Artykuły wędkarskie / Wyprawy wędkarskie
Moje francuskie brzany
Autor: Bulba, opublikowano 2010-08-03 20:58:03
komentarze: 5, wyświetleń: 1315
--
Sekwana, którą pamiętam sprzed kilkunastu lat, podobnie jak Tamiza w Londynie, nie kojarzyła mi się z wędkarstwem, gdyż jej wody przypominały dzisiejszą Wisłę w Warszawie. Ściek. O mętnej, brunatnej wodzie, na której falach unosiły się szczątki skrzynek, jakieś niemożliwe do identyfikacji przedmioty, a gdy turysta stanął na kamiennym Pont Neuf, aby podziwiać z tego najstarszego mostu Paryża widok Luwru, mało przyjemny zapach kierował go raczej do dzielnicy łacińskiej, gdzie kucharze z całego świata oferowali kulinarne cuda, pachnące Martyniką lub Gujaną czy Afryką, że o Marsylii nie wspomnę. Dzisiaj w Paryżu, nadrzeczne bulwary zamieniają się latem w "tropikalne" plaże, przywozi się tutaj tysiące ton piasku, ustawia palmy, a w miejscu gdzie Sekwana łączy się z Marną wędkarze łowią sandacze.
Francuzi tak drastycznie zaostrzyli przepisy - mówi mój przyjaciel Grzegorz, który mieszka tu ponad dwadzieścia pięć lat - za zanieczyszczanie rzeki, nałożyli na firmy tak potężne kary, że w krótkim czasie Sekwana odżyła.
-Co będziemy łowić?
- Sumy, brzany, karpie.
Chciałem się upewnić, że na pewno tu, w Paryżu?
- Tak, koło Pont Piteaux, obok jednej z najdroższych dzielnic Paryża, między barkami, na których normalnie mieszkają ludzie.
-Bezdomni? -spytałem.
- Taak - roześmiał się - płacą tylko sześć tysięcy euro rocznie za dzierżawę nabrzeża, nie licząc dostaw energii, wody i adresu pocztowego.
Zbliża się późne popołudnie. Upał nie zelżał ani o jeden stopień. Jest parno. Wędziska karpiowo-sumowe zbroimy w haki węgorzowe z zadziorami, obowiązkowo plecionka i przelotowe ciężarki denne od 80 do 120 gramów gdyż uciąg Sekwany jest duży i trzeba uważać żeby zestaw nie został ściągnięty pod barkę. Spytałem, na co będziemy łowić?
- Na kurczaki i na ser.
Teraz to ja się roześmiałem, bo to przynęta, z którą raczej idzie się na bankiet, a nie na ryby, ale okazało się, że we Francji wszystko jest możliwe. Pont Piteaux to jeden z bardziej zatłoczonych mostów Paryża, jest prawie nad nami, w tle wspaniałe apartamentowce. Idziemy wąską, wybetonowana alejką tuż przy brzegu Sekwany i znajdujemy dwa dobre stanowiska między barkami. Na rufie jednej z nich trwa bankiet, bo właśnie zaczyna się długi weekend, podczas którego wypada święto narodowe Francji - 14 Lipca, czyli dzień zburzenia Bastylii, początek republiki.
Jest późne popołudnie, ale słońce nadal rozświetla widoczny w oddali Paryż. Na szczęście możemy skryć się w cieniu rosnących nad brzegiem drzew. Pierwszy zestaw z kawałkiem fileta z piersi kurczaka ląduje w wodzie. Na drugi zakładam dwie kostki - o boku 2 cm - twardego sera, stugramowy przelotowy płaski ciężarek, przypon długości około metra i wszystko to kładę jakieś dwadzieścia metrów od brzegu, na pograniczu głównego nurtu. Kołowrotek z wolnym biegiem ustawiam tak, aby uciąg wody nie wybierał plecionki.
I tak zaczęło się polowanie na słynne paryskie brzany, w których legendę trudno mi ciągle uwierzyć, bo przecież realia, w których łowię, zdają się przeczyć dzikiemu charakterowi tej wspaniałej ryby, tym bardziej, że po rzece ciągle pływają motorówki, a wokół, na pokładach swoich pływających domów, hałasują rozbawieni Francuzi, których mój wędkarski bzik przywleczony z Polski, kompletnie nie interesuje. Po dwóch godzinach wyczekiwania "coś" zaczyna wybierać plecionkę z kołowrotka. Jest to właściwie podszarpywanie i wreszcie moja cierpliwość kończy się. Zacinam. Nie czuję zejścia ryby, ale sera na haku nie ma.
Dostaję radę, aby czekać na ciągłe wysnuwanie zestawu, gdyż brzana musi mieć czas na połknięcie tych dwóch kostek sera. Łatwo powiedzieć, rada znana, ale ręka swędzi...
Zestaw ląduje znowu na dnie Sekwany, zachodzące słońce przeciska się przez gęstwinę liści i oświetla Pont Piteaux. Upał rozleniwia, wokół jakaś dziwna złota poświata. Nagle szczytówka lekko drgnęła, a za chwilę plecionka zaczęła powoli wysnuwać się z kołowrotka; szpula obracała się coraz szybciej. Zaciąłem i poczułem cudowny, pulsujący opór. Wiedziałem, że muszę holować zdecydowanie, na krawędzi nurtu zaczynały się podwodne zarośla, a i ucieczka ryby pod dno którejś z barek mogła zakończyć się moją porażką. Czułem ją wyraźnie, gięła szczytówkę bez pardonu. Po chwili pierwszy odjazd na hamulcu. Co za cudowne uczucie? Adrenalina leciutko łechce skronie. Wiem, że ryba nie jest mała, za chwilę drugi odjazd, wybieram plecionkę, ryba robi spory wir kilka metrów od nabrzeża i już mam pewność, że to brzana. Przyjaciel wysuwa podbierak przed siebie do wody i złotołuska po kilku zrywach na boki ląduje w siatce. Ma jakieś półtora kilograma. No, nie będę ukrywał, jestem z siebie dumny. Jest piękna, te usteczka... , te wąsiki...
Francuzi na barce przerwali na chwilę balangę, stają na rufie, krzyczą: tres bien, tres bien! I biją brawo.
Sprawdzam jak się "czuje" filet z piersi kurczaka. Jest ponadgryzany przez ślimaki, mule i inne francuskie mięczaki, ale ja czekam na suma! Zestawy do wody! Powoli wieczorna pelerynka zawisa nad Sekwaną. O czym-że dumać na paryskim bruku - pytał wieszcz, ale mnie nie w głowie dylematy Mickiewicza, mnie sen z powiek spędzają francuskie rybki z Sekwany!
Na kolejne emocje nie czekałem długo. Gwałtowne przygięcie szczytówki i ucieczka z serem w kierunku nurtu. Wspaniała walka. Nie mam wątpliwości, że to brzana, nie mniejsza od poprzedniej. Dwa, trzy odjazdy, ale solidny sprzęt amortyzuje wszystkie gwałtowne zrywy i po chwili piękna, jakby posypana złotem brzana ląduje w podbieraku. Wyjęcie palcami haczyka z grubych warg ryby nastręcza pewne trudności, ale emocje mijają i rybka wraca do wody.
Zestaw sumowy jakby zaczarowany, ani drgnie. Przerzucam go jeszcze raz. Zaczyna się paryska noc, czyli łuna nad miastem wymieszana ze światłami na Pont Piteaux i skrzącą się Sekwaną. Do jedenastej w nocy łowię jeszcze dwie brzany, jakby z jednego rocznika. Potem przerwa do północy. Francuzi na barkach balują na całego. Daleko przed sobą widzę rozświetloną wieżę Eiffla. Taką miniaturkę, których setki oferują turystom ciemnoskórzy handlarze na Trocadero, przy Place de Varsovie czy na straganach wzdłuż Saint Germanie des Pres w okolicach Luwru.
Grzegorz opowiada kilka historyjek o tutejszym łowisku. Jedna z nich to taka, że gdy jego dziesięcioletni syn zaciął brzanę o ciężarze pięć i pół kilograma i ryba zrobiła błyskawiczny odjazd pod drugi brzeg, ciągnąc chłopaka na plecionce i zbyt mocno dociśniętym hamulcu do rzeki, na pokłady barek wybiegli wszyscy mieszkańcy, bo nieszczęśnik darł się tylko: Au secours! Au secour!
- No, ja na jego miejscu też bym wzywał ratunku.
Mówię Grzegorzowi, że w Polsce taka brzana to bezdyskusyjny złoty medal.
Bohaterem drugiej historyjki jest sum o masie trzydzieści sześć kilogramów, którzy przegonił Grzegorza przez nadbrzeżne krzaki, raz uciekając w kierunku morza, raz w kierunku Paryża.
- A na co wziął? - pytam
- Na ser.
- No, chyba żartujesz?
- Nie, tu sumy łowi się albo na filety z kurczaka, albo właśnie na ser.
Moje zdumienie zostało brutalnie przerwane przez gwałtowny gwizd kołowrotka. Zacinam i czuję, że zestaw staje jakby w miejscu. Dwa, trzy obroty korbką, już wiem, że mam rybę i to niemałą. Szczytówka pulsuje, pierwszy odjazd, żadnych sentymentów, holuję zdecydowanie. Jeśli to brzana, to naprawdę duża. Przestrzeni między barkami miałem niezbyt wiele, więc musiałem wyeliminować wszelkie manewry. Drugi odjazd jest już dosyć długi, potem jeszcze jeden i ryba wypływa na powierzchnię. To sazan! Dzikus z Sekwany! Podbierak zatrzeszczał, trzeba go ciągnąć po pochyłości nabrzeża. Ważymy karpia, ma równiutko pięć kilogramów. Jakiś taki... francuski jest, bo nie pełnołuski.
Połakomił się na... ser!
Wróciłem z tarczą: pięć brzan w tym jedna dwukilogramowa i karp. Smakował wybornie pod białe wino. Ślimaki i mule - wysiadka!
Następnego dnia pojechaliśmy nad Marnę, na węgorze i sandacze, ale pogoda zmieniła się gwałtownie, zaczął wiać silny wiatr, spadło ciśnienie i całą noc przesiedzieliśmy o kiju, snując francusko-polskie opowieści o wędkowaniu w Marsylii i na mazurach. Rano wszyscy mijani wędkarze bezradnie rozkładali ręce dodając w komentarzu tylko jedno cenzuralne słowo: rien! Czyli nic! Postanowiliśmy przeprosić się z Sekwaną i naszym "starym" łowiskiem.
Przyjechaliśmy późnym popołudniem. Odpuściliśmy sobie piersi z kurczaka, pokładając całe zaufanie we francuskich serach. Ja zająłem swoje poprzednie stanowisko, Grzegorz poszedł między inne barki. Ledwie ogarnęliśmy się na łowisku na jednej z jego wędek dzwonek sygnalizuje branie. Niewymiarowy sumek połakomił się na... ser!
- No przecież ci mówiłem.
Pół godziny później sytuacja powtarza się. Niewymiarowy sum znowu skusił się na dwie kostki ementalera. Przez trzy godziny na moich zestawach panuje absolutna cisza. Świętuje jednak Francja. Wszędzie wokół zaczęła się kanonada fajerwerków, istne feerie różnokolorowych iskier, girland i ognistych kul. No cóż, w końcu rocznica zburzenia Bastylii.
I nagle w tym zgiełku, zapachu prochu i dymu, mam cudowne branie! Zacinam i zaczyna się walka. Ryba ucieka pod rufę barki. Potem nagle skręca i kieruje się w pas podwodnej roślinności. Biorąc pod uwagę huk, ogień i dym wokół oraz moją adrenalinę mam swoje Austerlitz, Jenę i Marengo razem wzięte oraz wszystkie zwycięskie bitwy Cesarza Francuzów. Unoszę wędzisko nad głowę i próbuję nie dopuścić ryby do zaczepów. Odjeżdża bardzo ostro, robi pod powierzchnią piruet i znowu odjeżdża. Po krótkim holu wiem, że mam naprawdę piękną brzanę. Przy brzegu słabnie i wprowadzam ją do podbieraka. Śliczna! Waga pokazuje równo trzy kilogramy czterysta gramów! To w Polsce spokojnie wystarczyłoby na srebrny medal.
Kiedy głaszczę jej piękne, ciemnozłote i srebrne łuski, na wędzisku Grzegorza "bije dzwon". Widzę jak szczytówka pięknie wygina się i zaczyna pulsować. Czekam z podbierakiem i po chwili na powierzchni ukazuje się długi cień. Sum nie ma zamiaru wyprowadzać się z Sekwany i dwukrotnie wymyka się z podbieraka. Wreszcie jest nasz! Siedem kilogramów i równo metr długości. Oczywiście na ser!
- Jakaś plaga maluchów - mówi Grzegorz z przekąsem.
Tej nocy złowiłem jeszcze kilka brzan, które wróciły do Sekwany. Położyłem się spać o czwartej nad ranem, ale nie liczyłem baranów. Policzyłem, że w ciągu trzech dni wędkowania złowiłem dziewięć brzan i karpia.
Następnego dnia przypomniałem sobie słowa generała de Gaulle`a, że trudno jest rządzić krajem, którego mieszkańcy znają czterysta gatunków sera. Ale twórca V Republiki nie był wędkarzem.
Informacje o autorze
Skomentuj "Moje francuskie brzany"
Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!
Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!
Komentarze (5)
Skomentował avallone, 2011-01-24 22:22:54
Skomentował bysior, 2011-01-24 22:43:18
|
|
Do tego jeszcze mieszkać na jakiejś barce przycumowanej do brzegu.... marzenie |
Skomentował avallone, 2011-01-25 18:01:04
Skomentował galieni, 2011-01-26 09:13:55
|
|
Najwięcej sandacza jest na dopływie Sekwany na Marnie |
Ostatnio komentowane teksty
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: bysiorFajne miśki Marcinku A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: waldi-54"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" Brawo ![]() ![]() Blaneczku, fajnie się czy ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: KazBlanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin. ![]() ![]() ![]() ![]() ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: krysko131Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: PawełŚwietna sprawa taka "przejażdżka" po Biebrzy
Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody...
Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ... zobacz więcej | ||
|
|
Boleniowa majówka 2012skomenował: KazZa artykuł ![]() ![]() :oklasky:za rybki ![]() ![]() -super Pawełku ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: KazDziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: waldi-54Tak na dobrą sprawę to dopiero dzisiaj wróciłem z wyprawy do domu bo prosto od Kaza z Radomia już w niedzielę razem z nim pojechaliśmy na działkę aby powetować sobie te szczupacze niepowodzenia z ... zobacz więcej | ||



...
...