Shrap-Drakers konkurs MADCAT

Koniec i początek sezonu

dariusz-bereski 2011-11-21 Wyprawy wędkarskie

...
W artykule tym sięgam do przeszłości, ukazując wspomnienia z poprzednich sezonów wędkarskich,opisuję teraźniejszość i już myślę o zbliżającej się przyszłości- najnowszym sezonie 2012. Ponieważ mieszkam w Toruniu pragnę pokazać jeden z około toruńskich cudów natury - tj. rzekę Drwęcę i jej wszelkie dary - które każdy "smakosz wędkarstwa z pewnością potrafi docenić.

Jeszcze sezon na sandacza, szczupaka i miętusa w pełni. Choć coraz częściej wracam z wypraw o przysłowiowym kiju. Gdyby tak z łódki na Wiśle? Pewnie lepiej niż z brzegu... To końcówka listopada. Dzień krótki, mgły i doskwierająca wilgotność w powietrzu. Marzną ręce, katar na bank. Stan Wisły bardzo niski - do głębokich dołków z brzegu nie dorzucę przynętą. Nie poddaję się. Uzupełniam pudełko gumami, płytko chodzącymi Max - Rapalami z chwościkiem - to na buszującego o zmierzchu zimnolubnego mętnookiego. Przechytrzyć rybę, poczuć to delikatne skubnięcie, albo desperacki atak esoxa...


Zajrzałem na okoliczne dołki. Lekki przymrozek już zrobił swoje. Delikatna, prawie niewidoczna powłoka lodu miejscami pokryła stojącą wodę, co w połączeniu z pływającymi po powierzchni liśćmi nie rokuje niczego dobrego. Choć wygląda to malowniczo, trzeba poczekać do wiosennych, przelewów i oczywiście do naturalnego uzupełnienia rybostanu.

Przed nami kolejny Sylwester i początek sezonu wędkarskiego w Toruniu. Początek? Zaledwie kilka dni temu spakowałem wędki, oczywiście te spiningowe, bo do końca jesieni każdą wolną chwilę spędzam nad wodą w poszukiwaniu swojego szczęścia. Te kilka dni wolnego, pomiędzy jednym a drugim sezonem poświęcam na przejrzenie sprzętu, konserwację kołowrotków. A w kołach wędkarskich, jak co roku gorączkowe rozmowy o zbyt wysokich opłatach, o powszechnie rozplenionym kłusownictwie, o jesiennym ciągu troci do Drwęcy, o trofeach z poprzedniego sezonu. Polskie rzeki trociowe kojarzą się powszechnie z Pomorzem i tam właśnie z początkiem sezonu rusza zdecydowana większość spragnionych emocji wędkarzy. Tymczasem mieszkańcy środkowej Polski wcale nie muszą jeździć tak daleko, mając do dyspozycji łowisko równie ciekawe, urokliwe i dające możliwość zaliczenia jednodniowej wyprawy. To dolny odcinek Drwęcy koło Torunia, a dokładniej pomiędzy Lubiczem a Złotorią. Łowisko najbardziej wysunięte na południe Polski, do którego masowo przypływają na swoje odległe tarliska trocie i łososie. No i właśnie do tych szczęśliwców się zaliczam, bo na dotarcie na łowisko potrzebuję około 20 minut. Początek sezonu to czas, kiedy po okresie ochronnym najbardziej chyba doskwiera tęsknota za polowaniem na wielką rybę. Wędrówka doliną Drwęcy gwarantuje niezapomniane przeżycia, bo rzeka jest duża, głęboka, miejscami ma charakter podgórski. Na dodatek brzegi na długich odcinkach są łatwo lub niezbyt trudno dostępne.

Zawirowania prawne w poprzednich latach wcale nie zniechęciły prawdziwych wędkarzy. Przeciwnie. Pobudziły do podjęcia konkretnych działań w obronie drwęckich łowisk. Przypomnę tylko - Zakaz łowienia w Drwęcy obowiązywał (informacja ze stycznia 2011 r.) ponieważ obwód rybacki nr 3 i 4 Wisły oraz obwód nr 5 Drwęcy nie miały gospodarza i były w gestii RZGW Gdańsk. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nakazało poszczególnym RZGW zaprzestania sprzedaży zezwoleń na amatorski połów ryb na obwodach rybackich, które nie miały użytkowników rybackich, tzn. niewydzierżawionych.

Tym sposobem Drwęca i ładny kawałek Wisły zostały bez gospodarzy, rzucone na pastwę kłusowników. Na szczęście to już historia. I do tego niechlubna. Z tym większym wytęsknieniem i gorącą pasją powróciłem nad swoją rzekę. Oczywiście w środku sezonu, po całej już prawnej regulacji. Latem, czy wczesną jesienią rzeka tętni życiem. Nieregulowana, surowa w swojej naturze zachęca do samotnych wypraw z wędką i aparatem fotograficznym. Pejzaże jak z bajki, kolory i natężenie światła zmieniają się naturalnie w zależności od pory dnia. Podobnie kolor wody.

Łąki i mokradła nad Drwęcą są ważnym miejscem żerowania i odpoczynku także wielu gatunków ptaków wodnych i błotnych. Duże przestrzenie łąk, zalane tereny, kępy drzew i krzewów to wprost wymarzona do wędkowania kraina.

W zależności od pory dnia i oświetlenia kolor wody zmienia się. Na płytszych odcinkach dobrze jest tak ustawić się nad wodą, aby nie wędkować we własnym cieniu. Środek lata to absolutna fantazja wszystkiego co żyje, rusza się i rośnie. Kręta, dzika, miejscami spokojna, innym razem bystra, przedzierająca się wąskim korytem ściśniętym stromymi brzegami pradoliny - taka jest Drwęca, prawy dopływ Wisły.

W Dolinie Drwęcy przestrzennie dominują różne postacie borów mieszanych i sosnowych. Znaczne powierzchnie zajmują też lasy liściaste. Lasy łęgowe i nadrzeczne zarośla wierzbowe to charakterystyczny krajobraz, który przy okazji spiningowania możemy podziwiać. Nie brak też odcinków pól i łąk. W sezonie udręką są komary, ze względu na gęste zakrzewienie, ale przecież i na to są sposoby. Wystarczy czapka z siateczką maskującą i po kłopocie. Za to ptactwa i to nie tylko wodnego jest ci tu dostatek. Odgłosy jak w przysłowiowym raju.Wędkarstwo jest dla mnie sposobem na życie, jest niezwykłym i bezpośrednim kontaktem z przyrodą, jest wyostrzeniem zmysłów obserwacji czy obserwacją praw natury, jest pierwotną siłą a nawet powrotem do naszych korzeni. Oddanie się pasji wędkowania skłania do precyzji, planowania, kontemplacji, skupienia i marzeń. Jest szczególnym antidotum na tempo i stresy codzienności. Pewnie z tego tytułu tak często uciekam nad wodę.

Ale ten metafizyczny stan zakłóca kolejny obrazek. Dzikie wysypisko śmieci... Proceder nieustannie powstających dzikich wysypisk śmieci trwa. Każdego roku powstają nowe miejsca nielegalnego deponowania różnego rodzaju odpadów. Szczególnie widoczne jest to w pobliżu mało uczęszczanych dróg, na skraju lasów czy nad rzekami. Jak łatwo się domyśleć rosnąca ilość dzikich wysypisk nie pozostaje bez negatywnego wpływu na środowisko naturalne, zwłaszcza środowisko glebowe. Przerażające zjawisko obserwuję nagminnie wszędzie tam, gdzie tylko da się dojechać samochodem. Park, las, rzeka, jezioro nie ma znaczenia dla ekologicznego bandyty. Brak słów...

Jak co roku wysupłuję z portfela kilka stówek, wypowiadając swoje noworoczne życzenie – komplet opłat, płacę za wszystko. Opłaty w okręgu toruńskim są chyba najwyższe w Polsce - argumentem jest pokaźny zasób łowisk przynależnych do okręgu. Ten argument trafia do tych wędkarzy, którzy przemieszczają się, wciąż poszukując nowych, atakcyjnych wód. Gorzej dla tych, którzy wędkują w ściśle określonych przez siebie miejscach. Pod koniec roku, zaledwie kilka dni przed Sylwestrem obowiązkowa wizyta w sklepie wędkarskim i podstawowe zakupy przynęt trociowych. Tu bagatela - minimum kilka stówek trzeba zostawić tak na dzień dobry, a to tylko uzupełnienie własnych zasobów różnokolorowych wabików, żyłek, czasem nawet nowych wędek. No cóż - każda pasja kosztuje, a wędkarski fanatyzm to już naprawdę poważne sumy!

Nad Drwęcą łowi się na wszystkie rodzaje przynęt trociowych, przy czym wyjątkowo popularne są obrotówki o przeciążonych korpusach. Uzupełnieniem pudełka powinny być wahadłówki w typie karlinki oraz woblery o intensywnych barwach. Standardem są dociążane oliwką gębale oraz woblery z Czarnego, a także 9- i 11-centymetrowe jugolki. Osobiście stosuję również gumy w jaskrawych kolorach np. ostry pomarańcz - kopyto bądź twister.

Nastawiając się na trocie i łososie, warto uzbroić się w solidny sprzęt


Wędzisko o masie wyrzutowej do 60-80 gramów, z kołowrotkiem klasy 4000 i żyłką 0,30-0,35 mm (ewentualnie plecionką o podobnej wytrzymałości). Zwłaszcza kiedy nieźle przymrozi i warunki łowienia są utrudnione. Chodzi o to, aby nie przetrzeć żyłki o pływający swobodnie lód. Zdecydowanie polecam używanie żyłek - są bardziej elastyczne i w momencie mocnego ataku salmonida są skuteczniejsze przy zacięciu. Plecionki są sztywniejsze i więcej ryb spada. Należy pamiętać również o mocnych, dość dużych i wytrzymałych agrafkach. Spece wymieniają nawet kotwice z kupnych woblerów na te, wykonane z lepszych materiałów. Mocny sprzęt jest tak oczywistym , jak ciężki oddech wędkarza przedzierającego się z ekwipunkiem po zmrożonych brzegach rzeki. Zawsze, ale to zawsze z gorącą herbatką w termosie, schowaną w przestronnym plecaku. Ta surowość rzeki zimą chyba najlepiej oddaje klimat samotnej wyprawy.

Jednocześnie kontakt z przyrodą w takich warunkach jest szczególnie osobisty i niepowtarzalny. Rzeka na pierwszy rzut oka wydaje się ospała i wręcz martwa, przemieszczając aż gęstą od zimna wodę. Kolor jej zdaje się to potwierdzać. Ciemna, ale i przejrzysta szarość dominuje w połączeniu z przydymionym granatem. Przypominam sobie o handelku nad rzeką, bo tam nie brakuje wędkarzy oferujących swoje skądinąd ciekawe i nietypowe przynęty. Warto więc mieć przy sobie parę złotych w razie czego. Chociaż - to "w razie czego" zalega na dnie każdego wędkarskiego plecaka. Bardzo często zastanawiam się co sprawia, że już w sylwestrową noc czuję przypływ adrenaliny, że niespokojny nie mogę doczekać się noworocznego poranka. Przygotowania do wielkich łowów? Zapakowany plecak obowiązkowo z pełnym termosem, wiara w to że ten poranek będzie wyjątkowym? A może wilgotny chłód, ciężki krok i dziewiczość rzeki? Jakżeż urokliwa bywa o tej porze roku, jakaś nieprzystępna, trzeba ją zdobywać na każdym odcinku.

Kiedy przyjeżdżam 1 stycznia do Lubicza, prosto z sylwestrowego balu. Smoking zamieniam w ostatniej chwili na kombinezon, nad rzeką już pierwsi amatorzy salmonidów palą ogniska i z niecierpliwością oczekują pierwszego brzasku. Niestety w ciemności potykam się o puste albo częściowo opróżnione butelki szampana. To ślad po "Powitaniach Nowego Roku". Wielu baluje nad rzeką, czekając na pierwszy ślad nadchodzącego dnia. Tradycja nowa - moim zdaniem ciekawa - tylko butelki zabierać ze sobą mości panowie!

Niektórzy nie zdradzają swoich miejsc. Oczekują w skupieniu i ciszy, popijając gorącą kawę z termosa i tylko błysk żaru papierosa, czasem dioda lampki świadczy o ich obecności. Po drodze mijam kolegów o kiju, nierzadko ze stolicy, którzy jako pierwsi meldują się nad Drwęcą i zajmują najciekawsze łowiska. Oni pokonują kilkaset kilometrów, biorą urlopy, płacą za prywatne kwatery. Nic tylko elitarne hobby dla pasjonatów z zasobnym portfelem. Jak każde zresztą hobby. A statystyczne wyniki mogłyby odstraszać nawet najbardziej wytrwałych. Na stu wędkarzy wykonujących około tysiąca rzutów woblerem, wirówką czy blachą padają dwie, trzy no może cztery trocie a czasem jeden łosoś zawsze w najmniej spodziewanym miejscu i momencie. Może w tym ukryty jest cały ten smaczek? Takie wędkarskie namaszczenie?

Drwęca jest typową rzeką pojezierną. Na całej długości stanowi rezerwat ichtiologiczny zwany "Rzeka Drwęca", utworzony w celu ochrony środowiska wodnego i bytujących w nim ryb, a w szczególności dla ochrony środowiska pstrąga, łososia, troci i certy. Występują tam również boleń, głowacz białopłetwy, koza, łosoś atlantycki, minóg rzeczny, piskorz, różanka, świnka, lipień, miętus. Oczywiście brzana, szczupak i sum. Z białostanu - najpopularniejsze są klenie, płocie i leszcze. Ale zimą w styczniu czekamy na łososia i troć.

Zdecydowanie wolę, kiedy początek stycznia nie jest zbyt mroźny. Nie, nie chodzi o zmarznięcie. Chodzi o dostęp do łowiska. Pamiętam ostatnie trociowe sezony, kiedy tafla lodu pokrywała trzy czwarte rzeki. Gdzieś środkiem wiła się smuga rzeczki, a wokół lodowa bryła. Na tych bryłach, krok po kroku,jedni zdecydowanie inni z niedowierzaniem kroczą coraz bliżej środka i nurtu rzeki. Byle tylko wrzucić przynętę. Ślady na śniegu widoczne w każdym kierunku zamarzają-tworząc kraterowo-księżycowy krajobraz. Ale były i sezony bez śniegu i mrozu w styczniu, niewiele różniące się od późnojesiennej aury.

To wcale nie reguła, ale ja miałem wówczas zdecydowanie lepsze wyniki. Oprócz troci czy łososia trafiał się tak zwany przyłów i to całkiem pokaźny. Mowa o zimnych, zdecydowanie bardziej ospałych szczupakach i to całkiem sporych rozmiarów. Parokilowe sztuki nie należą tu do rzadkości. Dyshonorem byłoby dla łowcy salmonidów zabrać takiego do siatki, nawet gdyby było wolno. Więc zawsze trafiały do chłodnego domu, gdzie skrupulatnie przygotowywały się do zbliżających się miłosnych, godowych uniesień. Czasem trafi się 2, 3 kilowa brzana. To takie miłe rozczarowanie...


Od kilkunastu sezonów obserwuję zimą Drwęcę. Kiedy pojawiam się nad rzeką w styczniu widzę zmiany, których dokonuje sama przyroda. Jesienią swoje terytoria określają bobry. Nie mają glejtu na wycinkę drzew. Robią to instynktownie a może nawet świadomie. Żeremia i tamy stawiają tam, gdzie im pasuje. Zaczynają wczesną jesienią. Czasem rozmyślnie odrzucają zaczętą pracę ale zazwyczaj kończą ją, tworząc swoje domy. To później świetne miejscówki, przy których zatrzymują się trocie i łososie szykując się do tarła. A potem my wędkarze mówimy, że potrafimy czytać rzekę. Powalone drzewo zatrzymuje wszystko to, co naniosą rzeczne prądy. Tworzą się zastoiska i powyżej bystrzyny. Doskonałe kryjówki rzecznych ryb.

Widziałem złowione przepiękne okazy salmonidów. Samice łososia o wadze od kilku do kilkunastu kilogramów , bojowe samce o ciemnym ubarwieniu z głową jak u wielkiej papugi dochodzące do dziesięciu kilogramów. Nad jedną z takich wypraw wybrałem się nad rzekę wyjątkowo późno, jak na rozpoczęcie sezonu - 5 stycznia i to o godzinie 9:00. Po kilku rzutach na tak zwanej prostce postanowiłem zmienić miejsce i wrócić na trudno dostępne, bo mocno zarośnięte łowisko. Dodatkową trudność stanowiły powalone w wodzie drzewa i splątane gałęzie. Właściwie w miejscu tym trudno było wykonać jakikolwiek sensowny rzut przynętą, ze względu na panujące warunki. Założyłem czerwone kopyto, uzbroiłem w 15-to gramową główkę Gamakatsu, główną żyłkę 0,26, a więc nietypową, bo stosunkowo cienką jak na zimowe warunki. Taką żyłkę stosuję na trocie tylko wtedy, gdy nie ma mrozu i kry. Niemalże spod nóg wykonałem trzy króciutkie rzuty , bacznie uważając aby nie zostawić przynęty na gałęziach. Czwarty rzut w to samo miejsce.

Obserwowałem już wychodzące z wody kopyto kiedy... nastąpiło gwałtowne wyjście ryby, agresywny atak z charakterystycznym zawinięciem. Zauważyłem kropki na ciele ryby i wiedziałem już że to Salmonid jak ta lala Mocny przypływ adrenaliny natychmiast sprawił, że zrobiło mi się gorąco. Jak z tym walczyć, gdzie dać jej pochodzić na kiju, kiedy przede mną dwa zwalone drzewa. Praktycznie żadnej możliwości manewru. Całe szczęście dobrze ustawiony kołowrotek zrobił swoje. Tylko trzy razy pozwoliłem rybie na niezbyt długie odjazdy, oczywiście pod drzewem. Wędkę opuściłem jak najniżej. Na szczęście żadnej dodatkowej zawady pod wodą. Gdyby tam coś było nie miałbym żadnych szans. Ryba była chyba nie mniej zaskoczona niż ja. Po 15 minutach na dobrze ustawionym hamulcu kołowrotka ucieczki stawały się krótsze. Tu kolejna trudność. Skarpa na tyle wysoka, że nie sposób było sięgnąć ryby ani podbierakiem, ani ręką.W pobliżu żywej duszy.Serce bije szybciej niż zazwyczaj, zaczynam coraz głośniej uspakajać sam siebie. W dwudziestej minucie walki traciłem wiarę w zwycięstwo a kiedy ryba zbliżyła się do skarpy zsunąłem się niebezpiecznie w dół, zatrzymując się na powalonym drzewie i połamanych patykach. Wędkę kurczowo trzymałem w dłoniach a miły opór cały czas przyjemnie pulsował. Powoli podciągałem oszołomioną zdobycz na podmyty fragment skarpy. Szybki chwyt. Jest!!!! Stałem całkowicie zdumiony, bo królowa rzek była znacznie większa niż się spodziewałem. Samica łososia bałtyckiego - przepięknie ubarwiona długości 91 cm. O wadze 7kg. To jest to!!!

Wygramoliłem się nie bez trudu na górę, przyciskając zdobycz do piersi. Cuda nie zdarzają się dwa razy. O 11:00 byłem już w domu. Jeszcze gdzieś po drodze jakiś sąsiad zdziwiony wielkością ryby spytał gdzie została złowiona. Nie uwierzył, że w Drwęcy. Zawsze robię zdjęcia, kiedy jestem nad wodą. Zdjęcia okazów w naturalnym środowisku przemawiają. Tym razem bateria w komórce wyczerpała się. Żadnej fotki z rybą nad wodą, jak na złość. Zdecydowałem się zabrać ze sobą zdobycz. To początek sezonu, więc sprawię radość żonie i spędzimy romantyczną kolację rozkoszując podniebienia pieczonym łososiem i lampką dobrego wina. Tyle tylko, że zdjęcie będzie kiepskiej urody, bo w mieście – godzinę po złowieniu, zrobione przez przypadkowego fotografa, którego poprosiłem o flesz.

Ale przecież nie piszę o tym wszystkim, by chwalić się sukcesami. Każdy z nas - miłośników wędkarstwa napisałby co najmniej jedną epopeję o porażkach – gdyby tylko znalazł w sobie odwagę, czas i zapał. Ale właśnie o to chodzi...

Czyż wyzwolilibyśmy w sobie tyle zdrowej adrenaliny, gdyby każda wyprawa kończyła się sukcesem? Gdyby ryby nie miały swojego rozumu i zawsze brały jak głupie? Z pewnością nie. Piękna w tej naszej pasji jest niepewność i oczekiwanie, powiedzenie sobie nie dziś - to jutro. A przy okazji spędzamy tyle miłego czasu chłonąc dary natury. Zachęcam do rozglądania się, do analizy, do szacunku wobec przyrody. Dajmy jej szansę a ona odwdzięczy się nam, ale tylko od czasu do czasu. I niech tak pozostanie... Jak zwykle kończę tradycyjnym połamaniem kija!

dariusz-bereski

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (16)

garbus, 2011-11-22 18:03:02
Premierowy tekst naszego nowego portalowego kolegi Darka, polecam lekturę. Darku miło Cię powitać wśród "drakersowej społeczności".
Kaz, 2011-11-22 18:50:57
Wspaniale się czyta , super fotki i jakie wspomnienia tylko pozadrościć.:oklasky:Jak na debiut to dla mnie klasa.:oklasky::oklasky:
bysior, 2011-11-22 19:12:18
Przeczytałem jednym tchem i na pewno na spokojnie przeczytam jeszcze raz... :hura: Rewelacyjny artykuł! :oklasky: :oklasky: :oklasky: Czekam z niecierpliwością na kolejne teksty Twojego pióra Darku!!! :prosi:
Wozik77, 2011-11-22 19:31:12
Piekne oblicze Drwęcy, Szczerze zazdroszczę Ci takiej perełki tuż pod nosem.
gusto, 2011-11-22 21:28:29
Debiut literacki świetny:oklasky:,no i miło powitać nowego kolegę.Ja sam sporo czasu spędzałem nad tą piękną rzeką tylko tyle że trochę bliżej(Wompielsk,Tama Brodzka)piękne szczupłe,klenie,jazie. jeszcze raz duże:oklasky::oklasky::oklasky:
morouk, 2011-11-22 21:41:57
Rzeka zaiste piękna jawi się z tej opowieści. A może jeszcze piekniejsza jest miłość autora do tej Rzeki? Wczoraj mijałem Drwęcę, jak zwykle zwolniłem na moście w Lubiczu, by spojrzeć na Nią. I pomyśleć, że kiedyś, gdy studiowałem w Toruniu, miałem do Niej tak blisko... Dlaczego wówczas tam nie zajrzałem ani razu ...? Do dziś się zastanawiam i odpowiadam od razu: Wielki to był błąd ...
domin, 2011-11-22 22:48:28
I mnie się podoba :okok: Oddaje atmosferę @Morouk, zawsze możesz tam wrócić. Mam nadzieję, że i ja kiedyś stanę nad Drwęcą z wędką :muza:
rapa, 2011-11-23 08:50:59
Wspaniała lektura do porannej kawy :oklasky::D Mam nadzieję że jeszcze coś napiszesz bo czyta się jednym tchem.
kaczy, 2011-11-23 11:15:14
Świetny artykuł, wspaniale oddający klimat trociowych łowów! Nie ukrywam, że sam odczuwam już przyjemny niepokój towarzyszący mi zawsze przed rozpoczęciem sezonu trociowego. Sądzę Darku, że uda nam się spotkać w styczniu nad brzegami Drwęcy
Paweł, 2011-11-23 13:29:47
Darek, super się czyta takie teksty:hura: Z jednej strony dużo konkretów, a z drugiej widać jakim uczuciem darzysz Drwęcę, jak czekasz już na pierwszego stycznia... Mam nadzieję, że Twoja obecność na naszym portalu ułatwi wyprawę na trocie kilku Drakersom (w zeszłym roku mrozy storpedowały nasze zapędy). Mam również nadzieję, że zechcesz pisać raz na jakis czas o swoim wędkowaniu. Brawo za artykuł, gratulacje za pięknego łososia:oklasky::oklasky::oklasky:
artzgodka, 2011-11-23 16:38:36
Bardzo dobry tekst WIELKIEGO PASJONATA o SWOJEJ PASJI, w zeszłym roku miałem wybrać się pierwszy raz w życiu nad Drwęcę ale wiadomo co się działo z pozwoleniami i się nie udało, może w tym roku się uda. Więc odezwę się przed wyprawą a może uda się wspólnie połowić i dłoń uścisnąć. Pozdrawiam
adam-z82, 2011-11-23 21:29:13
Jak dla mnie MISTRZOSTWO:kwadr: Pasja:muza: Rzeka:muza: Ryby:muza: Tekst:oklasky::oklasky::oklasky: Z jednej strony Wisła z drugiej Drwęca.Darku mieszkasz w wędkarskim RAJU!
nema44, 2011-11-29 19:05:22
:nerwus::klotnia::klotnia:
garbus, 2011-12-02 19:36:15
W końcu znalazłem chwilkę by po raz kolejny na spokojnie przeczytać i powiem krótko Darku - tekst prima sof :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Miałem okazję wędkować kilka razy nad Drwęcą w towarzystwie moich trociowych kolegów P.G. i P.N., którzy wychowali się nad ta rzeką i pokazali mi oni ją tak jak ją opisałeś. Z sentymentem będę wracał do tej publikacji. Pozdrawiam i do zobaczenia gdzieś nad wodą.
, 2011-12-03 08:14:00
Dziękuję za miłe przyjęcie. Takie komentarze motywują do rozgrzania pióra.Co niniejszym zamierzam czynić,przynajmniej od czasu do czasu. Pisarz jest to człowiek, któremu pisanie przychodzi trudniej niż wszystkim innym ludziom, powiedział kiedyś Tomasz Mann.I miał rację!!!Wszyscy jesteśmy pisarzami,tylko musimy znaleźć w sobie motywację do wyrzucenia na przysłowiowy papier swoich myśli. Również zachęcam wszystkich do opisywania swoich wędkarskich przeżyć.Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury. Ale pisanie o naszej pasji-Jest wręcz WYMAGANE!! Spróbujmy, bo a nuż okaże się, że to jest to coś, co sprawi nam radość, do czego mamy predyspozycje.Pozdrawiam Was gorąco!
kojoto, 2011-12-10 00:45:08
Znane mi miejsca na Drwęcy , przepiękne ryby! Czego tu chcieć więcej? :oklasky: