Artykuły wędkarskie / Metody i triki
Moje Sandacze - kilka bysiorowych tajemnic
Autor: bysior, opublikowano 2011-05-14 11:34:44
komentarze: 14, wyświetleń: 3982
--

Urodziłem się nad rzeką i odkąd pamiętam chodzę na ryby nad Narew. Jak mały szkrab łowiłem dzielnie pod czujnym okiem Taty ukleje, potem płotki, a gdy byłem już dorosły, czyli miałem pewnie całe 10 lat, zacząłem łowić leszcze. Bo to były ryby! A nie jakieś tam małe rybki!
Będąc już w ogólniaku, mając na swoim koncie kilkadziesiąt leszczy, kilkadziesiąt szczupaków, okoni i innego rybiego towarzystwa na koncie, zobaczyłem wędkarza, który wyciągnął z wody piękną, tajemniczą i nieznaną mi dotąd rybę. To był sandacz. A potem zdarzyła mi się ta przygoda z pickerem... i zakochałem się w sandaczach bez pamięci!

Pamiętam moją pierwszą sandaczową miejscówkę i jej klimat do dzisiaj, mimo że dawno już zniknęła z mapy mojej rzeki. To była stara betonowa główka, porośnięta gęstymi krzakami, na jej końcu leżały kamienie, przechodząc w głęboki dół z piaskiem i żwirem na dnie. Kiedy raniutko przyjeżdżałem rowerem nad wodę, po dotarciu na szczyt główki przez pokryte poranną rosą zarośla, byłem mokry jak po dobrej ulewie. Siadałem po cichutku na skraju krzaków i czekałem… Wraz z pierwszymi, delikatnymi i powolnymi promieniami słońca, na szczycie główki zaczynała grać symfonia wyskakującej nad wodę drobnicy - to był znak - przyszły sandacze...

Właśnie na tej starej główce zacząłem poznawać te najcudowniejsze dla mnie ryby. Właśnie tam stawiałem swoje pierwsze sandaczowe kroki, z dala od oczu innych i zdany sam na siebie. Jedyną moją wiedzą na temat tych pięknych drapieżników były stare książki i trochę enigmatyczne wtedy dla mnie artykuły w gazetach poświęconych wędkarstwu. I w końcu po wielu nieudanych próbach, po wielu porankach spędzonych nad wodą w końcu złapałem swojego pierwszego w życiu sandacza. Na spinning.

Nie ukrywam, że wiele sandaczowych miejsc podano mi, powiedzmy, na tacy. Pułtusk to małe miasto – widać gdzie kto pływa, co łowi itd. Złowiłem w podpatrzonych miejscówkach wiele ryb, ale nie tych największych. Zacznijmy od początku. Sandaczy szukam zazwyczaj w głębokich rynnach, a im więcej uwad jest na dnie tym rynna jest lepsza. Zwalone drzewa, głazy, stare zatopione barki i inne przeszkody. Potencjalnie.

Szukając głębokich rynien, pamiętam o tym, że w pobliżu musi być dobre miejsce, gdzie drobnica wychodzi stadnie popływać. Bo wtedy takie miejsce nazywane jest stołówką – a wiadomo, że lepiej jest mieć dom blisko restauracji – niźli hen za lasem gdzie nikt nam na zawołanie jedzenia nie przywiezie.

A taka stołówka to kolejne miejsce gdzie należy szukać sandaczy. Czasami wbrew pozorom woda, która w ogóle nie wróży ryby okazuje się istnym eldorado! Sandacz jest rybą okoniowatą – i jeśli na żer wychodzi stadko małych sandaczy, takich do 60 cm, to zachowuje się tak samo jak stado okoni! Atakuje całą watachą i na chwilę zapomina co to ostrożność.

Wcześniej wspomniana główka to kolejne, a nawet książkowe sandaczowe miejsce. Głęboki dół za ostrogą wymyty przez rzekę, szczyt główki który jest zawsze ciekawy, napływ gdzie prądy wodne biją się o pierwsze miejsce w wyścigu. Idealne miejsce żeby obłowić je z trzech stron. Istnieje tylko jeden warunek – dno musi być dość twarde a nurt dość szybki.

Jeśli mamy fart, a ja mam, to świetnym miejscem na sandacze są okolice filarów mostów. Możemy oczyma wyobraźni potraktować te wodne przeszkody jak główki, gdzie prądy wodne grają swój taniec, w zależności od położenia od filara i głębokości. Dodając do tego drobnicę, która zawsze się tam trzyma… co tu dużo mówić – tam trzeba rzucić spinningiem! I częściej próbujcie u czoła filara niż za nim – taka sandaczowa natura.

Następną świetną miejscówką jest rzeczna opaska, niezależnie czy jest przykryta wiklinowym materacem czy ułożona z kamieni. Pod samym brzegiem opaski czają się zazwyczaj stada małych ryb, których często nawet nie widzimy bo siedzą w wygodnym schronieniu. Im bardziej na dół pod wodę, tym prąd rzeki jest wolniejszy, a im dalej na rzekę i głębiej - tym bardziej mamy wolniejszy uciąg. I tam bazę wypadową mają sandacze! Na skraju opaski – nie na końcu – na skraju, tam gdzie kończy się opaska w nurcie rzeki.
Dodatkowo uwielbiam miejsca, gdzie na samym środku rzeki leży jakaś przeszkoda, zwalone drzewo, czy kilka dużych kamieni. A jeśli do tego nieopodal jest głęboka rynna to mamy prawie bankówkę! Na początku jest nieco ciężko, bo musimy taką miejscówkę dobrze poznać żeby nie rwać gum co drugi rzut. Ale kiedy już mamy miejsce opanowane możemy trafić tam piękny okaz sandacza.
Sandacze łowię przede wszystkim na gumy wszelkiego rodzaju. Każdy z nas ma swoje ulubione przynęty, na które lubi łowić i trzeba wypracować sobie te najlepsze metodą prób i błędów. Ale żeby nie zamknąć tego rozdziału za szybko, podzielę się z Wami moimi kilkoma ulubionymi przynętami.
Przede wszystkim najpierw trzeba dopasować sandaczom rozmiar, pracę i kolor gumy. Pamiętam taki rok, w którym pomimo częstego pływania po wodzie nie mogłem złapać nawet małego sandacza. Czasami trafiały się delikatne brania, których nijak nie można było zaciąć. I na główkę jigową założyłem bez większych nadziei gumę przeznaczoną do Drop Shota. I nagle worek z rybami się rozwiązał – okazało się że sandacze biorą bardzo dobrze, ale tylko na Cora-Z uzbrojony mocno niestandardowo. Kolejnym takim przykładem był czas – kiedy sandacze jadły tylko rippery Aqua. Na mansy czy relaxy nie było brań zupełnie, a Aqua robiła furorę!

Zazwyczaj łowiąc sandacze wybieram przynęty zbliżone kształtem do uklejki, kiełbia czy małego krąpia. Rzadko łowię na twistery, po prostu nie lubię. A przy obecnej ofercie gumowych przynęt na rynku możemy na każdą wyprawę sandaczową jechać z nowymi zabawkami. Kolory? Tutaj do sprawy podchodzę w dość niecodzienny sposób, bo pomimo tego że sandacz ma doskonały wzrok, nie przywiązuję wagi do kolorów – w dzień staram się łowić na te, które są zbliżone do naturalnych a w nocy często zakładam na hak gumy w kolorach fluo. Jednak jest to tylko moje przyzwyczajenie.
Kiedyś zrobiłem pewien eksperyment. Stanąłem łódką w nocy na dobrej miejscówce i idealnie wstrzeliłem się w czas żerowania ryb. Ryby były młode rocznikiem, te wyjęte z wody nie przekraczały 55 cm, ale brania przez okres żerowania były przy każdym rzucie. W pewnym momencie zacząłem zmieniać kolory gumy na którą łapałem. Brania były zarówno na kolory fluo, jak i na czerwone czy przezroczyste. Zamianę zaobserwowałem dopiero po zmianie przynęty na inną – odmienna praca nowej gumy skutecznie odstraszyła sandacze. Ale po zmianie na poprzednią, tą łowną, brania rozpoczęły się z powrotem. Jaki z tego morał? Kolor przynęty nie jest aż tak bardzo ważny, ważna jest jej odpowiednia praca i rozmiar.

Woblery? Tak, łowię na woblery ale stosunkowo od niedawna i dość rzadko. Tutaj wchodzi w grę miejsce i pora łowienia. Woblery zakładam wyłącznie w płytkich miejscach i w nocy, kiedy sandacze wychodzą żerować na pływających pod powierzchnią uklejkach. Branie sandacza na woblera zazwyczaj zdecydowanie różni się od tego na gumę. Na przynętę gumową brania są w 95% bardzo delikatne, czasem wręcz niezauważalne – ale na woblera zawsze jest to tępe uderzenie. Warto dodać, że w przypadku woblerów o wiele więcej jest skutecznych zacięć i sandacze praktycznie się nie spinają w trakcie holu.
Tutaj nie odkryłem Ameryki. Gumy prowadzę po prostu skokami po dnie, czasami z podwójnym podbiciem, czasami z jednym, czasami pozwolę gumie poleżeć kilka sekund na dnie, a czasami wręcz spuszczam ją kawałek z prądem rzeki.

Ciężar główek jiggowych ma duże znaczenie – to od niego zależy czy łowimy w wolnym czy w szybkim opadzie. Bywają dni, kiedy sandacze stukają tylko w leniwie prowadzone gumy, na przykład na duże rippery czy kopyta uzbrojone w lekkie główki. Opad jest wolny, czasami trzeba cierpliwie czekać kilkanaście sekund, aż guma delikatnie dotknie dna. Są dni, kiedy ryby atakują tylko agresywnie prowadzone przynęty, kiedy guma mocno uderza o dno a jej opad jest bardzo szybki.
Woblery prowadzę zawsze bardzo wolno i staram się tak urozmaicać ich pracę ruchami wędki aby za każdym razem przynęta płynęła inaczej. Brania bardzo często następują w momencie ustania pracy woblera, kiedy na chwilkę zawisa w toni, albo zaraz po tym właśnie momencie bezruchu, kiedy wobler gwałtownie startuje w drugą stronę.

Łowiąc na gumę zawsze trzeba pamiętać o tym, żeby bardzo uważnie obserwować szczytówkę spinningu. Brania bywają niewyczuwalne na kiju i tylko zaobserwowanie tak zwanego pstryka i momentalne zacięcie pozwalają nam złowić rybę. Sprawa jest utrudniona jeśli słońce schowa się już za horyzontem. Jeśli noc jest gwieździsta, a nasz wzrok przyzwyczai się już do ciemności, szczytówkę widać doskonale, choć wymaga to nieco skupienia. Jeśli noc jest ciemna, musimy polegać tylko i wyłącznie na swoim instynkcie i bardzo starannie prowadzić przynętę tak aby czuć każde machnięcie ogonka przynęty.

Jeśli mamy z tym problem możemy przy opadzie trzymać plecionkę w dwóch palcach, lekko ją naprężając – wtedy będziemy czuć nawet tak zwane sandaczowe podbicie z nosa.
Od czerwca do października sandacze łowię wyłącznie w trzech porach dnia. Są to okolice wschodu słońca, szarówka i zmierzch ale najbardziej lubię wypływać w nocy. W listopadzie i w grudniu łowię już przez całą dobę o ile pozwala na to temperatura.

A tak naprawdę, najlepsza jest pora żerowania ryb. Problemem jest jak ją znaleźć? Kiedy mam dużo czasu i spędzam nad wodą kilka godzin dziennie często udaje mi się taką porę namierzyć. Sandacze zaczynają brać co do minuty i po dość krótkim zazwyczaj okresie brania znikają w przeciągu chwili. I wtedy nie ma już po co siedzieć nad wodą. Chociaż ja często zmieniam miejsce na inne i próbuję dalej – i czasami udaje mi się jeszcze coś dołowić.
Uwielbiam sztywne i bardzo szybkie wędki. Jedynym wyjątkiem był tani Contact Jig Dragona, który był miał ciężar wyrzutu tylko do 21 gram. Pozostałe moje wędki mają ciężar wyrzutu od 40 gram w górę. Czemu używam takich wędek? Sandacz ma bardzo twardy, kościsty pysk i kiedy chwyta gumę na sekundę do pyska, wędka musi mieć moc żeby wbić hak w pysk ryby. Sandacze nie są waleczne, nawet te duże, więc hol na dość sztywnej wędce nie stanowi problemu a dobrze zacięte ryby spadają bardzo rzadko.

Nie łowię na żyłki, na szpulę zawsze mam nawiniętą około 20 funtową plecionkę. Przy spinningowaniu nie możemy pozwolić sobie na nawet minimalną sekundę luzu – co niestety ma miejsce przy rozciągliwej żyłce. Po zauważeniu brania zacięcie musi być natychmiastowe, na co pozwala wyłącznie nierozciągliwa plecionka.

Używam agrafek, gdyż zwłaszcza w nocy pozwalają na szybkie i łatwe zmiany przynęt. Ale agrafka musi być zrobiona z jednego drutu i nie może być przy niej krętlika który osłabia cały zestaw. Agrafkę wiąże węzłem proponowanym do plecionek – czyli popularnym wśród wędkarzy palomarem.

Jeśli chodzi o kołowrotek to na pewno musi być mocny – to znaczy musi być wytrzymały. Przy sandaczowaniu sprzęt jest poddawany wielu obciążeniom, więc bez sensu jest kupować tani sprzęt, który może nie dotrwać nawet do końca sezonu. Od kilku lat łowię kołowrotkiem Spro Red Arc 10400, który nie jest kolosalnie drogi a spełnia wszystkie moje wymagania i potrzeby. Przeszedł już wiele i ciągle świetnie się spisuje.

Mustad Big Game to główki jigowe, których używam najczęściej. Mają szerokie talerze, służące do dobrego trzymania przynęt (choć dla sandacze ściągnąć z nich gumę to żaden problem) i dość dobre haki, które nie pękają i na rybie na pewno się nie rozegną. Dość cienkie ostrza i dobry kąt kolanka pozwalają mi skutecznie większość sandaczowych brań. W moim pudełku przeznaczonym do główek znajdują się gramatury od 7 do 35 gram, na hakach od 5/0 w górę.

Sandacz to piękna, tajemnicza i szlachetna ryba. Dorasta do pokaźnych rozmiarów, jest godnym szacunku przeciwnikiem, którego nie jest tak łatwo podejść. Rośnie dosyć wolno, bo trzy kilogramowa ryba, która ma zazwyczaj około 70 centymetrów i blisko 7-8 lat!!!
W swoim życiu zabiłem jednego sandacza, jak byłem młody (młody jestem cały czas;)) i głupi. I uwierzcie, że do dzisiaj tego żałuję. Wszystkie złowione przez mnie sandacze oprócz tego jednego biedaka wróciły do wody, a trochę tego było, uwierzcie.
Największą przyjemnością jest nie sam hol, nie branie, ale to niesamowite uczucie kiedy sandacz z naszych rąk powoli odpływa w odmęty wody i świadomość, że gdzieś tam pływa ryba, którą mieliśmy okazję poznać osobiście i pozowała z nami do zdjęcia!

I jak najwięcej takich wędkarskich chwil życzę sobie i Wam!

Fot. autor, Adam Ochtyra, Krzysiek Miller, Tomasz Winnicki, Piotr Rainko, Paweł Byszewski
Informacje o autorze
bysior
[attachment=105] Moim łowiskiem jest głównie [b]Narew[/b] w okolicach [b]Pułtuska[/b], wędkarstwo sposobem na życie. Fascynują mnie [b]sandacze[/b] i to im poświęcam większość czasu spędzanego na wodą. ...
Więcej informacji znajdziesz na blogu bysior
Skomentuj "Moje Sandacze - kilka bysiorowych tajemnic"
Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!
Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!
Komentarze (14)
Skomentował bandzior, 2011-05-14 12:10:34
|
|
No Bysior pokazałeś klasę -- |
Skomentował morouk, 2011-05-14 12:13:57
|
|
Tak czułem, że niedługo Bysior coś skrobnie o sandaczach -- |
Skomentował waldi-54, 2011-05-14 12:26:41
Skomentował gusto, 2011-05-14 13:10:03
|
|
NO Tomeczku wielkie :oklasky:za artykuł no i fotki -- |
Skomentował robert0304, 2011-05-14 13:16:15
|
|
Bardzo ciekawy artykul i przystepnie napisany. Moze i ja zaczne lowic sandacze |
Skomentował hapnik, 2011-05-14 14:35:37
|
|
Ciekawy artykuł |
Skomentował garbus, 2011-05-14 14:44:46
|
|
Tomek fajny art i czuć między wierszami miłość do wodnych piesków -- |
Skomentował turkućpodjadek, 2011-05-14 15:43:35
|
|
Ehhh Bysior pozamiatałeś - piękna pasja z mętnookimi |
Skomentował prezes, 2011-05-14 21:06:53
Skomentował morouk, 2011-05-14 22:20:02
Skomentował Bondarenki, 2011-05-15 17:25:49
|
|
Bysior fajny artykół , w sam raz przed rozpoczęciem sezonu sandaczowego. |
Skomentował Wozik77, 2011-05-15 19:04:48
Skomentował avallone, 2011-05-17 23:09:53
Skomentował bysior, 2011-05-18 09:42:14
Ostatnio komentowane teksty
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: Blanek@Kaz- Dzięki Kaziu to był naprawdę fajny wyjazd
@Waldi-54 - Dzięki Waldziu, jak widzisz Twój wierszyk nam się spodobał i został zaakceptowany A i dzięki za wymyślenie WróBlanków
@ ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: bysiorFajne miśki Marcinku A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: waldi-54"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" Brawo ![]() ![]() Blaneczku, fajnie się czy ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: KazBlanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin. ![]() ![]() ![]() ![]() ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: krysko131Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: PawełŚwietna sprawa taka "przejażdżka" po Biebrzy
Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody...
Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ... zobacz więcej | ||
|
|
Boleniowa majówka 2012skomenował: KazZa artykuł ![]() ![]() :oklasky:za rybki ![]() ![]() -super Pawełku ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: KazDziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ... zobacz więcej | ||

masz sporo fotek tych piękności
zauważyłem że miłość jest odwzajemniona
jak One na Ciebie patrzą 
Artykuł fajny, bo i edukacyjny i refleksyjny i lekko napisany. Podoba się 






Tak, tak miłość do sandaczy i na odwrót