Słów luźnych kilka o bocznym troku z plecionką w tle……

Paweł 2011-10-27 Metody i triki

...
Trok boczny jest specyficzną metodą połowu. Przez wielu wędkarzy bardzo lubiany. Przez wielu z kolei traktowany jako „wypaczenie” spinningu. Inni zarzucają, że jest to metoda „mięsiarska”, powodująca spustoszenie naszych wód, zwłaszcza wśród okoni, często małych. Nie zamierzam oceniać takich opinii, każdy swój rozum przecież ma!

A jeśli chodzi o mnie...

Prócz zwykłego, wielkorzecznego spinningowania bardzo lubię także korzystać z troka bocznego. I jakoś nie przychodzi mi do głowy tego się wstydzić czy ukrywać! Kiedyś zresztą pokusiłem się już na Shrapie o swoje przemyślenia na ten temat:

http://www.shrap-drakers.pl/artykul/boczny-trok-troche-inaczej/

Dla mnie jest to doskonała odskocznia od bezowocnych niekiedy prób zlokalizowania większych drapieżników. Czy jest to pójście na łatwiznę? Może tak. A może zwyczajna konieczność poprawienia sobie humoru?

Zdarza się przecież, że chodzi człowiek kilka dni bez brania, albo sporadycznie coś mu skubnie. I wtedy trok jest doskonałym lekiem na zwątpienie i bezradność. Bo dobrze zastosowany trok z reguły w każdej wodzie przyniesie nam brania. Niekiedy będą to małe rybki, ale czeka na nas również sporo niespodzianek. Dla mnie największą jak do tej pory niespodzianką był leszcz prawie trzykilowy, który zassał gumę w ośmiometrowj głębokości dołku i za nic nie chciał się oderwać od dna. A ja stałem z wygiętym do granic możliwości moim pięciogramowym mikrosikiem i zastanawiałem się czy przypon 0,12 wytrzyma. Wszystko wytrzymało, a radości z holu było co niemiara.

Generalnie jest to metoda niezwykle skuteczna przy połowie okonia. I tę skuteczność często słyszę jako zarzut. Nie wiem dlaczego. To tak jakby zarzucić łowcom sandaczy skuteczność gumy, szczupakowcom skuteczność trollingu, a łowcom boleni skuteczność woblerów powierzchniowych. A przecież nasze hobby polega właśnie na wypracowaniu najlepszych metod połowu ryb.

Tu malutka dygresja, pozornie nie na temat.


Pamiętam jak kiedyś w jednym ze sklepów wędkarskich zakupiłem dwa woblerki Salmo Trill. Sprzedawca zachwalał, że to killery na bolenie. Polecał mi je gorąco. Wziąłem je, ale jeszcze spytałem jakie mają przynęty do drop shota. Omal mi do oczu nie skoczył, że nic nie mają, bo to metoda mięsiarska i za jej pomocą wyłapiemy wszystkie sandacze. A jednocześnie mieli w tym sklepie na przykład cały asortyment najlepszych ponoć przynęt na wszelkie ryby. Już w tamtym sklepie nie kupuję. Sprzedawca nie kuma jednej rzeczy. To bezrozumni wędkarze, a nie określona metoda może wytrzebić ryby z naszych wód.

Z trokiem jest tak samo


W określonych warunkach skuteczny do bólu! Oczywiście okoń jest głównym „odbiorcą” tej metody. Lecz przyłowy w postaci przyzwoitego szczupaka czy sandacza zdarzają się w miarę regularnie. A i biała ryba niekiedy chętnie zagryzie małą gumkę. Ale są też momenty, kiedy trzeba się nieźle nakombinować!

Przecież nieraz i trok nie wzbudza w naszych pasiastych ulubieńcach zdecydowanej reakcji. Wtedy szukamy miejsc, gdzie się okoń skrył, kombinujemy z wielkościami i kolorami przynęt. Skracamy, wydłużamy troka, spowalniamy lub przyspieszamy opad. Kombinujemy z szybkością prowadzenia. I z reguły coś zagra i ubawimy się dobrze.

Dlatego też twierdzę, że to nie jest aż tak prosta metoda połowu jak wygląda na pierwszy rzut oka. Oczywiście, w warunkach dobrego żerowania wystarczy w miarę przyzwoicie skonstruować nasz zestaw i sukcesy murowane. Ale jednocześnie pole manewru mamy ogromne!

Zdarzyło mi się wielokrotnie polować na okonie z naszym Kolegą Drakersem – Bizonikiem. On również lubi połapać na troka. Ale jakby ktoś na nas popatrzył – nie uwierzyłby, że łowimy tą sama metodą.
Wszystko nas różni:

- Kolory ulubionych przynęt – skrajnie różne.
Ja ciemne i tylko ciemne, Paweł ciemnymi może i nie wzgardzi, ale szuka bardzo często w jasnych i szalonych kolorach.

- Wielkości przynęt i co za tym idzie haczyków – dwa różne bieguny.
Ja średnie i duże, Paweł raczej mniejsze.

- Sposób wiązania zestawu – całkiem inny.
Paweł tradycyjnie pętelka na żyłce i już, ja komplikuję sobie krętlikiem i różnymi grubościami żyłki na troku i głównej.

- A już prowadzenie zestawu – całkiem odmienne!!!
Pawła szybkie, energiczne, moje dużo, dużo wolniejsze.

- Sprzęt (kije) też diametralnie różne.
Mój mikrosik do 5 gram, króciutki 215 cm, Pawła mocniejszy i sporo dłuższy. Jedynie kołowrotki mamy podobne. No i pozytywne nastawienie do troka!

Moje pudełko wygląda tak

Pawła tak

Ale ta ogromna odmienność ma swoje wytłumaczenie i uzasadnienie. Paweł prowadząc zestaw szybciej musi używać mniejszych przynęt, okoń nie ma czasu zassać przynęty tylko uderza. Jakby guma była zbyt duża – ryba częściej by się odbijała. Ja z kolei prowadząc zestaw wolniej – świadomie stosuję większe przynęty. Drapieżnik ma więcej czasu na zassanie, mniejszą przynętę mógłby wciągnąć zbyt głęboko. I takich niuansików jest bardzo wiele w tej, wydawało by się, prościutkiej metodzie.

Lubię troka jeszcze z jednego powodu


Często jest tak, szczególnie jak okoń żeruje słabo, że brania są bardzo anemiczne. I wtedy to już jest wspaniała zabawa, idealnie trzeba się skupić, wręcz zgrać się z zestawem. Starać się wyczuć każdy kamień na dnie, każdą mini przeszkodę. Wpatrywać się w cieniusieńką szczytóweczkę, reagować błyskawicznie na jakikolwiek jej ruch. Uwielbiam to – szczególnie, że często za takie delikatne brania odpowiada sporych rozmiarów rybka!

Może powiem tak. Brak brania ryb na zwykłym zestawie niekiedy doprowadza mnie do zniechęcenia, zaczynam kombinować jak tu skończyć łowienie, odzywają się jakieś bóle pleców, no, szukam okazji jak by tu z honorem się poddać. Brak brań na troku wywołuje we mnie najczęściej zupełnie odmienne podejście. Zaczynam poszukiwać różnych rozwiązań, skupiam się jeszcze bardziej, jednym słowem kombinuję pozytywnie na maksa! I często ta wiara w możliwości metody owocuje wymiernymi sukcesami.

A żeby nie być gołosłownym co do możliwości i różnorodności tej metody - przytoczę moje przemyślenia na jeden tylko temat. Czyli przechodzę do meritum tego tekstu...

Użycie plecionki podczas połowu na troka



Na pierwszy rzut oka – herezja! Bo trok z założenia to wydelikatnienie zestawu, a nie jego wzmocnienie. Jednak są takie sytuacje, gdzie plecionka oddaje ogromne usługi w służbie troka.

Kilka lat temu polując na okonie zauważyłem, że mam brania coraz dalej od brzegu, w końcu miałem problem z dorzuceniem w strefę żerowania okoni. Z czasem nawet te odległe brania się skończyły. Ale dwóch gości na łódce zaparkowanej na środku starorzecza nadal co i raz coś tam wyciągało z wody. Możliwości były dwie. Albo trafili w kolor przynęty, albo... łowią w strefie gdzie w danej chwili okoń żeruje.

Miałem ze sobą drugi, mocniejszy kij z dość cienką plecionką. I postanowiłem ten fakt wykorzystać. Skonstruowałem troka na plecionce, z pomocą krętlika. Przypon zastosowałem żyłkowy, chyba 0,14 mm, ale dość długi, taki z półtora metra. Chodziło mi o to, żeby jednak ten kawałek żyłki lepiej amortyzował ewentualne szarpnięcia ryby. Jeszcze dłuższy przypon amortyzował by lepiej, ale trudniej by się rzucało. Do zestawu dowiązałem ciężarek... bodajże 25 gram. Zasięg rzutu zwiększył się chyba dwukrotnie. A brania? Znowu zaczęło się dobre łapanie!!!

Pamiętam również taki przypadek. Było to w okolicach Gąsiorowa nad Narwią. Połów z brzegu. Zdesperowany brakiem jakichkolwiek brań postanowiłem skonstruować zestaw z trokiem na Kongerku... sandaczowym do 60 gram! Dołożyłem do tego spory kołowrotek z plecionką... sandaczową. Wygrzebałem ciężarek 40 gram, a jako, że nie miałem małych trokowych przynęt, założyłem na haczyk nr 2 trzycalowego twisterka. Zestaw byłem w stanie rzucić chyba ze sto metrów. I złapałem wtedy kilka... a jakże – sandaczy! Oraz kilka fajnych okoni...

Innym powodem zastosowania plecionki do troka mogą być trudne warunki na łowisku


Zeszłej jesieni na większości starorzeczy Narwii i Bugu była spora woda. Na początku października byłem na starorzeczu Narwii. Niestety, dzień wcześniej, na zegrzyńskim spotkaniu Drakersów dwa razy nadziałem się na kotwicę (taką dużą do kotwiczenia, nie od przynęty) na łódce. I miałem nieco niesprawną lewą rękę, odpadało wiosłowanie na pontoniku. Więc wskoczyłem w spodniobuty i zaatakowałem z brzegu. Ale i tak nie udało mi się dotrzeć do samej krawędzi czystej wody, brakło ze trzech metrów.

I po dwóch czy trzech zostawionych delikatnych zestawach trokowych – zmieniłem taktykę. Znowu mocniejszy kij, plecionka, grubszy przypon żyłkowy. I jeszcze jedna rzecz. Zawsze mam ze sobą grubą, starą żyłkę, bo niekiedy przydaje się do części troka do ciężarka. Dlaczego gruba i stara? Grubsza jest dużo sztywniejsza, więc zestaw się mniej plącze. A dlaczego stara? W wypadku utknięcia ciężarka w zielsku po prostu pęka bo jest słaba. I tracę tylko ciężarek, a reszta zestawu, no i ewentualny połów są moje! To samo zadanie spełni również fluorokarbon. Prawda, że ma to sens?

I jeszcze jeden przytoczę powód możliwości zastosowania plecionki w troku


Mimo, że mój kongerowski mikrosik jest bardzo czuły, to niekiedy potrzebny jest jeszcze dokładniejszy badacz dna. I do tego służy mi drugi delikatny kijek. Jest to stary balzerek, tak gdzieś do 10 gram, 270 cm długi. Ten kijek w zestawie z plecionką stosuję pływając pontonem w dwóch przypadkach. Raz - to jak słabo znam dno danego akwenu. Ukształtowanie, głębokość, i z grubsza twardość pokazuje mi echosonda, ale już detale muszę rzeźbić zestawem. Bo niekiedy skupisko ledwie kilku kamyków potrafi wygenerować w swojej okolicy niezłe stado pasiaków. A delikatny kijek plus plecionka potrafią wymacać każdą taką niespodziankę.

A drugi przypadek - to bardzo agresywne żerowanie ryb. Po prostu na cienkiej plecionce dużo gwałtowniej widać branie, zacięcie jest szybsze, a co za tym idzie ryba płycej zaczepiona. I wbrew pozorom plecionka przy zastosowaniu delikatnego kijka i długiego przyponu żyłkowego nie jest zagrożeniem dla holowanej rybki (mam tu na myśli dość kruchy pyszczek okonia).

A ostatnio poszedłem na maxa z moim ulubionym… mikosikiem! Przez przypadek. Pod koniec lipca byliśmy z Mariuszem nad Zegrzem. Po raz pierwszy tego roku poławiałem na troczka. I wiążąc zestaw okazało się, że zeszłoroczna żyłka na kołowrotku rwie się w palcach. Więc nawinąłem plecionkę do 5 kg, którą przypadkowo miałem w plecaku. I łapało mi się rewelacyjnie! Fakt, zestawienie delikatnego kijka z plecionką wydać się może dość szalone, ale...

Ale okazję do sprawdzenia sensowności takiego zestawu miałem we wrześniu na Gnojnie. Ryba żerowała słabo. Ja z kolegą na pontonie. Kolega również poławia na troka. I też ma mikroska, tyle, że z tej nowszej edycji. Wiał silny, zmienny wiatr co powodowało wybrzuszanie się linki. Dopóki nie postanowiłem polatać po brzegu wynik połowu 15:2 dla mnie. Po prostu ja widziałem na zestawie z plecionką nawet „wąchnięcie” przynęty przez okonia, natomiast zestaw z żyłką nic nie sygnalizował…
I wiem, że plecionkę będę używał coraz częściej do troczka.

Myślę, że wędkarzy, którzy stosują boczny trok przekonywać nie muszę, że to jest fajna forma wędkowania. Niezdecydowanych – konsekwentnie zachęcam!
Ale pamiętajcie, niekiedy można spróbować pewnych modyfikacji.

Na przykład zastosować plecionkę...

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (11)

Kaz, 2011-10-27 22:02:48
Pawełku kolejny super napisany artykuł.Ja nie widzę nic zdrożnego w łowieniu na boczny trok . Blanek na Szkierach świętej Anny łowił na boczny trok szczupaki i dlatego uważam że łowienie na boczny trok jest super .Sam na Szwcji nauczyłem się tej metody i to z powodzeniem . Brawo Pawełku za super art.:oklasky::oklasky::oklasky:
rychu, 2011-10-27 22:32:38
Świetny tekst Pawle:oklasky:. Boczny trok to metoda, jak każda inna i również nie widzę w niej nic złego. Nie koniecznie też musi się kojarzyć z łowieniem - kaleczeniem paproszkami okoniowej młodzieży. Wariantów tej metody jest kilka i można ją z powodzeniem stosować przy połowie różnych gatunków ryb i to nie koniecznie na przynęty gumowe. Kilka lat temu łowiłem na Bugu klenie, które stały przed kamienistym garbem daleko od brzegu. Nie szło tam dorzucić woblerem, więc zastosowałem właśnie boczniaka, z małym, pływającym woblerkiem. Wyniki były całkiem przyzwoite .
Wozik77, 2011-10-27 22:43:17
...Tylko to splątywanie... :bezradny: Generalnie ten powód od troka mnie odciągnął. Wiem, że Trok jest skuteczny, ale zdecydowanie skłaniam się do mikro-spiningu czyli małych gumek na klasycznej małej główce. Wiem, to nie zestaw na kazde miejsce (tak jak trok - dozując ciężkośc oliwki),ale jednak pozostane przy swoim :kwadr: Graty Paweł za fachowy jak zwykle tekst !!!:oklasky::oklasky:
Bizonik, 2011-10-27 23:07:49
Nie wiem wszyscy piszą ze się plącze że się skręca ja nie mam tego problemu może to kwestia dobrania długości troka przynęty i troka ciężarka albo i wyuczenie się sposobu rzucania tym zestawem. Pawełku nie raz jest na dane porównywać nasze jakże różne wersje jednej metody i zawsze wychodzi ze ktoś w końcu trafia na pasiaki. A oto w tym właśnie chodzi żeby być uniwersalnym. Pamiętasz zeszłoroczne błękitne portki na nic innego nie brały.
colednik, 2011-10-27 23:53:36
:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: tyle powiem:P dużo, co nie??:P
waldi-54, 2011-10-28 09:00:40
Wielkie:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Już mnie Pawełku przekonałeś do tej metody, nie dlatego, że do tej pory byłem przeciwny, nie, tylko dlatego, że tak do końca nie potrafiłem trafić ze szczegółami i dość szybko z troka rezygnowałem. Jeszcze raz wielkie:oklasky::oklasky::oklasky: pozdrawiam waldi-54:papa2:
Bogdan, 2011-10-28 09:11:01
Paweł kolejny fajny artykuł-gratulacje.Zmobilizowałeś mnie do wypróbowania bocznego troka na Biebrzy, może to jest to na himeryczne ryby.
gusto, 2011-10-28 16:13:28
Świetnie opisane Pawełku ja również lubię połowić na troczek ,ale zainspirowałeś mnie i spróbuje zastosować plecionkę ,moje :oklasky::oklasky::oklasky:Pozdrawjam
moczykij, 2011-10-28 19:00:31
Świetny tekst :oklasky::oklasky::oklasky:
czermin, 2011-10-30 20:52:22
Sam uwielbiam łowić z bocznym trokiem, zwłaszcza jesienią. Z tego co wyczytałem łowię bardziej jak Bizonik- nie utrudniam sobie życia krętlikami i kolory gumek to bardziej tęcza niż herbata, olej i kawa Kolejny dobry tekst! Pawle, masz jakiegoś faworyta jeśli chodzi o cieniutką plecionkę dla okoni? Dodam, że shinobi 0,12 to dla mnie za grubo ;)
Kryskon, 2011-11-04 12:46:50
No! Pawlaku! Nic dodać, nic ująć, wskazówki zajefajne o tekściorze nie wspomnę. Troszku jestem obstukany w bocznym troku i z nie jednym mądralińskim się ściąłem na temat tej metody połowu, lecz, by mieć efekty to wpierw trzeba „wstrzelić” się w odpowiedni kolor, potem w odcień przynęty. Następnie w odpowiedni brokat i na koniec wielkość gumiaczka i haczka by wyselekcjonować rozmiar zdobyczy. Jak już przez to wszystko przebrniemy to zazwyczaj już czas kończyć wędkowanie i wracać do domciu, a następnego dnia na tym samym łowisku i o tej samej porze zaczynamy od początku, bo słoneczko świeci i trza przejść z ciemnych kolorków na „oczojebno-seledynkowe i.t.p.”, że bez ciemnych okularów trudno coś takiego na haczka nadziać i znów jest fajnacko, bo „Najlepsza taktyka to przechytrzyć przeciwnika!”. Proszę poeksperymentować z jawalonem ewentualnie z innym gumiaczkiem lub woblerkiem słusznych rozmiarów. Co tyczy się poplątań, zaplątań i innych wqużwiających nie dogodności to tylko i wyłącznie odpowiednia praktyka i dostosowanie odpowiednich żyłek, krętlików, długości troka, cierpliwości i umiejętności. Trening czyni mistrza a i tak uczeń go przerośnie. :oklasky::okok: