Letnie spotkanie nad granicznym Bugiem

andrew 2010-08-06 Wyprawy wędkarskie

...
Już od kilku tygodni nakręcałem się na długo wyczekiwane spotkanie nad Bugiem. Śledzenie prognoz, stanu wody, zbieranie informacji czy da się dojechać, czy ryba bierze i jaka i gdzie i takie tam. W piątek zrywam się na godzinę z roboty żeby uzupełnić zapas gum i dzwonię do pierwszej części ekipy. Okazuję się, że dotarła już nad rzekę, ale są w Woroblinie.



Na Łęgach panował kompletny sajgon, błoto, chaszcze, masy gzów i komarów a Woroblin to sprawdzona, rybna i malownicza miejscówka. Dzwonię do Marcina i już wiem, że mogę go zgarnąć o siódmej wieczorem.

Ruszamy przed ósmą. Pół godzinny korek w Dębem udaje się objechać polnymi drogami (nie ma to jak sprawdzony nawigator ;) i dalsza droga przebiega bez zaskoczeń nie licząc wypadku z udziałem ciężarówki i trzech dzików w Worońcu. Ach te Kresy.

Po uzupełnieniu niezbędnych zapasów na bialskim Shellu docieramy na miejsce prowadzeni voice nawigacją Radka i latarnią Błażeja Awaryjne miejsce wybrali idealnie: ocieniona zagajnikiem skarpa parę metrów od rzeki.



Za wyspą rzeka wchodziła w prostkę po połączeniu z odnogą. Nurt wartki, ale woda w miarę głęboka. Miodzio.



Rozpalamy szybko grilla, idą w ruch puszki i butelki, nocne rozmowy Polaków, te sprawy. Nocleg na karimacie pod rozgwieżdżonym niebem tuż nad brzegiem dzikiej rzeki, z której co ruszą dochodzą odgłosy spławów ryb był przyjemnością.

Wstajemy przed wschodem słońca o czwartej i po rozprostowaniu kości ruszamy z wędkami. Schodzę w dół rzeki w kierunku wodopoju z mocnym trzy metrowym kijem do 50gr. Na granicznym Bugu, który jest dosyć szeroki najbardziej lubię łowić przy brzegu. Obławiam przybrzeżne cofki, kępki roślinności, czasami rzucam średniociężką blachę lub gumę lekko po skosie i pozwalam jej pracować w opadzie. Od czasu do czasu sprawdzam wolniejsze miejsca Sliderem 7S. Po kilkunastu minutach zakładam 18gr blachę Drwęca, która doskonale nadaje się do wabienia bużańskich szczupaków z racji swojej różnorodnej, ale wyczuwalnej pracy nawet przy bardzo powolnym prowadzeniu i w opadzie w słabym nurcie. Pod brzegiem przed lukiem mam mocne walnięcie. Slammer od razu oddaje 20 funtową pletkę. Branie nie bardzo szczupacze, mój Blue Rapid wygięty, ale ryba spina się po kilku sekundach. Niewzruszony sprawdzam groty i ruszam dalej.

Rzeka wypłyca się, nurt ucieka na białoruską stronę podmywając żwirowe burty. Robie kilka fotek na płytkim wewnętrznym łuku...




... i ruszam na obiecująca burtę przed Przerywańcem gdzie trzy lata temu jesienią złowiłem swojego największego bużańskiego szczupaka z rzeki.



Ta sama przynęta Slider 7S RSH, ta sama burta tyle, że teraz już porośnięta roślinnością. Ściągam górą slidera z trawą na kotwicy, kiedy nie oczekiwanie uderza w niego szczupak nie trafiając w przynętę. Już wiem, że jest dobrze i ryby tego ranka żerują. Ściągam trawę i zarzucam tego samego jerka 10m dalej i metr bliżej środka rzeki. Uderzenie następuje po kilku metrach prowadzenia przynęty. Szczupak uderza w połowie wody i pokazuje się na powierzchni. Jest długi około 60-65cm, ale chudy. Holuję go ostrożnie na poluzowanym hamulcu, bo jest zapięty za jeden grot. Niestety stojąc na wysokiej burcie nie mam możliwości włożenie szczytówki głęboko do wody. Ryba po zakręceniu młynka na powierzchni wody ryba spina się. Niezrażony zmieniam przynęta na Pike'a 11F HPE. Po kilu rzutach w tym samym miejscu mam kolejne uderzenie, ale szczupak nie zapina się. Schodzę niżej, obrzucając prostkę przed starorzeczem, ale juz bez efektów. Dzwoni Marcin mówiąc ze dojechał Jacek i Norbert i że zdążył juz złowić suma i szczupaka. Skuszony perspektywa wypicia pierwszej porannej kawy zawracam i widzę w oddali wędkarza sunącego z przerwami brzegiem w kierunku Przerywańca. Po kilku minutach spotykam Jacka i razem wracamy do obozowiska dzieląc się wrażeniami z ostatnich połowów. Jacek pięknie połowił okoni na Krznie, które weszły tam z Bugu.

Grupa w poszerzonym składzie wita nas kawą, śniadaniem i doskonałymi nastrojami. Loża szyderców, co rusz pokłada się ze śmiechu przypominając sobie, co zabawniejsze teksty związane z rybami i nie tylko. Słońce wchodzi wyżej i zaczynamy doceniać wybór ocienionego miejsca na obozowisko. Pokrzepiony kawa ruszam tym razem w dużo trudniejszy techniczne odcinek w gore rzeki. Na pierwszej miejscówce, w pierwszym rzucie na wspomnianego Slidera siada mi pięćdziesiątak. Po krotki holu pojawia się na powierzchni w obstawie



Ryba jeszcze kilkakrotnie próbuje wykorzystać obecność "sojusznika", ale w reszcie udaj się wyjąć rybę. Sesja i ruszam dalej.



Rzeka staje się bardzo słabo dostępna. Przybrzeżne wysepki, które apetycznie obmywa boczny nurt są oddzielone od brzegu zastoiskami, które udaję się pokonać tylko w spodniobutach.



Przed wyspą mam kolejne uderzenie w Slidera a szczupak jest niewymiarowy i pozwalam mu się wyszaleć w powietrzu i na powierzchni i odhaczyć. Dochodzę do słupka 1315 chwila wytchnienia...



...i ruszam dalej w gore. Brzegi jednak uniemożliwiają łowienie wysoka wiosenna woda namnożyła zwalisk, rzeka staje się niedostępna. Robi się też upalnie i postanawiam wrócić do obozowiska. Tutaj impreza w pełni, śmiechom nie ma końca, co chwile holowany jest białoryb na DS i grunt. Koło 11tej dzwoni Grzesiek. Wyjeżdżam po mojego towarzysza nadbużańskich eskapad, który postanowił odwiedzić nas z urocza zona Basia i trzyletnia słodka córka Karolina. Wyjeżdża materiał na grilla, rozwijam DS i gruntówkę...



... i wyjeżdża wino.



Nastroje doskonałe. Białoryb bierze non stop a krotka burza jedynie podbija brania. DS jest jedyna metodą dla której czasami zdradzam spinning ale nie mam sukcesów traktując ja zupełnie relaksacyjnie. Tym razem jestem pod wrażeniem działania zanęty do koszyka Piotr Lorenca która co chwilę wabi krąpie, płocie i ukleje. Przechodzi kolejna krótka burza w pełnym słońcu.



Przemoczeni, ale w dobrych nastrojach kontynuujemy zabawę.




Przepływa Straż Graniczna, ale pytania o miejsce noclegu (nocleg nad sama rzeka jest nielegalny) zbywamy zapewnieniami ze tam ze przeniesiemy sie nad Przerywaniec. Czas szybko upływa na bawieniu sie DS. W miedzy czasie udaje mi sie tez złowić małego suma na ciężki zestaw z zielona wątróbką".

Wieczorem wyjeżdża Grzesiek z Basia i Karolina a potem Jacek z Norbertem. Rozbijamy z Marcinem namiot tuz przed kolejna wieczorna burza i kontynuujemy łowienie przerywane kolejnymi kolejeczkami ;). Zastawiam "nielegalne" nocne zestawy z wątróbką i dzwonkiem i kolo jedenastej lekko zmęczony wracam do namiotu gdzie czka mnie niespodzianka. Jeszcze tylko zabawa w wypraszanie oślizłych gości z namiotu i można lec snem sprawiedliwego.

Rano wstajemy przed szóstą. Pyszna kawa Moniki na rozruch i schodzę w dół rzeki ze spinem. Obławiam rzekę gumami i blachami posuwając się w kierunku wodopoju. Na prostce przed lukiem i wypłyceniem praktycznie pod moimi nogami trociową blachę Drwęca z impetem atakuje gruby 50tak. Mimo, iż ryba zahaczona jest głęboko to pewnie walczy z wielkim zapałem.



Pstrykam kilka fotek, podholowuje szczupaka do brzegu i podbieram. Nie jest dobrze. Oba groty kotwicy tkwią w skrzelach. Kładę szczupaka na gęstej zielonej trawie



wijam narzędzia chirurgiczne, z którymi nigdy się nie rozstaję, czyli nożyczki. Za rozwieracz służy obcinacz. Po dłuższej chwili szczupak jest odhaczony tracąc niewiele krwi. Delikatnie wypuszczam go do wody i ustawiam przodem do nurtu. Przez chwile nabiera sil, po czym szybko odpływa energicznie machając ogonem.

Wracam do obozu, w którym reszta ekipa zdążyła juz zwinąć namioty. Zawijamy naszego marabuta, zbieram śmieci i żegnamy się z Błażejem, Monika i Radkiem. Jeszcze tylko ostatni rzut oka na rzekę i my też odpalamy wrotki w stronę Łosic (na spotkanie z Playboyem ;) i Warszawy. My tu jeszcze wrócimy.

andrew

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (1)

Wozik77, 2011-12-27 21:13:04
Piękny BUG. :muza::muza: Szczęśliwcy, którzy mogą łowić "na granicznym" na co dzień.