Listopadowa Wisła nocą

janek kos 2010-07-04 Wyprawy wędkarskie

...
Kilka słów o mojej wyprawie zwieńczonej wspomnianymi sandaczami. Miejsce połowu to cały czas Wisła, 736 kilometr, okolice Nieszawki .W ciągu dnia brania sandałów nie było, albo były tylko puknięcia nie do zacięcia. Byłem nad wodą o 13.00 i zacząłem od kopytka Mannsa 7 cm na 12g główce - nic, i tak przez 3 godziny. Po godzinie 15.00 na prostce między główkami, na okoniopodobne kopytko walnął szczupak. Hol dostarczył moc emocji, bo jak zauważyłem podczas efektownej świecy szczupca, z pyska wystawała tylko plecionka. Udało się jednak, miał 58 cm. Wrócił do wody.

Przez następną godzinę bez brania. Powrót do domu, kolacja itp. O godz.21:30 zadzwonił znajomy że schodzi z wody z kompletem sandaczy. Jaka reakcja?

Woblery, kij, termos i w drogę. Po pół godzinie rozkładam kij i ucinam pogawędkę z grunciarzami z główki, nieźle żeruje miętus. Żerowania sandaczy ani widu ani słychu. Idąc za radą kolegi zakładam 7 cm pływającą uklejkę naszego Toruńskiego manufakturzysty Darka i do boju. Zaczynam od prostek między główkami, pierwsze puknięcie przy 3 rzucie, zacięcie - pusto. Kolejny rzut - uderzenie czuję w łokciu, sandaczyk 52 cm. Następna prostka, rzut w kierunku poznanego za dnia wypłycenia, uderzenie następuje po 2 obrotach korbką - opór solidny, na brzegu ląduje wilczek 63 cm. Na tej samej prostce uderzają jeszcze dwa sandacze: 58 i 60 cm.

Później zrywam woblera, mijam kilka ciekawych miejscówek obsadzonych przez grunciarzy, w końcu docieram do wolnej główki, wiążę identycznego wobka z tym , że 9 cm. 5 pustych rzutów. Co jest? Przechodzę na prostkę, rzut w kierunku następnej główki - puknięcie, zacinam i czuję że tym razem to nie przedszkolak. Sandacza podbiera wędkarz który przybiegł z podbierakiem z główki, ważenie: 3,8 kg. Uff...piękna bestia! Wędkarz puka się w czoło widząc jak wypuszczam smoka, odmawia wykonania zdjęcia, mimo wszystko dziękuję za pomoc. Patrzę na zegarek: 0:45, kiedy ten czas minął???

Obławiam jeszcze 2 prostki łowiąc jeszcze 4 sandacze: dwa maluchy po 40 pare i dwa pod 50 cm. Zapał do dalszych łowów studzi telefon żony, jest 2:15. Takiej nocy nie miałem już bardzo długo. Łowienie sandaczy nie jest dla mnie rutyną, tak że wynik tej wyprawy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Była to noc 26/27 października. Sandacze żerowały podobnie jeszcze kilka dni po czym przeniosły się do rynn i dołków, skąd już nie zapuszczają się na stadną wyżerkę do międzygłówkowych basenów. Zyskałem na pewno kilka siwych włosów przez to, że nie mogłem przez ponad tydzień wybrać się na ryby.Koledzy przekazali mi informacje o największym sandaczu z tego okresu - 5,7 kg oraz szczupaku - 9,5 kg z tym że szczupak zaatakował o zachodzie słońca. Kolejną wyprawę odbyłem 12 listopada. W godzinach 12 do 17 miałem 5 brań zakończonych 2 sandaczami: maluchem 40 cm i podrostkiem 52 cm. Oba zaatakowały kopyto 7 cm Mannsa, białe z czerwonym grzbietem, w 3 metrowej rynnie między główkami. Następna wyprawa 28 listopada ......

Za tydzień planuję zacząć przed południem na Wiśle oczywiście. Zacznę od dołków za główkami i namierzonej niezbyt głębokiej rynny. Średniej wielkości kopyta na 12-15 gramowych główkach, chyba że będzie wysoki stan wody a co za tym idzie silny uciąg - wtedy 20-25 g główki nie będą przesadą. Technika - opad i szuru-szuru po kamieniach. Postaram sie też przetestować pływającego wobka na troku, poprzedzonego tyrolką ok 30 g. Być może uda się sięgnąć takim zestawem najciekawsze głęboczki i jeszcze za dnia sprowokować smoki do brania. Po zmroku pływający wobler i czesanie miedzygłówkowych prostek - a nóż sandacze odwiedzą jeszcze tą stołówkę. Czekam jeszcze na odpowiedź znajomego co do wyprawy łódką na Wisłę - to właśnie on namierzył echosondą rynny do których przeniosły się sandacze po dobrym okresie żerowania między główkami, nie znam jeszcze ostatnich wyników jego wypraw, ale 16 listopada komplet sandaczy miał w 1,5 godz. Informacja potwierdzona przez funkcjonariuszy wodnego posterunku Policji. Tymczasem oby do środy......

Co jeszcze Panowie?

Korzystając z chwili poświęconej wypiciu nocnej kawy (ech szczęśliwi którzy nie muszą pracować w nocy ) powiem jeszcze słów kilka o wiślanych miętusach. Wisła miętusem stoi, zostało jeszcze około tygodnia na połów tej sympatycznej ryby. Jak wspomniałem, przy okazji nocnego spinningowania co krok natykałem się na "operatorów ciężkiego wiślanego sprzętu" czyli denek, w najprostszej ich odmianie. Zdarzało się że co lepsze miejscówki sandaczowe zajęte były przez w/w amatorów miętusowego mięska.

Z początkiem listopada, kiedy zdrowo przymroziło i znacznie spadła temp. wody, miętus zaczął dobrze żerować. I dałem się namówić na wieczorną wyprawę. Miejsce wytypowane za dnia - dół w lewo od warkocza za główką - za podstawą główki nurt wcinający się w brzeg podmywający korzenie wierzb, stara wierzba powalona do wody, czyli stanowisko podręcznikowe. Nad wodą byliśmy po 14. Kolega rozmroził przechowywane od września ukleje i płotki. Po 15 uklejki na hakach były w wodzie. Sprzęt to karpiówki, ciężarki: 60 g w warkoczu i 40 na wymyciu obok zwalonej wierzby. Cóż, na szczytówkę dzwonek ze świetlikiem, który okazał się później zbędny, gdyż szczytówki były dobrze widoczne od świateł bijących od mostu i bulwaru. Po ogarnięciu stanowisk, rozejrzeliśmy się po okolicy - kurczę jak tu pięknie. Spinningując nocą jakoś nie zauważało się nocnej panoramy miasta, które zaczęła już spowijać mgła.

Pierwsze przygięcie szczytówki, a właściwie szarpnięcie nastąpiło po 16 na zestawie umieszczonym koło zwalonej wierzby. Przygiął ponownie - zacięcie. Pierwsza myśl to ciągnę jakąś gałąź czy kołek, dopiero po chwili na kamieniach główki ląduje... miętus. Niewielki-32 cm, ale jak pięknie ubarwiony - panterka niczym niemiecka celta z II WŚ. Niestety hak połknięty głęboko - cięcie przyponu. Następne branie u kolegi (cały czas spod wierzby) i ląduje miętus 28 cm. Idąc za radą wiślanego specjalisty od miętusów, na hak zakładam ogon uklejki i rosówkę. I nic - cisza.... Kolejna seria brań następuje przed 19.. brania łapczywe, mocne przygięcia szczytówki - łącznie łowimy w tej serii 7 miętusów, największy 42 cm i około 0,8 kg. Brania były i pod wierzbą i w dołku obok warkocza. Zimno dokucza coraz mocniej - decyzja: zostajemy do 22. Decyzja trafna bo przed 21 najlepsza seria brań tego wieczora: doławiamy 5 miętusów, ale każdy słusznych rozmiarów: od 41 do 56 cm. Największy waży jak się później okaże 1,30 kg (ten to nawet przymurował podczas holu i chlapnął przy lądowaniu). Brania ustają, zwijamy sprzęt i powrót. Podbieramy jeszcze nocnemu spinningiście sandacza 68 cm - walnął na pływającą makrelkę Rapali. Kolejna moja wyprawa na miętusy, którą odbyłem samotnie dała mi tylko 2 miętusy (32 i 36 cm) prawdopodobnie słabsze brania spowodowane były znacznym ociepleniem. Zachęcam do wyprawy na miętusy - wrażenia murowane (marmurkowo)!

janek kos

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (6)

sacha, 2010-11-09 10:52:04
Jadę na miętusy jakieś 7-8 lat i dojechac nie mogę:bezradny:Zawsze sobię na jesieni postanawiam że już teraz to na bank jakiś wieczór gdzieś nad wodą i jak co roku a to za zimno,a to nie ma z kim,a na dodatek mgliste pojęcię o tym gdzie. Bo jak już jechać to na dobre miejsce żeby jakaś zabawa była.Kilkanaście lat temu słyszałem że Narew powyżej Ostrołęki jest niezłym miejscem ale pamiętam też spzred kilku ładnych lat że ktoś z WCWI na Narew między Pułtuskiem a Różanem jeździł i wyszło że miętusa brak.Orzyc?Omulew?Bug? A na koniec ciekawostka: Harp mi ostatnio mówił że własnie miętus bierze ładnie na podwarszawskiej Wiśle.
Wozik77, 2010-11-11 16:59:00
Ciekawy artykuł Janek. Choć to już czas jakiś temu, to napewno do dziś wspominasz tą sandaczową nockę. Brawo.:oklasky::oklasky: A miętusy. Hmmmm. Podobnie jak Sacha od lat były w planach - planach wiecznie nie zrealizowanych :bezradny: Dlaczego? Ano dlatego że wygoda, że ciemno, że zimno, że się poprostu nie chciało..:bezradny:. Rybka ta jednak zawsze jakąś tajemniczością mi pachniała, więc może kiedyś, kto wie....
wojtek_b, 2013-11-11 00:40:30
Bardzo lubię wracać do tego tekstu. Tak jakoś:okok:
Wozik77, 2013-11-11 16:01:42
Fajnie że na wierzch to Wojtek wyciągnąłeś. :okok: Z chęcią przeczytałem sobie ponownie :kwadr:
wojtek_b, 2014-11-11 02:53:01
Czy jest to przypadek, czy nie- ponownie 11 listopada trafiłem na tekst napisany przez Janka Pędzę zaraz nad wodę.
bysior, 2014-11-12 16:17:13
Tekst @Janka Kosa bardzo fajny Upłynęło trochę czasu od publikacji i fajnie, że nie tylko ja do niego wracam. Tegoroczne nocne łowienie jest trochę inne bo temperatury są inne, wyższe i mamy listopad jak koniec września. Fajnie poczytać, fajnie powspominać i przypomnieć sobie o marmurkach :muza: