Artykuły wędkarskie / Opowiadania

Jesienne łowy nie należą do najłatwiejszych
W zimne dni października nad wodą bywa niewielu ludzi. Główki, ostrogi i kamienne trawersy puste, czasami tylko gdzieś zamajaczy niewyraźna sylwetka, by po chwili zniknąć, pozostawiając obserwatora w niepewności, czy nie uległ złudzeniu stęsknionych towarzysza oczu. Tak, stęsknionych, bo o ile latem ucieka się przed tłumem wędkujących, o tyle po wielogodzinnych jesiennych łowach wygląda się kogoś, z kim można by zamienić parę słów. Jesień to czas samotników, mój czas.
Jeszcze ciemno. Przez gumowe buty czuję przejmujący chłód rosy. Miękkie trawy stopniowo ustępują twardym, kanciastym kamieniom. To znak, że zbliżam się do ulubionego łowiska. Ciszę przerywa delikatny szelest, pierwsze krople zimnego deszczu rozbijają się o twarde podłoże. Mokro, nieprzyjemnie. Żyłka klei się do montowanego pospiesznie spinningu. Po chwili przestaje padać, zrywa się natomiast niewielki wiatr, przenikający swoim oddechem aż do szpiku kości. Po kwadransie łowów dostrzegam rozmyte kontury otaczającej mnie rzeczywistości. Dnieje niespiesznie, ociężale. Obławiam kolejne dołki. Powoli, sumiennie, dokładnie. Doświadczenie nauczyło, że tak trzeba, pośpiech zupełnie niewskazany. Jesienne wędkowanie można porównać do grzybobrania – najwspanialsze okazy trafiają się flegmatykom.
W południe robię przerwę na śniadanie i kawę. Po chwili słyszę niewielki plusk. Spoglądam na wodę i dostrzegam kilka maleńkich rybek, pryskających na boki po ataku drapieżnika. Okoń? Kleń? Sandacz? Kto wie... Posyłam małą obrotówkę w miejsce zaobserwowanego zdarzenia. Wędkarski szósty zmysł mówi mi, że za chwilę poczuję upragniony opór. Tak! Atak następuje tuż po kolejnym rzucie, gdy błystka opada spokojnie na dno, wirując powoli skrzydełkiem. Dziękuję Bogu, iż nie przegapiłem brania. Ryba po zacięciu nie zaczyna jakiejś szaleńczej walki, tylko prze uporczywie do dna, od czasu do czasu wyciągając kilka metrów linki. Mija dobrych parę minut i wreszcie podciągam holowany okaz bliżej brzegu. Mimo wielkiej ostrożności popełniam błąd.

Podczas holu szczupaka nietrudno o błąd
Zbyt wysoko unoszę szczytówkę wędziska, co prowokuje drapieżnika do gwałtownego wyskoku nad powierzchnię. Moim oczom ukazuje się wspaniały, kilkukilogramowy okaz szczupaka, który potrząsa zębatym pyskiem, próbując oswobodzić się ze zdradzieckiej kotwiczki. Dopiero teraz odczuwam napływające emocje. Nogi i ręce drżą, serce wali jak po długim biegu. Obły kształt młynkuje tuż pod moimi nogami i bijąc wściekle ogonem, rozbryzguje fontanny wody zmieszanej z wiślanym mułem. Przypominają mi się opowieści kolegi z łososiowej wyprawy na Alaskę. Toż to prawdziwa torpeda! Na szczęście zębacz po chwili uspokaja się i odpływa w głębinę. Po kilku minutach chwytam zmęczoną rybę w okolicach mięsistego karku i wyciągam na brzeg. Boże! Jaki piękny! Jeszcze nigdy nie widziałem tak wspaniale ubarwionego szczupaka! Ciemnozielony, w złote i oliwkowe cętki.

Niekiedy jednak hol kończy się powodzeniem
Spoglądam na wielkie, ostre jak szpilki kły i uświadamiam sobie, że książkowe porównania dużego esoxa do bengalskiego tygrysa wcale nie są takie banalne, jakby się mogło wydawać. Maleńka obrotówka utkwiła w twardym pysku tak mocno, że muszę niemało się napocić, aby ją odhaczyć. Prawdziwy dramat przeżywam po chwili, gdy zastanawiam się, co począć ze wspaniałym okazem. Ryb w zasadzie do domu nie zabieram, ale ten sezon miałem wyjątkowo kruchy i wypadałoby podsumować go choć jedną godną konsumpcji zdobyczą, nieporównywalną smakowo z supermarketowymi pstrągami. Uniesiona ręka zastyga przez moment w bezruchu i powoli opada. Nie mogę! Zbyt piękny, aby go uśmiercać. Trzymam zdobycz przez chwilę w spokojnej wodzie blisko brzegu i uśmiecham się do swoich myśli. Ten prawdziwie może opowiadać pobratymcom, że uciekł katu spod topora.

Jak się nie ulitować, gdy przeciwnik bezradny?
W ferworze walki nawet nie zauważyłem, iż zmieniła się pogoda. Wiatr przegonił chmury i pokazało się słońce. Nagle wszystko pojaśniało i nabrało nowych, fascynujących kolorów. Wiekowe topole zaczęły przypominać rajskie drzewa, oblane złotem i purpurą. "A może to Matka Natura barwnie dziękuje mi za to, że nie skradłem jednego z jej skarbów? Ci Grecy to jednak mądrzy ludzie” – pomyślałem, przypominając sobie mityczną opowieść o Demeter i Korze. Wtem usłyszałem szelest w pobliskich krzakach. Odwróciłem się i moim oczom ukazał się siwy staruszek z leszczynowym wędziskiem w rękach. Wyglądał jak człowiek z innej, dawno minionej epoki. Stary, pomarszczony, w niespotykanym już stroju. „Dziękuję!” – powiedział i spokojnie się oddalił. Zatkało mnie.
Koledzy po kiju zwykle podśmiewają się ze mnie, gdy podczas zimowych spotkań przy nalewce opowiadam im tę przygodę. Nie wierzą w wielkość szczupaka ani w istnienie tajemniczego staruszka. A ja mógłbym przysiąc, że spotkałem nad Wisłą strażnika natury.
Informacje o autorze
Skomentuj "Ołów i złoto"
Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!
Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!
Komentarze (6)
Skomentował krzyko, 2011-12-04 08:04:59
Skomentował bysior, 2011-12-04 09:50:21
Skomentował Wozik77, 2011-12-04 17:35:57
Skomentował gusto, 2011-12-04 18:59:15
Skomentował garbus, 2011-12-04 19:08:18
|
|
Nema -- |
Skomentował Kaz, 2011-12-05 20:32:39
Ostatnio komentowane teksty
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: Blanek@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd
@Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany A i dzięki za wymyślenie WróBlanków
@ ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: bysiorFajne miśki Marcinku A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: waldi-54"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" Brawo ![]() ![]() Blaneczku, fajnie się czy ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: KazBlanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin. ![]() ![]() ![]() ![]() ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: krysko131Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: PawełŚwietna sprawa taka "przejażdżka" po Biebrzy
Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody...
Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ... zobacz więcej | ||
|
|
Boleniowa majówka 2012skomenował: KazZa artykuł ![]() ![]() :oklasky:za rybki ![]() ![]() -super Pawełku ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: KazDziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ... zobacz więcej | ||

Czytając końcówkę zabrakło oddechu... satysfakcja z wypuszczenia pięknej ryby jest bezcenna i bez wątpienia to jeden z najprzyjemniejszych momentów naszej pasji, to machanie rybiego ogona na pożegnanie! 



A i dzięki za wymyślenie WróBlanków