Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Wyprawy wędkarskie

Rapy jadą do Szwecji cz. II

Autor: rapa, opublikowano 2010-08-03 22:58:43
komentarze: 1, wyświetleń: 583

--

Tego popołudnia na najniższych obrotach silnika oddalaliśmy się od naszych towarzyszy, celem zbadania przeciwległego brzegu. Uzbroiliśmy nasze castingowe wędziska w woblery Shimura M45, 12.5cm o masie 25g, pozwalając im na spacer na 30m smyczy za łódką. Po paru minutach poczułem uderzenie i pulsowanie na kiju. Szybkie zacięcie i już wiedziałem, że na wobler połakomiła się niezła sztuka. Po kilkunastu sekundach ryba odpuściła. Wybierając luz linki zastanawiałem się czy się wypięła. Miała na to marne szanse bo Shimura w tym rozmiarze wyposażona jest w trzy kotwice. Wątpliwości zniknęły, gdy szczupak wykonał piękną świecę potrząsając łbem zaledwie 10m od łódki. Już wiedziałem, że ten mi nie ucieknie. Podprowadziłem rybę do burty i poprosiłem Pawła o pomoc w podebraniu. Chwytak dobrze zapiął rybę i już cieszyłem się z pierwszego Szweda. Był spory, waga wskazała 5kg, zwróciłem uwagę na duże rany na brzuchu. Widać było, że grasują tam większe okazy.

Pierwszy szczupły wrócił do wody lizać rany po spotkaniu z starszyzną gatunku, a my płynęliśmy dalej. Nie zdążyłem się dobrze usadowić w łódce, a już Paweł zameldował branie. W takim tempie mogliśmy nie dopłynąć na drugi brzeg do zmroku, ale cóż zrobić jak ryba bierze ;). Naszykowałem aparat, a Paweł sprawnie doprowadził rybę w zasięg obiektywu. Musiał się wyszaleć zanim trafił w ręce Pawła. Zrobiliśmy fotkę i ryba wróciła do wody, a my dalej próbowaliśmy osiągnąć drugi brzeg. Gdy zastanawiałem się jakimi gumami obławiać głazy, Paweł znowu zasygnalizował branie. Zrobiło się troszkę nudnawo... ;).
Oczywiście żartuję, bo szczupak nieźle dawał w kość i hamulec Team Daiwy co raz musiał popuszczać linkę.

Przepychanki trwały dobrą chwilę ale w końcu wygrał większy ;) Ruszyliśmy dalej, a brzeg był dobre 100m od naszej łodzi. Wtedy poczułem potężne uderzenie. Widząc co się dzieje spodziewałem się brania i byłem skupiony, ale nagły atak prawie wyrwał mi wędzisko z ręki. Ryba okazała się dużo większa niż poprzednia i przy gwałtownych odjazdach krótki dolnik wpijał mi się w przedramię. Szkoda że nie na Xenodonie usiadła ? skomentował Paweł.
Ja nie żałowałem i po paru odjazdach ryba zamurowała się przy samej łodzi. Krótkie pompowanie i łeb pojawił się na powierzchni. Już wiedziałem, że pobiłem swoje rekordy. Przy próbie podebrania chwytak ześlizgnął się i ryba wściekle zanurkowała pod łódź. Była już zmęczona i szybko udało się ją ponownie podprowadzić pod burtę. To było trafienie bez pudła i już mogłem poczuć słodki ciężar swojego nowego rekordu.

Po odhaczeniu ryba wróciła do wody. Udało nam się dotrzeć na drugi brzeg zaliczając na tym krótkim dystansie 4 szczupaki. Echosonda wskazywała bardzo duże skupiska ryb w środku toni. Spróbowaliśmy gum, a szczupaki brały z pierwszego podbicia przynęty i szybko wracały do wody.

Po zaliczeniu kompletu brań postanowiliśmy wracać i wymienić się wrażeniami z resztą ekipy. Nie zdziwiło mnie gdy po drodze zostaliśmy ponownie zaatakowani . Tym razem dwie sztuki wykazały zainteresowanie naszymi przynętami.
W domku już czekali Kazio ze Sławkiem. Spłynęli wcześniej od nas, ale również zaliczyli komplet a wymiar wszystkich okazów był bardzo podobny. Przejrzeliśmy wpisy do księgi gości i wszyscy wędkujący na przełomie lat byli zadowoleni. Niestety nie było wzmianki na temat okonia. Za to płocie gryzą ponoć całkiem ładnie przy samym domku. Po turystycznej kolacji postanowiliśmy, że i w następnym menu znajdzie się smażona ryba. Nasi gospodarze poinformowali nas o zasadach zabierania ryb, na nas czterech mogliśmy zabrać jednego szczupaka z tym że nie mógł być on mały. Troszkę inaczej niż u nas, ale nie dyskutuje się z gospodarzami. Z tego co zrozumiałem, duży okaz zjada małe więc wolą by zabierano dużego, a małym pozwolono rosnąć. Biorąc pod uwagę wyniki, z zaledwie trzech godzin pływania, mogłem się pod tym rozwiązaniem podpisać. Zostawiliśmy naszych kolegów na brzegu i popłynęliśmy rozpalić palenisko w domku na wyspie. Kołdry zostawione przez Szwedów są wyjątkowo krótkie, a jak mówiła gospodyni noce potrafią być naprawdę zimne.

Jak się okazało rano, domek równie szybko się nagrzewał jak schładzał. Wstaliśmy trochę zmarznięci, piecyk był zimny jak lód, w domku jakieś 5 stopni. Kawa na rozruch i sprzęt do łodzi. Pomost na drugim brzegu był już pusty, także Chełmno walczy gdy Warszawa śpi. A efekty mieli całkiem niezłe... Popłynęliśmy w drugą stronę sprawdzić wody na zachód od wyspy. Widzieliśmy wcześniej miejscowego wędkarza, który wracał do domu z piękną metrówką.
Zaczęliśmy pechowo, rekach Pawła pęknął aluminiowy uchwyt od mocowania przetwornika echosondy. Szybko jednak poprawiliśmy sobie humor.

Sporo się działo tego dnia. Jeden ze szczupaków tak zachłannie zaatakował przynętę, że stał się idealnym kandydatem do zaproszenia na kolację. Szczupły przyrządzony przez Kazia smakował i współgrał wyśmienicie z sałatką z pomidorów i złocistym napojem, jakże niezbędnym przy konsumpcji. Okazało się, że smażona ryba ma jeszcze jednego zwolennika, który zwabiony jej zapachem przybiegł na darmowy poczęstunek. Mały mięsiarz bardzo się spoufalił i zabierał kąski z ręki. Wszystkim smakowało więc wypłynęliśmy po raz drugi. Obok szykował się miejscowy wędkarz. Był bardzo sympatyczny więc wymieniliśmy się uwagami odnośnie przynęt i najlepszych miejsc. Powiedział nam, że okonie są teraz na tarle ale normalnie trafiają się 50ki i to w dużych ilościach. Popołudniowe wyniki były całkiem niezłe.

Po kolacji poszliśmy spać. Jak się później okazało trzeci dzień naszej wyprawy miał się różnić od pozostałych. Wypłynęliśmy około 10.00 kierując się przez najgłębsze miejsca na wschód od wyspy. Żeby nie robić pustych przepłynięć, na smyczy spacerowała widoczna na powyższym zdjęciu shimura. Nagle poczułem uderzenie tak mocne, że prawie straciłem kij. Ponieważ płynęliśmy bardzo powoli nie było mowy o zaczepie. Paweł od razu zatrzymał silnik łodzi i zaczął szukać kamery. Napastnik z ogromną siłą wyciągał plecionkę, a ja zauważyłem, że łódka się przesuwa. Byliśmy holowani przez rybę! Coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy. Ryba siadła na dnie, niewiele pomagało pompowanie, kij wyginał się po samą rękojeść, a ona ani drgnęła.. Pomyślałem że poszła w głazy i zaplątała tam plecionkę, gdy niespodziewanie ruszyła z ogromnym impetem, a my z łódką za nią. Żałowałem mam krótki dolnik który wbijał się boleśnie w przedramię. W tym momencie popełniłem największy w swoim życiu wędkarski błąd. Dokręciłem hamulec by ryba nas nie ciągała po jeziorze. Jak zapewne się domyślacie plecionka (15kg) przy kolejnym zrywie ryby strzeliła, a ja prawie dostałem kijem w nos. Zanim ochłonąłem i przemyślałem sobie wszystko minęło dobre pół godziny. Potężne branie i od razu odjazd. Tak nie brały tutejsze szczupaki, które dawały o sobie znać niedaleko od łodzi. Może sum, bo też podobno się tam trafiają, ale hol nie przypominał walki z sumem. Po prostu plecionka strzeliła, a przypon z shimurą odpłynął w pysku potwora z Fiolen.

Reszta złowionych tego dnia ryb nie zrobiła na mnie wrażenia - po prostu były. Cały czas miałem w głowie tę jedną, której udało mi się uciec. Idąc spać obmyślałem jak by ją tu przechytrzyć. Kolejny dzień naszego pobytu przeznaczyliśmy na obmyślenie strategii i relaksacje w bastu, czyli szwedzkiej saunie. Puzio fotografował piękną przyrodę a Kazik zajęty był przygotowywaniem na obiad reszty szczupaka. Oczywiście, jak tylko w powietrzu rozniósł się zapach smażonej ryby, zwabiło to naszego pupila. Nie przyjmował odmowy i nie dawał się przegonić. Kolejny dzień spędziliśmy na regeneracji sił przed ostatnimi dniami pobytu. Sauna, hamak no i oczywiście popołudniowe spinningowanie. Niektóre szczupaki ciężko było zaprosić do łodzi... a inne nie bardzo chciały jej opuścić :)

Tego dnia testowaliśmy systemy zbrojenia martwej rybki power-on Cormorana, efekty były niesamowite, przez 30 minut mieliśmy około 10 brań potem niestety skończyły nam się wkłady (płoteczki 15-20cm). Zmęczeni spłynęliśmy na wyspę, przygotowaliśmy matchówkę na płoteczki i uruchomiliśmy ogrzewanie w domku. Po kilku minutach mieliśmy już dostateczną ilość przyszłych trupków i jak się później okazało, jedynego złapanego w czasie naszej szwedzkiej przygody - okonia.

Poranek był wyjątkowo chłodny i wymagał przybrania iście jesiennych strojów. Dzień przeznaczyliśmy na wędkowanie głównie gumami i zestawami z martwą płotką. Jak się okazało Paweł miał dwa razy więcej brań spiningując systemem, niż ja na gumy podawane na lekkich główkach. Niestety okazało się że baterie, nie ładowane od pewnego czasu, omówiły posłuszeństwa i fotografowanie musimy sobie odpuścić. Przelotne opady deszczu i wiatr skłaniały raczej do pozostania w domkach i wędkarskich opowieści. Jak się okazało Kaziu i Sławek nie tracili czasu, co zaowocowało kilkoma szczupakami i bazą do obiadu. Z ich relacji dowiedzieliśmy się, że miejscowi wędkarze również odnieśli sukcesy. Ostatni dzień poświęciliśmy na wędkowanie w głębszej części jeziora. Tego dnia również Kazik zmierzył się z "rybą życia", po długiej walce na kamieniach przetarł się przypon. Widziałem co z niego zostało ... Sławek odnotował parę szczupaków, wszystkie oscylowały w granicach metra.

Razem z Pawłem nie nudziliśmy się, szczupaki brały doskonale jakby wiedziały, że jutro rano wyjeżdżamy. Wieczorem zaczęliśmy rozbrajać kije i pakować nasze torby. Rano czekała nas pobudka i sprzątanie domków, które musieliśmy zdać do godziny 11.00. Tym pięknym widokiem mogliśmy pożegnać się z jeziorem Fiolen.

Nasi gospodarze żegnając się z nami nie mieli żadnych zastrzeżeń i zapraszali nas w przyszłym roku. Ostatnio coraz częściej zdarza się, że za granicę wyjeżdżają ludzie, delikatnie mówiąc niereformowalni, zachowujący się na łowisku jak na własnym folwarku. Trzeba pamiętać że na razie jesteśmy mile widziani za granicą, ale może się to szybko zmienić gdy nasi rodacy będą przynosić wstyd polskim wędkarzom. W drodze powrotnej zwiedziliśmy Vaxjo i Kalskrone. Prom przybił do portu dopiero o 20.00.

Rejs przebiegł łagodniej, większy prom znacznie mniej bujał. Natomiast trasa Gdynia - Warszawa tragedia, roboty drogowe i ruch wahadłowy znacznie wydłużyły oczekiwanie naszych stęsknionych rodzin.
Żegnając się z chłopakami snuliśmy plany na przyszły rok, może Norwegia, Hiszpania albo Rumunia. Bo do Szwecji wrócimy na pewno nie raz.

Na koniec chciałem podziękować Puziowi za zorganizowanie całej eskapady. Spisał się lepiej niż biuro organizujące wyprawę ;), Kaziowi za miłe towarzystwo, a przede wszystkim za transport naszej ekipy. No i oczywiście mojemu wspólnikowi Pawłowi za asystę na łódce i zmywanie naczyń :).

Informacje o autorze

rapa

Na Shrapie jestem od 2008 roku choć wydaje mi się że znacznie dłużej :) Interesują mnie przede wszystkim drapieżniki ale gdy tylko mam możliwość zasiadam przy karpiówkch. [attachment=107] Szwedzka majówka. [attachment=108] Spotkanie Team-Rapa. Wędkarstwo to dla mnie ucieczka od codzienności. [attachment=106] W wolnej chwili wraz z kolegami testujemy sprzęt wę...

Więcej informacji znajdziesz na blogu rapa

Skomentuj "Rapy jadą do Szwecji cz. II"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (1)

Skomentował Robson, 2011-04-15 12:26:37

Rapa, czy mógłbyś podesłać mi dokładniejszą specyfikację tej Słynnej ShimuryUsmiech

--
Pozdrawiam,



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Blanek

@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd Haha @Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany Oko A i dzięki za wymyślenie WróBlanków Okok @ ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej