Październikowa Big Mama

bysior 2019-02-10 Opowiadania

...
Ciepły październik w sezonie 2018 nie był rewelacyjny, był raczej bardzo kiepski, nie tylko u mnie ale też i u kolegów. Pod koniec miesiąca idąc z Antenką do portu nie nastawialiśmy się na spektakularne wędkowanie, mieliśmy do zrobienia kilka zdjęć testowanych przynęt i tak zupełnie przy okazji spontanicznie wypłynęliśmy na dwie godzinki, żeby zaliczyć wędkarsko dzień.

Do portu przybyliśmy akurat w trakcie emocjonującego holu spinningisty z pobliskiej główki, delikatna wędka pięknie mu się wyginała, widać strzały ogonem po plecionce, więc mimo okrzyków wędkarza, że to duży sandacz, wiedzieliśmy że to raczej sumek. Po paru chwilach na brzegu wylądował na brzeg rybę, mamy nadzieję, że wróciła do wody, bo do końca widowiska nie czekaliśmy.



W porcie na łódce zrobiliśmy kilka zdjęć Greed Shadów i jeszcze przed zmrokiem, po cichu na wiosełku, podpłynęliśmy pod most.



Jak to na Narwi bywa dość często, nie dzieje się nic, martwa tafla wody. Oznaką wodnego życia są jedynie pływające obok łódki łabędzie i kaczki. Guma leniwie skacze po dnie a ja wyobrażam sobie jak to wygląda pod wodą. Czy obok przynęty leżą na dnie nieaktywne ryby, tuż pod zatopionym obok drzewem, czy w promieniu kilometra nie ma ani jednego sandacza. Łowimy głównie na zielone Greed Shady firmy Effzett (dokładnie nie zielone, tylko Lemon Limon), do wody na parę minut leci też popularny w tym sezonie prosiak, do którego nie mam szczególnego przekonania – czyli Grass Pig Berkleya, ale też nie prowokuje do brania żadnej ryby. Wracam do testowanych Greed Shadów, osiem centymetrów długości, spośród wszystkich kolorów, które posiadam, najbardziej polubiłem Lemon Limon, więc pozostałych nawet nie wyciągnąłem z pudełka.

Łowię delikatnie. Główka 10 gram, nie podbijana ale podnoszona, długi, wolny opad. Po około godzinie rzucania mam pierwsze delikatne pstryknięcie, zacinam i po chwili trzymam w rękach sportowego sandacza. Sandacz pozuje do zdjęcia z przynętą i szybko wraca do wody.


Rzucam dalej i po kolejnych pięciu minutach mam atomowe branie, które w niczym nie przypomina standardowego sandaczowego pstryka. Powoli holuję rybę w stronę łódki, nie wali mi ogonem po plecionce, nie idzie do powierzchni, trzyma się dna – czyli w 99% jest to spory sandacz.


Po dwóch minutach widzę w świetle latarki piękną mamuśkę. Ona też mnie zobaczyła, dostała mocny strzał energii i właściwie dopiero zaczęła walkę. Wjechała dwa razy pod łódkę, nawet hamulec trochę zagrał i poszła w dwa razy dno, ale mój mocarny Batson i plecionka 0.20 mm szybko ją zmęczyły.


Podbieram oczywiście ręką, co udaje mi się dopiero za którymś razem (w nowym sezonie chyba jednak kupię duży podbierak) i piękna, gruba samica ląduję w kutrze.


Jest naprawdę niesamowicie gruba , jak przystało na koniec października i ma prawie 90 cm, bez milimetrów. Przepiękna ryba!


Antenka strzela kilka szybkich fotek i delikatnie wkładam sandaczycę z powrotem do rzeki. Odpoczęła na rękach około minuty, może dłużej i powoli, majestatycznie zniknęła w ciemnej wodzie Narwi. Uwielbiam to uczucie i świadomość, że gdzieś tam, w wodzie, jest ryba którą udało mi się złowić, trzymałem ją w rękach i mam z nią pamiątkowe zdjęcie!


To była największa ryba w sezonie, i w sumie prawie ostatnia. W kolejnych dniach złapałem jeszcze trzy sandacze, ale już dużo mniejsze, dwa pistolety i jednego ok. 70 cm, a listopad wyzerowałem.

Wracając jeszcze do tematu podbieraka i podbierania. Podbieranie ryb ręką jest można powiedzieć sportowe (czy na pewno?), daje rybie możliwość ucieczki, do tego nie trzeba ze sobą nosić dodatkowych rzeczy czyli podbieraka, ale jednak w sytuacjach ekstremalnych, na przykład późną jesienią w nocy na łódce, podbierak jest chyba jednak lepszym rozwiązaniem, bezpieczniejszym dla ryby - nie męczymy jej dodatkowo 10 próbami włożenia paluchów pod pokrywę skrzelową, i dla samego wędkarza – jeśli nie zabijamy naszych zdobyczy mamy większe szanse na szczęśliwe zakończenie holu.

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (2)

anguiler, 2019-02-11 22:11:49
Brawo, brawo i jeszcze raz brawo Rzeka potrafi wynagrodzić cierpliwość ;) No i dobrze wiedzieć, że takie jeszcze pływają A... Cyt. "Ciepły październik w sezonie 2018 nie był rewelacyjny, był raczej bardzo kiepski, nie tylko u mnie ale też i u kolegów." Jesień 2018 to była najlepsza leszczowa jesień jaką pamiętam ;)
bysior, 2019-02-13 06:37:32
Dzięki Anquiler A jeśli chodzi o leszcze to mam nadzieję, że pojawisz się u mnie w tym sezonie w końcu