Królowa Wisła cz.3 – Na Mazowszu...

Paweł 2014-05-05 Opowiadania

...
Wisła płynie praktycznie przez całą Polską, od gór do morza. Jednak dla mnie najważniejsza jest ta Jej część, która przepływa przez Ziemię Mazowiecką....

Zastanawiając się jakie przyjąć kryterium dla określenia „mazowiecka Wisła” skonstatowałem, że Mazowsze to dość płynna kraina. I po namyśle uznałem (żeby nikogo nie wprowadzić w kosztowny błąd), że utożsamię to określenie z wodami Okręgu Mazowieckiego. Czyli za początek mazowieckiej Wisły uznam ujście Pilicy, a koniec to ujście rzeczki Motławy w okolicach Kępy Polskiej. Przy czym ja osobiście mam jeszcze prywatny podział. Wisłę płynącą w południowej części Mazowsza czyli od ujścia Pilicy do Warszawy znam doskonale i Jej poświęcę najwięcej miejsca, cos wiem również o Wiśle w samej Stolicy, natomiast część poniżej Warszawy raczej z opowieści innych wędkarzy. Zacznę więc „pod prąd” czyli od północy..

Wisła poniżej Warszawy


Część Rzeki, którą, jak już wcześniej wspomniałem, znam bardzo słabo. I nie ma w tym nawet odrobiny przypadku. W latach przeszłych byłem kilka razy w okolicach Jabłonnej czy po drugiej stronie i zawsze zdumiewało mnie to, że ta woda tak inna od mojej, powyżej Warszawy płynącej, Rzeki. Mimo, iż wędkarsko ciekawa to zanieczyszczenia ściekami Stolicy skutecznie na długie lata odstraszały mnie od tej części Mazowsza. Ze słyszenia wiem z kolei, że znacznie niżej (np. okolice Zakroczymia) Wisła nie dość, że czystsza to i niesamowicie ciekawa i dzika.

Na moją wyobraźnię mocno działają łowione tam przez wiele lat ogromne sumy czy sandacze oraz duże ilości jazi i kleni. Ja jednak, aby nie być niewiarygodnym, w swojej opowieści o Wiśle pominę ten fragment Rzeki, być może zostanie to naprawione w jakiejś nieodległej przyszłości… Albowiem ostatnie lata to podobno znacznie „lepsza” pod kątem czystości woda, co być może spowoduje we mnie chęć odkrycia dla siebie Wisły poniżej Warszawy. Trzeba jednak zaznaczyć w tym miejscu jakże istotny fakt, że Wisła na tym właśnie odcinku zasilana jest największym swoim dopływem, Narwią, która wprowadza do Królowej również wody swoich dopływów czyli dużego Bugu oraz mniejszej, ale jakże pięknej pobliskiej Wkry.

Kilkadziesiąt kilometrów niżej w wiślanych odmętach kończy swój bieg inna sympatyczna rzeka – Bzura. Dodać do tego należy liczne główki, opaski, atrakcyjne starorzecza (np. w miejscowości Grochale) czy również dzikie, niedostępne rewiry w okolicach Wyszogrodu czy Czerwińska.


Wszystko to powoduje, że jest to niezwykle ciekawy i urozmaicony odcinek mazowieckiego fragmentu Wisły. Mam nadzieję, że kiedyś poznam go bliżej i będę mógł uzupełnić niniejszy tekst…

Warszawska Wisła



Ta część Wisły z natury rzeczy jest całkowicie odmienna od pozostałych. Począwszy od najnowszego mostu (Północnego - idziemy wciąż pod prąd) po ostatni (Siekierkowski) towarzyszą nam widoki „miastowe”, często także wyraźnie słyszymy odgłosy miasta. Mimo, iż to nie jest mój ulubiony odcinek Królowej, mimo tych niedogodności „estetycznych” - jest to bardzo ciekawy wędkarsko odcinek. Dlaczego? Liczne ostrogi i ciąg opasek z jednej strony ułatwiają łowienie, z drugiej strony przyciągają ryby.

No i wbrew pozorom odnajdziemy tu jeszcze odcinki, które przy odrobinie dobrej woli możemy uznać za dzikie. Kolejnym plusem jest, szczególnie podczas samotnych nocnych połowów, że nie musimy łowić w całkowitych ciemnościach, co zwłaszcza przy niestacjonarnym spinningu jest wygodne. Również wiślane dno jest tutaj jednym wielkim pozytywem. Rozpoczynając gdzieś od Mostu Łazienkowskiego czy Poniatowskiego przez kolejne kilometry w dół dno jest dość stałe, usiane żwirem i kamieniami. Daje to fantastyczne możliwości, zwłaszcza podczas niżówek, „dobrania się” do ryb nawet na środku Wielkiej Rzeki.

Moim zdaniem głównymi dziennymi rybami tego odcinka są białe drapieżniki. Lecz o ile konkretnego bolenia może wytropić nawet niedoświadczony wędkarz bazujący na podpowiedziach bardziej obytych z tą rybą kolegów, o tyle połów dorodnych kleni i jazi to domena starych wyjadaczy, znających rzekę i jej tajemnice. Na odcinku miastowym dość popularną formą spinningu jest połów wieczorno-nocny, który często jest dobrym sposobem również na wspomniane drapieżniki, a jesienią czas ciemności jest najbardziej logicznym i rybodajnym czasem na sandacze, choć czas na bardziej okazałe osobniki to raczej czas przeszły. Wędkarz gruntowy na warszawskim odcinku też ma spore pole do popisu, wciąż królują tu ciężkie wiślane gruntówki z odpowiednio mocnym osprzętem. Wszak każdy marzy o letniej brzanie, a ta ryba kompromisów nie uznaje. Spławikowcy na wiosnę skutecznie konkurują ze spinningistami w połowie jazi. Zwolennicy przepływanki przy użyciu bolonki czy bata mają spore szanse na moje ulubione duże, gruntowe wiślane ukleje. Szału generalnie nie ma, ale każdy dla siebie możne spokojnie znaleźć sposób, aby mimo bliskości miasta zaznać przyjemności w obcowaniu z na wpół zurbanizowaną, na wpół dziką przyrodą…

Pisząc o warszawskim odcinku Wisły nie sposób nie uwzględnić zmian jakie zaszły w ostatnich kilku latach. Otóż miasto przypomniało sobie o rzece i władze postanowiły przybliżyć Wisłę mieszkańcom. Chwalebne to, lecz sposób działania wygląda na dość nieporadny. Zorganizowanie plaży u stóp Stadionu Narodowego oraz poprowadzenie ścieżki dydaktycznej to bardzo cenna i ważna inicjatywa.

Tylko dlaczego przy okazji ogołocono z drzew i krzewów wiele kilometrów prawego brzegu? To nie tylko pogorszyło wizualne walory praskiej strony Wisły, ale także wymusiło emigrację w inne rejony wielu gatunków zwierząt. A przecież aż się prosi, aby, jeżeli już pragniemy zachęcić Warszawiaków do wypoczynku nad wodą, zamiast ingerować w dziki jeszcze prawobrzeżny krajobraz, zainwestować w infrastrukturę na lewej, i tak już zabetonowanej, śródmiejskiej stronie. Przy całej tej cennej inicjatywie zapomniano również o edukacji. W tej chwili mamy taką patową sytuację. Warszawiacy, którzy chcą się bawić, mają ograniczone możliwości, a pasjonaci przyrody (np. wędkarze) mają… obawy i czasem strach przed nieodpowiedzialnymi imprezowiczami. I wcale nie przesadzam, znam z opowieści kolegów wędkarzy przypadki latających blisko głowy pustych butelkach rzucanych przez bezkarnych, w żaden sposób nie pilnowanych, często z niezłymi promilami we krwi, imprezowiczów.

I jeżeli sposób podejścia władz w kwestii bezpieczeństwa się nie zmieni – problem będzie narastał. Bo np. plaża przy Stadionie Narodowym powoli staje się już miejscem kultowym, w weekendowe noce tętni swoim specyficznym, zabawowym życiem.


Z ciekawostek. Paradoksalnie na tym odcinku, kilka lat temu, na główce powyżej Mostu Świętokrzyskiego, miałem swojego życiowego bolenia. Bolenia przez ogromne BO! Miałem, ale nie wyciągnąłem. Wiele razy z uporem uciekał mi ze spokojnej wody w nurt, który Go niósł w kierunku mostu. Widziałem kilka razy jego charakterystyczną płetwę grzbietową dlatego wiem, że to boleń i wiem, że zacięty prawidłowo. Miałem mocny sprzęt, dobrą plecionkę. A on… wypiął się po kwadransie z mocnej kotwiczki zamocowanej na rapalce oryginal. Od tego czasu uwielbiam rapalki, za to nienawidzę plecionki bo to właśnie linkę i jej sztywność uznaję za głównego winowajcę porażki…

Moja Wisła czyli w górę od Warszawy


Tutaj zaczyna się najprzyjemniejsza dla mnie część tekstu o Królowej Polskich Rzek. Bo traktująca o najbliższym mego sercu odcinku. Za „moją Wisłę” uznaję fragment Rzeki na odcinku kilkudziesięciu kilometrów w górę od Warszawy. To jest odcinek, na którym wiele lat temu rozpoczynałem swoją przygodę z wędkarstwem, to jest odcinek, na którym obcuję z Królową obecnie, tutaj mam nadzieję dożyć swych wędkarskich lat.

Prawdopodobnie (nie do końca pamiętam, malutki byłem) to była miłość od pierwszego wejrzenia. Pierwsze wędki z leszczyny, pierwsze ukleje łowione z dziadkiem, pierwszy spinningowy szczupak, pierwsze waleczne brzany na grunt, pierwsze świadomie przechytrzone bolenie, pierwsze…. Praktycznie wszystko co pierwsze w wędkarstwie kojarzy mi się z Wisłą…
Pamiętam piękne ryby łowione z dziadkiem w latach siedemdziesiątych, pamiętam degradację Rzeki w latach osiemdziesiątych spowodowaną zanieczyszczeniami przemysłowymi, pamiętam stopniowe poprawianie się czystości wód po upadku wielu zakładów przemysłowych w latach dziewięćdziesiątych, niestety pamiętam też gwałtowne pogarszanie się pogłowia ryb zapoczątkowane już w obecnym wieku…

Zanim jednak opowiem o swoim najukochańszym odcinku, muszę nadmienić, że jeszcze bardziej na południe, a wciąż przecież w obrębie wędkarskiego Mazowsza, jest równie przepiękny odcinek zaczynający się w miejscu gdzie do Wisły wpada Pilica.

W wielu fragmentach bardzo dziki, choć również odciśnięty ludzką ekspansją. Na tym ponad trzydziestokilometrowym odcinku jest wprawdzie tylko jeden most drogowy (na wysokości Góry Kalwarii), ale też człowiek przygotował sobie kilku przepraw promowych (obecnie nieczynnych) doprowadzając po obu stronach Rzeki dość wygodne dojazdy (Piwonin-Brzumin, Nadbrzeż-Dębówka czy Karczew-Gassy).
Co naturalne, wszystkie te miejsca są dość mocno oblegane przez wędkarzy. Lecz między tymi betonami, w pobliżu których wybudowano liczne główki i opaski, Wisła skrywa wiele miejsc, wśród których można się zatracić w poczuciu dzikości, piękna i… samotności…

Moja Wisła tam się właśnie zaczyna i trwa aż do południowych obrzeży Warszawy i jest świetnym wyznacznikiem różnorodności Wielkiej Rzeki. Występują tu zarówno fragmenty naturalne, których najlepszym przykładem są dzikie burty, jak i te poprawiane ręką człowieka czyli liczne główki zbudowane z kamienia i faszyny czy starannie ułożone kamienne opaski.

Są tu w końcu dwa rezerwaty przyrody: Wyspy Świderskie i Wyspy Zawadowskie. Łącznie rezerwaty te zajmują ponad tysiąc hektarów. Utworzono je w celu ochrony ekosystemów wodnych w korycie środkowej Wisły. Gniazduje i żeruje tutaj wiele rzadkich gatunków ptaków. Jest to również ostoja zwierząt związanych ze środowiskiem wodnym. Jest wiele restrykcji i zakazów, które muszą cieszyć każdego miłośnika przyrody. Na odcinku kilku kilometrów nie można dojeżdżać samochodem nad samą wodę (stoją tablice z napisem Rezerwat Przyrody). Nie można palić ognisk, wysypywać śmieci, polować, zakłócać ciszy. I co ważne nie można przybijać do wysp! Dzięki temu na tych wyspach naprawdę jest czysto. Tak wygląda przynajmniej z wody. A i na brzegu stałym, ze względu na zakaz wjeżdżania samochodem, śmieci "wędkarskich" jakby mniej.

Długo się zastanawiałem jak opisać to miejsce, ten wiślany kawałek mojego wędkarskiego życia, tę Moją Wisłę. I postanowiłem postąpić zgodnie z zasadą, że niekiedy słowa niepotrzebne są. Niech więc za ilustrację posłużą zdjęcia przeze mnie robione, często „od strony Rzeki”, które miałem przyjemność robić podczas wielokrotnych, swobodnych spływów pontonem. Za każdym razem miałem poczucie szczęścia, wolności, samotności … Szum Rzeki, śpiew ptaków, piękne widoki, majestat przyrody… Kwintesencji obcowania z prawdziwą, pozbawioną ingerencji człowieka naturą… Kilkadziesiąt kilometrów naturalnego piękna…










A jak z rybami na tym odcinku? Niestety, eldorado wędkarskie to już nie jest. Kilkanaście (kilkadziesiąt) lat temu to było świetne łowisko, obfitujące w dosłownie wszystkie ryby, od pięknych kluchowatych kiełbi, poprzez dorodne świnki i certy, aż po konkretne sandacze i piękne sumy. Łowisko z głębokimi, żwirowatymi rynnami, wartkim prądem. Wybudowanie na niektórych fragmentach kilku główek, w pierwszym okresie spowodowało wręcz poprawienie warunków do wędkowania. Niestety, z czasem, te regulacje poczynione przez człowieka plus kilka piaskarni, spowodowały dramatyczne zmiany w wyglądzie rzeki. Z roku na rok jest coraz więcej piasku. Żwiru czy kamieni na dnie raczej nie uwidzisz. Klatki między główkami zostały zasypane piaskiem, piasek zarósł chaszczami, w konsekwencji w takich miejscach linia brzegowa przesunęła się o kilkadziesiąt metrów, zwężając tym samym koryto rzeki. Na szczęście dzikie odcinki pozostały dzikimi choć znacznie płytszymi miejscami. Ale i to zapewne niedługo się zmieni na gorsze wraz z planowanym rozpoczęciem budowy mostu południowego, który mój odcinek Wisły podzieli na pół…

Ale, ale, wróćmy do ryb. Obecnie królem tego odcinka Wisły jest zdecydowanie boleń, co prawda nie tak liczny jak jeszcze niedawno, ale jest go sporo. Sandacza z roku na rok też mniej, choć jeszcze do złowienia. Sporo jest suma, ale to domena wędkarzy łowiących z łódki, zwłaszcza na trolling. Choć z ręki też niekiedy się trafi… Stan białorybu pozostawia sporo do życzenia. Połowy gruntowe to mnóstwo uklei, krąpi, małych leszczy i dorodnych nawet sap. Brzana, duży leszcz czy okazała certa trafiają się bardzo sporadycznie, jest to dla grunciarza wędkarskie święto… Niekiedy jakaś inna niespodzianka nam się przytrafi...

Zresztą o aktualnym rybostanie świadczy coraz mniejsza ilość wędkarzy na moim odcinku. Jeszcze kilka lat temu jesiennymi wieczorami na każdej główce paliło się ognisko, a teraz z miejscówką nie ma problemu raczej. Także coraz większy jest sajgon na całym międzywalu, gdzie ścieżki coraz bardziej zarastają, a spotkanie ze stadem dzików to codzienność. Aczkolwiek z kolei niektóre ciągi ścieżek opanowane zostały przez miłośników quadów…

Wisła najwspanialszą rzeką świata







Na koniec muszę napisać takie oto słowa: osobiście Wisłę uznaję za najwspanialszą rzeką Polski, Europy i świata. Jest Królową wszystkich rzek.

Wiem, to bardzo subiektywna ocena. Ale mam nadzieję, że przez miłośników innych rzek zostaną mi te słowa wybaczone. Cóż, jedni się rodzą z domieszką szlachetnej, niebieskiej krwi, inni z domieszką wiślanej wody. Ja (w moim odczuciu - na szczęście!) należę do tych drugich… Dlatego z pokorą przyjmuję kaprysy Wielkiej Rzeki, chylę czoła przed Jej wielkością i majestatem, niekiedy bywam szczodrze przez Nią obdarowywany.

I czerpię wiele radości z obcowania z Nią!!!!!!



Bo to Moja Wisła jest!!!

Koniec

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (2)

pawcio, 2014-05-05 16:09:56
Panie Pawle! Uwielbiam Pańskie artykuły wielkie dzięki za cały zestaw!
bysior, 2014-05-05 20:50:51
Najlepsze - czyli Twoją Wisłę - zostawiłeś na koniec I w moim odczuciu to chyba najlepsza (bo osobista) część tego cyklu! Brawo Paweł! :oklasky: :oklasky: :oklasky: