Powrót na stare śmieci

grisha 2012-08-30 Wyprawy wędkarskie

...
Ten rok miał być dla mnie inny niż wszystkie do tej pory. Miał być poświęcony wędkowaniu na lekki spinning kleni i jazi w Pilicy. Ku temu zakupiłem nawet dedykowaną tej metodzie wędkę, niewielki kołowrotek i skompletowałem pudełko woblerów. Niestety sytuacja rodzinna spowodowała iż wyjazdy nad rzeki były sporadyczne a czasu przeznaczonego na moją pasję było jak na lekarstwo. Złotym środkiem było znalezienie sobie miejsca na spełnianie swoich wędkarskich fanaberii blisko domu. Takie też znalazłem. Spiętrzenie niewielkiej rzeczki gdzie stawiałem swoje pierwsze wędkarskie kroki ...

Od tamtego czasu jeziorko dość mocno się zmieniło. Pozarastało i dość mocno się zamuliło. Jedyne co pozostało bez zmian to leśny klimat łowiska i jego zasoby. Od dawna wiedziałem, że wodę jeziorka zamieszkują dorodne karasie, liny i leszcze. Wiedziałem również, że łowisko jest trudne i chimeryczne, choć czasem cierpliwość i systematyczność potrafi być wynagrodzona. Chcąc osiągnąć choć niewielki sukces musiałem podjąć pewne działania.

Pierwszym krokiem było znalezienie sobie miejsca z trudniejszym dostępem dla przypadkowych wędkarzy, drugim zaś było przygotowanie sobie łowiska - oczka. Grabienie dna z zielska oraz wyrównanie brzegu pod stanowisko. Po tych działaniach przyszedł czas na ściągnięcie ryb w łowisko. Tu zdecydowałem się na systematyczne sypanie ziarnami zbóż, kukurydzy czy grochu. W połowie lata udało się w ten sposób ściągnąć w łowisko ładne leszcze i złowić kilka sztuk w przedziale 46-51 cm. Leszcze to jednak wypadek przy pracy bo wśród wędkujących na tym jeziorku dawno nikt tu ich nie łowił i nie o nich dzisiaj napiszę.

Nadszedł koniec sierpnia. Mając możliwość wzięcia pod rząd trzech dni urlopu postanowiłem poranek każdego z dnia wolnego spędzić nad wodą. Celem miały być liny i karasie. Dwa gatunki które wyjątkowo cenię za wybredność, ostrożność i waleczność. 2 dni przed planowanym urlopem podsypałem miejscówkę ziarnami zbóż co by rybki znowu zaczęły się kręcić.

Szybko nadszedł dzień pierwszy, który dość mocno mnie rozczarował i sprowadził na ziemię. Mimo zastosowania sprawdzonej, markowej zanęty z ekstra dodatkami od świtu do zakończenia wędkowania udało się skusić tylko jednego niewielkiego karasia srebrzystego i parę płoteczek. Niespodzianką było wyłowienie z wody czterech raków.
na bezrybiu i rak ryba

Zupełnie inny był za to dzień drugi. Brania zaczęły się dość późno bo po 7 ale do godziny 10 udało się złowić około 10 karasi złocistych z czego jednemu brakowało tylko jednego centymetra bym wyrównał swój życiowy rekord. Wynik może nie rewelacyjny ale mocno mnie umotywował na kolejny dzień działań, który chciałem poświęcić "mojemu" bagienku.
najczęstszy gość na wędce

brakujący centymetr

żywe złoto

Dzień trzeci zaczął się katastrofalnie. Od 5 rano do 8 w łowisku były same płotki, które swoją wielkością nie pozwalały na zacięcie. Po 8 zaczęło się jednak coś "magicznego" dziać. W miejscu gdzie stały moje wagglery woda zaczęła bomblować i chwilę później wziął "złociak" +-20 cm. Zaraz po tym kolejne branie. Tym razem na kukurydzę. Po zacięciu rybka dość energicznie ruszyła w zielsko by po krótkim czasie ucieszyć mnie swoją obecnością w podbieraku. To linek, który miał około 30 cm jednak swoją walecznością dawałem mu blisko 40 cm. Po tym fakcie zmieniłem na obu wędkach przynętę na kukurydzę i po dłuższym czasie bezruchu spławików miałem się zwijać do domu gdy nagle jeden ze spławików zniknął pod wodą. Energiczne zacięcie i tym razem coś całkiem pokaźnego wyginało blank mojej wędki. Po jakimś czasie złoty bok ślicznego lina pokazuje się przy powierzchni a chwilę później rybka jest już w podbieraku. Po paru fotkach wraca z powrotem do wody tak i jego wszyscy poprzednicy. Może w przyszłym roku znowu się spotkamy ? Mam taką nadzieję, bo niestety wszyscy tam wędkujący decydują się zabierać złowione rybki.
mały rozrabiaka



do zobaczenia za rok !

Tym linkiem kończę dzisiejsze łowienie jak i całą trzydniową sesję nad jeziorkiem z lat młodości. Ostatnia rybka była pięknym podsumowaniem tych paru chwil spędzonych nad wodą. Warto jest poświęcić swój cenny czas i wrócić do czegoś co kiedyś dawało mnóstwo radości ...

grisha

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (8)

norbiko, 2012-08-31 13:26:41
Idź za ciosem... tak w skrócie można by nazwać zdobywanie wędkarskiej wiedzy czy odwiedzanie nowych łowisk. W gonitwie tej często zapominamy o naszych pierwszych (starych) miejscówkach, co jest zgoła czymś naturalnym. Dopiero gdy wydarzy się coś, co w jakikolwiek sposób ogranicza nas przed podróżami: brak czasu, sytuacja rodzinna czy w rezultacie brak brań na naszych ulubionych wodach, przychodzi wtedy refleksja i przypominamy o swoich starych miejscówkach. Pozdrawiam autora gratulując fajnego opisu.
bysior, 2012-08-31 13:46:50
Ja też mam coraz częściej chęć wrócić na stare śmieci - czyli w moim przypadku do przepływanki i narwiańskich leszczy... Teraz już trochę za późno ale w następnym sezonie... kto wie :bezradny: Fajne opowiadanie Grisha :muza: Gratuluję debiutu na Shrapie :oklasky: :oklasky: :oklasky:
gusto, 2012-08-31 15:03:47
Fajowo zawitać znowu na starych śmieciach ,każdy z nas ma takie miejsca ,do których planuje ,lub powraca.Gratuluje:oklasky::oklasky:
Bizonik, 2012-08-31 20:55:25
Gratuluje połowu. Cierpliwość i systematyczność czasem się opłaca. A woda nad którą wędkujemy ma to coś w sobie magicznego. Mam nadzieje że uda nam się jeszcze połowić nad jej brzegami.
anguiler, 2012-09-01 09:25:41
Ryby śliczne, takie swojskie, prawdziwie rodzime. Też bym chętnie usiadł na linka i karasia
waldi-54, 2012-09-02 19:00:08
Ach te złote rybki, wiele bym dał, aby móc złowić w swoim zalewie, choćby takiego małego, złotego karasia, niestety, jest to raczej nie możliwe, ostatniego swojego, złotego karasia, złowiłem, jakieś dwadzieścia lat temu, ważył 1,30kg, liny to i owszem nawet się trafiają. Super opowieść o wodzie z lat młodzieńczych, okraszona pięknymi fotkami, najpiękniejszych, oczywiście w moim odczuciu rybek. Brawo:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Pozdrawiam waldi-54:papa2:
Grisha, 2012-09-05 12:55:55
Dzięki za ciepłe przyjęcie mojego debiutu. Z czasem postaram się coś jeszcze od siebie napisać choć jako wędkarz generalnie spławikowy jestem Tu w mniejszej mniejszości :zawstydzony: pozdrawiam - Grisha
moczykij, 2012-09-06 08:52:21
Świetny debiut !!! Nie wiarygodne ale zdradziłem swoją najukochańszą Narew na rzecz zapomnianego przez Boga i kłusoli Żabiego dołu :krzyk: Moje STARE ŚMIECI :ROTFL: a kaczory tam gryzą aż miło ...