Moje Catch & Release cz. I

bysior 2012-10-31 Z życia Drakersa

...
Dwadzieścia kilka lat temu z rumieńcami na twarzy obserwowałem kołyszący się na wodzie spławik. Na końcu zestawu wisiał biały robak, a ja z czekałem z ogromnym podnieceniem na branie narwiańskiego potwora. Gotowy w każdej chwili zareagować na najmniejsze drgnięcie malutkiego spławika stałem nad brzegiem Narwi przygotowany do walki z tą wielką i waleczną rybą, której brania oczekiwałem z tak wielkim zniecierpliwieniem. Marzenie się spełniło szybciej niż przypuszczałem, po mocnym zacięciu i niesamowitej walce, na końcu mojego zestawu wisiała narwiańska... ukleja.

Miałem wtedy 5 lat i tak zaczęła się moja przygoda z wędkarstwem, która w krótkim czasie przekształciła się w życiową pasję.

Dorastałem i rozwijałem się wędkarsko w otoczeniu osób, dla których czymś nie pojętym było wypuszczenie złowionej ryby. Od najmłodszych lat byłem świadkiem zabijania ryb łowionych za pomocą wędki, które często były uśmiercane w dość mało humanitarny sposób. Nie było w tym nic dziwnego, było to dla mnie całkowicie normalne, przecież robili tak wszyscy dorośli wędkarze których znałem. Mając kilkanaście lat łowiłem głównie leszcze. Piękne ciemno złote łopaty które wszystkie, mówiąc kolokwialnie, trafiały do przysłowiowego wora. Nie myślałem o tym, żeby złowioną przez siebie rybę wypuścić, przecież ryby były po to, żeby je złowić, przynieść do domu i zjeść!

Moja droga do Catch & Release


Będąc uczniem liceum ogólnokształcącego w Pułtusku, każdą wolną chwilę spędzałem nad Narwią z wiadrem pełnym pachnącej zanęty i dwoma pickerami. Obraz tamtej chwili pamiętam bardzo dobrze, choć minęło już prawie 15 lat.

Był poranek, środek ciepłego lata, z wody powoli schodziła mgła a ja łowiłem leszcze na pułtuskim bulwarze. Kończąc wędkowanie wyjąłem z wody siatkę pełną ryb i zabiłem pierwszą z nich, grubego, ponad dwukilogramowego leszcza. Patrzyłem na martwą rybę leżącą obok drewnianej ławki, oblepioną piaskiem i źdźbłami trawy. Zamarłem w dziwnym bezruchu i poczułem smutek.

Poczułem się jakbym zabił całą rzekę, jej piękno, dzikość i tajemnicę. Wyrywając się z tego niespodziewanego odrętwienia szybko, delikatnie i szacunkiem wypuściłem pozostałe leszcze do Narwi.

Ten dzień zmienił kierunek rozwoju mojej wędkarskiej pasji i zdefiniował mnie jako wędkarza. Tamtą chwilę traktuję jako początek mojego wędkarstwa i mojej świadomości wędkarskiej. W tamtym dniu i w tamtej chwili jako wędkarz odrodziłem się na nowo. Wędkarstwo stało się dla mnie czymś zupełnie nowym i fascynującym. Nagle okazało się, że otworzył się przede mną świat, którego zupełnie nie znałem. Wkroczyłem na wędkarską diamentową drogę. Nie przypuszczałem nawet, że ta droga będzie miała w przyszłości swoją nazwę – magiczne C&R.

W odpowiednim czasie poznałem Grześka Bednarczyka i wspólnie zaczęliśmy ryby razem łowić ryby. Łowić i wypuszczać - co sprawiało nam niesamowitą frajdę i satysfakcję. Cały czas uczyliśmy się wędkarstwa, podpatrując innych, czytając gazety. Zaczynaliśmy łowić na spinning wymiarowe szczupaki i okonie, co było dla nas wielkim sukcesem – bo doszliśmy do tego sami. W pewnym momencie naszych przygód nad Narwią, wpadliśmy na pomysł założenia prostej strony internetowej, gdzie zaczęliśmy opisywać swoje wyprawy i prezentować innym niecodzienne w naszych okolicach podejście do wędkarstwa. Tak właśnie powstał Shrap-Drakers.

Catch & Release – spojrzenie na moją pasję wędkarstwa


Łowię ryby od 24 lat, świadomie od 14 lat, a w pełni świadomie od lat 8. W chwili w której to piszę mam 28 lat. Wiele wody w rzece upłynęło od mojego pierwszego świadomego wypuszczenia pierwszej złowionej ryby. Od tamtej pory ciągle uczę się życia rzeki, zachowania ryb, kaprysów przyrody. Od tamtej pory coraz bardziej zbliżam się do poznania istoty rzeczy, taką jaka jest. I jestem pewien że zajmie mi to jeszcze bardzo dużo czasu.

Catch & Release to tylko pojęcie, które gości w naszym modnym wędkarskim słowniku. Prawdopodobnie pojęcie to jest wręcz marketingowe, który każdy może sobie przylepić do swojej wędkarskiej kamizelki. Każdy może je rozumieć inaczej, kłócąc się z innym wędkarzem o to czy jest ono lepsze czy gorsze od pojęcia NO KILL. Kłócąc się o to co wyznawca C&R powinien wiedzieć i robić, a o to czego powinien nie robić. Dyskusji i kłótni na ten temat można spotkać wiele – nad wodą, na portalach internetowych i gazetach wędkarskich. Przypomina mi to dawne i aktualne walki między religiami. Moja jest lepsza bo.....

Ciągle się uczę swojego C&R, które dla mnie jest kodeksem postępowania nad wodą. Postępowania – bo moje C&R nie polega tylko na wypuszczeniu do wody złowionej ryby. Moje C&R polega na szacunku do ryby jako mojego przeciwnika, szacunku do postępowania z rybą tak, polega na szacunku do przyrody, polega na szacunku do innych zwierząt które żyją nad wodą, polega na szacunku to wody. A ten szacunek przejawia się również w naszym codziennym życiu.

Nie zabijam ryb!


W moim otoczeniu jest wielu kolegów i znajomych wędkarzy, którzy zabijają ryby zgodnie z RAPR. Ale zdarzają się też tacy, którzy mają swoje osobiste widełki – i wypuszczają ryby, które są poza ich skalą – a skala jest bardziej rozsądna niż aktualne wymiary ustanowione aktualnie przez nasz związek PZW. To pierwszy krok...

Swoim zachowaniem staram się przedstawiać respekt wobec rzeki, ryb i przyrody - pokazuję jak można by było postępować.

Każdy wędkarz może zabić i zjeść rybę. Tak naprawdę to normalne postępowanie człowieka, od pokoleń ludzie jedli zwierzęta aby przeżyć, to jest wrodzony ludzki instynkt, który jednak w dzisiejszych czasach możemy zmienić.

Jeśli tylko sami będziemy chcieli.




Ciąg dalszy nastąpi...

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (11)

Wozik77, 2012-10-31 15:22:52
No Bysior - Szacun. :oklasky::oklasky::oklasky: Pięknie rozwinąłeś pojecie C&R i to jak Ty osobiście je rozumiesz. Co więcej. Wjeżdżasz z tym tekstem w "gorącym" okresie, bo jak wiemy późna jesień i zima to okres burz na internetowych forach wędkarskich, burz w dużej mierze odnoszących się właśnie do faktu - zabić rybę czy ją wypuścić. Rozumiem, że to jest Twoja odpowiedź na to, o czym ostatnio mogliśmy poczytać na Shrapie. I powiem Ci stary, że bardzo, ale to bardzo mi osobiście ten ruch się podoba !!!! :oklasky::oklasky: Nie jakieś tam upominanie, banowanie, zamykanie wątków tylko treściwy artykuł pokazujący jak można postąpić z rybą po jej złowieniu. Piękna edukacyjna wg mnie forma artykułu. Przyznam szczerze, o czym nie raz już wspominałem, że to właśnie dzięki Shrapowi i Twoim wówczas, zupełnie nienachalnym, nienakazującym publikacjom na temat C&R ja zmieniłem swoje podejście do ryb. Każdy musi dojść do tego sam. Nikt nikogo na siłę nie przekona. Myślę jednak, że jak już raz poczujemy OGROMNĄ SATYSFAKCJĘ z wypuszczenia ryby ( szczególnie okazałej ryby) to wsiąknie to w nas na dobre. I nie musi to naprawdę oznaczać że 100% ryb powinniśmy wypuścić. Jeszcze raz Bysior ogromne brawa za artykuł :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: i czekam na kolejną jego odsłonę.
gusto, 2012-10-31 16:39:03
no i takie pisanie to sie rozumnie:okok: wielkie brawa ,jak to mówi kolega do wszystkiego trza dorosnac:oklasky::oklasky::oklasky:
Mariano, 2012-10-31 18:33:02
Brakowało takiego "przecinka" w tej gorącej atmosferze.Słów które w sposób mądry i ciekawy ukazują przemiany które towarzyszą Naszemu hobby.Bardzo dobry artykuł Tomku,czekam na c.d..
prezes, 2012-10-31 20:44:25
Brawo Bysior za artykuł. Nie sztuką jest złowić,sztuką jest wypuścić.Łowiąc pstrągi stosuję swoje 5 centymetrowe widełki według których zabieram 2-3 sztuki w ciągu sezonu.Wszystkie pozostałe ryby w sezonie wypuszczam.Mam miejsca w których po kilka razy łowiłem te same ryby.Fajnie jest obserwować jak rosną.Jeszcze raz gratulacje za dający do myślenia tekst i czekam na dalszy ciąg.Pozdrawiam.:oklasky::oklasky::oklasky:
moczykij, 2012-11-01 07:16:36
fajnie napisane :okok: Chociaż w jednej z dyskusji na SD . Na ten temat :kwadr: Andrew ujął to wszystką i zamknął w 6 słowach :haha: ( Jak dobrze pamiętam )
Rasta, 2012-11-01 12:13:41
pogratulować trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość, fajny refleksyjny i dość osobisty tekst, który skłonił, przynajmniej mnie do postawienia sobie pytania jakim wędkarzem jestem:oklasky: a tak przy okazji to Bysiorku to tylko 28 wiosen sobie liczysz:D
Novis, 2012-11-01 20:12:15
No, Hubert, masz niewiele więcej. Wędkarstwem zajmuję się nieco dłużej od Was, z racji wieku. Ale Tomek masz rację, dopiero łowienie drapieżników uświadamia człowiekowi, iż wędkarstwo to nie jest bynajmniej zapychanie lodówy i wora.Tak a propos, nie pamiętam, kiedy zabrałem rybę.
Kaz, 2012-11-02 13:18:10
Wspaniale napisana I część,czekam na dalszy rozwój jak by to powiedzieć tego tematu ,który dotyczy nas wszystkich wędkujących.Cekawe spojrzenie C&R.:oklasky::oklasky::oklasky:
tomek79, 2012-11-02 20:52:48
Ja myślałem, ze bysior na temat wypuszczania powiedział czy napisał już wszystko, ale widać nowych pomysłow nie brakuje :D
bysior, 2012-11-04 11:11:18
Tomek - nowych pomysłów ciągle przybywa :D I mam zamiar się nimi podzielić w kolejnych częściach moich wypocin :hura: Kropla drąży skałę... Dzięki za miłe słowa Panowie
chojny83, 2012-11-05 12:51:51
Czytam i myślę, że sam to napisałem... Z tą małą różnicą, mam 29 lat Fajny tekst, z życia wziety. Miałem i mam to samo. Szacunek przede wszystkim!