Sum od zera cz. I czyli trudne początki

bysior 2018-06-24 Metody i triki

...
Ostatnio nastała moda na sumy, gdzie nie spojrzeć, niczym z magicznego pudełka wyskakują sumy. Na facebooku pełno sumów, znajomi ciągle wysyłają mmsy z sumami, w gazetach pełno artykułów o tym jak złowić suma... strach lodówkę otworzyć. Choć jestem zapalonym sandaczowcem i nigdy nie nastawiałem się typowo na suma, choć kilka na spinning złowiłem w tym 170 +, postanowiłem spróbować czegoś nowego.

Na początku czerwca zadzwonił do mnie mój kolega Darek, że chciałby się wybrać na ryby, najlepiej na jakieś duże. Szybko więc zaproponowałem wyprawę kutrem na sumy. Porozmawialiśmy chwilę i okazało się, że Darek nie ma odpowiedniego sprzętu a właściwie wcale nie ma, więc trzeba zaopatrzyć się we wszystko od zera.

Przy kawie obejrzeliśmy katalog DAM'a, wybór padł na wędkę sumową z serii MAD CAT - White Inline 2.10 cm o krzywej ugięcia 30lbs, do wędki wybraliśmy kołowrotek Quick COMBAT 7000, zamówiliśmy też dwa clonk teasery w wersji Ghost White i na koniec jeszcze 250 metrów plecionki Power Pro 0.5 mm. I oczywiście zamówiliśmy także kwoka i parę sumowych drobiazgów.


Uzbrojeni w odpowiedni sprzęt i nakręceni ostro na złowienie jakiegoś przyzwoitego sumka przygotowaliśmy plan wyprawy – o pierwszej w nocy zbiórka w porcie, dwie szybkie godzinki łowienia sandaczy na spinning a o brzasku zaatakujemy sumy!

Punktualnie o pierwszej w nocy w niedzielę załadowaliśmy sprzęt na kuter - dwa spinningi, jedną wędkę na sumy, echosondę z resztą wędkarskich gratów i zgodnie z planem w pierwszej kolejności popłynęliśmy na sandacze. Przez nieco ponad godzinę zanotowałem kilka pstryków nie do zacięcia i w końcu nastąpiło mocniejsze uderzenie na 12 cm Greedy Shada w ciemnym kolorze purple haze. Pierwszy tej nocy sandacz zameldował się do zdjęcia.


Nagraliśmy filmik jak prawidłowo wypuścić rybę do wody i popłynęliśmy na miejscówkę numer dwa. W niecałą godzinę dołowiłem jeszcze jednego sandacza kilka centymetrów krótszego, tym razem na Greedy Shada w kolorze Milkshake. Słońce powoli zaczęło wyłaniać się zza horyzontu co było dla nas znakiem, że przyszedł wyczekiwany czas na suma!


Po przepłynięciu kilku kilometrów rzeki, zakotwiczyliśmy łódkę nad 4 metrowym dołkiem i zaczęliśmy przygotowywać nasz sumowy sprzęt. Na teasera założyliśmy kilka dendroben, ustawiliśmy głębokość zestawu metr nad dnem, wyciągnęliśmy kwoka i … się zaczęło.


Okazało się, że kwoczenie nie jest wcale takie proste jakby się wydawało, przynajmniej tak jak to wygląda z boku. Po 30 minutach walenia kwokiem w wodę zalałem pół łódki i siebie łącznie z głową. W końcu nieśmiało zaczęły wychodzić mi dźwięki podobne do tych, które uzyskują doświadczeni sumiarze. Echosonda nie pokazała przez ponad pół godziny żadnej aktywności ryby, ani suma ani żadnej innej więc popłynęliśmy w kolejny dołek.


Po założeniu kilku świeżych robali na teasera, ustawiliśmy głębokość zestawu na 1.5m nad dnem i znowu zaczęliśmy kwoczyć, tym razem już nieco bardziej profesjonalnie – woda się tak nie lała i coś tam mi wychodziło. Nagle na echosondzie zobaczyliśmy obraz na który czekaliśmy od rana – gruby ciemny kształt oderwał się od dna.


Emocje na łódce sięgnęły zenitu, Darek czekał gotowy do zacięcia, ja już czekałem nagrywając moment oczekiwanego brania, ale po kilku sekundach ryba wróciła na dno nie zainteresowana naszą przynętą. Wróciliśmy do kwoczenia, ale już bez efektów.


Postanowiliśmy spróbować łowić w dryfie. Popłynęliśmy w dół rzeki, opuściliśmy teasera w pół wody i zaczęliśmy spływ rynną. Po 45 minutach dryfowania, bez oznak czegokolwiek na echu Darek krzyczy MAM! Hamulec gra, ja w sekundę zrobiłem klar na łódce i przygotowałem się do holu... po czym okazało się że Darek MA, ale drzewo.


Urwaliśmy teasera – co nie było wcale takie proste, bo najsłabszy element zestawu – czyli plecionka główna ma ponad 50 kg wytrzymałości. I tak kilka minut po godzinie 8 rano zakończyła się nasza pierwsza wyprawa na suma.


Błędne okazało się myślenie, że wystarczy kupić wędkę i kołowrotek, a sum złowi się sam. Błędem okazała się wyprawa w ciemno, to znaczy bez przygotowania merytorycznego, chociażby obejrzenia kilku filmików na Youtube i przeczytania kilku artykułów na ten temat.

Bez dobrej echosondy cała zabawa jest nieco bardziej skomplikowana, a echo które aktualnie posiadam średnio nadaje się do połowów tego typu, co nie znaczy że suma nie da się złapać. Będzie wymagało to trochę większego wysiłku i łowienia w ciemno.

Po pierwszej wyprawie wiemy już czego musimy się nauczyć, jakie popełniliśmy błędy i jak przygotować się do następnego polowania. W kolejnej części, jeszcze przed drugą wyprawą przeczytacie o wybranym przez nas sprzęcie, a w części trzeciej, być może ostatniej jeśli uda się nam złowić suma, przeczytacie o naszych zmaganiach podczas drugiej wyprawy i o szczegółach technicznych samego łowienia! Do zobaczenia!

Uwaga - zamiast dodawania komentarzy, do dyskusji na temat artykułu zapraszamy na forum:
Dyskusja na forum - Sum od zera cz. I

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (4)

vastus, 2018-07-08 23:56:32
Fajnie, prosto i prawdziwie opisane. Ja właśnie dojechałem nad wodę stojącą co prawda ale na casting i z buta będę próbował złowić suma. Echosondy nie mam latarki też niestety nie zobaczymy jakie będą efekty. Pozdrawiam Piotr
bysior, 2018-07-15 21:09:02
Dzięki Vastus Daj znać jak poszło sumowanie bez latarki i echa :D
bysior, 2018-07-15 21:12:06
Dodam, że my po kilku już wyprawach, jesteśmy prawie że profesjonalistami. Jutro ukaże się kolejna część o sprzęcie, potem kolejne odcinki z opisami samych zmagań. Niestety ostatnio trochę pogoda nam pokrzyżowała plany bo leje ciągle i nijak nie można wypłynąć - to mamy nadzieję, że w tym tygodniu będziemy już mogli zbierać materiały do kolejnych części. A dodam, że jedna będzie poświęcona spinnigowi - który wyszedł niechcący przy połowach w dryfie itd.
vastus, 2018-08-13 00:50:12
Poprawka latarkę miałem w telefonie, sum jeden powąchał woblera ale niestety nie walnął. Może następnym razem... Powodzenia chłopaki!