Sobota w Nieliszu

Puzio 2010-08-04 Łowiska

...
Już na tygodniu snułem plany. W końcu przyszła ta upragniona sobota. 27 października wstaję wcześniej, bo do Nielisza mam kawałek drogi. O godzinie 7.00 Umówiłem się z Pawłem na skrzyżowaniu przed zaporą. Niestety mam lekkie opóźnienie spowodowane gęstą mgłą. Nie mogłem naciskać "pedału" gazu, bo brak widoczność bardzo utrudniał jazdę. W końcu dotarłem a po przywitaniu się z Pawłem zabraliśmy się do zwodowania łódki i rozłożenia spinningów. Po około 20 minutach byliśmy już na wodzie. Sporo dzisiaj łódek, to samo zauważył Paweł. To nic akwen jest duży i dla nas znajdzie się miejsce?

Pierwsza napotkana kępa gnijących rdestnic wydała mi się atrakcyjna. Kotwiczymy łódkę. Lekki wiaterek marszczy wodę. Pomyślałem - jest dobrze. Pogoda idealna. W końcu z za chmur wyszło słoneczko. Wykonujemy pierwsze rzuty, ale bez rezultatów. Miejscówka ciekawa, nie za głęboka. Echo wskazuje 2,4m. Do wody posyłam kopyto Paweł podobnie. U mnie nic? Za to Paweł krzyczy, że ma! Wygląda na to, że ryby żerują. Paweł się ucieszył, w końcu ma, z czego. Jest pierwszy raz na zalewie i po kilkunastu rzutach złowił szczupaka. Od razu humor nam się poprawił. Mierzymy rybę, ma równe 53cm. Skoro dał się złowić jeden szczupaczek to muszą być tutaj inne. Pozostajemy przez chwilę. Ta chwila daje Pawłowi kolejną rybę. Szczupaczek podobnych rozmiarów złowiony na tę samą przynętę. A u mnie nic? Zero. Mam pecha czy co? Odkładam szczupakówkę i biorę do ręki Kongeroskie "Tango" z małym perłowym kopytkiem. Po kilku rzutach mam branie. Czuje rybę. Już wiem ze nie jest mała? To okoń piękny gruby "garbus". Rybę podbieram ręką a potem mierzę, ma równe 40cm. Jest pięknie ubarwiony. Nigdy wcześniej nie złowiłem czterdziestaka. Złowiłem sporo okoni, ale największe miały po 35cm. Nie będę opisywał wam swojej radości, bo cieszyłem się jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę. Po jakimś czasie zmieniamy miejsce. Płyniemy pod drugi brzeg obok wypożyczalni łódek. Tutaj namierzam koryto Wieprza, ale na głębokości 4,5m nic się nie dzieje? Próbujemy różnych metod z opadem włącznie.

Postanawiam podpłynąć bliżej brzegu. Teraz troszkę silniej zaczyna wiać. Pogoda nie jest stabilna. Znajduję kolejną kępę rdestu. Kotwiczymy łódkę jest dobrze, wiatr wieje nam w plecy. To nam umożliwia użycie woblerów. Paweł założył rapalkę. Ja pozostałem wierny tradycji i założyłem niewielką aczkolwiek dobrze wykrępowaną blaszkę. Paweł łowi kolejnego szczupaczka o rozmiarze 53cm. Tym razem skuteczną przynętą okazuje się wobler. Ma dzisiaj chłopak farta jak nic. Ma już komplet szczupaków. Mi się trafiają na blaszkę dwa nie wymiarki. Pomyślałem o szczęściu które mnie opuściło. Ale do końca dnia pozostało jeszcze trochę czasu więc przyszła pora na zmianę miejscówki.

Płyniemy w stronę zapory trzymając się brzegu. Potem kotwiczymy w sąsiedztwie koryta Wieprza ale na głębokiej wodzie "zerujemy" za to tracimy po kilka przynęt. Kolejna miejscówka i kolejne rdestnice miały nam dać nadzieje na metrowego szczupaka. Po mimo zmęczenia zabieramy się ostro do "roboty". Najpierw obławiam miejsce "kopytem" potem blaszką. Głębokość 2m - płytko. Dzisiaj jeszcze nie łowiłem wirówką. Mam taka starą sprawdzoną wirówkę o wadze10g.
Posyłam ja do wody. Po którymś razie mam szarpnięcie. Wow! jest ryba. Szkoda że nie jest to "metrówa". Paweł mierzy szczupaczka ma 63cm. Honor uratowany.

Puzio

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (0)

Ten artukuł nie ma jeszcze komentarzy, skomentuj pierwszy!