Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Opowiadania

Piechotą po rzece

Autor: Marcel, opublikowano 2010-08-04 07:39:13
komentarze: 0, wyświetleń: 1095

--

Witajcie. Pohasałem sobie dwa dni nad opadająca Wisłą .Bolenie całkowicie mnie z ignorowały. Pokazują się tylko maluchy. Kilka brań, a ryb na brzegu nie ma. Lekko się rozczarowałem, więc zasuwam w pracy kilka całych dni, aby póniej urwać się nad Narew. Oczywiście jest gorąco, wreszcie już porządnie przygrzało. Lato za pasem. Noc Świętojańska się zbliża. Najkrótsze noce przed nami, więc w głowie mam już nocne łowy na mojej tajnej rafce, rozmytych przelewach i mini warkoczach. W wyobrażni holuje klenia za kleniem, okraszonego sandaczem, a w upalne południe widzę się brodzącego na śródrzecznych muldach i blatach.

W bazie wypadowej melduje się w poniedziałek rano. W południe robię wypad na rafę. Żar niesamowity - i oto chodzi - ubrany w trampki, jakieś " nachy " i kamizelkę desantuję się na środek. Nigdy na nią nie wchodzę. Obławiam ją przesuwając się wzdłuż niej. Na napływie ma w tej chwili ok 1,5m, lekko się podnosi i jej szczyt jest teraz jakieś 20cm pod wodą. To są różnej wielkości głazy. Po drugiej stronie idzie równoległa do niej rynna ze zwalonymi przez bobry drzewami. Już wiecie o co chodzi ?
Tym razem już bez kija asekuracyjnego szybciutko docieram w jej pobliże. Zakładam 4cm wobka i obławiam napływ. Wyczuwam jak muska sterem kamienie, niczym spływająca z nurtem rybka. Wtem błyskawiczne branie i w jednej sekundzie klenisko wyskakuje nad wodę niczym szczypiec. Piękna chwila...lecz nie mam go już na kiju, zszedł. Po kilku minutach znów ostre branie, " jasna cholera "- spudłowałem. Jest nieźle - myślę sobie - będę miał w nocy co robić. Robię odwrót by nie płoszyć reszty ryb.
Na początek nocnych łowów wybieram godzinę 21. Jest jeszcze widno, co pozwoli się wstrzelić w łowisko i namierzyć ryby. Na napływie kleni już nie ma - dały nogę w rynnę. Zaszło słońce, lecz " egipskich " ciemności nie ma. Spokojnie można wiązać węzły. Tuż przed północą zacinam wreszcie klenia - średniaczka - w najpłytszej części rafy. Od czasu do czasu widzę jak smużą wodę. Po obłowieniu całej rafy cofam się i zaczynam od początku. Mam tez kamień na którym siadam by odpocząć. Widzę ze coś gania rybki na rafię, lecz nie spotkało mego wobka. Około drugiej w nocy nadchodzi kryzys, siadam na kamieniu i odpływam w objęcia morfeusza...ale nie do końca. Podświadomość czuwa, na każdy drobniutki, nerwowy ruch rybek oczy same się otwierają. Instynkt łowcy ?

Po 20min. kryzys minął. Na zegarku 2:50. Wstałem, ustawiłem się w połowie rafy, założyłem białego 4 cent wobka i posłałem go na skos. To nie było kopnięcie, walnięcie czy uderzenie. Takie leciutkie, mięciutkie przytrzymanie. Odruchowo zaciąłem. Po drugiej stronie żadnego wyskoku, czy parcia w dół rzeki. Stoję po pas w wodzie i widzę jak żyłka zbliża się do mnie. Niesamowite. Nie wiem co mam na kiju. Może to " COŚ " zaraz na mnie wskoczy. Co za adrenalina. Sam pośród nocy, na środku rzeki. To coś przepływa dwa metry ode mnie. Mija mnie, majestatycznie, jak pociąg towarowy. Po kilku metrach obiera kurs na rynnę i drugi brzeg z zatopionymi drzewami. Ja do tego brzegu mam dwadzieścia parę metrów. Pan Wąs już mniej. Terkot hamulca przerwał ciszę, bobry w popłochu powskakiwały do wody. Słowik na chwilę " zaniemówił ", chcąc być niemym świadkiem tej sceny. Naprężyłem kij ( do 17gr ). Liczyłem że nurt go zniesie na rafę i niżej w dół, na wprost mnie. Tak się stało. W dole ciągnęła się przykosa, ilekroć podholowałem go na nią spływał kantem kilka, kilkanaście metrów w dół. Walczył dzielnie, a ja siłowo nie mogłem go wziąć. Doholowaliśmy się obaj do brzegu. Ja trzęsący się chyba z zimna, on zmęczony po walce. Miał szczęście, jest jeszcze kilka dni chroniony w majestacie prawa. Tuż po wschodzie słońca zaprzyjażniony wędkarz robi kilka fotek. Nie jest duży, ale cieszy mnie. Zapięty na kleniowy zestaw przyniósł mi wiele satysfakcji i emocji. Może wśród dziesiątek zastawionych sznurów dane mu będzie dorosnąć do słusznych rozmiarów. Odpłynął...

Następnego dnia, w najupalniejszych godzinach wybieram się na spacer. Dwa kilometry w dół rzeki. Byłem tam ostatni raz kilka lat temu. Jest tam płytko, jak to na prostce. Namierzam klenie, stoją z niewielkimi garbami. Dwa, trzy kamienie, to im wystarczy. W trzech takich miejscach mam pięć brań i kila okoni. Nałaziłem się, odświeżyłem w pamięci stare tereny.

Wieczorem znów " męczę " rafkę. Około godz 22 mocne walnięcie w 6cm wobka i siedzi kleń. Za godzinę przesuwam się na płytką wodę. Na 3cm woblerka zdejmuje trzy kolejne klenie. Rzucam dalej w to miejsce, bo ciągle " coś " gania rybki. Bezskutecznie. Myślę ze to nie kleń i zmieniam na 5cm ukleję. Już w drugim rzucie branie, mocne, tępe, z wyskokiem. Doprowadzam rybę do siebie i widzę bolenia. Około 60cm. Odpinam go bez dotykowo. Chwila drzemki, chyba z rutyny już na stojąca. Na koniec tuż po czwartej jeszcze jeden kleń, oraz kilka okoni.

W dzień ruszam znów w dół Narwi. Mam zamiar przechytrzyć upatrzone klenie i połazić po muldach. Niesamowicie tu zarosło. Asekuracyjnie wziąłem dresy, aby móc się przebić przez połacie pokrzyw. Wcześniejsza moja wycieczka w krótkich spodenkach doprowadziła do tego, że cała noc nie przespałem od poparzeń, właśnie pokrzywami. Jestem na pierwszym miejscu. Na maksa skupiony posyłam przynętę przed garb. Nagłe walnięcie, kwituję szybkim zacięciem. Kleń wyskakuje, rozbryzgując wodę. Jest mój.

Przechodzę dalej na stare, płyciutkie przelewy. Są niesamowicie zapiaszczone. Wchodzę prawie na środek rzeki - wszędzie piach. W połowie odległości miedzy pierwszym, drugim i trzecim grasują bolenie. Wydają się bardzo ruchliwe. Czają się w na mini przykosach i robią wypady " po piachu ". Kilka kontrolnych rzutów nie przynosi efektów. To zabawa w kotka i myszkę. Doławiam za to trzy klenie z pośród rozrzuconych kamieni. Biorą na małe przynęty jak i 6cm rapalkę.

Ostatnie miejsce to jakaś rafka, nieżle już rozmyta. Widzę klonki, jakiegoś " bijącego " bolenia. Po lewej stronie nurt wyżłobił 1,5m rynienkę, dalej ku środkowi wszędzie piach. Za największym kamieniem, na skraju rynienki widzę ładne spowolnienie. Zakładam większego woblera. Po chwili ku mej radości kij zaczyna rytmicznie pulsować. Co to będzie...? Wow...Szczupak! Nie założyłem przyponu, ale widzę że sytuacja mojego woblera jest bezpieczna.

Idę jeszcze kilometr, bardziej z ciekawości, już nie łowiąc. Prawdziwa dzicz. Żadnych dojazdów. Jakiś autochton wykombinował sobie wygodne siedzisko, a obok " pomost " dla bardziej wysportowanych. Mijam jakąś wyspę z pachnąca jaziami odnogą, po czym robię odwrót. Wyłowiony, wypoczęty wracam do miejskiej rzeczywistości.

Informacje o autorze

Marcel

...

Więcej informacji znajdziesz na blogu Marcel

Skomentuj "Piechotą po rzece"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (0)



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Blanek

@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd Haha @Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany Oko A i dzięki za wymyślenie WróBlanków Okok @ ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej