Skandynawskie eldorado na Mazurach

krzysiex 2013-06-19 Wyprawy wędkarskie

...
W zasadzie to miałem napisać dwa zdania na forum, zamieścić zdjęcie i zająć się oglądaniem meczu Anglia- Brazylia. W ostatniej chwili jednak, postanowiłem się trochę wysilić, gdyż wróciłem pamięcią do momentów, gdy sam czytałem z zaciekawieniem dłuższe opisy wypraw kolegów ze Shrapa.

A jest co opowiadać...


Długi weekend na przełomie maja i czerwca spędziłem u teściów w Kętrzynie. Po szokującej wręcz inauguracji sezonu na jednym z pobliskich jezior, kiedy to podczas 2-3 wypraw złowiłem największe szczupaki w swojej karierze (dwa 80+ i jeden 99cm) - o czym pisałem na forum, postanowiłem sprawdzić czy tym razem przedmiotowy akwen dostarczy mi chociaż ułamka emocji z początku maja. Tak więc w piątek, sobotę i niedzielę miałem pobudkę o 3.45, po to by o 5.30 być na wodzie i co najmniej 4-5 godzin machać kijkiem.

Pierwsza wyprawa jak wspomniałem miała miejsce w piątek i z perspektywy pozostałych dwóch była najsłabsza jeżeli chodzi o efekty. Przez pierwsze 3 godziny nie miałem żadnego brania szczupaka, a jedynie masę pobić okoniowych. Po założeniu małej gumki brały małe okonki, które tylko w dwóch przypadkach były większe niż dłoń. Dopiero
w czwartej godzinie łowienia miałem delikatne, acz zdecydowane branie pod trzcinami i konkretniejszy opór na wędce. Od razu wiedziałem, że nie będzie to kolos i po kilku krótkich odejściach ukazał mi się szczupaczek, który miał 65cm. Jako, że zwyczajnie lubię czasem zjeść świeżego szczupaka, a ten był "w sam raz" wielkościowo, to po wyholowaniu umieściłem go w siatce. Dosłownie 20m dalej miałem kolejne branie i niestety już ostatnie tego dnia, które zaowocowało szczupakiem 53 cm. Chwilę później spłynąłem do brzegu i udałem się do domu. Miałem mieszane uczucia, gdyż w "normalnych" warunkach na "normalnej" wodzie, schodząc z łowiska z kompletem szczupaków na koncie byłbym jak najbardziej zadowolony, jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia i w tym przypadku spodziewałem się czegoś więcej.

Zastanawiałem się gdzie ruszyć następnego dnia, z jednej strony miałem do wyboru te same jezioro i duże prawdopodobieństwo kontaktu z rybą, z drugiej inną wodę na której nigdy nie łowiłem, ale słyszałem że jest ładna populacja sandacza. Wybór padł na opcje nr 1 i decyzja o ewentualnej zmianie miejscówki w niedzielę. Początek wędkowania
znów nie był zbyt ekscytujący, przez pierwsze 2 godziny solidnego biczowania wody miałem jednego niewymiarowego szczupaczka na koncie i powoli zacząłem podejrzewać, że to co działo się na początku maja, już się nie powtórzy. Niedługo jednak sytuacja uległa gwałtownej zmianie, gdyż po zmianie przynęty na seledynowe kopyto szczupaki oszalały i w przeciągu kolejnej godziny zaczęły brać jak szalone, efektem czego było wyholowanie 5 sztuk w przedziale 53-66cm. Dalej nastąpiła godzina ciszy, po czym przed samym końcem wędkowania miałem jeszcze jedno branie. Hol z początku nie był ani efektowny, ani emocjonujący i miałem wrażenie że ciągnę szczupaka ok. 60cm, gdy jednak ryba była od pontonu ok 4m, nagle w ekspresowym tempie i z dużą siłą ruszyła pod ponton i na drugą stronę wysnuwając przy tym kilka metrów żyłki. Wtedy wiedziałem już, że jest to największa ryba tego dnia i po kilku krótkich odjazdach wreszcie mi się ukazał ok. 3 kg szczupak, a po podebraniu miarka wskazała 74cm. Po odhaczeniu szczupak ten tak jak prawie wszystkie odzyskał wolność, a ja zakończyłem wędkowanie na ten dzień.

Niedzielę również postanowiłem spędzić na tym samym jeziorze, licząc na tendencje rosnącą w ilości i wielkości łowionych ryb. Niestety już od samego początku coś było nie tak. Najpierw po drodze dosłownie wbiegł mi pod koła kot, kilka km dalej przebiegł przed maską lis a już pod sam koniec drogi, potrąciłem wróbla... jak by tego było mało
to będąc już nad wodą zakopałem się autem i pierwsze 30 minut spędziłem na ryciu łapą w ziemi, na szczęście z pozytywnym finałem.

Po takim wstępie gdybym był przesądny, to bym nawet nie myślał o wypłynięciu nad wodę, ale... na szczęście nie jestem. Po pierwszych dniach, miałem już opracowaną taktykę na ostatni dzień, odnośnie tego gdzie łowić, na co łowić jak łowić etc. Po zwodowaniu pontonu obrałem kurs przez środek jeziora do miejsca od którego chciałem zacząć łowienie i przy okazji zarzuciłem kopytko na trolling... no i zanim dopłynąłem do miejsca docelowego to miałem komplet... najpierw 66cm, później 51cm. Pomyślałem, że ten dzień będzie szczupakowym strzałem w dziesiątkę, a żebym nie miał zbyt wielu wątpliwości co do tego, to w czwartym rzucie po dopłynięciu, miałem kolejne agresywne branie i całkiem ładną rybę na końcu żyłki. Miejsce w którym łowiłem
było płytkim na 1,3m blatem i szczupak cały czas był blisko wierzchu, gdy szykowałem się do podebrania, ten machnął ogonem odjeżdżając na hamulcu ok 10m, zostawiając mnie całego mokrego. Po kilku takich zrywach, z każdym razem coraz krótszych, szczupak wylądował w podpieraku a miarka wskazała 75cm.


Po obrzucaniu blisko 2 km brzegu dopłynąłem do "rogu" jeziora i przycumowałem w urokliwej, głębokiej na ok. 1,5m zatoczce. Woda była tam spokojna, osłonięta od wiatru i mógłbym przysiąc, że w powietrzu unosił się zapach żerującego szczupaka. Nie wiem czy to kwestia tego że wiara czyni cuda, ale w drugim rzucie pod trzcinę po wykręceniu dwóch obrotów korbką poczułem silne uderzenie. Natychmiast zaciąłem i mimo odległości między mną a szczupakiem ok. 25m od razu poczułem, że mam na kiju piękną rybę. W pierwszych sekundach walki szczupak stawiał silny opór, ale mimo to dystans między nim a mną się zmniejszał, wiedziałem jednak po wyholowaniu kilkudziesięciu szczupaków z tej wody, że najlepsze dopiero przede mną. Nie pomyliłem się, standardowo gdy szczupak był ok. 6-7m ode mnie i nie chciał się jeszcze pokazać, ale już pewnie mnie zobaczył zaczął szaleńczą ucieczkę, a mi pozostawało słuchać pięknej melodii hamulca. Po pierwszym odjeździe, szczupak znalazł się praktycznie w miejscu gdzie nastąpiło branie, za to łatwiej dawał się już podciągać w stronę pontonu. W kolejnych sekundach odjazdy były coraz krótsze, a ryba wyraźnie słabła i w międzyczasie miałem okazje zobaczyć swojego przeciwnika- pięknie ubarwionego, złotego dużego szczupaka. Ryba dała się podebrać przy drugim odejściu i ok. 5 minutach walki. Następnie był okrzyk radości i szybka sesja zdjęciowa wraz z mierzeniem na brzegu. Miarka pokazała 86cm i po kilku fotkach ryba wróciła do wody. Lepszej końcówki wyjazdu nie mogłem sobie wymarzyć, ale jeszcze na sam koniec w jednym z ostatnich rzutów trafił się 60cm szczupaczek i już totalnie dopieszczony wędkarsko spłynąłem do wody.

Tutaj się czaił największy zbój





To tyle jeżeli chodzi o mój długi weekend, zreasumuje tylko że podczas tych dwóch długich weekendów złowiłem więcej wymiarowych szczupaków, co w standardowym sezonie wędkarskim a szczupaków większych od swojej dotychczasowej życiówki (73cm)- 7 sztuk, w tym 3 sztuki 80+ i jeden metrowiec bez centymetra

Życzę wszystkim, aby kiedyś odkryli takie swoje eldorado wędkarskie, a jeszcze bardziej tego aby nie eksploatowali nadmiernie takich wód i stawiali sobie poprzeczkę wyżej niż limity PZW, a największe ryby bezsprzecznie zwracali naturze.

krzysiex

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (9)

Wozik77, 2013-06-04 20:52:22
Krzysiu. Dziękuję Ci serdecznie za ten artykuł, za to że Ci się najzwyczajniej w świecie "chciało" przelać myśli na szklany ekran, po to, aby tacy jak Ja/My mogli poczuć emocje jakich dostarczył Ci ten wypad. Gratuluje Ci wyników, bo co tu dużo mówić są piękne.:oklasky: :oklasky: Narobiłeś mi apetytu przed moją wyprawą mazurską. :kwadr: Wiem, że nie jedna woda w krainie tysiąca jezior ma w sobie takie skarby, a postawa "normalności" tj zdrowego rozsądku dotycząca tematu zabierania i wypuszczania ryb - taka jaką i Ty prezentujesz daje i Tobie i innym jeszcze więcej szans na spotkanie w ciągu kilku dni ze swoją życiówką Jeszcze raz Krzysiek dzięki i GRATULACJE !!! :oklasky: :oklasky:
gtsphinx, 2013-06-04 23:04:38
Świetna wyprawa na kaczodzioby :okok: :oklasky: Super metę na nie masz... ja póki co nie mam jeszcze swojego eldorado ale kiedyś na pewno też sobie znajdę swój kąt o którym będę wiedział tylko ja i wodne potwory ;)
chojny83, 2013-06-05 08:24:26
Fajnie połowiłeś. Gratuluję. Ja cały czas czekam na ten najlepszy dzień w sezonie. Czasu jeszcze dużo Pozdrawiam.
anguiler, 2013-06-05 22:49:27
To już wiem czemu do mnie dzwoniłeś w niedzielę, dobrze że nie mogłem odebrać, bo bym zębami zgrzytał :haha::haha::haha::haha::haha: Piękne ryby, gratuluję :oklasky::oklasky: Zawsze uważałem, że są jeszcze takie miejsca na Mazurach
galieni, 2013-06-16 10:26:08
Super gratulacje A może powiesz gdzie jest te tajemnicze jezioro Czekam na odp.na pv :D
cazador, 2013-06-19 22:46:37
Brawo brawo.Po fotach mi się wydaje że to Wersminia.Gratuluje rybeczek.Jeśli tak to potwierdz na prv.
laker, 2013-06-20 09:31:47
Rzeczywiście jeziorko wygląda na Wersminę. Polecam szczególnie entuzjastom szczupaków bo o inna rybę na spining ciężko. 99% złowionych ryb to właśnie szczupaki. Nad Werśminę najlepiej jechać na rozpoczęcie sezonu.
krzysiex, 2013-06-20 18:16:25
Panowie, dementuje plotki o tym że jest to Wersminia Nie robiłby z tego tajemnicy, gdyby to było te jezioro bo każdy wie, że jest tam dużo szczupaka. Dla dobra łowiska nie piszę, które to jezioro ale nie jest to łowisko specjalne.
gonzaless, 2013-08-14 16:38:27
no i straciłbym rękę bo dałbym sobie ją obciąć mówiąc że to Wersminia. Byłem na niej w tym roku i wygląda identycznie. Pozazdrościć takiej dzikiej miejscówki...