Rzecz o szczupaku

Paweł 2011-04-20 Opowiadania

...
Szczupak, szczupak, szczupak…

Niewątpliwie jest to herbowa ryba drapieżna, nieodłącznie kojarzona z moją ulubioną metodą - spinningiem.
Pewnie jakby przeprowadzić ankietę wśród społeczności niewędkarskich - szczupak też by wygrał jako najbardziej znana ryba…

Co właściwie tak bardzo wyróżnia szczupaka wśród innych ryb?

Piękne, cętkowane ubarwienie, torpedowaty kształt, kaczopodobna paszcza z ogromnymi zębami, złowrogie spojrzenie! Czyli cały przekrój emocji, od piękna do grozy…
Szczupak dodatkowo budzi emocje dzięki krążącym legendom, że w jakimś jeziorku pożarł wszystkie kaczki, a na kąpielisku zaatakował pastuszka przepędzającego bydło na drugą stronę rzeczki… i wiele, wiele innych historii……

Zacznijmy od tego, że ja…… szczupaka nie lubię!

Często się zastanawiam dlaczego tak jest. Tak do końca nie wiem, ale mam swoje przypuszczenia….
Bo jedno to jest fakt, że nie lubię, ale dwa, że chyba nie umiem.
Otóż wydaje mi się, że jestem uwikłany w ciąg, z którego wyjścia nie ma. Nie lubię łowić szczupaka. Więc rzadko go łowię i złapać nie mogę. Więc tym bardziej go nie lubię…
Wdawałoby się, że z tego wyjścia nie ma!

Ale paradoksalnie mam bardzo dużo wspomnień „szczupaczych”.

Pierwszego w życiu szczupaka pamiętam jak dziś.

Wieledziesiąt lat wstecz.
Wiślana główka (ówcześnie jedna z dwóch - teraz jest ich siedem!), przed wieczorkiem, ośmioletni szkrab (to ja) z bambusem w ręku łapie ukleje. Nagle przy samych kamieniach gejzer wody, starszy brat mówi, że to szczupak. Szkrab akurat wyciągnął kolejną ukleję, nie wiedząc co robi puścił ją szczupakowi pod nos. I od razu poczuł, że coś ciągnie. To szkrab ciągnie też! Do góry i od razu na brzeg. Malutki szkrab, malutka uklejka, malutki haczyk, wieeelki szczupak!!! Pół metra nie miał na pewno, ale i tak potwór! Szkrab w domu jak bohater, brat zły, zazdrosny, mówi, że przypadek itd…
I pamiętam to jak dziś! Super, że człowiek ma takie wspomnienia!

Szczupak_1


Na drugiego szczupaka czekałem ze dwa lata chyba...
Tym razem był to już szczupak wyspinningowany!
Jako dziesięciolatek stałem się posiadaczem szklanego spinningu produkcji polskiej, z metr osiemdziesiąt długiego, do tego bodajże kołowrotek Delfin z tęczówką pewnie zero dwadzieścia pięć, i chyba ze dwie obrotówki. I pamiętam jak chyba podczas drugiej wyprawy ze spinningiem nad Wisłę coś pociągnęło. Sam nie wiem jak go wyciągnąłem, miał 43 cm (wtedy wymiar był 40 cm).

I dla przeciwwagi - wspomnienie jak najbardziej współczesne, pierwszy szczupak ubiegłego sezonu.
Maj 2010. Dorosły wędkarz wybrał się na szczupaki do Szwecji. Pierwszy kij castingowy, pierwszy multiplikator, pierwsze jerki, kombinezon pływający na grzbiecie, echosonda na pokładzie. Świadom praw i obowiązków wędkarskich. Tydzień polowania na szczupaki. Ba, tydzień polowania na metrówkę. Na metrówkę, których pływa tam całe mnóstwo. I co? I nic! Wyłowione trzy czwarte metra – to wszystko!

Szczupak_2


Jakżesz różne to wspomnienia…

A może nie przepadam za szczupakiem bo mnie kilka razy pobił?

Przypomnijmy sobie…

Czasy w miarę współczesne, wiślany wartki przelew, stoję sobie po krawędź woderów i staram się skusić bolenia. Branie, zacięcie, jest! Dość szybko okazuje się niestety, że to szczupak. Taki ok. 70 cm. No tak, tylko jak go podjąć na takim przelewie? Rapkę można odczepić w wodzie, a toto przynętę ma nieco głębiej w przełyku, a i zęby jakieś takie ostre . Próba złapania go za kark kończy się głębokim płynnym wsunięciem dłoni pod pokrywy skrzelowe! Jakżesz ja się wtedy cieszyłem, że łapię na Wiśle. Ilość krwi jaka zabarwiła wodę poniżej, z pewnością w dorzeczu Amazonki przyciągnęłaby nieprzebrane stada piranii, albo i rekinka zwabiłaby z „pobliskiego” oceanu. I po wędkarzu zostałyby co najwyżej… woderki!
A następnego dnia, w pracy, jak opowiedziałem, że to rany od szczupaka – po ogromie obrażeń oceniono, że bestia musiała mieć metr z ogonkiem co najmniej!

Szczupak_9


Inny czas, inne miejsce. Narew, Święto Pracy, okolice Kikołów, piękna pierwszomajowa, „pochodowa” pogoda. Wyprawa z zamiarem pochwycenia szczupaka w celach konsumpcyjnych. I dziwna rzecz, udało mi się trafić takiego 50+, niestety dłoń miała kontakt z ząbkami delikwenta. Niby nic, ale… Prawdopodobnie duch drapieżcy postanowił mnie ukarać! Po dwóch dniach dłoń spuchła, rana się zaogniła, na trochę czasu wyłączyło mnie to z wędkowania. Nawet z zaświatów mnie dopadł!!!

Szczupak_3


I jeszcze jeden taki szczupaczy kwiatek, aczkolwiek tutaj rękę dołożyła kobieta, obca do tego.
29 kwietnia, sobota, parę lat temu. Tamtą sobotę część wędkarzy bezzasadnie uznawała za początek sezonu szczupakowego. Sytuacja trochę podobna do tegorocznej. Bo to dwa dni wolne od pracy przed pierwszym maja skracają okres ochronny. Ja byłem innego, poprawnego zdania i za to zapłaciłem srogo.
Bużysko, z kolegą próbujemy na troka zapolować na okonia. Wziął mi szczupak, taki z 55 cm. Podczas próby wypuszczenia kolega zgłasza chęć wzięcia drapieżnika. Odmawiam oczywiście i po lekkim buziaku (szczupaka, nie kolegi!) wypuszczam rybę. Parę minut później kolega rozmawia przez telefon z żoną. Szanowna małżonka, dowiedziawszy się o wypuszczeniu szczupaka sklęła mnie, bo miała chęć na smażoną rybkę. Jak się potem okazało – nie sklęta, tylko urok chyba jakiś uczyniła i klątwę na mnie rzuciła, czarownica jedna! Otóż, następnego dnia, w niedzielę na rybki nie poszedłem, nie mogłem, ale pierwszy, drugi i trzeci maja miały być moje!!! W poniedziałek z rana zameldowałem się na innym starorzeczu Bugu, a po godzinie dzwoniłem do domu. Żeby po mnie przyjechali, leżę pod drzewem i sił nie mam! Przyjechali, delikwenta zabrali. W domu okazało się, że gorączki 40 stopni, są objawy…. grypy żołądkowej! Kto cierpiał – wie czym to skutkuje…. I tak początek sezonu szczupakowo – boleniowego przeleżałem w łóżeczku! A pogoda za oknem piękna była tamtej wiosny, oj piękna!!!

Szczupak_4


I jeszcze inny przypadek, mniej drastyczny, ale wstydliwy nieco.
Późnojesienne spotkanie kilku Drakersów nad Wkrą. Chodzimy stadem, gadamy, trochę rzucamy. Doszliśmy do lekkiego, niegłębokiego zakrętu. Pierwszy dopadam miejscówki, rzucam. Raz, drugi, piąty, dziesiąty…. Nie ma szczupaka, odpuszczam. W moje miejsce wchodzi mario. Pierwszy rzut i… jest, oczywiście szczupak. Co z tego, że nieduży. Naturalnie wytłumaczyłem to zdarzenie kunsztem kolegi, a nie moim nieudacznictwem! Drakersi w kunszt Mariusza uwierzyli, ale co do mnie swoje wiedzieli (leszcz szczupakowy!).

Szczupak_5


Tak sobie powspominałem i się zastanawiam.
Bo chyba szczupaka to ja może jednak lubię? Tyle wspólnych przeżyć!

Ja go tylko i po prostu ŁOWIĆ NIE LUBIĘ!
A właściwie – NIE LUBIŁEM!!!

Bo to co do tej pory napisałem o negatywnym odbiorze szczupaka – napisałbym jeszcze rok temu. Ale od tego czasu minęło sporo czasu……
Czas, który dość istotnie zmienił moje podejście do tego herbowego drapieżnika.
Ale może po kolei…..

Wspomniany już wcześniej wyjazd do Szwecji przewartościował moje spojrzenie na szczupaka. Przewartościował pozytywnie!
Ileż ja tam widziałem tych bestii! Jak pięknie prezentuje się około metrowy szczupak wylegujący się na płyciźnie czy przemykający pod łódką. Jak serce wędkarza skacze do góry, gdy widzi wielki cień drapieżnika podążający za przynętą. Jak tenże wędkarz widzi już oczami wyobraźni piękne fotki z metrową bestią! I jak czuje się bezradny, gdy szczupak zatrzymuje się tuż koło łódki, gapi się, no i odpływa majestatycznie, nie tknąwszy oczywiście wabika dla niego przygotowanego.
Ktoś mógłby spytać: a gdzie tu pozytyw?
Ano jest i to wielki!

Żeby to wyjaśnić na chwilę odejdę od naszego bohatera i niby bezsensownie posłużę się przykładem… łowiska specjalnego. Całe lata miałem negatywne mniemanie o tego typu wędkowaniu, unikałem dokładnie tak jak połowu szczupaka. Aż dwa sezony temu musiałem połapać na takiej wodzie. Spotkanie Drakersów było przynętą nie lada. Połowiłem bardzo ładnie, piękny amur, kilka karpi… Spodobało mi się, ale i utwierdziło w przekonaniu, że to zbyt łatwe. Ale kolejne dwie tam wyprawy zakończyły się dokładnym zerem, nic nie złapałem! I wbrew pozorom pozwoliło to spojrzeć na łowiska specjalne trochę inaczej. Nabrać szacunku do takiej wody!

To samo stało się podczas szwedzkiej przygody. Jechaliśmy tam i licytowaliśmy się, kto złapie pierwszy metrówkę. A tu figa! Było mnóstwo szczupaków w wodzie, było kilku po zęby wyekwipowanych doświadczonych wędkarzy… A szczupaki były mądrzejsze!
Takie doświadczenia pozwalają nabrać szacunku do tego zębatego drapieżcy, spojrzeć na niego z należną mu pokorą. Nie taki szczupak łatwy jak go postrzegają!

A im dalej w zeszły, 2010 rok – tym chętniej zacząłem nastawiać się świadomie na szczupaka.
Ja, wróg łowienia szczupaków, zacząłem je łowić. Najpierw przez przypadek chyba, później już bardziej świadomie. I nawet, o dziwo, skutecznie!

Lipiec, upały ponad miarę, pontonowy spływik wiślany. Drapieżniki pochowane, boleń nawet nie uderzy. Zdesperowany postanawiam popływać po klatkach między główkami, choć to wydaje się nielogiczne w taki upał. I jakie zdziwienie, pięknie żeruje… szczupak właśnie. Udało mi się kilka wyjąć, największy miał prawie 70 cm.

Późne lato, trolling. Świadomy cel: szczupak! W dwa dni złowionych kilkanaście szczupaków! Dla mnie bomba!

Szczupak_6


Koniec września, piechotą nad Wisłą. Trzy złapane szczupaki, wszystkie z opadu. Ekscytujące, pstryknięcia równie pięknie jak sandaczowe!

Szczupak_7


Zalew Zegrzyński, kolejne spotkanie Drakersów, łódka. Nudzi mi się trok, do tego współtowarzysz łowi pięknego sześćdziesiąt plus pięć, zmieniam na obrotówkę trójkę, może jakiś szczupak siedzi pod grążelami. Siedzi! Nieduży, pięćdziesiątak, ale mój!

Szczupak_8


Początek października, Gnojno. Nasilający się wiatr każe mi się schronić w zatoce. Kiedyś nadal próbowałbym kusić okonie. Ale teraz z premedytacją obrotówka czwóreczka i w kwadrans dwa pobicia szczupacze, jeden wyholowany!

I pomyśleć, że trzeba było wybrać się do szczupaczego eldorado – Szwecji, tam zostać pobity przez szczupaki, żeby nabrać do nich szacunku, no i nabrać chęci na ich połów!
Nie łowię zbyt dużych szczupaków, to fakt.
Ale zaczęło mnie cieszyć, że w ogóle je łowię! A okazy może przyjdą wraz z narastającym doświadczeniem.

Szczupak_10


Ale ten zachwyt szczupakiem nie oznacza wcale, że przestałem lubić inne drapieżniki. No nie, aż tak to mnie jeszcze nie walnęło!
Nadal uwielbiam okonie, nadal pasjami zapoluję na bolenia, nadal chcę tropić sandacza o zmroku czy poczekać na nocną przygodę z Panem Sumem.

Natomiast jestem już w stanie poświęcić część wędkarskiego dnia na celowe próby skuszenia cętkowanego drapieżnika z kaczopodobnym pyszczkiem…….

Szczupak_11


Bo szczupak to taka nawet FAJNA ryba jest!!!

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (13)

Kaz, 2011-04-20 21:45:50
Pawełku super jak zawsze :oklasky::oklasky::oklasky:
colednik, 2011-04-20 22:06:15
pewnie, że fajna ryba jest!!! ps. a na pierwszym zdjęciu od razu widać, że to TY:P
Wozik77, 2011-04-20 22:21:47
No Pawełku. Piękne historyje nam tu opowiedziałeś, a już pierwsza fotka z lat dziecięcych poprostu bomba !!! :oklasky: Ile ja bym dał, aby mieć fotkę swojego pierwszego Kaczo-dziobego. Powiem Ci, że wnioskami swoimi podbudowujesz moje ego. Juz dawno temu, podziwiając Twoje drapieżne trofea ( jak i inych SpecDrakersów) zacząłem myślec, że jam jest "spinningowy Leszcz", bo głównie za szczupłym się uganiam i choć łowię go regularnie z roku na rok z lepszymi wynikami ilościowymi i jakościowymi, to przecież to tylko szczupak - potocznie określony jako najłatwiejsza ryba do złowienia na spining, zawsze i wszędzie. Jesli z ust Twoich płynie teza, że taki dyżurny połów to z niego nie jest, to tylko przywracasz mi wiarę w swoje umiejętności :hura: Za co Ci dziękuję :luzik: Jako, że mam trochę znajomości wśród populacji tego gatunku,w podzięce za ten artykuł postaram się załatwić Ci parę szczupakowych, efektownych brań na majowy czas. :luzik: Gratulacje Paweł ciekawego tekstu i życzę Ci w tym sezonie wielu, wielu wspaniałych ............................................. SANDACZY ;););) :D
galieni, 2011-04-21 07:07:28
fajnie opisane 80% moich wyjazdów na ryby to gonitwa za szczupakiem
tymon, 2011-04-21 07:37:50
Jak zawsze super :oklasky: A pierwsza fotka bomba :hura: Jak bym spotkał takiego dzieciaka teraz nad wodą, nad Wisłą, rzekłbym - siema Pawełku :D Nie ma innej opcji, cały Paweł. Dla mnie szczupak to częściej przyłów niż zamierzony cel :bezradny: Chodziłem kiedyś za nim sporo, ale to było kiedyś a teraz bardzo rzadko. To jest taka dla mnie odskocznia, jak Wisła wielką wodą płynie, bez możliwości na niej połowienia. Wybieram się wtedy na pobliską rzeczkę, jeziorko. Od tak, dla relaksu.
bysior, 2011-04-21 08:21:18
Pawełku genialny tekst! :hura: :zacieszacz: :oklasky: Świetnie się czytało... i chyba przeczytam go sobie jeszcze raz!!! :D Pierwsze zdjęcie po prostu bomba!!! Ten uśmieszek Dumnego Łowcy pozostał do dzisiaj! :D:D:D Powiem szczerze, że również nie przepadam za szczupakami... na szczęście nie z powodu odniesionych ran ;) Może dlatego że nie złowiłem jeszcze żadnego potwora i nie wkręciłem się w łowienie szczupaków z pełną premedytacją... są u mnie one praktycznie zawsze przyłowem z sandaczowych miejsc... Ale po przeczytaniu Twojego artykułu i obejrzeniu tych fajnych fotek ze szczupaczymi wspomnieniami... może 1 maja wybiorę się na polowanie.... Pawełku jeszcze raz gratuluję świetnego tekstu, życzę Ci w tym sezonie, podobnie jak Piotruś, wielu wielkich SANDACZY!!!! :hura::hura::hura::hura::hura:
sacha, 2011-04-21 08:24:39
Mój pierwszy kontakt był dosyć bolesny. Pacholęciem będąc byłem z matką nad ZZ w Jadwisinie na wczasach.Cały czas spędzałem nad wodą plącząc się koło wędkarzy.I właśnie jeden z nich złowił szczupaka,wielkości oczywiście nie pamiętam ale był olbrzymi jak dla mnie. Ryba leżała na pomoście a ja chciałem zobaczyć czy ryba ma ostre zęby i włozyłem dłoń na której szczupak zacisnął paszczę.Zęby wbiły się i w wewnętrzną i zewnętrzną stronę dłoni. Bolało jak 100 sq......ów (chociaż wtedy pewnie nie przeklinałem),wiem że paskudziło się bardzo długo,łapa pozawijana jak rakieta tenisowa.Od września poszedłem do szkoły ale naukę pisania rozpoczynałem chyba z miesięcznym opóźnieniem bo z opatrunkiem trudno było pisać.
Paweł, 2011-04-21 09:15:29
Hmmmmmmm....:mysli: Tekst o szczupaku, a życzą mi wielkich, wspaniałych.... sandaczy:nerwus: Czyli nie dali się oszukać, skubańce:hura:
Robson, 2011-04-21 09:38:46
Pięknie się czyta Twoje teksty Pawełku do porannej kawki Mi osobiście maj kojarzy się głównie z Kaczym. Chłodne jeszcze poranki i palące słońce ok 10-11. Wielokrotne powroty o kiju na śniadanie a często komplet pięknych brań w ciągu 30 min!! Zeszłorocznej jesieni Kolega poławiający na obrotówki wielokrotnie sromotnie stłukł mi dupsko ...ja natomiast - twardo... biała gumka... Ale w listopadzie piękny sandał mi wszystko zrekompensował W 2011 celem jest poznanie sandacza ale maj zarezerwowany jest dla Pana Zębatego
waldi-54, 2011-04-21 12:20:42
Paweł jestem w kłopocie, bo co bym nie napisał o przeczytanym tekście i tak będzie to za mało aby wyrazić co odczuwam czytając twoje artykóły. Pozostają tylko:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Pozdrawiam i czekam na następny tekst. waldi-54:papa2:
rapa, 2011-04-21 16:21:17
Fotografia z dzieciństwa jest genialna :oklasky: Żałuję że ja takich nie mam i moje wędkarskie zdjęcia zaczynają się dopiero od ery cyfrowych aparatów. Jak zwykle miło i przyjemnie się czyta a dwa zdjęcia doskonale pamiętam
adam-z82, 2011-04-21 21:55:08
:oklasky::oklasky::oklasky:za wspomnienia. Szczupak=spinning:okok:Tak było,jest i będzie. Paweł.A ja ci życzę Wiślanej metrówy:hejka: Sobie zresztą też:ROTFL:
moczykij, 2011-10-17 08:42:43
Świetny tekst :oklasky::oklasky: Bez apelacyj nie - Szczupak to FAJNA ryba jest :oczko: