Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Opowiadania

Pasja czy choroba?

Autor: Paweł, opublikowano 2011-11-01 13:00:00
komentarze: 12, wyświetleń: 2019

--

Tak liczyłem na jesienne wielkorzeczne łowy w tym roku... Głównie oczywiście na sandacze. Ale niestety, zepsułem się, a zwłaszcza prawą rękę... Właśnie na początku października to się stało...

Diagnoza po prześwietleniu – gips na cztery tygodnie! Dodać do tego słabość ręki po takim czasie i jeszcze trochę rehabilitacji – półtora miesiąca co najmniej stracone! A może i sezon do końca, jak zima wcześniej przyjdzie...

Co robić?

Oczami wyobraźni zobaczyłem te smoki ciągnięte przez innych w czasie mojej niedyspozycji. Oczami wyobraźni zobaczyłem te paskudne jesienne wieczory, w czasie których będę wylegiwał się w ciepełku w domu, zamiast jak porządny wędkarz gonić sandacze...

Zgroza!!!

Oooo, nie, nie dam się, żywcem mnie weźmiecie – pomyślałem!!!

Spytałem ortopedę czy widzi alternatywę. Z ociąganiem przyznał, że widzi! Zabłysło światełko w tunelu! Zamiast gipsu stabilizator! Ten już niestety trzeba kupić we własnym zakresie, cóż, szpulkę dobrej nowej plecionki szlag trafi, ale uznałem, że warto! Tylko lekarz powiedział wyraźnie – cztery tygodnie nie zdejmować! Obiecałem, a jakże!

Po dwóch tygodniach już zdejmowałem na chwilkę i sprawdzałem jak jest! Cóż, tak sobie było...

Po trzech tygodniach zdejmowałem na dłużej, rehabilitowałem we własnym zakresie i kombinowałem z rowerem...

i usztywnieniem... wędką!

Ba, nawet spróbowałem nocą na sandacza ruszyć, aczkolwiek mądre to nie było! Ale zapach wiślanego piasku poczułem...

A w międzyczasie rozjazdy z Wisłą w tle...


Spacery... nad Wisłę...


Oglądałem potencjalne miejscówki, żeby nie wypaść z obiegu. Oczywiście wiślane...






Króciutkie wypady pozwalały tylko na chwilkę brać kij w rękę i cieszyć się nocnym nadwiślańskim klimatem... Nocą, w tajemnicy przed rodziną...


Aż w końcu przyszedł ostatni weekend października. Uznałem, że już czas! Celem usztywnienia obandażowałem łapę na grubo, pozostawiając wolną dłoń i... wybrałem się na Gnojno, z Drakersami rzecz jasna.

I złapałem pierwsze ryby w październiku, były to okonki.

A że musiałem odpocząć bo ręka powolutku dawała o sobie znać - poszedłem nad Narew. Złapałem parę szczupaków...

Byłem w siódmym niebie!!! No i podziwiałem, więcej spacerując niż łowiąc, uroki tej Rzeki.





I nastał ostatni dzień października. W myślach sie kołatało "No, jak w poniedziałek nie złapię sandacza - miesiąc zakończę bez mętnookiego na kiju!" I co robić? Komplikacja była - musiałem iść do pracy. Musiałem, niestety... Ale wyszło mi, że i tak mam jedną szansę: przed pracą!

Wstałem 3.30, o 4.00 byłem już na rowerze. Pierwszy raz od miesiąca ruszyłem jednośladem do roboty. Bo po drodze mam przecież... Wisłę! Pod siekierkoszczakiem byłem godzinę przed świtem (zmiana czasu przesunęła niestety świt o godzinę). Było do bólu ciepło, około 8 stopni. Na wodzie cisza totalna.

Machałem, rwałem, rwałem, machałem, na zmianę guma i wobler. Ale złapałem sandacza! Jednego! Fotki nie będzie, bo (nie)wielkość jego nominowała by mnie do bana miesiąca!

Ale to co najważniejsze: październik zakończyłem z kijem w reku! Nad Wisłą!!!

Więc powiem tak. Z jednej strony ten czas oczekiwania na naprawę ręki, mimo, że niedługi, nie był łatwy. Ale z drugiej strony - po raz kolejny doceniłem jakim skarbem są te nasze piękne mazowieckie Rzeki. Nie przez pryzmat ryb. Przez to niecierpliwe oczekiwanie, przez te urokliwe spacery bez wędki.

Pamiętajmy, nie tylko one są takie wspaniałe. Mamy w Polsce mnóstwo pięknych łowisk! Tym czym dla mnie jest Wisła, a dla np. bysiora Narew, dla kogoś innego będzie San, Wieprza czy jakieś piękne jezioro gdzieś na Mazurach.
I to jest nasza siła! Nas, wędkarzy - pasjonatów!

Gdybym nie miał wspaniałego hobby, gdybym nie znał piękna moich ulubionych łowisk, zwłaszcza mojej ukochanej Wisły, gdybym nie chciał jak najszybciej wrócić nad wodę - gnuśniałbym przed telewizorem, użalał się nad losem, klął ten beton, który akurat wtedy wylewałem, słowem byłbym nieznośny dla otoczenia. A sandacza zobaczyłbym pewnie dopiero w czasie EURO 2012! A tak, wiedziony chęcią powrotu na swoje łowiska - patrzyłem do przodu, myślałem pozytywnie, czasem działałem nierozsądnie... Ale warto było!!!
A na koniec apel do najmłodszych wędkarzy...


Nigdy, przenigdy tak nie postępujcie! Bo zdrowie w życiu jest najważniejsze!!! No, chyba, że kochacie coś tak bardzo... W takim przypadku wujek Paweł wita Was wśród swoich...

PS. Listopad. Będzie mój! HURA!!!

Informacje o autorze

Paweł

Moja wędkarska przygoda zaczęła się w latach siedemdziesiątych. Lubię połowić na spławik, przede wszystkim przepływanka w każdej formie - bolonka, bat. Na wodach stojących na spławik łowić nie umiem, tam zachowuje się jakbym miał ADHD, czyli.... przepływankowuję i tak. Lubię też posiedzieć przy gruntówkach, kiedyś były to ciężkie wiślane kije, obecnie drgająca szczyt...

Więcej informacji znajdziesz na blogu Paweł

Skomentuj "Pasja czy choroba?"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (12)

Skomentował gusto, 2011-11-01 13:14:56

Nie no Pawełku twój upór i trapersko-wędkarska krew :boisie:nie dała Ci usiedzieć domu i gnuśnieć przed telewizorem ,naprawdę wielki szacunek OklaskyOklaskyOkok,no i jak zwykle foto powalająceAparat

--
fan przyrody,wędkarstwa.grzybobraniaMuza

Skomentował Szalona, 2011-11-01 13:33:08

To pasja, która pozwala zapominac o chorobie figielek.gif Gratuluję uporu Usmiech Pamiętam jak ja na tę majówkę wchodziłam do łódki o dwóch kulach i w stabilizatorze na całą nogę,a w trakcie wędkowania łowiłam stojąc na dziobie... Tak to już jest,jak się coś mocno kocha Usmiech Do zobaczenia na kolejnej wyprawie,kuruj się Pawle Usmiech

--

Skomentował bysior, 2011-11-01 14:40:45

Pawełku to zdecydowanie CHOROBA! Haha Ja w czerwcu jak złamałem nogę i 6 tygodni spędziłem w gipsie też z kulami biegałem nad Narwią! Haha

Z takiej choroby można się tylko cieszyć!!! Hura

To co - zmieniamy tytuł strony na "Wędkarstwo Naszą Chorobą"? Oczko

--
V Puchar Shrap-Drakers.pl - już 2 czerwca Haha

Skomentował Bizonik, 2011-11-01 15:02:24

Zdecydowanie pasja będąca lekarstwem na wszystkie choroby smutki i żale.
Również znam to z autopsji ale co tam ważne że wędkarstwo nas cieszy i pozwala na odrobinę odmiany od życia codziennego.

Skomentował Aneta-Bondarenki, 2011-11-01 15:07:31

I....uzależnieniem

--
[font=Times New Roman]Aneta-Bondarenki[/font]

Skomentował Wozik77, 2011-11-01 19:41:13

Pasja + Choroba !!! Brawo Paweł Oklasky, pięknie to opisałeś. Każdy z nas chyba to uczucie zna, kiedy choroba na przeszkodzie staje, ale nie jest w stanie palnó pokrzyrzować Kwadr

--
"...mam swoją pasję, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej..."

Skomentował waldi-54, 2011-11-01 20:10:20

Brawo Paweł za upór w dążeniu do celu,
te wspomagania chorej ręki by jak
najprędzej uchwycić kij upewnia mnie
w przekonaniu, że nic i nikt nie jest
w stanie nas wędkarzy zatrzymać na
dłużej w domu, żadna złamana noga czy
ręka nas nie zatrzyma. BrawoOklaskyOklaskyOklasky
Jak zwykle super tekstOkok

pozdrawiam waldi-54Papa2

--
[życie zaczęło się w wodzie,
woda to mój żywioł]

Skomentował anguiler, 2011-11-01 21:20:33

To się nazywa upór i konsekwencja w dażeniu do celu, brawo!

P.S. Koło Siekierkowskiego to miejscówa koło piaskarni? Ja ją obławiałem intensywnie przez dwa sezony Oczko

Skomentował Paweł, 2011-11-02 08:01:50

Koło Siekierkowskiego, ale dokładnie po przekątnej, czyli opaska po drugiej stronie mostu i WisłyHaha. Łatwiej dopedałować "kontuzjowanemu"Hejka

Skomentował bono93, 2011-11-03 09:26:23

Brawo,brawo za upór i prawdziwą pasję.Życzę rekordowego sandacza w listopadzie.

Skomentował adam-z82, 2012-02-25 15:07:22

To jest proste!
Jesteśmy WARIATAMI:ROTFL
Na punkcie wędkarstwa mamy bzika,hopla i skrzywioną psychikę,z perspektywy"normalnych"ludzi mamy źle pod sufitemGlupek
To nie jest zdroweROTFL

Pawle,uważaj na siebie,bo szkoda czasu na"choroby"Oczko
Hejka



--
C&R



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Blanek

@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd Haha @Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany Oko A i dzięki za wymyślenie WróBlanków Okok @ ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej