Podchody

nema44 2011-12-20 Opowiadania

...
Wziął! Wędka wygięła się, żyłka tnie powierzchnię wody, a duża ryba sunie pod prąd. Dostojne, pewne ruchy podwodnego siłacza upewniają mnie, że to ten, na którego polowałem. Tylko spokojnie, żyłka jest nowa, mocna, nie mogę panikować. Łatwo powiedzieć, trudniej zrealizować. Ręce i nogi drżą, a serce wali jak po długim biegu. Podciągam go pod stromy, piaszczysty, poorany korzeniami brzeg. Wyskakuje kilka maleńkich uklei, przerażonych wielkością drapieżcy. Gwałtowny zwrot ryby mąci krążącą wodę. Zdołałem zauważyć, że mały srebrzysty wobler tkwi na zewnątrz mięsistego pyska. Do diaska, żeby się tylko nie odhaczył! Jest jeszcze bardzo silny, walczy głęboko, przy piaszczystym dnie, które zamieszkują gromady tłustych kiełbi. Wyobrażam sobie, jaki popłoch musi tam wzbudzać. Jest naprawdę duży, większy niż myślałem.

Po raz pierwszy dojrzałem go w tym miejscu wczesną wiosną. Rozmiary wyskakujących po jego atakach ryb wzbudzały we mnie dreszcze. Nikt go nie niepokoił. Wiślana wyspa pełna chaszczy, drapiących niemiłosiernie dzikich jeżyn i „żelazek” zastawionych przez kłusowników na żyjące tu sarny skutecznie odstraszała wędkarzy. Aby się na nią dostać, musiałem brnąć zanurzony w wodzie, z ubraniami i wędką nad głową. W zimne dni przepływałem małym pontonem. Warto było. Głęboka, leniwie płynąca wśród zwalonych konarów woda gromadziła prawdziwe okazy. Latem podpływały one tuż pod wysokie brzegi, płosząc korzystającą z cienia drobnicę. Nierzadko trafiały się tu brania rekordowych sumów i sandaczy. Wśród przybrzeżnych korzeni czaiły się kilkukilogramowe szczupaki. Pamiętam, jak w ciepły, czerwcowy wieczór na dużego, jaskrawo pomalowanego woblera uderzył sum, który pozbawił mnie stu metrów żyłki 0,35 mm, zrywając ją niczym pajęczynę.
Podwodny wojownik

Wojownik, którego miałem na wędce, wybrał sobie za miejsce harców głęboki dół, wyryty przez nurt szumiący pośród sterczących z wody czarnych pniaków. Łowisko było piękne, choć jednocześnie niezwykle trudne technicznie. Wymagało od łowiącego dużej precyzji przy rzutach i prowadzeniu przynęty. Moje pierwsze próby podejścia ryby kończyły się fiaskiem. Wystarczyło jedno nieostrożne stąpnięcie, złamany patyk i ataki drapieżcy nagle ustawały. Woda stawała się „martwa” na długie godziny. Wszystko cichło, słyszałem tylko brzęczenie ciężkich od zgromadzonego nektaru trzmieli. Nie pomagał strój w wojskową panterkę ani powolne pełzanie w kierunku łowiska. Ryba była chytra, bardzo chytra.
Królowa...

Piękna o każdej porze dnia i nocy

Po wielogodzinnych obserwacjach odkryłem, że władca tego terytorium ma regularne niczym w zegarku okresy żerowania. Burzące wodę ataki zaczynały się o świcie i trwały przez godzinę. Później następowała wielogodzinna przerwa. Ryba ponawiała ucztę o godzinie 18 i kończyła ją wraz z zapadającym zmrokiem. Tylko ciche przedostanie się nad brzeg, w przerwie między żerowaniem, dawało szanse na możliwość zmierzenia się z tą wiślaną torpedą. Dlatego na łowisku pojawiałem się zwykle około szesnastej. Miałem dwie godziny na podziwianie dzikości żyjącej tu przyrody. Widziałem fascynujące polowanie żaby na chłodzące się w wilgotnym piasku owady, łowy ślicznie ubarwionego zimorodka, który chwytał pływające pod powierzchnią ukleje, czasami udało się podkraść rybom jakąś tajemnicę z ich podwodnego życia.

Polaryzujące okulary pozwalały dostrzec harcujące wśród narybku okonie, czy spasione jak prosiaki klenie, zżerające wszystko, co poruszało się niezdarnie po powierzchni płynącej wody. Adrenalina gwałtownie uderzyła do głowy po ataku cętkowanego zębacza na taplającą się przy brzegu mysz. To wszystko, choć kusiło i fascynowało, nie potrafiło zmusić mnie do zarzucenia wędziska. Byłem pewien, że zaraz odezwie się ten, który przyćmi wszystko, co dotychczas widziałem.

Zaczęło się! Pierwszy atak wyrzuca na brzeg kilka srebrnych rybek, które wyprężają się w bezładnych podskokach, próbując wrócić do wody. Kolejne uderzenie! Fontanna wody wystrzela tak wysoko, że kilka kropel chłodzi moją rozgrzaną od promieni sierpniowego słońca głowę. Rozszalał się na dobre, pora wziąć się do łowienia. Długa odległościówka i żyłka 0.18 mm gwarantuje rzut, który nie spłoszy tej najostrożniejszej z wiślanych ryb. Wyrzucam pływającego woblera daleko poza teren polowania podwodnego myśliwego i wprowadzam go wolniutko w łowisko. Szczytówka drży w takt drobiącej przynęty. Po drugim rzucie fala na wodzie i słodki ciężar na kiju.
Łyk zdradzieckiego powietrza często okazuje się być decydujący...

Jest coraz bardziej zmęczony, kilka razy łyknął zdradzieckiego powietrza. Wiem, że jeszcze kilka chwil i będzie mój. Podholowuję go ostrożnie pod brzeg, zjeżdżając jednocześnie na czterech literach w dół stromizny. Pewny chwyt pod skrzela i... Jest!!! Wreszcie! Po tylu miesiącach podchodów! Wspinam się na wysoki brzeg i kładę zdobycz na trawie. Wypinam woblera, ma lekko odgiętą kotwiczkę. Już nigdy nie będę na niego łowił. Stał się dla mnie zbyt cenny, aby pozwolić sobie na jego utratę. Podziwiam leżącego u moich stóp prześlicznego bolenia. Jest ogromny. Wędkarska waga wskazuje blisko pięć kilogramów. Po chwili klęczę nad wodą, obmywając mu skrzela. Rapa po krótkim odpoczynku odpływa, machnąwszy raźnie ogonem na pożegnanie.
Budzący podziw drapieżca

Bojownik po dwóch dniach wrócił na swoje miejsce, gdzie znów niepodzielnie królował, przegoniwszy młodszego pobratymca, próbującego wykorzystać chwilową nieobecność władcy. Sielanka nie trwała jednak zbyt długo. Jesienią pojawili się mądralińscy z koparkami i spychaczami. Połączyli moją wyspę z brzegiem. Kamienna grobla odcięła dopływ wody. Powstała rozległa plaża, na którą latem przyjeżdżają całe rodziny z pobliskiego Mielca. A mnie pozostały wspomnienia.
Moja wyspa. Strzałki oznaczają: kierunek nurtu (niebieska), miejsce przeprawy (żółta), łowisko (czerwona), nieszczęsna grobla (czarna)

Kamienna grobla odcięła dopływ wody...

nema44

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (9)

Wozik77, 2011-12-20 21:50:13
Brawo Nema44 :oklasky:. Opowiadanko w stylu jaki lubię najbardziej. :oklasky: Podchody w najprawdziwszym stylu i happy end :oklasky::oklasky::oklasky: Fotka leżącego Bolenia przepiękna, choć i te wodne są rewelacyjne. Brawo, brawo, brawo :oklasky::oklasky::oklasky:
kojoto, 2011-12-20 22:04:03
Świetny tekst Może w następnym sezonie w końcu złowię okazałego bolenia Szkoda,że betonowe mózgi zniszczyły łowisko...no ale nic się nie zrobi Znajdziesz szybko następne łowne miejsce
cerber, 2011-12-20 23:24:18
Super tekst:okok:Z sercem.Rośnie konkurencja dla Wozikowych i nietylko relacji-opowiadań do których powracam najczęściej.
Mariano, 2011-12-21 11:42:13
Pięne opowiadanie.Poczułemklimat tej przygody bo sam nie raz skradałem sie po tego rzecznego rozbójnika.Pięne miejsce zostało niestety zniszczone ale wspomnienia tych chwil napewno zostana na długo w Twojej pamięci.Gratuluje:oklasky:
gusto, 2011-12-21 13:24:04
Niesamowity klimat ujęty ,tak że czuć wszelkie zjawiska przyrody opisane w tekście.Zdjęcia jak i sam wojownik zajefajne.:aparat::oklasky::oklasky::oklasky:
bysior, 2011-12-21 21:45:43
Świetny tekst :muza:, świetne zdjęcia :aparat:! Będzie do czego wracać w długie zimowe wieczory w oczekiwaniu na pierwsze majowe bolenie! Gratuluję tak pięknego bolenia! :hura: :oklasky: :oklasky: :oklasky:
nema44, 2011-12-21 22:42:07
Dziękuję za miłe słowa, ostrzegając jednocześnie przed kolejnymi artykułami . Będą o wiele cięższe gatunkowo i bardziej kontrowersyjne niż te mikro-opowieści. A co do fotek boleniowych, to użyczył mi ich Redzi, mój dobry kolega z teamu RH (pozdrawiam przy okazji). Niestety, zwykle na ryby nie zabieram aparatu, co najwyżej komórkę, więc z dobrej jakości zdjęciami u mnie deficyt . Pozdrawiam serdecznie portalową brać. Dobrzy z Was ludzie, jak już ktoś zauważył .
Paweł, 2011-12-23 18:57:00
Cudownie tak polować na upatrzonego bolenia Wpatrywać się w powierzchnię wody, zgadywać gdzie teraz uderzy...Podać mu tam przynętę... Skusić do brania...:hura: I to potem nam opisać :oklasky::oklasky::oklasky:
adam-z82, 2011-12-24 22:44:17
To jest to co Wiślaki lubią najbardziej:mniam: I byle do Maja. Świetne"pióro"nama44:oklasky::oklasky::oklasky: