Artykuły wędkarskie / Wyprawy wędkarskie
Oliwkowy rekord....
Autor: Wozik77, opublikowano 2011-06-19 00:44:17
komentarze: 14, wyświetleń: 1099
--
No bo czy wstawanie przez kilka dni o 3 rano, by o świcie być na wodzie jest wypoczynkiem? Czy tachanie silnika i akumulatorów, oraz wszystkich wędkarskich i nie tylko gratów dwa razy dziennie do łódki i z powrotem jest relaksem? Czy spinningowanie 8 godzin przez 6 dni okraszone 3 godzinną, wieczorną zasiadką ze spławikiem może nie wyczerpać człowieka i mu się nie znudzić? Otóż powiem Wam, że mi NIE, po stokroć NIE !!!
Wyjeżdżaliśmy z Warszawy pochmurnym piątkowym popołudniem, sprytnie omijając drogą przez Dębę korki w Legionowie lub Nieporęcie, Serocku i przed Pułtuskiem. Mazowsze opuszczaliśmy pod baldachimem wiszącego w górze deszczu, jednakże Mazury przywitały nas dopiero co wyglądającym zza chmur wieczornym, zachodzącym słonkiem. Prognozy na najbliższe dni były obiecujące i dawały nadzieję na wytchnienie po dwutygodniowych upałach.
W drzwiach domu jak zwykle słowami „Szczupaki drzyjcie”, przywitał nas Gospodarz. Uścisk dłoni, pytanie o zdrowie i na pomost nacieszyć oczy widokiem.

Nie pozostawało nic innego tylko cieszyć się nadchodzącym tygodniem.
Pełnie tej radości odkładałem na poniedziałek, kiedy to według moich przewidywań weekendowy ruch na jeziorze miał zelżeć. Tak też się stało, jednakże w sobotę i niedzielę rozpocząłem przyzwyczajanie biało-rybu do miejsca, w którym zamiarowałem wędkować.

Niedzielną, późną poobiadową porą nie wytrzymaliśmy i wypłynęliśmy z bratem na spinningowy rekonesans.

Szczupaki współpracowały przednie. Brań było sporo, a ryby z każdą kolejną sztuką były o kilka cm większe.

Cieszyło nas to bardzo i było dobrym prognostykiem na kolejne dni, jednakże z opisu pominąć muszę przysłowiowego 13-go, o którego pechu i mi było dane się przekonać. Jego bilans podsumuję tylko złamanym na własne życzenie (poprzez popełnienie szkolnego błędu) spinningiem oraz wypięciem przy podbieraniu 4 godnych już drapieżników. Brat, na drugiej łódce też nie miał najlepszego dnia, więc zgodnie zrzuciliśmy to na kark “przesądu”, kończąc ten dzień w miejscowej knajpce i zajadając się smakołykami z grila popijając je piwkiem. Zaprzyjaźniliśmy się też z pewnym bocianem, który odwiedzał nas codziennie.

Kolejny dzień zapowiadał się już dużo lepiej. Połów rozpocząłem jednak od skorupiaków

Ryby natomiast brały co prawda rzadziej niż dzień wcześniej, ale sprawiały niebywałą radość podczas emocjonujących holi.

W tym miejscu muszę nadmienić, iż po lekturze artykułu zamieszczonego na Shrap-Drakes.pl, autorstwa Pawła Popławskiego n/t fotografi wędkarskich, postanowiłem zabierać ze sobą na łódkę mały statyw. Wraz z niewielkim kompakcikiem spisał się wyśmienicie, gdyż do tej pory zawsze miałem problem ze zdjęciami na łódce (a raczej ich brakiem). Pływanie samotne niemal wykluczało zrobienie sobie fotki z rybą. Tym razem było zupełnie inaczej, a statyw z pewnością na stałe zagości w moim wyposażeniu łódki.




Zmagania ze szczupakami skończyłem przed 18.00, a kwadrans poźniej wpłynąłem do zatoki na nęcone od kilku dni łowisko.

Smakołyki przygotowane dla ryb ponownie powędrowały do wody, a ja w spokoju i bez pośpiechu zabrałem się za montowanie zestawów.
Wieczór był cichy, ciepły i bezwietrzny. Idealna aura na zasiadkę. Odpadły wszelkie problemy ze zwiewaniem zestawów, co ewidentnie przełożyło się na spokojne oczekiwanie na brania.
Najpierw drobnica. Jak zawsze. Wzdręgi, płotki. Niektóre niczego sobie, ale to nie one były celem mojego polowania. Po 20.00 następuje 20 minut ciszy i w końcu pojawiło się w łowisku bąblowanie. Moja koncentracja sięgnęła zenitu, kiedy bąbelki wynurzały się dokładnie pod spławikiem.
Nie czekałem długo. Wyłożenie spławika i pierwszy leszczyk melduje się w podbieraku.

Nie mija kwadrans jak kolejny raz wędka gnie się pod ciężarem rybki. Ten jest już większy i dużo piękniejszy. Ciemne ubarwienie jest domeną jeziorowych leszczy, ale także ubarwieniem dna, jakie tu się znajduje.

Po paru minutach mam kolejnego przedstawiciela rodu Abramis Brama, jednak zaczynam się zastanawiać czy stado leszczy nie przepłoszyło mi skutecznie bohaterów, dla których tu przypłynąłem. Chwilę przed 21.00 spławik zaczyna rytmicznie podrygiwać. Znam ten widok i mija jeszcze dobrych kilka minut zanim ryba przytapia go i majestatycznie przesuwa w bok.
- Nie ma na co czekać Piotruch - rzucam sam do siebie w myślach. - Teraz !!!
Zacinam, a w toni odpowiadają mi dwa mocne szarpnięcia. Hamulczyk kołowrotka zagrywa melodię, a ryba odjeżdża raz w prawo, raz w lewo. Prze do przodu z mocą lokomotywy, a solidna matchówka gnie się w pałąk. Zanim zaczynam na dobre cieszyć się tą walką... jest po wszystkim.
Zciągam zestaw. Brak haczyka. Z używania przyponu już kiedyś wyleczył mnie jeden złoty osobnik, jednakże teraz musiałem coś spartaczyć z węzłem. Klnę pod nosem za niewykorzystaną szansę. Ryba narobiła troszkę zamieszania i przez pół godziny nie dzieje się nic. Przed 22.00 doławiam jeszcze kolejnego leszcza jednak niesmak pozostaje.


Rybka wraca do wody, a ja postanawiam kończyć.
Następnego dnia rano, podczas gdy “cętkowane nadzieje” zamieniają się w “pasiaste szczęście”, ja wciąż rozmyślam nad przebiegiem wczorajszej zasiadki. Wiem, że mogłem pobić swój rekord, ale wierzę też, że może dziś los się uśmiechnie.






Popołudniu znów ten sam scenariusz. 19.00 donęcenie i do dwudziestej drobiazg. Potem cisza. Po niej - tak jak dzień wcześniej, niemal z zegarkiem w ręku bąblowanie. Co i raz to tu, to tam, na gładkiej powierzchni wody widać ich zwartą masę. W półmroku wytężam wzrok, kiedy to jeden ze spławików zaczyna się podtapiać, jednak to jeszcze nie czas. W braniu mojego bohatera, nie wiem dlaczego, ale już tak jest, że dokładnie na 100% wiesz, że to jest ten moment zacięcia. Znów zabawa trwa kilka chwil i kiedy myślę, że tylko posmakował, spławik majestatycznie w połowie zatopiony, odjeżdża powolnie w prawo. Świst kija i rozpoczyna się walka. Tu nie ma miejsca na błędy, dlatego liczę, że wzmocniona wersja węzła z dnia wczorajszego jest wystarczająca. To samo myślę o żyłce, ale o rozmiar 0,22 tym razem się niepokoję. Powód jest prosty. Takiego oporu białej ryby na kiju nie miałem chyba nigdy. Ryba idzie dołem wzniecając wokoło bańki powietrza unoszące się do góry z roślinności na dnie. Na szczęście jedną ręką udaje mi się sięgnąć drugi zestaw i przesunąć go nieskładnie, ale jednak mocno w prawo. Oczyszcza to mi teren walki. Teren w moim rozumieniu, bo przeciwnik nic sobie z tego nie robi i pływa tam, gdzie On chce. Zaczynam obawiać się o finał tej zabawy i luzuję jeszcze bardziej hamulec. Wiem, że wypięcie z pyska w tym przypadku zdarza się niezmiernie rzadko, a poprzez przesadny hol siłowy finał może być jednak niekorzystny dla mnie. Po dobrych dwóch minutach w końcu moim oczom ukazuje się lin. Nogi mam jak z waty, bo wiem, że to mój rekord !!!
Na zanurzony wcześniej podbierak podprowadzam rybę, jednak tak nie zamierza kapitulować. Kolejny odjazd w toń zatoki jest jednak jej zgubą. Tak niefortunnie robi młynek, ze okręca się żyłką wokół tułowia. To troszkę krepuje jej ruchy i znacząco ułatwia mi kolejną próbę podebrania. W końcu mogę się cieszyć zdobyczą!!!



Dopiero w podbieraku, na dnie łódki widzę jak jest duży. Drżącymi rękoma przykładam miarkę. Równiutko 50cm ! Cieszę się ogromnie. Ryba zmęczona walką leży na mokrym podbieraku, a ja podziwiam jej aksamitną, oliwkowo-zielono-złotą barwę. Szybka sesja foto i Pan Lin wędruje z powrotem do wody. Po takich emocjach i harmidrze dalsze łowienie w dniu dzisiejszym odpuszczam. Spływam z jeziora niezmiernie szczęśliwy.
Kolejne dwa dni przynoszą mi nieco mniejszych przedstawicieli rodu TINCA TINCA, ale wyniki między 38-42cm cieszą niezgorzej, bo jeszcze do wczoraj oscylowałby wokół poprzedniego rekordu. Oczywiście wszystkie wracają do wody, by rosnąć dalej i cieszyć jak mnie kolejnych szczęśliwców.




Ostatniego dnia Mazury zaciągają się ciężkimi chmurami, woda wychładza się znacząco, a toń jeziora marszczy fala. Wędkowanie odpuszczam, tym bardziej, że jutro już powrót. Sercowe rozterki, jakie przeżywam, kiedy po raz ostatni stoję na pomoście patrząc na jezioro, najlepiej określą słowa pewnej piosenki…
„Chce do jedynego miejsca na Ziemi, gdzie problemy przestają mieć znaczenie, do objęć które akceptują me słabości, do nich pragnę, tylko do mej miłości, jest na Ziemi jedno moje małe miejsce, gdzie poza biciem serca nie liczy się nic więcej, uciekam tam z moją całą miłością, wierzę w Ciebie, wierze w moje SACRUM...”
PS. Podziękowania dla mojej Małżonki, za wyrozumiałość dla mojej pasji, jaką jest wędkarstwo i za to, że akceptuje i toleruje moje prawdziwe wędkarskie eskapady. Ola. Dziękuję
Żegnajcie Mazury, tym razem na dłużej.
Informacje o autorze
Wozik77
Piotr Woźniak Pseudonim wędkarski: Wozik77 Lat wędkarskiego stażu: - 27 Miejsce wędkowania: Zakamarki Mazowsza oraz Kraina Wielkich Jezior Mazurskich. Ulubiona metoda: spinning, spławik. Ulubiona ryba: Szczupak, Lin. CW - czyli mój Czas Wędkarski w pigułce - lata dzieciństwa - pierwsze kontakty ze stworzeniem zwanym "yyybka" ( poprawna wymowa tego słowa to...
Więcej informacji znajdziesz na blogu Wozik77
Skomentuj "Oliwkowy rekord...."
Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!
Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!
Komentarze (14)
Skomentował waldi-54, 2011-06-19 07:06:42
Skomentował morouk, 2011-06-19 09:48:41
|
|
Piotr, pieknie, po prostu pieknie! Lin kapitalny, wyprawa znakomita, a zdjęcia z łódki - lux! Paweł z pewnością będzie dumny z takiego ucznia -- |
Skomentował bysior, 2011-06-19 11:19:27
Skomentował krzyko, 2011-06-19 17:12:23
Skomentował Novis, 2011-06-19 22:22:45
Skomentował mario, 2011-06-20 06:39:40
|
|
|
Skomentował Wozik77, 2011-06-21 21:52:58
Skomentował kojoto, 2011-06-21 23:13:33
|
|
No to jest dopiero piękna relacja! -- |
Skomentował rapa, 2011-06-22 09:48:49
|
|
Cieszę się że jesteś wypoczęty i zadowolony bo to najważniejsze. Lin bajka, mam nadzieję że choć raz uda mi się wybrać ze spławikiem w tym roku |
Skomentował gusto, 2011-07-02 15:04:41
|
|
No to połowiłeś kolego rybki super -- |
Skomentował moczykij, 2011-10-12 21:08:46
|
|
Chyba już znalazłem mojego ulubionego autora na S-D |
Skomentował Wozik77, 2011-10-13 12:08:12
Skomentował nema44, 2011-12-24 14:20:26
Skomentował Wozik77, 2011-12-24 14:28:26
Ostatnio komentowane teksty
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: Blanek@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd
@Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany A i dzięki za wymyślenie WróBlanków
@ ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: bysiorFajne miśki Marcinku A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: waldi-54"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" Brawo ![]() ![]() Blaneczku, fajnie się czy ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: KazBlanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin. ![]() ![]() ![]() ![]() ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: krysko131Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: PawełŚwietna sprawa taka "przejażdżka" po Biebrzy
Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody...
Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ... zobacz więcej | ||
|
|
Boleniowa majówka 2012skomenował: KazZa artykuł ![]() ![]() :oklasky:za rybki ![]() ![]() -super Pawełku ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: KazDziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ... zobacz więcej | ||



!


, czyżby zmiana na nowszy model
,zdjęcia rewelacyjne

Tez znam tego gościa!!!