Sum od zera - cz. III - pierwsze kroki na wodzie

bysior 2018-10-06 Raporty znad wody

...
Jedną z trudniejszych części sumowania – mam na myśli dobór podstawowego i odpowiedniego sprzętu mam już za sobą – teraz przyszedł w końcu czas na pierwsze wyprawy. Pojawia się pytanie: od czego zacząć? Poza obejrzeniem instruktaży o łowieniu na Youtubie i przeczytania kilku artykułów w internecie? Od telefonu do przyjaciela!

Po kilku szybkich telefonach byłem już umówiony. Na pierwsze sumy wybrałem się z kolegą z naszej strony shrap-drakers – Zanderem. Paweł to nie byle jaki tam wędkarz! Ma na koncie dużo pięknych i ponadprzeciętnych sumów a na verticalu połamał zęby i to nie tylko na Narwi. Paweł przyciągnął do Pułtuska swojego Sempera (to ten skradziony w Serocku i odzyskany w dziupli w Nieporęcie) i przed godziną 17.00 wyruszyliśmy w górę rzeki, uzbrojeni w clonki MADCAT'a i pudła rosówek. Naszym celem były wszystkie głębsze dziury, te za główkami, te przy opaskach, dłuższe głębsze prostki ze zwalonymi drzewami – można by rzec – standardowe rzeczne miejscówki na suma.


Zaczęliśmy kiepsko, przez pierwszą godzinę prawie nic się nie działo, na dźwięk kwoka na ekranie echosondy czasami tylko pojawiały się same małe sumki, które zupełnie nas nie interesowały. One nas a my ich. Pogoda była trudna do dryfu z powodu wiatru, który albo wpychał nas w brzeg, albo wyrzucał głębiej na rzekę. Fala, choć nie metrowa, utrudniała również kwoczenie. Do tego dwa zestawy w wodzie – trzeba się było cały czas ze wszystkim pilnować.


Po dwóch długich godzinach przyszła chwila, w której serce staje. Z jednej dziury wyszły do naszych clonków dwa mega wielkie sumy! W tym samym momencie! Nogi jak z waty, serce wali jak szalone, z trudem można złapać powietrze – a one wciąż powoli płyną 10 cm pod naszymi przynętami! Zawału można dostać! Żaden z nich nie skusił się ani na teasera ani na rosówki i w końcu opadły na dno, ale te emocje.... To właśnie po to cała ta zabawa z aktywnym sumowaniem!


Pływaliśmy z Pawłem do późnej nocy i tego dnia mieliśmy jeszcze kilka takich przeżyć, jednak ostatecznie nie doczekaliśmy się tego atomowego brania. Byliśmy ignorowani przez sumy do samego końca naszego wspólnego wypadu.

Kolejne próby złapania wąsatego drapieżnika były bardziej stacjonarne. Za przynętę służyła głównie jętka, rosówki a chyba dwa razy wątroba wieprzowa. Z głębokiego dołu doczekałem się w sumie jednego brania, 3 metrowy odjazd i zanim zaciąłem ryba już wypluła z pyska przynętę z hakiem.


Kolejne kilka wypadów znowu aktywnie z kolegą Robertem. Na łódce 6 różnych kwoków, ze względu na koszty, zamieniliśmy rosówki (10 pln pudełko) na małże – rewelacyjna sprawa! Małże są bardzo dobrą przynętą, porównywalną z rosówkami, a żeby nazbierać ich pół dużego wiadra wystarczy kilkanaście minut grzebania w wodzie. Efekty mieliśmy znowu marne, choć sumy w wodzie były, raz się podnosiły, innego dnia gorzej, ale na echu generalnie wciąż się coś działo. A niecałe dwa tygodnie przed naszymi spływami, Robert trafił konkretnego byczka – 172 cm!


Na zdjęciu powyżej widzicie u Roberta oprócz silnika spalinowego dodatkowy elektryczny. Rewelacyjna sprawa do dryfu - z elektrykiem korygowanie toru jest naprawdę komfortowe!


W międzyczasie byłem kilka ładnych razy nad wodą z sumowym spinningiem. Łącznie zaliczyłem 3 brania, wszystkie 3 ryby spadły. Wobler SPRO z jedną kotwicą – czerwony, podrapany i bez jednego oka – mimo tego całkiem skuteczny.


Technika łowienia aktywnego MADCAT Clonk Teaserem


Napiszę kilka słów o technice, którą stosowaliśmy łowiąc aktywnie i nie mam tutaj na myśli spinningu tylko dryf. Przynęta do dryfu wiadomo – Madcat Clonk uzbrojony w rosówki albo w małże. Tutaj warto dodać, że małże są tak samo skuteczne jak rosówki podczepione pod clonkiem, a zdecydowanie prościej je złapać. W dobry dzień jak gryzą małe jest to niejednokrotnie ratunek gdy kończą się robaki, a robaki kończą się wtedy bardzo szybko – jedno branie i nadają się już do wymiany. Więc polecam!


Clonki w dryfie prowadziliśmy zawsze w pól wody. Czasami trochę niżej, ale zdecydowana większość spływów to połowa całkowitej głębokości. Samego clonka z mięsem podnosiliśmy na wysokość od 5 cm do 30 cm. W momencie wyjścia ryby albo zostawialiśmy go płynącego swobodnie, albo nieznacznie nim poruszaliśmy. I właśnie może tu tkwił błąd? Tych kilka sekund, kiedy sum ogląda przynętę jest decydujące. Wtedy powinno się sprowokować rybę do brania. Albo coś robiliśmy źle, albo po prostu nie mieliśmy farta. Warto tutaj dodać, że większość ryb złapanych przez moich kolegów, była niewidoczna na sondzie. Sum przychodził gdzieś z boku, z toni i walił z całym impetem. Być może po prostu takiego ospałego, leżącego, a potem podniesionego kwokiem suma, jest po prostu dużo ciężej zachęcić do ataku.

Jedno zdanie o trzymaniu teasera w ręku. Różne rzeczy widziałem, więc przedstawię jak to robić profesjonalnie. Plecionkę prowadzimy w poprzek dłoni i zawijamy ją raz na kciuku. Taki chwyt linki umożliwia nam pewne zacięcie oraz szybkie wypuszczenie plecionki z dłoni – polecam! Miało być profesjonalnie – ale na zdjęciu do końca nie jest. Pewnie zastanawiacie się dlaczego? Dlatego, że brakuje rękawicy. Wyobraźcie sobie agresywne branie 200 cm... skóra z palca zjeżdża... rękawiczka powinna być – dla naszego bezpieczeństwa!


Podsumowując te tegoroczne początki z sumami, muszę powiedzieć, że mimo braku sukcesu, jest to łowienie bardzo wciągające i przynoszące dużo emocji. I męczy w inny sposób niż spinning! Fakt, że trzeba ciągle pracować przynętą, trzeba co chwila korygować dryf, co chwila rozplątać zaplątaną plecionkę itd. - ale jest to metoda przy której możemy połowić odpoczywając! Trzeba tylko pamiętać o koledze na łódce, samemu wykonując te wszystkie manewry można się nieźle umordować!

Mimo tego, że ciepła jesień może obdarować wielkim grubym sumem, w tym sezonie nie będzie więcej już odcinków tego cyklu, głównie z przyczyn technicznych. Poza tym teraz wypadałoby złapać jakiegoś sandacza (a może trafi się jeszcze sumek na gumę z sandaczowego dołka?) ;) Kontynuować będę na pewno w przyszłym sezonie, przez zimę trzeba trochę odpocząć, potem na wiosnę szykować sprzęt i od czerwca zaczynamy sezon sandaczowo – sumowo z pełnym rozmachem!

Do dyskusji na temat artykułu zapraszamy na forum:
Dyskusja na forum - Sum od zera cz. III, pozostałe teskty: Sum od zera cz. I czyli trudne początki, Sum od zera cz. II - sprzęt

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (2)

zander, 2018-10-08 10:47:39
SEMPER a NIE RIVERFOX;-) hie hie hie
bysior, 2018-10-09 17:54:51
Literówka ;)