Pasja czy choroba?

Paweł 2011-11-01 Opowiadania

...
Tak liczyłem na jesienne wielkorzeczne łowy w tym roku... Głównie oczywiście na sandacze. Ale niestety, zepsułem się, a zwłaszcza prawą rękę... Właśnie na początku października to się stało...

Diagnoza po prześwietleniu – gips na cztery tygodnie! Dodać do tego słabość ręki po takim czasie i jeszcze trochę rehabilitacji – półtora miesiąca co najmniej stracone! A może i sezon do końca, jak zima wcześniej przyjdzie...

Co robić?

Oczami wyobraźni zobaczyłem te smoki ciągnięte przez innych w czasie mojej niedyspozycji. Oczami wyobraźni zobaczyłem te paskudne jesienne wieczory, w czasie których będę wylegiwał się w ciepełku w domu, zamiast jak porządny wędkarz gonić sandacze...

Zgroza!!!

Oooo, nie, nie dam się, żywcem mnie weźmiecie – pomyślałem!!!

Spytałem ortopedę czy widzi alternatywę. Z ociąganiem przyznał, że widzi! Zabłysło światełko w tunelu! Zamiast gipsu stabilizator! Ten już niestety trzeba kupić we własnym zakresie, cóż, szpulkę dobrej nowej plecionki szlag trafi, ale uznałem, że warto! Tylko lekarz powiedział wyraźnie – cztery tygodnie nie zdejmować! Obiecałem, a jakże!

Po dwóch tygodniach już zdejmowałem na chwilkę i sprawdzałem jak jest! Cóż, tak sobie było...

Po trzech tygodniach zdejmowałem na dłużej, rehabilitowałem we własnym zakresie i kombinowałem z rowerem...

i usztywnieniem... wędką!

Ba, nawet spróbowałem nocą na sandacza ruszyć, aczkolwiek mądre to nie było! Ale zapach wiślanego piasku poczułem...

A w międzyczasie rozjazdy z Wisłą w tle...


Spacery... nad Wisłę...


Oglądałem potencjalne miejscówki, żeby nie wypaść z obiegu. Oczywiście wiślane...






Króciutkie wypady pozwalały tylko na chwilkę brać kij w rękę i cieszyć się nocnym nadwiślańskim klimatem... Nocą, w tajemnicy przed rodziną...


Aż w końcu przyszedł ostatni weekend października. Uznałem, że już czas! Celem usztywnienia obandażowałem łapę na grubo, pozostawiając wolną dłoń i... wybrałem się na Gnojno, z Drakersami rzecz jasna.

I złapałem pierwsze ryby w październiku, były to okonki.

A że musiałem odpocząć bo ręka powolutku dawała o sobie znać - poszedłem nad Narew. Złapałem parę szczupaków...

Byłem w siódmym niebie!!! No i podziwiałem, więcej spacerując niż łowiąc, uroki tej Rzeki.





I nastał ostatni dzień października. W myślach sie kołatało "No, jak w poniedziałek nie złapię sandacza - miesiąc zakończę bez mętnookiego na kiju!" I co robić? Komplikacja była - musiałem iść do pracy. Musiałem, niestety... Ale wyszło mi, że i tak mam jedną szansę: przed pracą!

Wstałem 3.30, o 4.00 byłem już na rowerze. Pierwszy raz od miesiąca ruszyłem jednośladem do roboty. Bo po drodze mam przecież... Wisłę! Pod siekierkoszczakiem byłem godzinę przed świtem (zmiana czasu przesunęła niestety świt o godzinę). Było do bólu ciepło, około 8 stopni. Na wodzie cisza totalna.

Machałem, rwałem, rwałem, machałem, na zmianę guma i wobler. Ale złapałem sandacza! Jednego! Fotki nie będzie, bo (nie)wielkość jego nominowała by mnie do bana miesiąca!

Ale to co najważniejsze: październik zakończyłem z kijem w reku! Nad Wisłą!!!

Więc powiem tak. Z jednej strony ten czas oczekiwania na naprawę ręki, mimo, że niedługi, nie był łatwy. Ale z drugiej strony - po raz kolejny doceniłem jakim skarbem są te nasze piękne mazowieckie Rzeki. Nie przez pryzmat ryb. Przez to niecierpliwe oczekiwanie, przez te urokliwe spacery bez wędki.

Pamiętajmy, nie tylko one są takie wspaniałe. Mamy w Polsce mnóstwo pięknych łowisk! Tym czym dla mnie jest Wisła, a dla np. bysiora Narew, dla kogoś innego będzie San, Wieprza czy jakieś piękne jezioro gdzieś na Mazurach.

I to jest nasza siła! Nas, wędkarzy - pasjonatów!


Gdybym nie miał wspaniałego hobby, gdybym nie znał piękna moich ulubionych łowisk, zwłaszcza mojej ukochanej Wisły, gdybym nie chciał jak najszybciej wrócić nad wodę - gnuśniałbym przed telewizorem, użalał się nad losem, klął ten beton, który akurat wtedy wylewałem, słowem byłbym nieznośny dla otoczenia. A sandacza zobaczyłbym pewnie dopiero w czasie EURO 2012! A tak, wiedziony chęcią powrotu na swoje łowiska - patrzyłem do przodu, myślałem pozytywnie, czasem działałem nierozsądnie... Ale warto było!!!

A na koniec apel do najmłodszych wędkarzy...



Nigdy, przenigdy tak nie postępujcie! Bo zdrowie w życiu jest najważniejsze!!! No, chyba, że kochacie coś tak bardzo... W takim przypadku wujek Paweł wita Was wśród swoich...

PS. Listopad. Będzie mój! HURA!!!

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (12)

gusto, 2011-11-01 13:14:56
Nie no Pawełku twój upór i trapersko-wędkarska krew :boisie:nie dała Ci usiedzieć domu i gnuśnieć przed telewizorem ,naprawdę wielki szacunek :oklasky::oklasky::okok:,no i jak zwykle foto powalające:aparat:
Szalona, 2011-11-01 13:33:08
To pasja, która pozwala zapominac o chorobie :P Gratuluję uporu Pamiętam jak ja na tę majówkę wchodziłam do łódki o dwóch kulach i w stabilizatorze na całą nogę,a w trakcie wędkowania łowiłam stojąc na dziobie... Tak to już jest,jak się coś mocno kocha Do zobaczenia na kolejnej wyprawie,kuruj się Pawle
bysior, 2011-11-01 14:40:45
Pawełku to zdecydowanie CHOROBA! :D Ja w czerwcu jak złamałem nogę i 6 tygodni spędziłem w gipsie też z kulami biegałem nad Narwią! :D Z takiej choroby można się tylko cieszyć!!! :hura: To co - zmieniamy tytuł strony na "Wędkarstwo Naszą Chorobą"? ;)
Bizonik, 2011-11-01 15:02:24
Zdecydowanie pasja będąca lekarstwem na wszystkie choroby smutki i żale. Również znam to z autopsji ale co tam ważne że wędkarstwo nas cieszy i pozwala na odrobinę odmiany od życia codziennego.
Aneta-Bondarenki, 2011-11-01 15:07:31
I....uzależnieniem
Wozik77, 2011-11-01 19:41:13
Pasja + Choroba !!! Brawo Paweł :oklasky:, pięknie to opisałeś. Każdy z nas chyba to uczucie zna, kiedy choroba na przeszkodzie staje, ale nie jest w stanie palnó pokrzyrzować :kwadr:
waldi-54, 2011-11-01 20:10:20
Brawo Paweł za upór w dążeniu do celu, te wspomagania chorej ręki by jak najprędzej uchwycić kij upewnia mnie w przekonaniu, że nic i nikt nie jest w stanie nas wędkarzy zatrzymać na dłużej w domu, żadna złamana noga czy ręka nas nie zatrzyma. Brawo:oklasky::oklasky::oklasky: Jak zwykle super tekst:okok: pozdrawiam waldi-54:papa2:
anguiler, 2011-11-01 21:20:33
To się nazywa upór i konsekwencja w dażeniu do celu, brawo! P.S. Koło Siekierkowskiego to miejscówa koło piaskarni? Ja ją obławiałem intensywnie przez dwa sezony ;)
Paweł, 2011-11-02 08:01:50
Koło Siekierkowskiego, ale dokładnie po przekątnej, czyli opaska po drugiej stronie mostu i Wisły:D. Łatwiej dopedałować "kontuzjowanemu":hejka:
, 2011-11-03 07:10:34
I tak trzymać :okok:
Bogdan, 2011-11-03 09:26:23
Brawo,brawo za upór i prawdziwą pasję.Życzę rekordowego sandacza w listopadzie.
adam-z82, 2012-02-25 15:07:22
To jest proste! Jesteśmy WARIATAMI:ROTFL Na punkcie wędkarstwa mamy bzika,hopla i skrzywioną psychikę,z perspektywy"normalnych"ludzi mamy źle pod sufitem:glupek: To nie jest zdrowe:ROTFL: Pawle,uważaj na siebie,bo szkoda czasu na"choroby";) :hejka: