Meta

adam-z82 2011-02-15 Opowiadania

...
Nie było w historii naszego kraju tylu powodzi i wezbrań rzek, co w minionym sezonie. Kogo to wina, wszyscy wiemy, a jak nie to zapraszam do lektury "Wędkarskiego Świata". Ale nie o tym, choć biorąc pod uwagę kilka rekordowych ryb złowionych 2010 roku w np: Wiśle, po tak zwanych anomaliach, to daje sporo do myślenia. Przykład: sum Marka Szymańskiego!

No to do rzeczy. Początek października, jak tylko czas pozwoli melduję się na "moim" odcinku Wisły. W skrócie jest on podzielony na dwa "sektory", dziki i uregulowany. Na pierwszy ogień, oczywiście wybieram ten nieujarzmiony. Piękna wiślana burta, położona na niby wyspie. Oddzielona od lądu stałego okresową odnogą. Istny sajgon! Ogromne zwaliska, odkosy, jednym słowem gruba woda! W lipcu, 200 metrów od brzegu szła skośnie przykosa, teraz nie ma po niej śladu. Kocham takie miejsca, a zarazem nienawidzę. Cztery dni sumiennego obławiania nie przynoszą żadnych efektów. Prócz odprowadzenia fluo, reno kilera, na piaszczyste wypłycenie przez na oko 75 cm dzikiego sandacza! Miałem kilka takich sytuacji, ta przebiła je na głowę! Serce w gardle!

Połowa października, dwa weekendy za mną, pogoda się psuje, a tu nic? Kolejny wyjazd nad wodę, tym razem wybór pada na cywilizowane miejsca. Główki, wysokie niskie, zalane, porwane. Wszystkie zajęte przez "kolegów" z branży mięsiarskiej! Nawet pogoda ich nie zniechęca do czasu nastania epoki lodowcowej. Twarde bydło!!! Spokojnie myślę sobie, połapiemy w basenach. Te rewiry, znam je jak własną kieszeń. Co roku o tej porze łowiłem ich sporo, bez okazów, ale fajna zabawa. 3-4 sztuki to standard. Nie w tym roku, nie na tej wodzie, kompletna studnia, klapa. A to październik zawsze był najlepszy. Co się dzieje z tymi rybami?

Ostatni weekend miesiąca. Zawzięty jestem, więc jadę. Gdzie? Na główki bo najbliżej, przecież muszą tam być te kacze ryje? Bo sandałki sobie darowałem, chyba że jakiś cud sie zdarzy? No i wykrakałem. Jako że nie jestem rannym ptaszkiem, nad Wisełkę dotarłem około 8.30. Pogoda dopisuje, słoneczko świeci, temperatura powyżej 10 stopni, spory wiaterek. Idealnie. W planie dnia mam do obłowienia 3 ostrogi, plus baseny. Dla ścisłości 3 ostatnie w szeregu. Wchodzę na środkową, a tu "niespodzianka" - zajęta! Ale to nie pan z dzwonkami, tylko spinningista. Znam faceta z widzenia, na jesieni często tu kursuje. No to jedną mam z głowy! Wejdę na podstawę, stąd widać 2 pozostałe. Zerkam w prawo, lipa, w lewo pusta. Pewnie obłowiona przez kolegę? Zostaję, obrzucam napływ z brzegu. Gościu obławia metodycznie "warkocz" to mu nie przeszkadzam. Po godzinie nic sie nie dzieje jak i u mnie tak i u niego. Powtórka z rozrywki, Miesiąc bez ryby i to jaki miesiąc! Wiatr coraz silniejszy, wygania gościa ze szczytu. Pogadam z nim trochę, zapytam o wyniki. W tamtym roku, 23 grudnia około 19-tej, wyjął sandacza 8 kilo, z tej ostrogi. Zaimponował mi samozaparciem! Ale i rozczarował, zamiast karpia miał sandacza na stole wigilijnym. I tak bywa. Niestety! Na razie w tym roku bez sukcesów, kilka około wymiarowych" zębaczy" bo białych drapieżników nie łowi. Nad wodą jest od świtu i wraca obrzucać drugi raz tą "pustą". A za ostatnią jest płytko, dalej zasypany przelewik i pół metra wody. Przejdę się, zobaczę, tam jest opaska, pomyślałem. Bo tu poruta. Minąłem "ostatnią", obstawiona, dalej faktycznie płyciutko, ale woda płynie. W poprzednich latach była tu ogromna "plaża" na 2 kilometry długa, na środku Wisły. Główny nurt "idzie" drugą stroną, tu prawie stoi, tylko przy brzegu głębsza rynienka na 3-4m szeroka i 1 m głęboka. Co tu może stać? Okonek albo i nie. Na zegarku 11.36. Obstukam troszkę i ruszam na opaskę.

Na jesienne "wyprawy" zabieram 2 kijki, 25 gramowy i 50 gramowy.W zależności od miejsca w którym łowię. Wiadomo. Na takiej wodzie najlepszy byłby ultralajt, którego notabene nie mam. Bo mikro łowy mnie nie jarają. Pożyjemy zobaczymy?

Po 20 minutach dopasowałem się do łowiska i jako tako da się "pukać" w tych warunkach. Po 12-stej, nieśmiałe pstryknięcie i siedzi! Za silne na okonia, za spokojne na szczupaka. Sandaczyk upragniony, ładny 60-tak. Na takim piasku, w samo południe? Nie do wiary!
[attachment=1176]
Jest jeden będzie drugi? Do 13-ej dwa delikatne brania, nie wycięte. Iść dalej czy zostać? Decyzja zapadła! Zostaję! Do godziny 17-ej nie miałem brania. Ale miałem czas na dokładne "gruntowanie" dna. Kombinacje z wabikami. Po 4 godzinah kolejny sandałek ląduje na brzegu. Ten jest mniejszy, ale wymiar trzyma. Za moment jego brat bliźniak pozuje do fotografii.
[attachment=1164]
Pstryk, pstryk siedzi, nie puścił, ten był większy! Guma ściągnięta z haka. Kolejne rzuty i historia się powtarza. Zmiana na mniejszego twisterka i cisza. Zrobiło się całkiem ciemno, od ostatniego brania minęła godzina. To już koniec na dziś? Przysłowiowe 3 rzuty przeciągają się w 20 minut, opłaciło się czekać. Nocne mocne branie! Walka! 68cm "rzecznego wilka" jest w moich rękach!

To na dziś ostatni, narobił tyle hałasu na tej płytkiej wodzie, że odpuszczam. Jutro tu wrócę!!! W łóżku rozmyślam, miesiąc bez brania, dołki za ostrogami puste, na burty zabrakło cierpliwości, tam gdzie powinny być nie było? A tu na takim "niepozornym" kawałku wody tyle rybek? Piękny to był dzień, jak się okazało to był dopiero przedsmak następnych tygodni.

Niedziela nad wodą jaka jest każdy z wędkarzy wie! Pogodna niedziela to dla spinningisty utrapienie, Na "moim" odcinku słoneczny, ciepły, świąteczny dzień to koszmar! Narodu więcej niż na stadionie dziesięciolecia w jego najlepszych latach handlu! Trudno, takie życie! Nad wodą jestem grubo przed południem. Co tu sie dzieje, na ostrogach siedzi jeden na drugim, po brzegu ganiają "niedzielni" spinerzy w adidaskach i z kijkami 170cm z uwiązaną "blachą" lub z "kopytem". Na wodzie Puławska w godzinach szczytu! Ale nic to, idę na "swoje" miejsce. Kicha, zajęte, staję 50 metrów dalej i rozwijam graty. Dyskretnie zerkam na gościa czy aby nic mu się nie uwiesiło. Po kilku rzutach rwie i idzie w moją stronę. Jak wyniki? Słabo! No i dobrze, myśle sobie w duchu! Facet znika, a ja hyc na stanowisko. Motorówa za motorówą, fala za falą. Dochodzi 12 - sta, nareszcie trochę spokoju. Bum, jest! Krótki hol i mam go, 56cm.
[attachment=1166]
Rozglądam się czy nikt mnie nie podpatrzył, fotka i do wody. 15minut później następny, większy 62 cm krótka sesja i plusk, wraca do znajomych.

Tego wypuszczam w ostatniej chwili. Nadciąga tabun! "3 spinery". Ani dzień dobry ani pocałuj mnie w du...! Jeden staje 10 metrów przede mną i bombarduje pół metra wody minimum 20 gramową główką! Amatorka! Po kilku minutach idzie w p..du! Taki scenariusz powtarza się do wieczora! Rybki mają sjestę, a ja zamiast łowić, pilnuję "mety". Zniesmaczony wracam do domu, jutro sobie odbije!

1 listopad, powtórka z rozrywki. Tylko jakby jeszcze więcej wiary nad Wisłą? Zaliczyłem 3 bardzo delikatne brania, mniej więcej o tej samej porze co w poprzednich dniach. Rybki nie złowiłem. Ale wiem że tam są i czekają na mnie! 6 - stego pogoda "teoretycznie" się popsuła, przelotny deszczyk, lekki wiaterek, temperatura około 10 stopni. Więc czym prędzej nad rzekę, ostroga wolna, ale daruje sobie, szybko na miejscówkę. Wolna! Rozglądam się czy aby na pewno nikogo nie ma. Pusto. Na ziemi leży kilka opakowań po wolframach, no to jednak tu byli pseudo spinningiści. Nieważne, obstukam, to zobaczę jak jest! Minęła 13.00 - bez kontaktu z sandaczem. Niedobrze, powinny gryźć. Kilka dni nie byłem i pozamiatali mi miejscówę!

Nagle bum! Kij wygina się w parabole i natychmiast luz na plecionce. Obcinka! Klnę pod nosem na swój garbaty los! Tak się nie będziemy bawić! Zakładam przyponik nie za gruby, by w miarę, poprowadzić i tak delikatny zestaw w wolnym opadzie. Kolejne skoki i pukania. Siedzi! Spory skubaniec, nie daje za wygraną. Lądowanie gripem i pan szczupły już pozuje do albumu. 68cm radości.

Przed zachodem jeszcze jeden, ciutkę mniejszy - 60cm.
[attachment=1174]
Gdzie są "wilki"??? Pociemniało, pół godzinki i się zwijam. Pstryk, jest? Puścił, jednak są, ale niemrawe. Kolejne skoki i zawad? Ułamek sekundy i odjazd, konkretny, nic nie mogę zrobić, "dreszcz" wygięty do granic możliwości, ustawiam hamulec, o jeden ruch za dużo! Nogi z waty, wędka prosta, spadł!!! Zwijam plecionkę, a na końcu dynda pęknięty drucik. Miałem go zmienić, napisane do 6kg. Dalej nie jestem w stanie łowić! Szkoda ryby, powinna sobie poradzić z tym kolczykiem, a jeszcze ta obcinka. Polak mądry po szkodzie!

Kolejny dzień, pogoda identyczna jak wczoraj. Dzwoni do mnie brat, opowiadam mu historie miejscówy. Wpadnie nad rzekę o 12stej. Ja już pukam, puk, puk. Jest szczupaczek 55cm na dobry początek.

Telefon milczy. Kombinuję z kolorami, biały twisterek z lejącym się ogonkiem na 8 gramowej główce. Skok i łups, odjazd, chce się bawić kaczodzioby? Kilka minut szarpaniny i jest mój! Śliczny, zdrowy, krępy, wiślany szczupak! 71cm, mało zabrakło do rekordu!
[attachment=1169]
Dzwoni Robert, jest na miejscu, krótki instruktaż i łapiemy. Mam, mam, łapie za chwytak i biegnę do niego! Sprawne podebranie i jest nasz, znaczy brata. 58cm . Gratuluję bo mówi że to jego największy. Walczymy dalej! Mi nie idzie, wyczerpałem limit na dzisiaj. Jest, słyszę, kilka metrów obok, grip i w nogi. Dziwnie walczy, wędka dobrze wygięta, idzie zakosami. Domyśliłem się co holuję i skąd te szczupaki. Leszcz złapany za kapotę, spory 1,5 kilo. Deszcz rozpadał się na całego, "wilki" nie gryzą, pora wracać. Po drodze w międzywalu przebiega nam drogę stado dzików. Wiem, że tu są ale pierwszy raz je widziałem!

11 listopad, ochłodzenie, wieje silny wiatr, pada deszcz. Jadę, sprawdzę jak "meta". 3 godziny bez brania, wyniosły się na głębszą wodę? Schodzę 50 metrów niżej, tu w ogóle beznadziejnie, woda po kolana i płycej. Kilka rzutów od niechcenia, zawad - rwę. Wiążę, znowu rwę, na tym samym. Trudno, skończyła się sielanka. Szuram po dnie 5 gramami, cap coś usiadło, szarpie, agresywnie, nie duże, ale jest sandaczyk 52cm.

Grubasek z przetrąconym ogonem, genetycznie. Wracam na stare miejsce, żongluję gumami. Powoli tracę nadzieję! Marchewkowy twisterek jest już przy powierzchni, wtem majestatycznie pojawia się szczupak 80-90cm. Widząc mnie rezygnuje z ataku i znika! Wielki bydlak! Zrobiło się ciemno, na dzisiaj koniec.

Na 13 listopada prognoza pogody nie wróży sukcesów. Cały dzień ma padać deszcz, silne podmuchy wiatru, ciśnienie ekstremalnie niskie! Nad rzeką pusto! Jednak nie, spotykam amatora wigilijnego sandacza. Pokazuje mi własnoręcznie zrobione cykady, na które aktualnie łowi. Fajne. Wyniki ma mizerne ale nie odpuszcza! Rozchodzimy się, on na główki ja na "metę".

Woda pofalowana od wiatru, siąpi deszcz. W rynnie przy brzegu silne tąpnięcie, zacinam! Odchodzi na wodę, ale to nie "mamusia", 71cm, brzucho ma pełne od rybek. Chyba to ten sam co z wyprawy z bratem? Godzinę później zmieniam stanowisko, 30m niżej. Pierwszy rzut, zaczep. Powtórka, jeden obrót korbką i zatrzymanie. Coś usiadło, delikatnie lecz stanowczo szarpie łbem, odchodzi kilka metrów i staje za moment to samo, powolutku doprowadzam go pod nogi, mam, mam, mam cię "wilku", 76cm największy z tej miejscówy. Wracam wyżej, za godzinkę będzie ciemno. Bum!!! Jest!!! Czuje że jest duży! Tylko spokojnie, powtarzam sobie w głowie! Silna bestia, nie daje się wyciągnąć. Kapituluje po kilku minutach. Pięknie ubarwiony "kaczy ryj" 78 cm. Życiówka!

Kurcze jaki jestem szczęśliwy!!! Deszcz leje, cofam się niżej, ciemność nastała. Plecionka 0,18mm. Biały twister na haku 0/4 ląduje w wodzie. Potworne uderzenie mało mi nie wyrywa kija z ręki! Odjeżdża z mocą lokomotywy w stronę środka rzeki. Sum?! Na pewno nie! Kompletnie jestem bezradny, podkręcam hamulec, wysuwa dalej! Szarpnięcie łbem jedno drugie i te znienawidzone uczucie bezradności! Szok! Spadł! Trzęsę się jak galareta, straciłem rybę życia! Skubaniec wyprostował hak "gamakatsu". Wielki dziki "wilk rzeczny". Dalej nie jestem w stanie łowić. Wracam! Ale to był dzień, ale ryba!!!

Po tygodniu jestem z powrotem na "mecie". Temperatura spadła do 5-6 stopni. Wiem co robić zatem do dzieła. Skok, puk, skok, puk. Usiadł, w drugim rzucie! Na początku nie sprawiał wrażenia dużego. Spokojnie idzie pod brzeg, nagle go widzę! "Mamusia". Błyskawicznie odkręcam hamulec, w ostatniej chwili! Jazda! Oszalał, widziałem jak jest zapięty to byłem spokojniejszy. Kwintesencja walki! Młynki, świece, odjazdy. Dobre 10 minut takiej zabawy i jest mój "okaz" pobita życiówka!

88cm prawie 6 kg pełne brzusio, szeroki w karku. Przepiękny wiślany szczupak!!!

Dzień coraz krótszy, dopiero pod wieczór mam kolejne branie. Silne przytrzymanie, tnę w tempo. Kawał byka na kiju! K...wa, spadł! Zostawił po sobie spory wir, pacnął ogonem i odpłynął. Na końcu haka kawałek białego "mięska". Sandacz! To było ostatnie spotkanie w tym roku z "wilkiem". Miejscówę odwiedziłem jeszcze 3 razy do nastania mrozów. Temperatura systematycznie spadała, złapałem jeszcze jednego szczupaczka 52cm. Myślę że rybki wyprowadziły się na zimowiska.

Podsumowanie


Dla mnie to był piękny sezon, wspaniała jesień!!! Wisła obdarowała mnie swoimi skarbami! Pobiłem swoje 4 życiówki na tej rzece! Zwróciłem wolność wszystkim rybom! Niedane mi było wyciągnąć tych największych, ale cieszę się bardzo, że one tam są i pływają!!! To wyzwanie na następny sezon!

adam-z82

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (24)

gusto, 2011-02-15 16:18:39
gradki za upartości i wytrwałości :oklasky:
morouk, 2011-02-15 20:38:32
Za sezon gratulacje również i ode mnie, natomiast za składnię, gramatykę i ortografię niestety dwója na maxa. Przepraszam Stary, ale strasznie walą te wszystkie błędy po oczach i naprawdę bardzo kiepsko sie przez to czyta, by nie powiedzieć, że lektura jest masakrycznie męcząca. Schludniej napisane lepiej się czyta, po prostu. Ja po 1/10 tekstu poddałem się. Ale GRATKI za fach wędkarski.
Kaz, 2011-02-15 20:54:23
Super chwile przeżyte nad wodą i ta walka z wodnymi potworami.Kurcze jest czego zazdrościć.Brawo Adam.:oklasky::oklasky::oklasky:
morouk, 2011-02-15 21:17:22
Teraz jest super! Przepraszam za swój poprzedni komentarz, już jest nieaktualny! Zazdroszczę miejscówki i udanego sezonu! Ech.... Piękne wspomnienia i piękne rybki! Oby tak dalej!
bysior, 2011-02-15 21:17:22
Paweł poprawił tekst Adama i mamy nowego autora na stronie głównej - gratulacje debiutu Adam!
Paweł, 2011-02-15 21:22:19
Adam, świetne ryby, mnóstwo samozaparcia wykazałeś:oklasky:! A Twoja "meta" dowodzi, że nie można odpuszczać nawet tak niepozornej wodzie:tak:! I potwierdzasz moje obserwacje: w listopadzie na "naszej" Wiśle dobrze się działo:zacieszacz:! Gratulacje debiutu na Shrapie:oklasky:!
Wozik77, 2011-02-15 21:30:38
No Adam. Czytało się jak dobrą książkę!!! Cieszę się, że trafiłes na swój Akwen Eldorado i że Twoja wytrwałość w penetrowaniu go została tak szczodrze wynagrodzona. Brawo, brawo i jeszcze raz gratulacje :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
Peter, 2011-02-15 22:55:46
Podobało mi się trochę połowiłeś !
bysior, 2011-02-15 23:02:09
Przeczytałem opowiadanie przy kawce i muszę powiedzieć - że czytało się super Przede wszystkim gratuluję zakończenia sezonu i pięknych ryb! Jak również podejścia do rzeki, ryb i wędkarstwa! Jeszcze raz gratulację i życzę zdjęcia z tym, który ośmielił się rozgiąć gamaka!
andrew, 2011-02-16 03:29:07
Adam fajne ryby:oklasky:. Niesamowite co przestawienie nurtu z lewej na prawa strone zrobilo z rybnoscia tego odcinka :jezyk: :jezyk_oko:. Ale sam tekst razi iloscia bluzgow i tanich wrzutek typu twarde bydlo. Gdybys jeszcze pisal to na goraco to rozumiem emocje i podjaranie rybami. Ale po paru miesiacach brzmi to fatalnie...
Paweł, 2011-02-16 08:14:55
Tak, w tekście jest kilka niepotrzebnych przekleństw. Ale już np. wrzutka typu "twarde bydło", w tym wypadku mnie nie razi! Bo dokładnie wiem, o których "wędkarzach" Adam pisze. Nawet jeżeli jest to uogólnienie na wyrost... Pamiętam przecież ten listopadowy dzień, którym ja się z Wami podzieliłem w tym wątku: http://www.shrap-drakers.pl/forum/showthread.php?tid=750. To byli dokładnie oni.... I zestawiając to, co ci ludzie robią kalecząc ryby - z Adama pięknymi rybkami, łowionymi obok, które z radością wypuszcza... to niekoniecznie trzeba się dziwić takim określeniom:bezradny:.
Kaz, 2011-02-16 20:42:17
Adamie samo podsumowanie całego sezonu odaje całą kintensencję tego co działo się w trakcie sezonu jak i samo wspomnienie że te rybki czekają na Ciebie w tym roku jest już wspaniałe. Wspaniale napisany artykuł.:oklasky::oklasky::oklasky:
adam-z82, 2011-02-16 21:12:10
Paweł.Wielkie dzięki za poprawienie tekstu::luzik:Teraz to ma "ręce i nogi":okok:A co do "tanich wrzutek"i"wiązanek"w opisie. Moim skromnym zdaniem,to potraktowałem te określenie z wyjątkową taryfą ulgową!!!Kto chodzi nad wodę to widzi co się tam wyprawia"samowolka":nerwus::ne:zly:rwus::zly::zly:A łacina nadaje więcej realizmu w tekście,nie jesteśmy święci:prosi:Dziękówa panowie za miłe słowa:luzik:Pozdrawiam!!!
Mariano, 2011-02-17 00:11:11
Gratuluje wstrzelenia sie w Wiślane skarby,wytrwałosci i sprytu w dobrym kamuflowaniu miejscówki przed mięsiarzami:okok:Ja tak dobrej mety nie znalazłem ale mam pewną ciekawą miejscówke która jak sie nie zmieni po "wielkiej wodzie" napewno będzie rybna. Życze dalszych sukcesów i do zobaczenia nad wodą:oczko:
tymon, 2011-02-17 07:17:30
Graty za udany sezon jak i ciekawy sposób przedstawienia nam tego
, 2011-02-17 11:48:10
Fajny tekst. Oryginału nie czytałem, ale obecnie OK. Miejscówka - życiówka, o której każdy z nas marzy. Ja jeszcze takiej nie znalazłem. A co do "twardego bydła"...:mysli: Ja osobiście używam gorszych określeń w stosunku do niektórych osobników, których spotykam nad wodą...więc nie przesadzajcie.
rapa, 2011-02-18 21:19:55
Miałem to nieszczęście że najpierw przeczytałem niepoprawioną wersję :boisie: Teraz czyta się miło i przyjemnie, są ryby, są emocje, oby tak dalej kolego :oklasky:
Paweł, 2011-02-18 22:36:34
Oj tam, oj tam:jezyk:! Błędy błędami - da się napewno na przyszłość uniknąć;). A ja się bardzo cieszę, że mamy kolejnego Wiślaka na Shrapie, który może pochwalić się pięknymi rybkami:oklasky: i umie się z nimi odpowiednio obchodzić:hura:
moczykij, 2011-10-11 20:40:34
" Stary tekst " ale super mi się go czytało :oklasky::oklasky::oklasky:
nema44, 2011-12-21 22:22:38
Bardzo fajny tekst - brawo dla autora i dla korektora ;). Wspaniałe ryby, fantastyczne emocje, świetna miejscówka. Wiślak z Ciebie prawdziwy!
Wozik77, 2011-12-22 09:21:35
Tez wróciłem ostatnio do tego tekstu. Jeszcze raz z chęcią go przeczytałem. Brawo Adam :oklasky:
Wozik77, 2012-11-15 21:32:57
Adaś. Czekam na późno-jesienną metrówę z Twojej "mety" :okok:
adam-z82, 2012-11-19 21:33:59
Piotrek, Królowa swoich wiernych poddanych potrafi obdarzyć wspaniałymi skarbami Czekam pokornie na ten dzień:w8:
moczykij, 2012-11-20 08:26:26
Osobiście czekam pokornie na tekst " meta-nabol " :cwaniak: bo ten znam już praktycznie na pamięć :D :D :D