Moje wiosenne klenio - jazie

morouk 2012-03-07 Metody i triki

...
Do niedawna uważałem wczesnowiosenne klenie i jazie za ryby szalenie trudne, wręcz niemożliwe do złowienia dla wyposzczonego po zimowej posusze spinningisty. Dlatego raczej bez wielkiej wiary i z przeświadczeniem, że wypad będzie raczej krajoznawczy i zdrowotny niźli wędkarski - zabierałem nad wodę swojego Black Stara i pudełka z niewielkimi woblerkami i w marcu oraz kwietniu ruszałem nad wodę. Byłem przekonany, że "grunciarze" są wręcz nie do pokonania jeśli chodzi o wyniki w połowach tych ryb wczesną wiosną i spinningista z góry w tym pojedynku jest skazany na porażkę. O ile te sympatyczne skądinąd ryby w marcu są dla mnie nadal wędkarską zagadką, to w kwietniu już czuję się znacznie pewniej w ich poszukiwaniu.

Powodem przekonania o "trudnych wczesnowiosennych kleniach i jaziach" była chroniczna wręcz nieumiejętność skuszenia tych ryb w marcu i kwietniu. Zawsze pierwsze egzemplarze tych gatunków łowiłem najwcześniej w maju. Natomiast pozostałe miesiące wiosenne stanowiły nieprzerwane pasmo kleniowo - jaziowych porażek. Owszem dopisywały okonie, ale kleni i jazi ani widu, ani słychu ...

Dlatego zapadła jedynie słuszna decyzja - dość tego! Pora odczarować to wczesnowiosenne kleniowo - jaziowe fatum i rozgryźć tajemnice przebywania tych ryb wczesną wiosną oraz odkryć, jak skłonić je do pogonienia za sztucznym, spinningowym wabikiem.

Plan był prosty i nader chytry, a zarazem banalny. Trzeba wydrzeć tę tajemnicę tym, którzy ją już znają. A jak wiadomo powszechnie - wydzieranie tajemnic wiąże się zwykle z podstępem. Tak też było i w moim przypadku.

Oczywiście najpierw należało odnaleźć osobnika, który zna patent na wczesnowiosenne klenie i jazie. I mowa tutaj o kleniach i jaziach ze średniej, nizinnej, mazowieckiej rzeki, jako że głównym moim rewirem łowieckim są takie właśnie cieki. W sumie nie było to takie trudne, wszak okazja ku temu pojawiła się sama. A wraz z nią - Gość, Który Kleniom i Jaziom Się Nie Kłaniał ;) Teraz tylko wystarczyło zostać kumplem wędkarskich tego gościa wypraw i ... podglądać!



Nie ukrywam, człowiek, o którym mowa, miał dość ostre wejście kleniowo - jaziowe. Rzecz działa się podczas II Zlotu Drakersów nad Wkrą. Onego czasu zloty te odbywały się w miejscowości Bolęcin - czyli na odcinku, który jest dość chimeryczny jeśli chodzi o te ryby - raz darzy pięknie, innym razem pozwala wyłącznie schodzić z wczesnowiosennej wody o kiju. Był kwiecień. W tym okresie jak wiadomo RAPR nie pozostawia wielkiego wyboru spinningiście, tak samo zresztą, jak specyfika średniej nizinnej rzeczki. Troci w niej raczej nie uświadczysz, pstrągi - chyba tylko zbłąkani uciekinierzy z hodowli..., o łososiach w ogóle nie ma co wspominać. A zatem zostają ... klenie, jazie i okonie.

Wiosenny trzydziestak - okoń często jest przyłowem przy poszukiwaniach jazi i kleni na wiosnę.


No i głównie okonie padały podczas tegoż zlotu. Wyjątkowo pojedyncze klenie. Jazi nie pomnę z tego spotkania. Natomiast posiadacz patentu na klenie i jazie - szast prast - po cichu złowił bodaj trzy czy cztery wymiarowe klenie, miał kilka niewymiarków. I to wszystko w warunkach trudnych, bo w połowie zawodów przez łowisko dziarsko przedefilowała mu kawalkada radosnych kajakarzy (co za zmora nad Wkrą ...).

Oczywiście ów łowca wygrał II Zlot Drakersowy. Pozostało tylko poznać jego sekret

Ten, który kleniom i jaziom się nie kłania, okazał się bardzo pomocnym i sympatycznym Drakersem. Rychło nasza pogaducha podczas II Zlotu Drakersowego przerodziła się w wędkarskie kumpelstwo. Za tym rzecz jasna poszły kolejne wspólne wyprawy wędkarskie.

Sekret zimnych kleni i jazi został częściowo w dużej mierze dzięki tej znajomości odkryty Częściowo, ponieważ niestety nie zgłębiłem jeszcze tajemnicy połowu tych ryb w marcu. Ale w kwietniu już z wiarą ruszam na kleniowo - jaziowe łowy. Zawsze podczas takich wypraw stosuję się do kilku żelaznych zasad.

Małe Bonitka działają na wiosnę!


Po pierwsze - nie zbroję się przesadnie na te rybki, ale też nie uprawiam zbytniego hura optymizmu jeśli chodzi o wytrzymałość sprzętu. Solidna osiemnastka albo wyższej klasy szesnastka (np. Dragon HM69) to rozsądna grubość żyłki na te rybki. Niżej nie ma co schodzić - szkoda naszych nerwów po stracie (urwaniu) rybki oraz samej rybki. Wiem z własnego doświadczenia, że kwietniowe jazie i klenie potrafią już solidnie przetestować sprzęt i umiejętności wędkarza. Zdarzały mi się o tej porze roku już brania jazi, które miały impet rozwścieczonego klenia i odjazdy kleni przypominające prący do przodu mini - parowozik. Trzeba być na to przygotowanym, zwłaszcza, że warunki w których zwykle staram się kusić te rybki są trudne - krzaki na brzegu i w wodzie, korzenie pod wodą i inne przeszkody mogą skutecznie wybić nam sportowe zapędy sprzętowe w połowie tych rybek. Poza tym dochodzi przecież jeszcze obniżony zimowym wędkarskim snem refleks i zanik wędkarskich (spinningowych) odruchów, a przynajmniej ich znaczne opóźnienie spowodowane zimowym letargiem.

Wiosną każda ryba cieszy!


Po drugie - szukam przede wszystkim takich odcinków rzeki, gdzie rybki te czują się bezpiecznie a zarazem mają co jeść. Przede wszystkim więc szukam tych ryb na odcinkach, gdzie rzeka płynie po dnie twardym, ziemnym nie piaszczystym. Na piasku rybki będą się wygrzewać później - pod koniec maja, albo w pierwszej połowie czerwca. I zostaną tam aż do późnego lata.

Świetne moim zdaniem są odcinki łąkowe, śródleśne. Koniecznie na brzegu muszą być jakieś drzewa, krzaki. Stworzenia owadzie radośnie buszujące po tych roślinach skutecznie moim zdaniem przyciągają na wiosnę te rybki. Żaden kleń i jaź nie przepuści tłustemu robaczkowi, któremu obsunie się nóżka (a raczej odnóże) i pluśnie w wodę... Poza tym ciemne, łąkowe podłoże posiada rozliczne żyjątka podziemne, które na wiosnę chcąc nie chcąc są porywany przez wezbraną rzekę. I zwykle wówczas lądują w wygłodniałych pyszczkach kleni i jazi.

Kiedyś moja ulubiona miejscóweczka na jazie i klenie.


Gołe, pozbawione zadrzewienia i zakrzaczenia odcinki rzek o tej porze raczej odpuszczam. Nabrzeżna roślinność daje te moim zdaniem kleniom i jaziom poczucie bezpieczeństwa, cień, w którym czują się dobrze.

Po trzecie - raczej staram się obławiać rynny, szukam ryb w okolicach ich dna. Oczywiście im bliżej maja, tym częściej posyłam wabik na płytszą wodę, sąsiadującą zwykle z głębszą, ponieważ zwłaszcza jazie, lubią wyruszyć w tym okresie na wycieczkę w cieplejsze i płytsze rejony rzeki. Wielokrotnie w ostatniej chwili dostrzegałem w polaroidach takiego ciekawskiego delikwenta buszującego pół metra od brzegu. Zwykle pokazywał mi wówczas rzecz jasna swój zgrabny jaziowy ogon i tyle go widziałem.

Wiosenny jazik z rynienki.


Moje ulubione wczesno - wiosenne miejscówki to np. podmyte burtki, przy których niegdyś był główny nurt, a przez które obecnie już toczy się wolniej woda, bo nurt powędrował sobie na drugi brzeg (teraz jest tam wystarczająco głęboko dla jazi i kleni, a jednocześnie pęd wody nie wyrywa im płetw, pojawia się sporo roślinności, szybciej nagrzewa się woda). Szukam też rynien, gdzie nurt płynie wartko, ale na dnie są przeszkody nurtowe takie jak zatopione korzenie, pnie, kamienie, nurt kręci, wije niespokojnie. Znakomite są podcięte nurtem łąkowe odcinki rzeki, tworzące swoistą wnękę w brzegu, który jest dodatkowo porośnięty krzakami, drzewami. Często będą to brzegi dość wysokie, dlatego zawsze warto mieć przy sobie podbierak z dłuższym, rozkładanym ramieniem, w celu sprawnego podebrania mieszkańca tych miejsc. Fajne są wewnętrzne zakręty rzeki, te na których znajduje się niewyrośnięte jeszcze sitowie.

Po czwarte - używam raczej wyłącznie woblerów. Nie ograniczam się do rozmiarów kleniowo - jaziowych czyli wielkości nie przekraczającej 3, 3,5 cm. Nie waham się wczesną wiosną założyć większych wabików cztero - czy nawet pięciocentymetrowych.

Małe ...


Nieco większe ...


I największe (do 5 cm).


Zmieniam przynęty na zasadzie kontrastu - tzn. jeśli nie mam brania na wobka małego - zmieniam go na większego i na odwrót. Często taka zmiana przynosi branie w pierwszym rzucie.

Najsympatyczniejsza, wiosenna zdobycz.


Po piąte - prowadzę wabiki wolno. Często przytrzymuję w nurcie, spuszczam z prądem, znów przytrzymuję, ciągnę baaardzo powoli pod prąd. Wiosna nie jest moim zdaniem najlepszą porą na testowanie umiejętności sprinterskich kleni i jazi.

Po szóste i chyba najważniejsze - skradam się. Nie waham się przychylić karku zbliżając się do wody. Pieczołowicie wybieram miejsce gdzie postawię stopę, by nie narobić niepotrzebnego rabanu, staram się maskować wykorzystując naturalne parawany - krzaki, pień drzewa, cień etc. Kiedyś nie doceniałem tego, dziś jestem pewien, że to warunek konieczny skutecznych łowów tych ryb. Nie rzucam co chwilę, staram się robić przerwy, by woda "odpoczęła". Grunt to nie wprowadzać sobą zbytniego zamieszania nad wodą.

I wreszcie - nie rzucam co chwila w jedno miejsce. Staram się za każdym razem skierować przynętę w miejsce inne w danej miejscówce, tak, aby nie było sytuacji, gdy ten sam wobek co chwilę defiluje tym samym torem. Powód jest prosty - nie chcę, aby się potencjalnej rybce opatrzył. Rzucam więc raz na wprost, raz w prawo, raz w lewo pod prąd etc. Gdy to nie pomaga zmieniam przynętę na zasadzie kontrastu i znowu prawo, lewo, prostopadle itd. Jako że najczęściej pakuję się w krzaczory albo pod drzewa, to rzucam przede wszystkim z nadgarstka, jednorącz. Cicho i precyzyjnie.

W moim pudełku jaziowo - kleniowym mam małe i średnie Bonito, Gloogi, Kenarty, Dorado i inne im podobne, ale też i garść własnoręcznie wystruganych woblerków. Na wiosnę raczej nie wkładam do pudełka smużaków. Jakoś nigdy wiosną nie cieszyły się zbytnim powodzeniem u rybek. Ich czas przyjdzie latem.

Ot, kleniowo - jaziowy rozmiar.


Przy wiosennych połowach kleni i jazi należy wkalkulować w ryzyko wyprawy pewne prawdopodobieństwo powrotu o kiju, szczególnie gdy wybieramy się nad wodę bliżej marca. Jednakże ryzyko to nie powinno nikogo zatrzymywać w domu. Wszak koniec marca, czy początek kwietnia to piękny okres, gdy przychodzi wspaniała i moja ulubiona pora roku - wiosna.
Nawet jeśli klenie i jazie uparcie nie dostrzegają naszych wabików, warto na świeżym powietrzu chwytać pierwsze cieplejsze promienie słońca, cieszyć oczy kolejnymi przejawami tej nadchodzącej pory roku. Wcześniej czy później na naszym kiju pojawi się wiosenny jaź, czy kleń. Pamiętajmy, że nad wodę wybieramy się nie po, lecz na ryby. I zawsze starajmy się ostrożnie zwracać wolność tym wspaniałym mieszkańcom rzeki.

Każdy zimny kleń cieszy.


Kwietniowa zdobycz zawsze wywoła podobną reakcję na twarzy.


A kim jest ten ów Drakers, który nie zwykł się kłaniać kleniom i jaziom, zapytacie pewnie. Cóż, niestety, nie mogę zdradzić, kto to, wybaczcie. Jest jeszcze parę wędkarskich tajemnic, które muszę z niego wyciągnąć. Zresztą ... i tak nie zgadniecie ... ;)





Do zobaczenia nad wodą!



P.S. W kwietniu mam jeszcze zaległe rachunki do wyrównania z pewnym kleniem ... (http://shrap-drakers.pl/artykul/szybki-wypad/).

morouk

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (15)

moczykij, 2012-03-10 12:56:08
W końcu się doczekałem :zacieszacz: :okok: Świetny tekst :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
marcist, 2012-03-10 13:19:33
No @morouk :oklasky: fajowy tekst aż bym z chęcią ruszył nad wodę :cwaniak:
waldi-54, 2012-03-10 15:19:11
Świetny i bardzo na czasie tekst,co prawda ja o tej porze roku to raczej preferuję spławik i cichą zasiadkę za kleniem, czy jaziem, ale po tym artykule jak najbardziej spróbuję również pochodzić ze spinem za tym "rzecznym księciem":okok: Wielkie brawa za tekst i foty:oklasky::oklasky::oklasky: pozdrawiam waldi-54:papa2:
gusto, 2012-03-10 16:18:48
Normalnie jak bym czytał o sobje tylko tyle ,że ja nie mam człowieka który się kleniom nie kłania i jeszcze nie rozgryzłem swojej wody ale kiedyś ten dzień nastąpi. wielkie brawa za tekst i foto:oklasky::oklasky::okok:
krzyko, 2012-03-10 17:09:38
Michale spowodowałeś że po przeczytaniu artykułu chciałem już dziś nad Wisełkę lecieć ale, deszcz skutecznie ostudził mój zapał.Fajnie się czytało o łowieniu kleniojazi w średniej wielkości rzekach Mazowsza.Pozdrowienia dla Drakersa co się kleniom i jaziom nie kłania :okok:
Wozik77, 2012-03-10 18:10:58
Brawo Panie Michale za wczsno-wiosenny jaziowo-kleniowy tekst. Szczerze? Coś w duchu mi mówiło że skrobniesz coś na ten temat, a teraz to sobie myślę, że następny bedzie już z tegoroczną zdobyczą :kwadr: A co do pomysłu? No ładnie tego Drakersa podszedłeś :D:oczko::oczko::oczko: Dodam w tajemnicy, że poszedłem w Twoje ślady i mam już komplecik Jego przynęt w pudełku, tak więc musowo że jazio-kleń tej wiosny na kiju mi siądzie :hura::hura: Michał. Oczekuję relacji z porachunków z zeszłorocznym kleniem, a dla Kolegi co się kleniom i jaziom nie kłania - POzdrowienia :oczko::okok:
morouk, 2012-03-10 19:41:49
Zupełnie nie wiem jakim cudem wiecie kim jest ten co się kleniom i jaziom nie kłania ...? :mysli: Przeciez ja ani słowem nie pisnąłem kto to ... :milczek: ;)
Wozik77, 2012-03-10 19:52:09
Ot poprostu. Takich Specjalistów dobrze znac :oczko::oczko::oczko::oczko:
moczykij, 2012-03-10 20:07:05
Ten co się kleniom i jaziom nie kłania :mysli: :mysli: Jakżeż on podbiera te klenie i jazie :mysli:
Marcin-P, 2012-03-10 21:12:30
NA TO CZEKAŁEM!!! Dzięki wielkie, widzę ze masz niezłą armię woków, też by się przydało trochę uzbroić bo mam z 10-12 maluchów 23mm
morouk, 2012-03-10 22:04:54
Małych wobków nigdy za wiele. Ale polecam też te odrobinkę większe do 4 - 5 cm. Warto również spróbować samemu zacząć strugać te przynęty. Ja lubię te w kolorach zbliżonych do naturalnych. Powodzenia!
Paweł, 2012-03-11 00:05:15
No i od razu weselej się zrobiło. Jakby wiosenniej:hura: Michale, swoim świetnym tekstem dałeś przysłowiowego kopa zapewne wielu Drakersom, co to chętnie by jeszcze z miesiąc posiedzieli w domach:haha: A tak: wiemy jak, wiemy gdzie, niektórzy nawet wiedzą z kim Super sprawa takie wiosenne klenio-jaziowanie:hejka:
bysior, 2012-03-11 07:27:54
Fajny tekst Michałku, przeczytałem z przyjemnością :oklasky:
Bucek, 2012-03-11 14:41:37
Świetny artykuł Michał. Dzięki za podstawy :oklasky: na to czekałem.
przem, 2012-03-11 15:03:12
Super artykuł, po przeczytaniu go muszę się powstrzymywać żeby nie złapać kijka, pudełka przynęt i nie polecieć nad wodę :kwadr: Arsenał woblerków skompletowany, nowa wędka aż pali w rękę żeby ją wypróbować, za 3-4 tygodnie trzeba już dać upust wędkarskiemu instynktowi bo czaszka eksploduje :krzyk: Pozdrawiam