Sandacz nocą

przemek 2011-10-02 Wyprawy wędkarskie

...
Weekend... miały być rybki i wdychanie świeżego powietrza... ale cóż życie składa się nie tylko z wędkowania ale też z rodzinnych i ojcowskich obowiązków. W czasie gdy Kiks1972 przewalał sobie szczupaki siedząc w łódce na rzece Bug ja z córką Patrycją bawiłem się na placu zabaw. Krzysio troszkę mnie dobił opowiadając przez telefon jak fajnie żerują szczupaki które tak bardzo lubię łowić... szkoda że nie mogę się dołączyć ze swoim gumiakiem ale cóż...

Wieczorem przez GG kontaktuję się z Mariano Italialno i wspólnie rozprawiamy na temat łowienia sandaczy. Z każdej strony docierają do nas info o ich aktywności. Co kilka dni jak nie bysior to Colednik dowalają sandałem. A ja nawet nie mogę się nad rzekę wyrwać z domu. Wtedy do głowy wpada mi pomysł, który postanawiam zrealizować. Jak nie kraść czasu przeznaczonego dla rodziny... PROSTE!!! Wystarczy wyrwać się w nocy lub tuż nad ranem gdy moje kochane baby śpią!

3:30 - środek nocy wychodzę po cichu do garażu. Auto spakowałem na wieczór, do bagażnika schowałem neoprenowe skarpety, które później miło grzały mi stopy. Na dworze ok. 8 stopni więc dość ciepło ale na grzbiet założyłem polar 200-tkę i Raptora, którego polubiłem bardzo po ostatnim deszczu, który mnie złapał nad rzeką. Sprzęt jak zwykle ten sam. Skoro noc to siłowe łowy, nie ma mowy tu o kompromisie a więc CD Taiaha 10" 10-42 20 lb PP 15 lb i Twin Power 4000 FA.

Dla smaku zestaw dekoruję 7 cm sandaczówką Widła zwaną przez Mariusza Widelcem. A więc udałem się od razu na początek opaski którą poprzedza zamulone i płytkie dość teraz zakole. Ryby od razu zdradzają swoją obecność bijąc miarowo to po środku zatoczki, to przy krzakach. Kilkadziesiąt rzutów woblerem w kierunku w którym słychać ataki nie przynosi rezultatu. Zaczynam obławiać opaskę. Rzucam ile mogę w dół rzeki ale nie na tyle mocno by wzbudzić świst plecionki i wędziska, podobno bardzo nie wskazany przy nocnych podchodach. Po cichu krok za krokiem schodzę w dół systematycznie czesząc kamienisko Widelcem. Nagle mocne przytrzymanie szarpie kijem w kierunku wody. Nawet już nie docinam bo czuję że ryba dość mocno szaleje na końcu zestawu. Kij znakomicie amortyzuje mocne uderzenia, myślę że ryba wali ogonem w plecionkę i zaczynam podejrzewać że to niezbyt okazały sum. Latarka w zęby i pompuję rybę w moim kierunku... za chwilę w świetle błyskają świecące oczyska... takie oczy ma tylko jedna ryba - sandacz. Rybę ląduje ręką i odkładam na pobliską trawę... Patrzę jak jest zahaczony i o dziwo po Widelcu 7 cm nie ma nawet śladu, otwieram delikatnie paszczę...

Zgadnijcie gdzie jest wobler??? Podpowiem ten nocny książę zjadł go dosłownie w całości, ledwo mi szczypce starczyły by go odpiąć, nie myślałem że sandacz aż tak potrafi głęboko zassać przynętę. Szybkie mierznie ryby 78 cm. Rybę wypuszczam do wody. Narobiła sporo zamieszania więc odczekuję ok. 15 minut. W tym czasie ślę mms-y do Mańka i Kiksa. Zakładam dla odmiany Salmo Sting 10 cm. Jednak wobler schodzi dużo głębiej i co chwilę łapię jakiś zaczep. Zmieniam znów na Widelec. Po kilku minutach mam silne trącenie lecz ryba nie trafia. Ponawiam rzut ale już bez rezultatu.

Idę opaską coraz niżej, zaczyna być coraz jaśniej, więc przyśpieszam by zdążyć obłowić koniec opaski, która również kończy się dużym zakolem. Pozostaje mi ok. 50 m opaski przed wlewem w zakole. Kładę wobler na wodzie, znów silne uderzenie i podobne odjazdy więc jestem już przekonany, że to kolejny sandacz. Latarka w zęby i czekam na kolanach na rybę która nie ma ochoty zbytnio mnie poznać. Śpieszę się z tym holem, bo zaczynam słyszeć nad rzeką głosy wędkarzy, którzy krzyczą do siebie co chwilę "Kurw... chu..." ewidentnie fachowcy ciężkiego łowienia. Po chwili słyszę uderzające o wodę ciężkie koszyki i dzwonki. Rybę ląduję znów ręką, podbieram ją delikatnie pod brzuch. Szybko kładę na trawę i mierzę. Równe 70 cm!

Rybę szybko wypuszczam do wody i zaczynam robić natychmiastowy odwrót gdyż kontem oka widzę innych spiningistów gramolących się na opaskę. W spokoju ducha mogę jechać do domu bo to czego nie złowiłem na pewno przepłoszyłem holem.

Tak więc można pogodzić rodzinę i wędkarstwo! Wystarczy wstać o 3.30!

Wodom cześć!

przemek

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (8)

Paweł, 2011-10-03 12:56:16
Przemek, cudo przygoda, piękne sandacze:hura: Trafić taki duet 70-80 cm w tak krótkim czasie - rewelka:hejka: Gratulacje i poławiaj tak dalej:kwiatek:
Bizonik, 2011-10-03 14:55:08
Fajnie opisany wędkarski szybki wypad a na dodatek jest dowodem że dla chcącego nić trudnego i da się wyrwać z rodzinnych sideł. Gratki Przemek fajnych sandaczy i czekamy na większe.
gusto, 2011-10-03 18:16:25
Fajowo połowiłeś kolego wielkie:oklasky::oklasky:."Wilk syty,owca cała"
garbus, 2011-10-03 18:19:34
Przemo :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: łów i pisz chłopie:ROTFL:
bysior, 2011-10-03 23:28:10
Przemo - takie dwa kabany złapać na jednej wyprawie... :muza::aparat::muza::aparat::muza: miały szczęście że trafiły na Ciebie! :hura: Piękne ryby, super relacja - wielkie brawa Bandzior :hura: :okok: :oklasky:
Mariano, 2011-10-04 22:50:43
Piękny połów Przemo.Ogromne gratki za wytropienie i skuteczy połów takich klocków.Życzę dalszych sukcesów
Blanek, 2011-10-05 10:20:47
Gratki! Extra połów!
adam-z82, 2011-10-06 21:12:35
"Nocna zmiana":) Świetny wynik:oklasky::oklasky::oklasky: