Miejsce na dorodne płocie

Wozik77 2010-08-03 Opowiadania

...
No i nadszedł czas wakacyjnego wypoczynku. Nad wodami gwar, masa wczasowiczów i rozwrzeszczanych dzieciaków. Wieczory to znowu rycząca muzyka z samochodowych głośników oraz powszechne młodzieży grillowanie suto zakrapiane alkoholem. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, ale....

Ciężka to pora dla wędkarskiej duszy, a znalezienie ciekawego i wolnego od powyższych atrakcji miejsca też nie jest łatwe. Rybie żerowanie również jest mocno chimeryczne, tak więc szansa na prawdziwy okaz ogranicza się w zasadzie do godzin nocnych i wczesno-porannych.

Osobiście w okresie lata nad wodę wybieram się dużo rzadziej. Niski poziom coraz to płytszych i zarośniętych rzek oraz zakwity jezior też skutecznie mnie do tego zniechęcają. Nie byłbym jednak wędkarzem z krwi i kości, jeśli przeszedłbym obojętnie obok łowiska.

Było to pewnego lata dobrą dekadę temu, kiedy to podczas pobytu nad morzem odkryłem płociowe eldorado. Już sam wyjazd nad Bałtyk był sporym kompromisem z mojej strony wypracowanym w dyskusji z narzeczoną. Zawsze tylko Mazury i Mazury - słyszałem od tygodni. W końcu wziąłem mapę i zacząłem studiować. Tak żeby wilk był syty i owca cała wybór padł na miejscowość w okolicach Łeby, tuż nad brzegiem jeziora Łebsko. Do nadmorskiego kurortu i bałtyckich plaż było 45 min drogi spacerem lub 10 min samochodem. W zamian za to mieliśmy spokój i ciszę, czyli coś zupełnie odmiennego od zgiełku kafejek i dyskotek Łeby. Miejscowość nazywała się Żarnowska. Otoczona z jednej strony zwartym kompleksem lasów Słowińskiego Parku Narodowego, z drugiej przytulona do brzegu jeziora. Od wschodu rozciągały się duże połacie nad jeziornych łąk, na których horyzoncie widniały zabudowania Łeby.
Oczywiście w turystycznym plecaku w owym czasie nie mogło zabraknąć wędki, dlatego po pierwszych kilku dniach wylegiwania się na słońcu oraz zwiedzeniu latarni morskiej czy przepięknych łebskich wydm postanowiłem rozejrzeć się po okolicy.

Jezioro rozczarowało mnie od razu. Płycizna po łydki ciągnęła się przez kilkaset metrów, tak więc nie napawało to optymistycznie. Z tego faktu bardziej uciechę miały dzieciaki z pobliskiego ośrodka kolonijnego niż ja wędkarz. Pewnego jednak razu podczas spaceru, kilkaset metrów za ostatnimi wiejskimi zabudowaniami natknąłem się na niewielki kanał, który połączony z Łebskiem nawadniał okoliczne łąki. Był szeroki na 10-12 metrów, nieco porośnięty sitowiem, moczarką i osoką aloesowatą. Przyciągnęła mnie jednak z wędką jego głębokość - równiutko, płaściutko - około 1,5m. Wytypowałem ustronne miejsce za krzaczkiem i przez dwa dni nęciłem kukurydzą z puszki.



W końcu trzeciego dnia późnym popołudniem zasiadłem na swoim miejscu i zarzuciłem lekką spławikówkę. Spławik stał przez chwilę nieruchomo, po czym majestatycznie przytopił się, przesuwając się przy tym w bok. Zaciąłem i od razu poczułem znaczący opór. Ryba walczyła dzielnie, lecz po chwili miałem ją już przy nogach. Jej wielkość rozczarowała mnie mocno pozytywnie, a ja nie miałem podbieraka. Żyłka 0,14 nie gwarantowała sukcesu w podniesieniu ryby na wędce. Szybka ocena sytuacji i rybkę ląduję wyślizgiem. Radość była ogromna, ponieważ była to moja rekordowa wówczas płoć - 34 cm.



Tego wieczoru ( jak i przez kilka następnych ) takich płoci złowiłem 6- 10 sztuk. Nigdy nie miałem mniejszej niż 28 cm. Myślę, że to za sprawą stosowanej przynęty, która być może selekcjonowała mniejsze osobniki. Raz jako przyłów trafił mi się piękny garbaty karaś pospolity ( też ok. 30 cm) oraz niewielki jazik.
Nad Żarnowski kanałek przybyłem jeszcze rok później i o dziwo sytuacja z płociami powtórzyła się ponownie. Owe lato zaowocowało też znajomością z przesympatyczną starszą Panią Olgą, którą od tamtej pory traktowaliśmy razem z narzeczoną po prostu jak babcię.

Po latach ( w zeszłym roku i dwa lata temu) powróciliśmy do Żarnowskiej i "naszej babci". Znów ciekawiło mnie czy płocie w kanałku są na swoim miejscu. Były. Równie piękne i równie pokaźnych rozmiarów ( pobiłem swój rekord - 35 cm). Nigdy wcześniej nie łowiłem tak skutecznie rybek tego gatunku - skutecznie, jeśli chodzi o ilość, ale przede wszystkim o jakość. Rok temu wyposażony już zupełnie bardziej profesjonalnie niż 10 lat temu podczas jednej wieczornej zasiadki złowiłem 14 sztuk, a dla zobrazowania dodam, że na przysłowiowe kilo wchodziły trzy rybki !!!

Myślę, że znalezienie takiego eldorado podczas wakacyjnego wypoczynku nie jest czymś łatwym i zdarza się rzadko, dlatego też poniżej podaje namiary na moje płociowe łowisko tym, którzy zawitają w okolice Łeby.

Dwa kilometry przed Łebą skręcamy w lewo ( jest drogowskaz na Żarnowską) . Jedziemy krętą asfaltówką i po 2 km wjeżdżamy do Żarnowskiej. Po prawej mijamy wiejskie boisko, zaraz potem (za małym skrzyżowaniem) sklep. Cały czas jedziemy prosto i po 200 metrach mamy kolejne skrzyżowanie. W lewo odchodzi asfalt, w prawo czarna szutrówka, a prosto przed nami skrajem jeziora (jest ono po lewej) wije się piaszczysta droga. Tam właśnie się kierujemy. Droga odbija po łuku w prawo i po około 400 m docieramy do kanałku. Punkt charakterystyczny to kilka wysokich topoli i nieco zdewastowana niewielka budowla hydrotechniczna. Kierujemy się w lewo skrajem kanałku, w stronę ujścia do jeziora (jest to odległość ok. 300 m) Ja osobiście łowię zawsze mniej więcej w połowie odległości.

Okolice Żarnowskiej to także inne łowiska. Sama rzeka Łeba słynąca także z troci oraz sam Bałtyk i jego dorszowanie z kutrów. Zaoferowany płociami, tych opcji jednak nie sprawdzałem.

Wozik77

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (0)

Ten artukuł nie ma jeszcze komentarzy, skomentuj pierwszy!