Artykuły wędkarskie / Metody i triki
Słów luźnych kilka o bocznym troku z plecionką w tle……
Autor: Paweł, opublikowano 2011-10-27 21:30:00
komentarze: 11, wyświetleń: 1933
--
A jeśli chodzi o mnie...
Prócz zwykłego, wielkorzecznego spinningowania bardzo lubię także korzystać z troka bocznego. I jakoś nie przychodzi mi do głowy tego się wstydzić czy ukrywać! Kiedyś zresztą pokusiłem się już na Shrapie o swoje przemyślenia na ten temat:
http://www.shrap-drakers.pl/artykul/boczny-trok-troche-inaczej/
Dla mnie jest to doskonała odskocznia od bezowocnych niekiedy prób zlokalizowania większych drapieżników. Czy jest to pójście na łatwiznę? Może tak. A może zwyczajna konieczność poprawienia sobie humoru?

Zdarza się przecież, że chodzi człowiek kilka dni bez brania, albo sporadycznie coś mu skubnie. I wtedy trok jest doskonałym lekiem na zwątpienie i bezradność. Bo dobrze zastosowany trok z reguły w każdej wodzie przyniesie nam brania. Niekiedy będą to małe rybki, ale czeka na nas również sporo niespodzianek. Dla mnie największą jak do tej pory niespodzianką był leszcz prawie trzykilowy, który zassał gumę w ośmiometrowj głębokości dołku i za nic nie chciał się oderwać od dna. A ja stałem z wygiętym do granic możliwości moim pięciogramowym mikrosikiem i zastanawiałem się czy przypon 0,12 wytrzyma. Wszystko wytrzymało, a radości z holu było co niemiara.
Generalnie jest to metoda niezwykle skuteczna przy połowie okonia. I tę skuteczność często słyszę jako zarzut. Nie wiem dlaczego. To tak jakby zarzucić łowcom sandaczy skuteczność gumy, szczupakowcom skuteczność trollingu, a łowcom boleni skuteczność woblerów powierzchniowych. A przecież nasze hobby polega właśnie na wypracowaniu najlepszych metod połowu ryb.

Pamiętam jak kiedyś w jednym ze sklepów wędkarskich zakupiłem dwa woblerki Salmo Trill. Sprzedawca zachwalał, że to killery na bolenie. Polecał mi je gorąco. Wziąłem je, ale jeszcze spytałem jakie mają przynęty do drop shota. Omal mi do oczu nie skoczył, że nic nie mają, bo to metoda mięsiarska i za jej pomocą wyłapiemy wszystkie sandacze. A jednocześnie mieli w tym sklepie na przykład cały asortyment najlepszych ponoć przynęt na wszelkie ryby. Już w tamtym sklepie nie kupuję. Sprzedawca nie kuma jednej rzeczy. To bezrozumni wędkarze, a nie określona metoda może wytrzebić ryby z naszych wód.
W określonych warunkach skuteczny do bólu! Oczywiście okoń jest głównym „odbiorcą” tej metody. Lecz przyłowy w postaci przyzwoitego szczupaka czy sandacza zdarzają się w miarę regularnie. A i biała ryba niekiedy chętnie zagryzie małą gumkę. Ale są też momenty, kiedy trzeba się nieźle nakombinować!
Przecież nieraz i trok nie wzbudza w naszych pasiastych ulubieńcach zdecydowanej reakcji. Wtedy szukamy miejsc, gdzie się okoń skrył, kombinujemy z wielkościami i kolorami przynęt. Skracamy, wydłużamy troka, spowalniamy lub przyspieszamy opad. Kombinujemy z szybkością prowadzenia. I z reguły coś zagra i ubawimy się dobrze.

Dlatego też twierdzę, że to nie jest aż tak prosta metoda połowu jak wygląda na pierwszy rzut oka. Oczywiście, w warunkach dobrego żerowania wystarczy w miarę przyzwoicie skonstruować nasz zestaw i sukcesy murowane. Ale jednocześnie pole manewru mamy ogromne!
Zdarzyło mi się wielokrotnie polować na okonie z naszym Kolegą Drakersem – Bizonikiem. On również lubi połapać na troka. Ale jakby ktoś na nas popatrzył – nie uwierzyłby, że łowimy tą sama metodą.
Wszystko nas różni:
- Kolory ulubionych przynęt – skrajnie różne.
Ja ciemne i tylko ciemne, Paweł ciemnymi może i nie wzgardzi, ale szuka bardzo często w jasnych i szalonych kolorach.
- Wielkości przynęt i co za tym idzie haczyków – dwa różne bieguny.
Ja średnie i duże, Paweł raczej mniejsze.
- Sposób wiązania zestawu – całkiem inny.
Paweł tradycyjnie pętelka na żyłce i już, ja komplikuję sobie krętlikiem i różnymi grubościami żyłki na troku i głównej.
- A już prowadzenie zestawu – całkiem odmienne!!!
Pawła szybkie, energiczne, moje dużo, dużo wolniejsze.
- Sprzęt (kije) też diametralnie różne.
Mój mikrosik do 5 gram, króciutki 215 cm, Pawła mocniejszy i sporo dłuższy. Jedynie kołowrotki mamy podobne. No i pozytywne nastawienie do troka!
Moje pudełko wygląda tak

Pawła tak

Ale ta ogromna odmienność ma swoje wytłumaczenie i uzasadnienie. Paweł prowadząc zestaw szybciej musi używać mniejszych przynęt, okoń nie ma czasu zassać przynęty tylko uderza. Jakby guma była zbyt duża – ryba częściej by się odbijała. Ja z kolei prowadząc zestaw wolniej – świadomie stosuję większe przynęty. Drapieżnik ma więcej czasu na zassanie, mniejszą przynętę mógłby wciągnąć zbyt głęboko. I takich niuansików jest bardzo wiele w tej, wydawało by się, prościutkiej metodzie.
Często jest tak, szczególnie jak okoń żeruje słabo, że brania są bardzo anemiczne. I wtedy to już jest wspaniała zabawa, idealnie trzeba się skupić, wręcz zgrać się z zestawem. Starać się wyczuć każdy kamień na dnie, każdą mini przeszkodę. Wpatrywać się w cieniusieńką szczytóweczkę, reagować błyskawicznie na jakikolwiek jej ruch. Uwielbiam to – szczególnie, że często za takie delikatne brania odpowiada sporych rozmiarów rybka!

Może powiem tak. Brak brania ryb na zwykłym zestawie niekiedy doprowadza mnie do zniechęcenia, zaczynam kombinować jak tu skończyć łowienie, odzywają się jakieś bóle pleców, no, szukam okazji jak by tu z honorem się poddać. Brak brań na troku wywołuje we mnie najczęściej zupełnie odmienne podejście. Zaczynam poszukiwać różnych rozwiązań, skupiam się jeszcze bardziej, jednym słowem kombinuję pozytywnie na maksa! I często ta wiara w możliwości metody owocuje wymiernymi sukcesami.
A żeby nie być gołosłownym co do możliwości i różnorodności tej metody - przytoczę moje przemyślenia na jeden tylko temat. Czyli przechodzę do meritum tego tekstu...
Na pierwszy rzut oka – herezja! Bo trok z założenia to wydelikatnienie zestawu, a nie jego wzmocnienie. Jednak są takie sytuacje, gdzie plecionka oddaje ogromne usługi w służbie troka.
Kilka lat temu polując na okonie zauważyłem, że mam brania coraz dalej od brzegu, w końcu miałem problem z dorzuceniem w strefę żerowania okoni. Z czasem nawet te odległe brania się skończyły. Ale dwóch gości na łódce zaparkowanej na środku starorzecza nadal co i raz coś tam wyciągało z wody. Możliwości były dwie. Albo trafili w kolor przynęty, albo... łowią w strefie gdzie w danej chwili okoń żeruje.
Miałem ze sobą drugi, mocniejszy kij z dość cienką plecionką. I postanowiłem ten fakt wykorzystać. Skonstruowałem troka na plecionce, z pomocą krętlika. Przypon zastosowałem żyłkowy, chyba 0,14 mm, ale dość długi, taki z półtora metra. Chodziło mi o to, żeby jednak ten kawałek żyłki lepiej amortyzował ewentualne szarpnięcia ryby. Jeszcze dłuższy przypon amortyzował by lepiej, ale trudniej by się rzucało. Do zestawu dowiązałem ciężarek... bodajże 25 gram. Zasięg rzutu zwiększył się chyba dwukrotnie. A brania? Znowu zaczęło się dobre łapanie!!!

Pamiętam również taki przypadek. Było to w okolicach Gąsiorowa nad Narwią. Połów z brzegu. Zdesperowany brakiem jakichkolwiek brań postanowiłem skonstruować zestaw z trokiem na Kongerku... sandaczowym do 60 gram! Dołożyłem do tego spory kołowrotek z plecionką... sandaczową. Wygrzebałem ciężarek 40 gram, a jako, że nie miałem małych trokowych przynęt, założyłem na haczyk nr 2 trzycalowego twisterka. Zestaw byłem w stanie rzucić chyba ze sto metrów. I złapałem wtedy kilka... a jakże – sandaczy! Oraz kilka fajnych okoni...
Zeszłej jesieni na większości starorzeczy Narwii i Bugu była spora woda. Na początku października byłem na starorzeczu Narwii. Niestety, dzień wcześniej, na zegrzyńskim spotkaniu Drakersów dwa razy nadziałem się na kotwicę (taką dużą do kotwiczenia, nie od przynęty) na łódce. I miałem nieco niesprawną lewą rękę, odpadało wiosłowanie na pontoniku. Więc wskoczyłem w spodniobuty i zaatakowałem z brzegu. Ale i tak nie udało mi się dotrzeć do samej krawędzi czystej wody, brakło ze trzech metrów.

I po dwóch czy trzech zostawionych delikatnych zestawach trokowych – zmieniłem taktykę. Znowu mocniejszy kij, plecionka, grubszy przypon żyłkowy. I jeszcze jedna rzecz. Zawsze mam ze sobą grubą, starą żyłkę, bo niekiedy przydaje się do części troka do ciężarka. Dlaczego gruba i stara? Grubsza jest dużo sztywniejsza, więc zestaw się mniej plącze. A dlaczego stara? W wypadku utknięcia ciężarka w zielsku po prostu pęka bo jest słaba. I tracę tylko ciężarek, a reszta zestawu, no i ewentualny połów są moje! To samo zadanie spełni również fluorokarbon. Prawda, że ma to sens?

Mimo, że mój kongerowski mikrosik jest bardzo czuły, to niekiedy potrzebny jest jeszcze dokładniejszy badacz dna. I do tego służy mi drugi delikatny kijek. Jest to stary balzerek, tak gdzieś do 10 gram, 270 cm długi. Ten kijek w zestawie z plecionką stosuję pływając pontonem w dwóch przypadkach. Raz - to jak słabo znam dno danego akwenu. Ukształtowanie, głębokość, i z grubsza twardość pokazuje mi echosonda, ale już detale muszę rzeźbić zestawem. Bo niekiedy skupisko ledwie kilku kamyków potrafi wygenerować w swojej okolicy niezłe stado pasiaków. A delikatny kijek plus plecionka potrafią wymacać każdą taką niespodziankę.

A drugi przypadek - to bardzo agresywne żerowanie ryb. Po prostu na cienkiej plecionce dużo gwałtowniej widać branie, zacięcie jest szybsze, a co za tym idzie ryba płycej zaczepiona. I wbrew pozorom plecionka przy zastosowaniu delikatnego kijka i długiego przyponu żyłkowego nie jest zagrożeniem dla holowanej rybki (mam tu na myśli dość kruchy pyszczek okonia).

A ostatnio poszedłem na maxa z moim ulubionym… mikosikiem! Przez przypadek. Pod koniec lipca byliśmy z Mariuszem nad Zegrzem. Po raz pierwszy tego roku poławiałem na troczka. I wiążąc zestaw okazało się, że zeszłoroczna żyłka na kołowrotku rwie się w palcach. Więc nawinąłem plecionkę do 5 kg, którą przypadkowo miałem w plecaku. I łapało mi się rewelacyjnie! Fakt, zestawienie delikatnego kijka z plecionką wydać się może dość szalone, ale...

Ale okazję do sprawdzenia sensowności takiego zestawu miałem we wrześniu na Gnojnie. Ryba żerowała słabo. Ja z kolegą na pontonie. Kolega również poławia na troka. I też ma mikroska, tyle, że z tej nowszej edycji. Wiał silny, zmienny wiatr co powodowało wybrzuszanie się linki. Dopóki nie postanowiłem polatać po brzegu wynik połowu 15:2 dla mnie. Po prostu ja widziałem na zestawie z plecionką nawet „wąchnięcie” przynęty przez okonia, natomiast zestaw z żyłką nic nie sygnalizował…
I wiem, że plecionkę będę używał coraz częściej do troczka.

Myślę, że wędkarzy, którzy stosują boczny trok przekonywać nie muszę, że to jest fajna forma wędkowania. Niezdecydowanych – konsekwentnie zachęcam!
Ale pamiętajcie, niekiedy można spróbować pewnych modyfikacji.
Informacje o autorze
Paweł
Moja wędkarska przygoda zaczęła się w latach siedemdziesiątych. Lubię połowić na spławik, przede wszystkim przepływanka w każdej formie - bolonka, bat. Na wodach stojących na spławik łowić nie umiem, tam zachowuje się jakbym miał ADHD, czyli.... przepływankowuję i tak. Lubię też posiedzieć przy gruntówkach, kiedyś były to ciężkie wiślane kije, obecnie drgająca szczyt...
Więcej informacji znajdziesz na blogu Paweł
Skomentuj "Słów luźnych kilka o bocznym troku z plecionką w tle……"
Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!
Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!
Komentarze (11)
Skomentował Kaz, 2011-10-27 22:02:48
Skomentował rychu, 2011-10-27 22:32:38
Skomentował Wozik77, 2011-10-27 22:43:17
Skomentował Bizonik, 2011-10-27 23:07:49
Skomentował colednik, 2011-10-27 23:53:36
|
|
|
Skomentował waldi-54, 2011-10-28 09:00:40
Skomentował bono93, 2011-10-28 09:11:01
|
|
Paweł kolejny fajny artykuł-gratulacje.Zmobilizowałeś mnie do wypróbowania bocznego troka na Biebrzy, może to jest to na himeryczne ryby. |
Skomentował gusto, 2011-10-28 16:13:28
|
|
Świetnie opisane Pawełku ja również lubię połowić na troczek ,ale zainspirowałeś mnie i spróbuje zastosować plecionkę ,moje -- |
Skomentował moczykij, 2011-10-28 19:00:31
|
|
Świetny tekst |
Skomentował czermin, 2011-10-30 20:52:22
Skomentował Kryskon, 2011-11-04 12:46:50
Ostatnio komentowane teksty
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: Blanek@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd
@Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany A i dzięki za wymyślenie WróBlanków
@ ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: bysiorFajne miśki Marcinku A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: waldi-54"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" Brawo ![]() ![]() Blaneczku, fajnie się czy ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: KazBlanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin. ![]() ![]() ![]() ![]() ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: krysko131Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: PawełŚwietna sprawa taka "przejażdżka" po Biebrzy
Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody...
Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ... zobacz więcej | ||
|
|
Boleniowa majówka 2012skomenował: KazZa artykuł ![]() ![]() :oklasky:za rybki ![]() ![]() -super Pawełku ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: KazDziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ... zobacz więcej | ||


.

dużo, co nie??



@Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany