Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Wyprawy wędkarskie

Ostatnia Wyprawa Sezonu

Autor: Wozik77, opublikowano 2010-11-30 21:41:03
komentarze: 20, wyświetleń: 1186

--

- Na ryby ? - rzekł ze zdziwieniem mój przełożony, kiedy kładłem mu na biurku urlopowy wniosek - Przecież jest koło zera i pada śnieg z deszczem. To te ryby jeszcze nie śpią?

- Mam nadzieję, że nie śpią - rzuciłem z uśmiechem, po czym dziarsko powędrowałem do kadr.

Od poniedziałku trąbili na wszystkich stacjach, że oto nadchodzi Zima. Brrr. Na samą myśl robiło mi się chłodno. Temperatura systematycznie spadała za to woda w rzece wręcz odwrotnie - przybierała i to z prędkością niespotykaną o tej porze roku. Docierała do mnie myśl, że może to być ostatni wypad w tym roku. Bałem się, że nie zdążę połowić, zanim Wkra wyjdzie z koryta, nie mówiąc o tym, iż przy zapowiadanych niebawem minus 8 stopniach tylko patrzeć jak jej powierzchnią zacznie płynąć lodowy śryz.
A więc decyzja. Biorę wolny piątek i atakuję.

Dwa dni wcześniej na tą wyprawę umówiony byłem z bratem. On też przez skórę czuł, że to już ostatni dzwonek. We czwartek wieczorem odbieram jednak telefon.

- I co jedziesz? - słyszę w słuchawce.
- Tak. U mnie bez zmian. Klamka zapadła - odpowiadam.
- A wiesz ile ma być w nocy? – pyta. - Minus 5st. Wiesz, ja chyba sobie daruję - rozpoczynają się narzekania.

No cóż. Pojadę sam. Przed snem przygotowuję sobie cały ekwipunek. Do standardowego bagażu tym razem dochodzi termos, szalik i rękawiczki. Ustawiam budzik na szóstą i zasypiam.

Poranek budzi mnie pomarańczowym migającym światłem. To ta cholerna śmieciarka. Wrrr. Nic to. I tak jest za pięć szósta. Wstaję ostrożnie by nie zbudzić żony. Wyglądam za okno. Niebo prawie bezchmurne, a gdzieś w oddali słoneczna poświata. Wszystko to jednak jakby przez mgłę. Chwilę później wszystko jasne. To siwy mróz. Termometr za oknem pokazuje minus 6st !
Czy ja na głowę upadłem?

Skrobanie samochodu szybko mnie orzeźwia. Czterdzieści minut później mknę przez Warszawę. Szczęśliwcem jestem, bo drogę mam pustą, za to Ci, co do stolicy jadą, poruszają się w żółwim tempie. Słoneczko wspina się mozolnie coraz wyżej, ale wskazania termometru są niezmienne - minus 3, minus 4, minus 5.
Wsłuchując się w radiowe audycje, myślę już tylko o dzisiejszym dniu. Kurczę. Czuję i wiem, że to ostatni wypad w tym roku. Zaczyna towarzyszyć mi swojego rodzaju presja. Tak, tak Piotruś. Musisz dzisiaj coś złowić. To znaczy… powinieneś. Hmmm...to znaczy …wypadałoby.
Dziś mam szansę na ostatnie w tym roku wędkarskie emocje, których będzie musiało wystarczyć mi do wiosny. Nadzieję na adrenalinę podczas holu, na drgania szczytówki odczuwalne aż w ramieniu. Szansę na niepewność tego, co znajduję się na drugim końcu wędki.

Dwadzieścia minut po ósmej docieram na miejsce. Nim dostrzegam rzekę, spore zamarznięte kałuże wróżą niezbyt miłą perspektywę. Tak. Rzeka miejscami wylała i tak naprawdę jest wszędzie wokoło. Tam, gdzie nawet utrzymuje się w korycie, rwie tak mocno, że mogę zapomnieć o sprowadzeniu przynęty do dna. A nawet jeśli, to co z tego? Kompletny brak zastoisk i potencjalnych szczupakowych miejsc.
Mina mi rzednie.

- O nie Kochana - rozmyślam - tak łatwo się nie poddam!. Wiem, że bronisz swoich tajemnic, ale odejść bez walki po przejechaniu 90 kilometrów?

Rozkładam sprzęt. Palce mam zgrabiałę już po 5 minutach. Wodery też sztywne i nieprzyjemne. Dobrze, że wziąłem chociaż te wełniane wkładki. Postanawiam rozgrzać się czerwonym barszczem, który o tej porze roku gości w moim termosie. Kilka łyków gorącego napoju przywraca mi nieco wiary. Pytanie tylko - na jak długo?
Kieruję się w stronę koryta. Brnę przez łąki, jednakże na przeszkodzie stoją mi wszechobecne "wylewy". Nocny mróz ściął je po wierzchu, jednak lód nie jest jeszcze na tyle mocny, by nie pękał pod moimi woderami.
Do rzeki docieram już nieco zmęczony. To, co dostrzegam pogrąża mnie jeszcze bardziej. Nic z tego dziś nie będzie. Najmniejsza szansa na wędkarski wynik pryska jak mydlana bańka. Chcę udokumentować ten stan rzeczy, ale aparat odmawia posłuszeństwa. No tak. Nawet on wiedział, że pracy dziś nie będzie. Przezornie wyjmuję baterie i wkładam do ciepłej kieszeni pod kurtką.
No wiem, że przecież nie zawsze wypad na ryby musi kończyć się sukcesem, ale dlaczego spotyka to mnie podczas ostatniej wyprawy w tym roku? I to jak? W bezpardonowy sposób, bez możliwości podjęcia przysłowiowej "rękawicy"? Bez dania szansy?

Próbuję się oszukiwać, że za zakrętem znajdę choć skrawek wody godny zainteresowania, ale niestety. Zza krzaków widzę, duże rozlewisko. Tu już robi się niebezpieczniej, bo nie znam na tyle tych okolic, aby beztrosko sobie tu maszerować po wodzie. Zresztą, po co?
Wracam do samochodu. Znów łyk barszczu przywraca mi nieco chęci. Sięgam po mapę. Wzrok zatrzymuję przy dwóch małych dopływach.

- Mała woda, mniejsze kłopoty - rzucam sam do siebie.

Nie namyślam się długo i po 20 minutach jestem w zupełnie innym miejscu. Tak. Miałem rację. Tu skala zjawiska jest dużo mniejsza i daje jakąś nadzieję. Raz dwa jestem przy pierwszym małym zakręcie. No do normalnego stanu wody pewnie mu daleko, ale główka 14g powinna załatwić sprawę. Dawno w sobie nie miałem takiej koncentracji na branie. Posyłam kopyto w każde mini spowolnienie i pieczołowicie, bez pośpiechu przyciągam przynętę do siebie.
Moja radość nie trwa zbyt długo. Najpierw lekki szum na plecionce, a następnie zatrzymana rolka kabłąka.

- No tak. Przecież jest na minusie - rozmyślam wściekły.

Wszystko jasne. Nie pomyślałem o żyłce, a plecionka w takich warunkach to istna mordęga. Próbuję co kilka rzutów ciepłymi palcami rozpuszczać lodowe naloty, ale nie jest to zbyt komfortowe. Do tego jeszcze ta zacinająca się rolka, a na domiar wszystkiego przymarzające do siebie zwoje na szpuli. Efektem tego ostatniego jest spora broda, która szybko pozbawia mnie 20 metrów linki.

Z każdym kwadransem takie wędkowanie przestaje mnie bawić, jednak wychodzące zza chmur słoneczko sprawia, że robi się jakby cieplej. Wiem, że może to złudzenie, ale poprawia mi to nastrój.

Dochodzę do nieco większego zakrętu i małej zatoczki. Pierwsze rozpoznawcze przepuszczenie przynęty wskazuje na całkiem ładny głęboczek. Posyłam ponownie kopyto, a gdy to opada na dół rozpoczynam skręcanie. Po około pięciu metrach następuje uderzenie. Jest jakby podwójne - najpierw podbicie przynęty, a następnie atak, który odruchowo zacinam.

- SIEDZI!!! Na to czekałem - śmieję się w duchu.

Szczytówka rytmicznie podryguję, a ja cieszę się z każdej sekundy tego holu. Wiem, że to pewnie ostatnia ryba w tym sezonie i cieszy mnie to, że jest wymiarowa.
Szczupak walczy dzielnie i zmusza do pracy zmrożony hamulczyk. Tydzień temu godny przedstawiciel tego rodu wywinął młynka i po paru metrach machnął mi ogonem. Dziś liczę na to, że historia się nie powtórzy. Podciągam rybę bliżej siebie i dostrzegam, że z pyska wystaje tylko przypon. A więc jest nieźle!

Jeszcze dwa odjazdy i ryba słabnie. Podciągam ją do brzegu i podbieram ręką. Mam teraz to uczucie szczęścia, na które liczyłem od kilku dni!!! Mogę wracać.
Pora na zdjęcie. Przypominam sobie o nie naładowanych bateriach, ale po chwili okazuje się, że mój pomysł z ciepłą kieszenią wypalił. Aparat "marudzi", ale wie, że dziś nie ma ze mną żartów i że nic nie jest w stanie pokrzyżować mi planów. Choć na wyświetlaczu czerwony symbol akumulatorka, to jednak ciche „klik” oznajmia wykonanie zadania. Wysila się biedaczek na to ostatnie zdjęcie sezonu, po czym "umiera".



Zbliża się 13.00 i słonce obniża swój lot. Mimo tego, iż przyroda rzucała mi dziś kłody pod nogi udało się wyrwać jej tą radość, po którą tu jechałem. Ani się spostrzegam, a mam przed sobą kolejny obiecujący wsteczniaczek. Tym razem bez ceregieli. Szczupak uderza w pierwszym rzucie i następuje kolejna walka. Tym razem ryba rusza w prąd, co daje mi dodatkową dawkę wędkarskiej adrenaliny. Chwilę później mam ją przy sobie. Niemal brat bliźniak.

Ostatni rzut i kończę dzisiejsze zmagania. Dzisiejsze i zarazem tegoroczne. Patrzę jeszcze przez dłuższą chwilę na otaczającą mnie okolicę w sposób, jakbym chciał napatrzeć się na zapas.

- Do widzenia – rzucam na odchodne.

W drodze powrotnej radiowa pogodynka prognozuje. " Najbliższe noce na Mazowszu minus 6 do minus 10, śnieg, a chwilami przenikliwy, potęgujący wrażenie zimna wiatr. A więc miałem nosa, a do tego podołałem przeciwnościom losu.
24 godziny później Warszawę przykrywa śnieg. Patrząc na niego przez okno, dziękuję w duchu Matce Naturze za tą ostatnią wyprawę sezonu. Teraz tylko, aby do Wiosny !!!

A wodom cześć !!!

Informacje o autorze

Wozik77

Piotr Woźniak Pseudonim wędkarski: Wozik77 Lat wędkarskiego stażu: - 27 Miejsce wędkowania: Zakamarki Mazowsza oraz Kraina Wielkich Jezior Mazurskich. Ulubiona metoda: spinning, spławik. Ulubiona ryba: Szczupak, Lin. CW - czyli mój Czas Wędkarski w pigułce - lata dzieciństwa - pierwsze kontakty ze stworzeniem zwanym "yyybka" ( poprawna wymowa tego słowa to...

Więcej informacji znajdziesz na blogu Wozik77

Skomentuj "Ostatnia Wyprawa Sezonu"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (20)

Skomentował Bizonik, 2010-11-30 21:59:08

Niesamowite ze Ci się chciało. Sama rzeka mówiła jedz do domu pod kołdrę ale Ty się uparłeś i jednak się udało. Fajnie czasem upór jest tym czego niedzielnym wędkarzom brakuje.

Skomentował krzyko, 2010-11-30 22:31:32

Lubię to gdy nad wodą już nikogo nie ma, lubię jak trochę zamarzają przelotki i grabieją z zimna ręce.Lubię ekstremalne łowienie i dla tego sezon kończę w momencie gdy płynie rzeką śryz i kra.Szkoda Piotrek że nadmierny przybór nie pozwolił Ci dotrzeć do lepszych miejscówek ale za to zakończyłeś sezon łowiąc rybkę i dotleniając płuca, a to lubimy najbardziej.

Skomentował rapa, 2010-11-30 22:52:32

Ja chyba bym nie wybrał się w taką pogodę po ostatnim maratonie przez pola w deszczu Kwadr gratuluje zarówno wyprawy jak i hartu ducha by przy takim mrozie nie zostać pod pierzyną Haha

--
Rapa-Sklep.pl

Skomentował tymon, 2010-12-01 07:15:46

Piotrze, super wyprawa Hura

--
Życie zaczyna się nad Wisłą Oczko

Skomentował Paweł, 2010-12-01 09:19:39

Dla mnie przesłanie jest jasne: taki chart ducha zawsze jest nagradzanyHura! Twoja opowieść, Piotrze, jest tego najlepszym przykładem! Pokonanie tylu przeciwności (zdziwienie szefa, mróz, wysoka woda) w połączeniu z wytropieniem i wyholowaniem drapieżnika (a nawet dwóch!) w swoich ulubionych rewirach.... Zazdroszczę Ci Piotruś tego, oj zazdroszczęOkok

Skomentował Blanek, 2010-12-01 10:35:39

Graty! Kozak jesteś!

--
"Spokojem wykończysz wszystkich - nerwami samego siebie"

Skomentował bysior, 2010-12-01 10:56:20

Świetne opowiadanie, czytając zapomniałem o bożym świecie! Zacieszacz To jest właśnie jedna z kwintesencji wędkarstwa. Samotność, przyroda, walka z pogodą... a do tego jeszcze osiągnięcie celu - złowienie ryby. Mistrzostwo! Okok Artykuł w oceniam na 10 - i na pewno jeszcze do niego wrócę - żeby czytając przenieść się w myślach nad brzegi Wkry. Dzięki Piotruś Oklasky

--
V Puchar Shrap-Drakers.pl - już 2 czerwca Haha

Skomentował morouk, 2010-12-01 11:04:54

Powtórzę to, co już kiedyś Ci Piotrze powiedziałem podczas jednego ze wspólnych wypadów wędkarskich - powinieneś koniecznie wydać książkę ze swoimi opowiadaniami. Coś na kształt publikacji D. Duszy ("Właśnie wróciłem z ryb" czy jakoś tak Usmiech ). Sam chętnie nabyłbym taką pozycję. Serio. I Bombla książkę z opowiadaniami również chętnie widziałbym na swojej półce ... Tak Tak Tak

--

Skomentował bysior, 2010-12-01 11:23:05

Drugim kupcem będę ja Usmiech

--
V Puchar Shrap-Drakers.pl - już 2 czerwca Haha

Skomentował Paweł, 2010-12-01 11:34:55

A trzecim jaUsmiech! I czwartym też, bo kupiłbym dwie, na zapasSzok. Jak jedna by się zdarła od czytania - miałbym kolejnąHura!

Skomentował gusto, 2010-12-01 13:12:37

No,no kolego to tygryski lubiąHaha,żeby nie odległość,którą mam do Ciebie to pewnie bym się z tobą zabrał,bo lubię takie klimaty Cwaniak,moje gradkiOklasky

--
fan przyrody,wędkarstwa.grzybobraniaMuza

Skomentował gusto, 2010-12-01 13:17:07

A,jak wydasz książkę to daj znać ZAKUPIE NAPEWNOHuraHejka

--
fan przyrody,wędkarstwa.grzybobraniaMuza

Skomentował Wozik77, 2010-12-01 20:04:37

Dzięki Panowie Kwadr Tak, jedno jest pewne - przeciwności losu w kąt i nad wodę!

PS Książkę mówicie MysliHahaHahaMysli

--
"...mam swoją pasję, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej..."

Skomentował Killerek, 2010-12-01 20:53:55

Gratuluje zarówno połowu, jak i samozaparcia Usmiech

Skomentował galieni, 2010-12-02 08:11:55

Super napisane i super wyprawa gratuluje

Skomentował bysior, 2010-12-02 13:26:13

Piotruś... to wcale nie jest nierealne! Kirej ostatnio zrobił taką książeczkę, broszurkę jakby z opowiadaniami Jaśka - i wcale to dużo nie kosztowało Usmiech Więc, hm... na przyszłą Wigilę Drakersów.... Hura

--
V Puchar Shrap-Drakers.pl - już 2 czerwca Haha

Skomentował morouk, 2010-12-02 14:23:36

Pod choinkę 2011! Usmiech Taaak!

--

Skomentował bysior, 2010-12-02 14:25:59

W empiku bestseller jak nic! Ale od razu zaznaczam, że proszę o autograf Haha

--
V Puchar Shrap-Drakers.pl - już 2 czerwca Haha

Skomentował moczykij, 2011-10-14 18:59:57

Świetnie się czytało . Chyba nawet wiem dla czego HahaHaha Autor jakiś taki znajomy Haha

Skomentował Wozik77, 2011-10-16 17:51:08

Moczykij - dzięki Haha

--
"...mam swoją pasję, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej..."



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Blanek

@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd Haha @Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany Oko A i dzięki za wymyślenie WróBlanków Okok @ ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej