Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Wyprawy wędkarskie

Listopadowa Wisła nocą

Autor: janek kos, opublikowano 2010-07-04 10:22:55
komentarze: 2, wyświetleń: 2824

--

Kilka słów o mojej wyprawie zwieńczonej wspomnianymi sandaczami. Miejsce połowu to cały czas Wisła, 736 kilometr, okolice Nieszawki .W ciągu dnia brania sandałów nie było, albo były tylko puknięcia nie do zacięcia. Byłem nad wodą o 13.00 i zacząłem od kopytka Mannsa 7 cm na 12g główce - nic, i tak przez 3 godziny. Po godzinie 15.00 na prostce między główkami, na okoniopodobne kopytko walnął szczupak. Hol dostarczył moc emocji, bo jak zauważyłem podczas efektownej świecy szczupca, z pyska wystawała tylko plecionka. Udało się jednak, miał 58 cm. Wrócił do wody.

Przez następną godzinę bez brania. Powrót do domu, kolacja itp. O godz.21:30 zadzwonił znajomy że schodzi z wody z kompletem sandaczy. Jaka reakcja?

Woblery, kij, termos i w drogę. Po pół godzinie rozkładam kij i ucinam pogawędkę z grunciarzami z główki, nieźle żeruje miętus. Żerowania sandaczy ani widu ani słychu. Idąc za radą kolegi zakładam 7 cm pływającą uklejkę naszego Toruńskiego manufakturzysty Darka i do boju. Zaczynam od prostek między główkami, pierwsze puknięcie przy 3 rzucie, zacięcie - pusto. Kolejny rzut - uderzenie czuję w łokciu, sandaczyk 52 cm. Następna prostka, rzut w kierunku poznanego za dnia wypłycenia, uderzenie następuje po 2 obrotach korbką - opór solidny, na brzegu ląduje wilczek 63 cm. Na tej samej prostce uderzają jeszcze dwa sandacze: 58 i 60 cm.

Później zrywam woblera, mijam kilka ciekawych miejscówek obsadzonych przez grunciarzy, w końcu docieram do wolnej główki, wiążę identycznego wobka z tym , że 9 cm. 5 pustych rzutów. Co jest? Przechodzę na prostkę, rzut w kierunku następnej główki - puknięcie, zacinam i czuję że tym razem to nie przedszkolak. Sandacza podbiera wędkarz który przybiegł z podbierakiem z główki, ważenie: 3,8 kg. Uff...piękna bestia! Wędkarz puka się w czoło widząc jak wypuszczam smoka, odmawia wykonania zdjęcia, mimo wszystko dziękuję za pomoc. Patrzę na zegarek: 0:45, kiedy ten czas minął???

Obławiam jeszcze 2 prostki łowiąc jeszcze 4 sandacze: dwa maluchy po 40 pare i dwa pod 50 cm. Zapał do dalszych łowów studzi telefon żony, jest 2:15. Takiej nocy nie miałem już bardzo długo. Łowienie sandaczy nie jest dla mnie rutyną, tak że wynik tej wyprawy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Była to noc 26/27 października. Sandacze żerowały podobnie jeszcze kilka dni po czym przeniosły się do rynn i dołków, skąd już nie zapuszczają się na stadną wyżerkę do międzygłówkowych basenów. Zyskałem na pewno kilka siwych włosów przez to, że nie mogłem przez ponad tydzień wybrać się na ryby.Koledzy przekazali mi informacje o największym sandaczu z tego okresu - 5,7 kg oraz szczupaku - 9,5 kg z tym że szczupak zaatakował o zachodzie słońca. Kolejną wyprawę odbyłem 12 listopada. W godzinach 12 do 17 miałem 5 brań zakończonych 2 sandaczami: maluchem 40 cm i podrostkiem 52 cm. Oba zaatakowały kopyto 7 cm Mannsa, białe z czerwonym grzbietem, w 3 metrowej rynnie między główkami. Następna wyprawa 28 listopada ......

Za tydzień planuję zacząć przed południem na Wiśle oczywiście. Zacznę od dołków za główkami i namierzonej niezbyt głębokiej rynny. Średniej wielkości kopyta na 12-15 gramowych główkach, chyba że będzie wysoki stan wody a co za tym idzie silny uciąg - wtedy 20-25 g główki nie będą przesadą. Technika - opad i szuru-szuru po kamieniach. Postaram sie też przetestować pływającego wobka na troku, poprzedzonego tyrolką ok 30 g. Być może uda się sięgnąć takim zestawem najciekawsze głęboczki i jeszcze za dnia sprowokować smoki do brania. Po zmroku pływający wobler i czesanie miedzygłówkowych prostek - a nóż sandacze odwiedzą jeszcze tą stołówkę. Czekam jeszcze na odpowiedź znajomego co do wyprawy łódką na Wisłę - to właśnie on namierzył echosondą rynny do których przeniosły się sandacze po dobrym okresie żerowania między główkami, nie znam jeszcze ostatnich wyników jego wypraw, ale 16 listopada komplet sandaczy miał w 1,5 godz. Informacja potwierdzona przez funkcjonariuszy wodnego posterunku Policji. Tymczasem oby do środy......

Co jeszcze Panowie?

Korzystając z chwili poświęconej wypiciu nocnej kawy (ech szczęśliwi którzy nie muszą pracować w nocy ) powiem jeszcze słów kilka o wiślanych miętusach. Wisła miętusem stoi, zostało jeszcze około tygodnia na połów tej sympatycznej ryby. Jak wspomniałem, przy okazji nocnego spinningowania co krok natykałem się na "operatorów ciężkiego wiślanego sprzętu" czyli denek, w najprostszej ich odmianie. Zdarzało się że co lepsze miejscówki sandaczowe zajęte były przez w/w amatorów miętusowego mięska.

Z początkiem listopada, kiedy zdrowo przymroziło i znacznie spadła temp. wody, miętus zaczął dobrze żerować. I dałem się namówić na wieczorną wyprawę. Miejsce wytypowane za dnia - dół w lewo od warkocza za główką - za podstawą główki nurt wcinający się w brzeg podmywający korzenie wierzb, stara wierzba powalona do wody, czyli stanowisko podręcznikowe. Nad wodą byliśmy po 14. Kolega rozmroził przechowywane od września ukleje i płotki. Po 15 uklejki na hakach były w wodzie. Sprzęt to karpiówki, ciężarki: 60 g w warkoczu i 40 na wymyciu obok zwalonej wierzby. Cóż, na szczytówkę dzwonek ze świetlikiem, który okazał się później zbędny, gdyż szczytówki były dobrze widoczne od świateł bijących od mostu i bulwaru. Po ogarnięciu stanowisk, rozejrzeliśmy się po okolicy - kurczę jak tu pięknie. Spinningując nocą jakoś nie zauważało się nocnej panoramy miasta, które zaczęła już spowijać mgła.

Pierwsze przygięcie szczytówki, a właściwie szarpnięcie nastąpiło po 16 na zestawie umieszczonym koło zwalonej wierzby. Przygiął ponownie - zacięcie. Pierwsza myśl to ciągnę jakąś gałąź czy kołek, dopiero po chwili na kamieniach główki ląduje... miętus. Niewielki-32 cm, ale jak pięknie ubarwiony - panterka niczym niemiecka celta z II WŚ. Niestety hak połknięty głęboko - cięcie przyponu. Następne branie u kolegi (cały czas spod wierzby) i ląduje miętus 28 cm. Idąc za radą wiślanego specjalisty od miętusów, na hak zakładam ogon uklejki i rosówkę. I nic - cisza.... Kolejna seria brań następuje przed 19.. brania łapczywe, mocne przygięcia szczytówki - łącznie łowimy w tej serii 7 miętusów, największy 42 cm i około 0,8 kg. Brania były i pod wierzbą i w dołku obok warkocza. Zimno dokucza coraz mocniej - decyzja: zostajemy do 22. Decyzja trafna bo przed 21 najlepsza seria brań tego wieczora: doławiamy 5 miętusów, ale każdy słusznych rozmiarów: od 41 do 56 cm. Największy waży jak się później okaże 1,30 kg (ten to nawet przymurował podczas holu i chlapnął przy lądowaniu). Brania ustają, zwijamy sprzęt i powrót. Podbieramy jeszcze nocnemu spinningiście sandacza 68 cm - walnął na pływającą makrelkę Rapali. Kolejna moja wyprawa na miętusy, którą odbyłem samotnie dała mi tylko 2 miętusy (32 i 36 cm) prawdopodobnie słabsze brania spowodowane były znacznym ociepleniem. Zachęcam do wyprawy na miętusy - wrażenia murowane (marmurkowo)!

Informacje o autorze

janek kos

...

Więcej informacji znajdziesz na blogu janek kos

Skomentuj "Listopadowa Wisła nocą"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (2)

Skomentował sacha, 2010-11-09 10:52:04

Jadę na miętusy jakieś 7-8 lat i dojechac nie mogę:bezradny:Zawsze sobię na jesieni postanawiam że już teraz to na bank jakiś wieczór gdzieś nad wodą i jak co roku a to za zimno,a to nie ma z kim,a na dodatek mgliste pojęcię o tym gdzie.
Bo jak już jechać to na dobre miejsce żeby jakaś zabawa była.Kilkanaście lat temu słyszałem że Narew powyżej Ostrołęki jest niezłym miejscem ale pamiętam też spzred kilku ładnych lat że ktoś z WCWI na Narew między Pułtuskiem a Różanem jeździł i wyszło że miętusa brak.Orzyc?Omulew?Bug?
A na koniec ciekawostka:
Harp mi ostatnio mówił że własnie miętus bierze ładnie na podwarszawskiej Wiśle.

Skomentował Wozik77, 2010-11-11 16:59:00

Ciekawy artykuł Janek. Choć to już czas jakiś temu, to napewno do dziś wspominasz tą sandaczową nockę. Brawo.OklaskyOklasky A miętusy. Hmmmm. Podobnie jak Sacha od lat były w planach - planach wiecznie nie zrealizowanych Bezradny Dlaczego? Ano dlatego że wygoda, że ciemno, że zimno, że się poprostu nie chciało..Bezradny. Rybka ta jednak zawsze jakąś tajemniczością mi pachniała, więc może kiedyś, kto wie....

--
"...mam swoją pasję, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej..."



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: waldi-54

Tak na dobrą sprawę to dopiero dzisiaj wróciłem z wyprawy do domu bo prosto od Kaza z Radomia już w niedzielę razem z nim pojechaliśmy na działkę aby powetować sobie te szczupacze niepowodzenia z ...
zobacz więcej