SmartCast RF35e

Camry 2010-11-14 Metody i triki

...
Bezprzewodowa, kompaktowa echosonda Humminbird'a kręciła mnie od dawna. Odstraszała mnie jedynie cena. Kwota 500 zł i więcej za te ciekawe, jednak pełne ograniczeń urządzenie, wywoływała mój wędkarski zdrowy rozsądek i kazała chwycić się za kieszeń. Potem szukałem czegoś tańszego, ale sprzedawcy byli tak przerażeni awaryjnością swojego towaru, że...odradzali mi zakup. Następnie okazało się, że Humminbird wycofuje się z produkcji smartcast'ów i robi wyprzedaż pozostałości. Dałem sobie spokój, gdy nagle w moim ulubionym sklepie pojawił się SmartCast RF35e za nieco ponad 200 zł. Tym razem nie wytrzymałem i nabyłem to cudo.
Ta ostatnia cena wydała mi się dość adekwatna do możliwości urządzenia a biorąc pod uwagę, że 200 zł do niedawna kosztował sam sonar, długo się nie zastanawiałem. Ale po kolei.

Zestaw składa się z dwóch części. Cyfrowego wyświetlacza w formie zegarka z czarnego plastyku i pomarańczowego sonaru, który wyrzuca się na żyłce z wędziska dokładnie tak, jak spinningową przynętę. Zaskakują małe rozmiary obu urządzeń. Jak sam się przekonałem, kompletny Smartcast z powodzeniem mieści się w kieszeni spodni. Wielkość sonaru nie wykracza poza gabaryty dużego (sumowego) woblera, ale niewielka waga (28 g) pozwala na bezpieczny wyrzut miękką wędką z niewielkim, maksymalnym ciężarem wyrzutu. Sonar przypomina miniaturkę łodzi podwodnej i jest wyposażony w dwa zaczepy do żyłki w formie dziurek. Chociaż wydaje się, iż zapinanie sonaru na agrafce będzie trudne, są to tylko pozory. Wersja Smartcasta na rynek USA w odróżnieniu od europejskiej ma jaskrawo żółty sonar i (podobno) sonar ten nie będzie działał z wersją na UE i odwrotnie (różne częstotliwości nadawania sygnału).
Zasada działania urządzenia jest prosta. Wyrzucony do wody sonar po kilku sekundach zaczyna działać, dzięki umieszczonej w nim na stałe baterii litowej i nadawać sygnał do naszego zegarka-wyświetlacza i jednocześnie odbiornika. Bateria ta wg producenta starcza na 500 godzin pracy w wodzie. Sonar oferuje pokrycie 90 stopni i nadaje sygnał na odległość ok. 20 metrów. Zasięg 25 metrów podawany na opakowaniu trąci lekkim zawyżeniem. Maksymalna głębokośc pracy smartcasta to wg producenta 35 metrów, czego wędkując na Zegrzu, nie mogłem zweryfikować negatywnie. Pozostaje więc wierzyć w tej kwestii producentowi. Urządzenie posiada opcję FishID dzięki której sygnały mogące pochodzić od ryb są wizualizowane jako rybopodobne ikonki. Niestety przy małych rozmiarach wyświetlacza i nędznej rozdzielczości (48x32 piksele), urządzenie wyświetla tylko jeden rodzaj rybo-ikonek niezależnie od wielkości przepływającego pod sonarem "potwora". Zaletą jest wyświetlanie wyłącznie, co najmniej średniej wielkości ryb - wg moich obserwacji minimum to ok. 30 cm.

Smartcasta kupiłem, bo nie mam swojej łódki i najczęściej wędkuje z wiślanego brzegu. Perspektywa sprawdzenia, co jest pod powierzchnią sunącej wiślanej wody skusiła mnie niepomiernie. W praktyce jednak nie jest tak różowo. Otóż tym, co totalnie ogłupia SmartCasta jest rzeczny prąd. O ile uciąg spokojny i równomierny pozwala pracować urządzeniu wiarygodnie, o tyle wszelkie warkocze, wiry i załamania powodują, iż w miejscu gdzie są gładkie i równe 2 metry wody zobaczymy np. 5 metrowy dół o pionowych ścianach pełen ikonek ryb a nasz odbiornik z uruchomionym FishAlarmem zacznie piskać jak oszalały. Puszczony po chwili w te same miejsce sonar, potrafi często pokazać prawdziwy obraz gładkiego, bezrybnego dna. Trzeba się do tego przyzwyczaić i odpuścić sobie sprawdzanie smartcastem niektórych miejscówek.
Minimalna głębokość wody, na której warto testować Smartcasta to 1,3 metra. Z obserwacji czynionych na stawie wynika, iż mniejsze głębokości urządzenie odczytuje fałszywie. Nie stanowi to problemu,bo na płytszej wodzie w zasadzie nie ma potrzeby używać echosondy. Na zasięg pracy urządzenia negatywnie działają np. krzaki lub trzciny pojawiające się między sonarem a odbiornikiem, ale już wysoka fala, jaka wytrząsła mnie na Zegrzu nie zakłóciła jego pracy. Wydaje się zresztą, że Zegrze, głęboki staw czy jezioro, to idealne miejsca dla "latającej echosondy". Zamiast robić kółeczka na silniku, wystarczy zakotwiczyć i poobrzucać okolice sonarem. Spływający z falką lub ściągany z kołowrotka sonar pokaże nam strukturę dna, wszelkie nierówności, dołki i górki.

Wykrywanie ryb pozostawia wiele do życzenia. Funkcja FishID często jako ryby identyfikowała płynące pod wodą części wodorostów i innych śmieci. Mimo wyświetlania ikonki ryby łatwo jest jednak odróżnić rybę od śmiecia, gdyż w przypadku śmieci ikonce ryby towarzyszy zazwyczaj pionowa kreseczka. Nie wiem jak to jest z "prawdziwymi" echosondami (nigdy żadnej nie używałem), ale FishID SmartCast'a wykryje i zidentyfikuje wyłącznie rybę w ruchu. Mogę jedynie podejrzewać, że dwumetrowy sum nieruchomo leżący przy dnie może zostać, co najwyżej pokazany jako...nierówność dna.
Obsługa urządzenia wyposażonego w zaledwie 3 przyciski jest w miarę prosta, chociaż lepiej przed wyprawą na ryby skorzystać z rady dawanej nieraz na forach, ukrytej pod skrótem RTFM, czyli "przeczytaj tą p...... instrukcję obsługi". Od razu dodam, że skrót jest angielski, podobnie jak sama instrukcja. No cóż. Prawo swoje a importerzy swoje. Jak to rzekł król Stefan Batory do dworzanina "Ucz się dziecię angielskiego a uczynię Cię panem" (albo jakoś tak )
Wracając do tematu SmartCasta, jego menu jest dość proste. Możemy ustawić skalę głębokości, gdzie ja osobiście preferowałem zadaną wartość zamiast funkcji AUTO, powodującą ciągłe przeskoki wyświetlania obrazu. Możliwa jest też regulacja czułości urządzenia w skali 1 do 10. Być może za krótko używałem tej echosondy, ale nie zauważyłem znaczących różnic przy wartości "5" i maksymalnej "10". Funkcje Fish ID i Fish Alarm sugeruję pozostawić w opcji "ON", bo bez nich funkcjonalność SmartCasta w zakresie wykrywania ryb spada niemal do zera. Być może są specjaliści potrafiący rozpoznać rybę wśród kwadracików na grubopikselowatym ekraniku, ale ja do nich niestety nie należę.

Odrębną kwestią pozostaje legendarna awaryjność SmartCasta, który to problem dotyczy dokładnie wszystkich urządzeń tego typu. Skąd ona wynika ? Otóż wyrzucany na lustro wody sonar uderza w nie, doznając wstrząsu. Wstrząsów takich po jakimś czasie sonar zalicza tysiące. Czasami dojdzie uderzenie w kamień, kawałek płynącego drewna, burtę łodzi. Chociaż dźwięki wydawane po potrząśnięciu przez sonar sugerują zastosowanie przez konstruktorów amortyzacji umieszczonej w środku elektroniki (sprężynki), nic jednak nie jest wieczne. Wskazane więc jest traktowanie SmartCasta z daleko idącą ostrożnością i zamiast spuszczania "bomby" do wody, warto delikatnie "położyć" sonar, jak bezgłośnie zarzucaną przynętę.

Podsumowując zalety i wady urządzenia zacznę od tych pierwszych:
- w przypadku wędkarza bez łódki dla SmartCasta nie ma alternatywy;
- kompaktowe rozmiary;
- brak konieczności taszczenia ze sobą uchwytu i akumulatora;
- przystępna cena;
Wad jest tyle samo.
- prostota urządzenia;
- jednorazowy sonar bez możliwości wymiany baterii, co przy zaprzestaniu produkcji może w przyszłości być przykre;
- słaba praca w nurcie;
- toporny pasek wyświetlacza;

Oczywiście zaleta nr 1 odsuwa wszystkie wady w cień, więc ogólnie polecam. Zobaczyć rybę na echu zarzuconym z brzegu, aby po chwili wyholować z tego miejsca sandacza - bezcenne.

Camry

Camry

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (4)

bysior, 2010-11-15 12:34:35
Po pierwsze gratuluję debiutu na naszych łamach Camry! Bardzo udanego debiutu! :oklasky: Przyznaję, że kilka razy widziałem takie cudo nad wodą - ale jakoś nigdy nie zainteresowało mnie bardziej - a teraz przynajmniej wiem dokładnie co to za ustrojstwo. Przeraża mnie trochę rozdzielczość ekrany... no ale widać da się na tym pracować. Za 2 stówki sam bym kupił z ciekawości....
Paweł, 2010-11-15 14:13:19
Hm..., nigdy mi nie przyszło do głowy, że można by takie ustrojstwo wrzucić w nurt Wisły i zbadać dno:mysli:! Ale pomysł przedni. Ja, żeby obejrzeć ukształtowanie dna na swoim odcinku Królowej kilka razy w roku wsiadam w ponton, na pokład zabieram echosondę.... A można prościej! Co do "wariowania" na szybszych prądach, echosondzie (ja mam prostą Piranhę) też się to zdarza. A już za sypiącymi przykosami to normalka. Szkoda tylko, że ta bezprzewodowa sonda działa na tak bliską odległość. Zapewne w okolicach opaski to zdaje spokojnie egzamin, ale już zbadać dno wzdłuż warkocza za główką byłoby trudniej. Ale i tak ciekaw jestem działania tego urządzenia. Może mi się uda kiedyś, Camry, namierzyć Cię na Twojej opasce - skonfrontujemy wskazania obu sond. Fajny tekst:oklasky:!
Blanek, 2010-11-15 14:22:50
Jakoś trudno mi wyobrazić sobie operowanie wędką i śledzenie tego co widać na "zegarku" jednocześnie. Odległość 20-25 m zdecydowanie dyskwalifikuje go w większości miejscówek. W łodzi jego zalety poza ceną znikają. Słaba funkcjonalność w wodach płynących, awaryjność. Ogólnie wydaje mi się dzięki przeczytaniu artykułu, że to tylko zabawka. Artykuł fajnie napisany, wyczerpująco traktuje temat.
Wozik77, 2010-11-15 20:36:25
No właśnie i mnie zastanawiało to urządzenie :mysli:; które przyznam szczerze na pierwszy rzut oka trąciło mi "prowizorką" ( z tym, że mówię tu o innych modelach/firmach niż wyżej opisywany). Cóż. Mnie generalnie zniechęcałoby to przekłamywanie o którym wspominasz, ale i Paweł zaskoczył mnie tym, iż "stacjonarne" echosondy potrafią podobnie oszukiwać szczególnie na rzece. Sam echosond używam sporadycznie, więc słaby ze mnie ekspert w tym temacie. Za to Camry gratuluję bardzo treściwego tekstu, z celnym podsumowaniem :oklasky::oklasky: