Panie, tu nie ma ryb!

2017-08-09 Wyprawy wędkarskie

...
Tegoroczny sezon jest dla mnie bardzo nieprzychylny. Tak bardzo, że nie pamiętam takiego drugiego w całej swojej świadomej karierze wędkarskiej, która liczy już gruuubo ponad dekadę. Mówiąc wprost – ten sezon to istna tragedia. Chyba nie potrafię już łowić...

Kuter poszedł na wodę parę dni przed sandaczowym sezonem, bo szczupaków po krzakach łowić nie lubię, a majowe bolenie zupełnie sobie odpuściłem.


Pierwsze wypłynięcie na sandacze, co prawda dopiero 15 czerwca więc dosyć późno (za późno), standardowo było opłynięciem wszystkich starych i zeszłorocznych najlepszych miejscówek. Efektów w nie było żadnych, rzeka po zimie trochę się zmieniła, więc następne wypłynięcie było bardziej rekreacyjne, w środku dnia, z echosondą, żeby zobaczyć co tam na dnie Narwi się pozmieniało.


Oczywiście woblery grały pierwsze skrzypce. Oczywiście bez rezultatów.


Miejscówki stare i nowe zostały mniej więcej rozpoznane więc razem z forumową, i nie tylko, Antenką zaczęliśmy pływać. Dzień w dzień. Wieczór w wieczór. Oczywiście szukając tych wrednych i paskudnych sandaczy. Właściwie codziennie około 20.00 wypływaliśmy z portu. Przeważnie do 23.00 - 24.00. A z soboty na niedzielę startowaliśmy w nocy łowiąc do rana.


Antenka główny fotograf na kutrze, ja nawigator, sternik i wędkarz.


Gdzie, jak, na co?


Ameryki odkrywać nie będę, a to nie jest tekst dla początkujących wędkarzy, na pewno każdy teorię ma w małym palcu. W dzień i przed zmierzchem szukaliśmy ryb w rynnach i dołkach. Również po kantach, gdzie woda z 1.2m schodzi na 4m z kawałkiem. Przykos na Narwi nie ma. Przynajmniej na moim odcinku.



Przed zmierzchem i po zmroku pływaliśmy po typowych stołówkach, czyli blatach sąsiadujących z głębokimi rynnami. Jedynym efektem był pluszaczek, którego nawet ciężko nazwać pluszaczkiem...


Łowiliśmy na ciężko, na lekko, na duże i małe gumy, nie wspominając o woblerach.



Jaki z tego wniosek?


Taki, że od wielu lat lipiec i sierpień to najgorsze miesiące w roku. Zmiany ciśnienia, zmiany pogody, amplitudy temperatury. Pierwsze dwa tygodnie czerwca są obiecujące, które w tym roku ominąłem, a potem trzeba czekać do połowy września.

Dlaczego tak jest?


Nie mam zielonego nawet pojęcia. Wchodzę rano na fejsbuka, piję kawę i oglądam piękne sumy, sandacze, klenie, jazie, przeważnie u kolegów znad Odry. Kamil Walicki vel. Łysy doprowadza mnie już do szewskiej pasji swoimi rybami z Wisły. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Może po prostu ja nie potrafię łowić?

Wyjątki od reguły


Tak, takie wyjątki się zdarzają. Wypływam z kolegą Gumą, dopływamy na miejscówkę, ja szukam papierosa, Guma rzucił pierwszy raz tak z biegu. Za 3 sekundy krzyczy MAM! Piękny sandacz ponad piątka. Z pierwszego rzutu, z pierwszego opadu.




Po kilku dniach, rano, stanęliśmy z Antenką w tym samym miejscu i … z tej rynny i zwalonych drzew na gumę 11 cm wziął szczupaczyna... którego chociaż Antenka ładnie zaprezentowała.




Czy ja potrafię łowić?


Pływamy dzień w dzień bo taka to już jest choroba wędkarska. Rano mówię sobie: ni ch... nie pływam tydzień co najmniej, muszę odpocząć, a wieczorem już mnie nosi. I płynę. W weekendy wstaję w nocy i wypływam jeszcze dobrze po ciemku.

Ryby zaczną brać, bo są na pewno. Pogoda, ciśnienie, fazy księżyca, Marsa i Wenus, a nawet może i Neptuna wpływają na to że ryby nie biorą. Ale mimo wszystko nie dajemy za wygraną i walczymy dalej.

Wszystkim życzę TAAAAAkiej ryby!

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (0)

Ten artukuł nie ma jeszcze komentarzy, skomentuj pierwszy!