Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Wyprawy wędkarskie

Jak wędkowałem w Krainie Muminów cz. II

Autor: Bulba, opublikowano 2010-08-03 20:21:23
komentarze: 0, wyświetleń: 239

--

Jest za to nieco wiadomości o naszych losach. Przez ciemność przedarliśmy się do gościnnych progów Gestiego. Tu odbyła się narada wojenna, na której głównym punktem programu było pytanie: gdzie są krokodyle? Nasz fiński przyjaciel najpierw udał się w czeluść swojej kwatery i po chwili wyniósł stamtąd gołąbka pokoju. Była to litrowa butelka kultowego fińskiego napoju. Jeśli ktoś myśli, że była to "Finlandia" z niedźwiadkiem polarnym na nalepce, to bardzo się pomylił.
- To jest ulubiona wódka drwali, pita w każdy piątek po południu - oznajmił Gesti i postawił na stole coś o nazwie "Koskenkorva Wiina" o sile rażenia 38 procent. Dołączył do tego kilka kieliszków, usiadł i spoglądał na nas spod grubych szkieł okularów. Zaległa cisza. Nie odezwał się nawet żaden słynny fiński komar wielkości naboju do kałasza. Napięcie rosło. Wyjęty z zamrażarki gołąbek pokoju powoli pokrywał się szronem.
- Help yourself! - powiedział wreszcie Gesti. Gęby się nam roześmiały.

Pochyliliśmy się nad mapą sztabową. Określiliśmy nasze położenie na półwyspie, a gospodarz pokazał gdzie mamy płynąć na spotkanie krokodyli czyli metrowych szczupaków.
Miny nam zrzedły. Łowisko znajdowało się co najmniej półtorej godziny od naszej kwatery. Gdybyśmy mieli mocniejsze silniki? Łatwo powiedzieć. Dysponowaliśmy zaledwie dwukonnymi motorami, a w dodatku akwen, na którym mielibyśmy ewentualnie łowić, był prawie tak wielki jak nasze jezioro. Bez mapy batymetrycznej wyprawa nie miała większego sensu.

Gołąbek pokoju kurczył się coraz bardziej, aż w końcu sczezł.
Na pocieszenie Gesti pokazał nam swój rodzinny album, a w nim zdjęcie pięciokilogramowego szczupaka, którego tuż koło domu kiedyś złowił jego ojciec z przerębli.
- Tu też są krokodyle.
- Tak, tak - przytaknęliśmy.

Po chwili trzy obciążone wielkim ciężarem serca rozpłynęły się w mroku fińskiej nocy. Czwarte należało do Fiodora grzybiarza. Ten miał lekki sen.
W nocy obudziły mnie krople dżdżu pukające w szyby. Po chwili był to już rytm werbla. Wyszedłem przed chatę. Wiatr przemykał przez korony drzew z takim świstem, że zdawać by się mogło rozdziera sobie szaty albo śpiewa runy, opowiadając w niezrozumiałym języku losy bohaterów Kalewali.
Toń jeziora była doskonale czarna. Z obcych dźwięków słyszałem jeszcze uderzenia na odlew fal o nadbrzeżne skały. Wzdrygnąłem się. Na Boga, przecież to nie jest mroczna kraina Pohjoli!
Zaczynała się ulewa.

Wróciłem do chaty. Było dwie godziny po północy. Wcisnąłem do marniejącego w oczach paleniska solidny brzozowy odziomek.
Posłuchałem ognia i poszedłem spać.
Obudził mnie świt - nie - świt. Na zegarku wskazówka gramoliła się na szóstą czyli po fińsku na siódmą. Szarówa, ponuro i leje. Niech to szlag!
Fiodor obrzydliwie pochrapuje, mlaska i widzę w półmroku jak przewraca się gębą do ściany. No cóż, takim gestem też można odwrócić się od świata. Ale ja muszę na ryby! Muszę?
Po chwili na werandzie stanął Krzysiek, któremu w wypłynięciu mogłoby, ale nie koniecznie, przeszkodzić dopiero jakieś poważniejsze trzęsienie ziemi. Regularny deszcz jest niewidoczny.

Z pieca sączył się delikatnie piekielny podmuch. Poranna gorąca kawa, ciepłe ciuchy na karku; żeby tak jeszcze nie trzeba było zaraz odpalać silnika i łowić, łowić!
Tak, wiem, nie każdy może oglądać Pana Boga...
- Postanowiłem zwiększyć szanse szczupaków - powiedział Krzysiek.
- To znaczy?
- Będę łowił na dwie wędki.

Szykujemy ciężki trolling. Na metrowym troku połączonym trójnikiem jako przedłużenie głównej plecionki oliwka od 80 do 150 gramów, zaś przypon poprzez kółko łącznikowe domontowany do trójnika.
Zaczynamy od najbliższej zatoki. Zakładam 15-centymetrowego rippera w kolorze jaskrawo seledynowym plus brokat. Meldunek z rufy, że są pojedyncze sztuki przy dnie na głębokości 9 -10 metrów. Po kilku minutach Krzyśka gumę atakuje niewielki szczupak i wraca do wody. Czterysta metrów i nawrót. Przy trzeciej powtórce na moim seledynie wiesza się fiński wymiar. Potem znowu po jednym ataku. Czas mija, okazów brak. Siąpi dręczący, jednostajny deszcz. Płyniemy na inną część jeziora.
- Pod nami hektar leszczy - melduje Krzysiek.
Niesamowite wrażenie. Szczytówka ugina się raz za razem, czuję, że ciężka oliwka i ripper uderzają w ciała zgrupowanych ryb i trwa to kilka minut. Nagle Krzysiek ma gwałtowne przygięcie szczytówki, w ostatniej chwili wyłącza silnik. Wybieram swój zestaw. Ale u niego jest tępe przytrzymanie. Zaczep okazuje się wredny, trzeba wszystko montować od początku. Opływamy kawał akwenu bez poważnych osiągnięć. Ja od kilku godzin nie mam brania, nie licząc jakichś delikatnym macanek, których dowodem są ślady zębów na gumie. Krzysiek łowi dwa kurduple.
Leje niemiłosiernie. Brzegi zamazują się, rozpływają, kolory mieszają się z ulewą, jedynie nadbrzeżne skały wyłączyły się z tego spektaklu i tkwią na swoich miejscach niewzruszone, groźne. W łodzi mamy po kostki wody, a nawet to, co na grzbiecie nieprzemakalne jest już przemakalne. Wracamy do bazy. Połykamy coś ciepłego, podsuszamy ciuchy nad piecem i ruszamy na wodę.

Na chwilę przestało padać. Wszystko wokół paruje i dymi. Kolejny zaczep Krzysiek ma niemal w tym samym miejscu. Konfiguracja dna jest w kształcie siodła. Pływamy więc od wypłycenia do wypłycenia. Gdzieś na dnie muszą być skały. Nagle mam gwałtowne przytrzymanie.
- Jest?
- Chyba tak - odpowiadam chociaż nie jestem pewien, gdyż wszystkie szczupaki dotychczas natychmiast po zacięciu odjeżdżały do dna, ale po sekundzie to "nie jestem pewien" nabiera rozpędu i wybiera plecionkę coraz wyżej.
- Jest - mówię - i zaraz wyskoczy!

Krzysiek zatrzymuje silnik i razem oglądamy piękną jazdę na ogonie dwukilowca. Przeprowadzam go na drugą stronę łodzi aby nie splątać wędek i proszę o podebranie. Wielki, targany aż z Irlandii podbierak, zanurza się w wodzie. Krzysiek sprawnie obsługuje rybkę i przenosi szczupaka ponad burtą do łodzi. Piękna ryba.
I nagle znikła!! Totalna konsternacja!!
- Gdzie mój szczupak!? - pytam.
Wewnątrz podbieraka wisiała na siatce wypluta przez zębatego guma. Dalibyśmy sobie natychmiast oberżnąć cokolwiek podczas przesłuchania przyznając, że ryba była wewnątrz podbieraka.
- Tego jeszcze nie grali!
Z niedowierzaniem oglądamy siatkę. Nagle Krzysiek znalazł dziurę, potem drugą, piątą, dwunastą... i jeszcze kilka. Cały podbierak był pocięty!
Podejrzewaliśmy sabotaż!

Kiedy Krzyśka dopadł kolejny, trzeci już zaczep, postanowił walczyć o zestaw. Po krótkiej szarpaninie plecionka zaczęła się nawijać. Trwało to chwilę. Wreszcie naszym oczom ukazała się... kotwica od sieci. Każdy może je tutaj stawiać, byle oznakowane. I właśnie sieci były naszą zmorą. W deszczu boje były ledwie widoczne. Czasem unikaliśmy kolizji w ostatniej chwili. Ale najczęściej przegradzały najciekawsze tonie, uskoki lub górki.
Wreszcie przestało lać i nawet przejaśniło się czyli stała się wyblakła szarość. Wracając do bazy zobaczyliśmy pierwszego od kilku dni miejscowego wędkarza. Trollingował z wolno sunącej motorówki na dwie wędki.
Kiedy opowiedzieliśmy wieczorem o przygodzie z podbierakiem, Fiodor stwierdził, że widział kręcącą się po brzegu...norkę. I wszystko stało się jasne. Podbierak został na noc w łodzi. Poczuła zapach ryb, weszła do siatki, zaplątała się i zostawiła nam rachunek za odzyskaną wolność.

Do późnej nocy sączyliśmy niezłe fińskie piwo, szukając w radiu jakichś wiadomości ze świata. Wreszcie Fiodor znalazł rozgłośnię BBC nadającą po rosyjsku.
- Nooo, prawie jak w domu - powiedział.

Nigdy nie myślałem, że tak się ucieszę słysząc ten język.

Informacje o autorze

Bulba

...

Więcej informacji znajdziesz na blogu Bulba

Skomentuj "Jak wędkowałem w Krainie Muminów cz. II"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (0)



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: waldi-54

Tak na dobrą sprawę to dopiero dzisiaj wróciłem z wyprawy do domu bo prosto od Kaza z Radomia już w niedzielę razem z nim pojechaliśmy na działkę aby powetować sobie te szczupacze niepowodzenia z ...
zobacz więcej