoś głodny nie jestem, ostatnio nieźle nadrobiłem po powodziowym poście. Ale… jedna rybka, albo jeszcze lepiej z pięć – nie zaszkodzą. Gdzie by tu się wybrać? Oho, woda znowu opadła. Mętna jest nadal, ale to nic, wzrok jeszcze mam całkiem niezły.

Podpłynę sobie może pod drugą główkę, powinna być już odkryta, nie będzie tam takiego uciągu jak ostatnio. Może jakąś uklejeczkę na kolację trafię? No i ciekawe czy jakiś moczykij tam nocuje. Czy ktoś dał radę już przez te błota tu dotrzeć? Chyba niemożliwe….

Kwadransik wzdłuż brzegu pod prąd i już jestem na miejscu. Może wyskoczyć na powierzchnię ocenić sytuację?

Łup, o żesz, co to było? Brrr.., coś mnie dotknęło, węgorz, zaskroniec? Nie, to plecionka. Więc jednak ktoś tu wędkuje. 0,15 milimetra, dobrej jakości, czyżby na sumka? Wszak sezon właśnie się rozpoczął. Podpłynę do dna popatrzeć na co łapie.
Ha ha ha, czy on myśli, że dam się nabrać na zwykłego twisterka? Fakt, perłowy kolor wybrał odpowiednio, ale ta główka!!! Rany, to chyba ze 20 gram! Tak, dwudziestka gamak. No, pogięło gościa!
Oho, chyba w końcu zmądrzał. Pięciogramowa główka już tak mnie nie odrzuca. To już subtelniejsza jest gra. A co mi tam, zabawię się.

Beeeee, smak taki nijaki, plastikowy. Mógłby jakimś atraktorkiem przeciągnąć. Najlepiej oczywiście sandaczowym! Ale miękkość gumki w sam raz, ogonek pięknie pracuje. Ciekawe, kiedy ten spinningista poczuje, że podskubuję sobie….
Fruuuu, poszedł. Nawet szybko zaciął. Poczekam, może spróbuje jeszcze raz. Jest, trafił w punkt, no to znowu zabawa.
Oooo, sprężył się, szybciej zaciął, ma refleks, trzeba uważać! Pewnie jakiejś wklejanki używa. Wystarczy mu cierpliwości? Chyba nie, coś długo nie rzu….

Łuuuuup!!! Rety, a co to było? Cegłówkę wrzucił?
Szu szu szu, podpłynę szybciutko. No szok! Wahadło! Alga dwójka… wielkość ok., ale ta blacha? Dwa milimetry grubości jak nic. On mnie chce złapać czy zabić? Ale trzeba być ostrożnym, toto uzbrojone jest w kotwicę.
Guma była, żelazo też. Ciekawe czy z żelastwa jeszcze obrotówką spróbuje? No, jeżeli to leszcz wędkarski jest – to spróbuje. Przecież w takim uciągu nawet jakbym mu łupnął w tę obrotkę - to i tak wklejanką nie da rady zaciąć!

Ale nie, spokój jest, wirówkę odpuścił. Nic się nie dzieje, czyżby zasnął? Zresztą, co za różnica, jego sprawa!

Dobra, dość tej zabawy, trzeba wrzucić coś na ruszt w końcu. Gdzie te uklejki? Za tym dużym kamieniem może? Nie, tu nie ma,. Pod konarem? Też nic.
Krąp – spadaj, innej potrawy szukam! No gdzie te uklejeczki?
Niedobrze!

Ale co to? W końcu jest!!! Pyszna uklejeczka!!!
Spływa z prądem, nieduża, słaba chyba. A może martwa? Co tam, nie zawsze się zjada świeże mięsko. Ale nie, jednak próbuje uciekać nieco głębiej, w kamienie. Ale słabo jej to w nurcie idzie. Nieporadnie puka pyszczkiem o dno…

Łatwiutka zdobycz!
Wiem! Podskubię ją za ogonek! Ale będzie ubaw!

Auuuuuu, boli!!! Co się dzieje? Ta ukleja jest pod prądem? Elektryczna czy co??? Co tak ciągnie? I co z jej pyska wystaje? O kurza twarz, to krętlik z agrafką i plecionką! A ta uklejka to….. no tak, rapalka x-rap, 8 centymetrów! Rety, dać się złapać na rapa??? Jak ta ciapa – boleń spod przykoski?

Szok!!!

Dociągnął mnie do kamieni, niezły ma sprzęt, technikę też, trochę poszalałem, ale dłużej nie idzie się nawet opierać. Bierze mnie w rękę, świeci w oczy śmieszną świecącą czapką, dobrze chociaż, że butem nie przycisnął.
Coś tam mruczy sobie pod nosem, ogląda mój pyszczek.

Wyciąga jakiś przedmiot z kieszeni kamizelki. Co to jest, szczypce? Zwariował? Zęby mi będzie rwał? Jam młody sandacz jeszcze. Niby jak ostatnio u lekarza na badaniach okresowych byłem, to Pani Doktor Certowa powiedziała, że stary byk już jestem, dobrze wymiarowy, prawie 60 centymetrów.
Ale ząbki nadal mam zdrowe!

Ale nie, uff, na szczęście rwania nie będzie! Kotwiczkę mi chce wyciągnąć, szczęśliwie zaczepiłem się tylko za tylną. Udało mu się szybko.

Bierze coś dużego i czarnego do ręki……

O nieeeee!

Żegnajcie Przyjaciele!
Żegnajcie piękne piaskowe przykoski.
Żegnajcie urocze dziateczki moje.
Żegnajcie wszystkie moje sandaczyce.
Te, które już zadowolone są przeze mnie. I te, których jeszcze zadowolić nie zdążyłem!!!

I nagle…………

Trzasło… błysło… zgasło…….

Ciemność, widzę ciemność! Oooo, białe światełko, to tunel chyba?
Ja nie chcę do tego tunelu……
Ale…… zaraz, zaraz!
Ja myślę…
Ja żyję, hurrrraaaaa!!!!!!!!
Ale co się stało?

4 sandacza


Powoli wzrok mi się znowu wyostrza, wszak jestem nocnym markiem. O kurcze, to duże i czarne to był… aparat fotograficzny, canonik, lustrzanka!

Iskierka nadziei wstępuje w moje rybie serce. Może zechce mnie wypuścić?

Fakt, kiedyś w Fishternecie (http://www.shrap-drakers.pl/artykul/widziane-rybim-okiem) przeczytałem, że jakiegoś okonia dobry wędkarz na Wkrze wypuścił. Ale to przecież bajka była, takie bajki Tato mi opowiadał jak byłem malutki! Takie jak te o Królewnie Leszce, Czerwonym Karpiku czy o Świętym Miętołaju…
Zaraz, zaraz, przecież Święty Miętołaj istnieje naprawdę!!!!! W zeszłym roku przyniósł mi nawet piękny album z przynętami wędkarskimi. Tak dla ostrzeżenia, czego mam nie brać….

Ale co ten wędkarz teraz chce zrobić? Co on robiiiiii? Czy on chce mnie z dyńki walnąć?
No, nie, nie, pfuj! Całować będzie!!!
Uuuuuuuaaaaaa! Nieeeeeeeeeee! Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!
Chociaż…, jakaś przyjemna nutka…….
Wooooow!
Mentos! The frashmaker! Jabłkowy, mój ulubiony!!!
Noooooooo, tak to rozumiem!

A teraz co? Modli się? Wariat jakiś, czy co? Nie, chyba mówi coś do mnie? Zaraz, zaraz, nie rozumiem!
Człowiekuuuu, nieeee rooooozuuumieeem!!!!
No tak, to chyba po patagońsku, a ja słabo znam ten język. Wsłuchuję się.
„Yń o adka”…
Co on gada? Nie słyszę, wyraźniej proszę!!!!! Jeszcze raz.
Aaaaahaaaa. Już wiem.
„Płyń po dziadka”!!!
Po co mu mój dziadek, ten stary ramol????? Ot, za ludźmi nie dopłyniesz!

Jeszcze chwilkę patrzy mi w oczy. Ja mu patrzę też…….
Jakby nawiązywała się między nami jakaś nić porozumienia.
Kładzie mnie delikatnie na wodzie, głaszcze po grzbiecie…

Uffff…, jak przyjemnie. Letnia, dobrze natleniona woda, z 17 stopni, w sam raz!

Odpływam, ale odwracam się do niego. Nawet miło wygląda. I gapi się na mnie! Jakiś taki zadowolony z siebie….

A co tam, powiem mu to. Kawałek już odpłynąłem, ale krzyczę (po patagońsku oczywiście):
„Dzięęękuuujęęę. Doooo zooobaaaaczeeeeeniaaaa.”

Ciekawe czy usłyszał…?

Płynę sobie znowu wolny, radosny……

Jak pięknie wygląda ta piaskowa przykoska……

Ooooo, kamyk. Jaki pięęęękny kamyk!

Jak miło znowu czuć w skrzelach tę cudownie pachnącą wiślaną wodę…….

Wooooow, Zuza, nooo czeeeść laleczko…… Świetnie dziś wyglądasz! Może byśmy powachlowali płetewkami gdzieś w ustronnym miejscu…?

Jak dobrze znowu być w domu…………………….

5 wesoły księżyc


Patrzę jak mój sandacz odpływa w dal. Jestem przeszczęśliwy.
Nawet księżyc jakoś tak radośniej świeci!

Wydawałoby się, że ryba to takie mniej rozumne zwierzątko. Ale ten tak patrzył na mnie jakby rozumiał…
Tyle razy już mówiłem rybkom, jak je wypuszczałem, żeby dziadka przyprowadziły.
I nic. Nie przyprowadzały!

Więc teraz specjalnie powiedziałem mu to po patagońsku. Słabo znam co prawda ten język, ale skoro ryby nie rozumiały po polsku….
Niby nic nie odpowiedział.

Ale jak odpływał to odwrócił się do mnie. Pewnie to jakieś omamy, ale wydało mi się, że kiwnął do mnie głową. I zamruczał coś, tak jakby po patagońsku właśnie. Tak jakby w podzięce…. Może się jeszcze zobaczymy?
Któż to wie…

Tak, to był Piękny Wieczór!!!
Szczęśliwy Dzień!!!
Mój i Sandacza!!!

Tylko szkoda, że ta przygoda nie spotkała mnie w Wigilię. Wtedy by mnie zrozumiał na pewno!

I przyprowadziłby dziadka w 2011 roku!

Czego Wam i sobie życzę w nadchodzącym sezonie…….

Wesołych Świąt!!!!!!

6 wś


Paweł

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (10)

Bizonik, 2010-12-23 15:18:33
Pawełku bomba bomba jeszcze raz bomba. Takiego tekstu właśnie dziś się spodziewałem. Znowu wiem za co lubię ryby i Shrapa. Wielkie dzięki za wyrwanie z teraźniejszości.
mario, 2010-12-23 19:04:09
tekścik bomba.:oklasky::muza:
Kaz, 2010-12-23 19:11:17
Co więcej mogę dodać - kurcze bombowo to napisane.:oklasky::oklasky::oklasky:
Robson, 2010-12-23 20:15:05
Mistrz pióra! :oklasky:
Wozik77, 2010-12-23 21:47:59
Bravo Pawełku :oklasky:, pięknie napisane. Wszak w świąteczny czas i zwierzęta mówią ludzkim głosem ;)
tymon, 2010-12-24 00:04:17
Jak zwykle luks :hura::oklasky: Tak trzymaj Pawełku :oczko:
krzyko, 2010-12-24 07:56:46
No to teraz już wiem dlaczego Ci tak dobrze z sandaczami idzie.Zaczynam naukę patagońskiego i innym chętnym do łowienia sandaczy też to radzę :D.Pawełku fajnie to wymyśliłeś:okok:
bysior, 2010-12-25 00:33:37
Pierwszy raz zdarzyło mi się, żeby zwierzę przemówiło do mnie w Wigilię. I a już na pewno nigdy w życiu nie spodziewałem się, że będzie to... sandacz! Lepszego prezentu w te święta nie mogłem dostać.... :muza: :zacieszacz: :hura: Pawełku. Cóż mogę powiedzieć. Kolejny raz udowodniłeś, że jesteś Mistrzem Pióra. Nie tylko w dokładnych recenzjach sprzętu, relacjach z nad wody, ale i wędkarskich opowiadaniach. Ten tekst stawiam najwyżej w Twoim kanonie! Oczywiście nie tylko ze względu na gatunek Twojego kolegi W ten wigilijny jeszcze dzień - życzę Ci, żebyś takich spotkań w przyszłym sezonie miał jak najwięcej. A jeszcze mocniej Ci życzę - i sobie - abyś za rok napisał jakie wrażenia ze spotkania z Tobą miał dziadek tego młodzieniaszka! :hura: PS. "Ale to przecież bajka była, takie bajki Tato mi opowiadał jak byłem malutki! Takie jak te o Królewnie Leszce, Czerwonym Karpiku czy o Świętym Miętołaju..." - Krasicki ( albo Krasiński - nigdy nie byłem fenomenem z literatury polskiej ) - wysiada ;)
gusto, 2010-12-28 19:34:07
:oklasky::oklasky::oklasky:
Mariano, 2011-01-09 20:57:23
Dopiero teraz przeczytałem ten artykuł i troche żałuje bo to piękne świąteczne opowiadanie Paweł.Z przyjemnościa pochłonołem niczym sandacz twojego X-Rapa.Gratulacje.:oklasky: