Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Wyprawy wędkarskie

Jak wędkowałem w Krainie Muminów cz. I

Autor: Bulba, opublikowano 2010-08-03 20:15:36
komentarze: 0, wyświetleń: 341

--

Byliśmy skonani kilkunastogodzinną jazdą przez Litwę, Łotwę i Estonię. I wreszcie bukowanie na prom w Tallinie, Zatoka Fińska, specyficzny zapach portu ciągnący się daleko od brzegu, cięcia wiatru, który zrywał szczyty fal i to delikatne kołysanie, które podcina nogi. Można by rzec, że kiedy patrzysz na bezkres morza, wchłaniasz jego wolność, a kiedy wspinasz się na górę, zazdrościsz jej wysokości, kiedy zaś idziesz ścieżką, dziwisz się, że ciągle jest jakby w ruchu i dokądś cię wiedzie. Ta podróż miała się skończyć w Finlandii, kraju stu osiemdziesięciu ośmiu tysięcy jezior, renifera Rudolfa, świętego Mikołaja i Muminków.
Było nas czterech: Stork, Krzysiek, Fiodor i ja. I doprawdy nie mam pojęcia dlaczego zaraz po zjechaniu z promu w Helsinkach zatrzymała nas policja i kazała kierowcy dmuchać w balonik! Wcześniej pytano nas najwyżej o to, dokąd to tak sobie jedziemy samochodem objuczonym do granic możliwości sprzętem, jedzeniem i dwoma facetami zgniecionymi na tylnym siedzeniu tak niehumanitarnie, że czuli się gorzej niż szproty w puszcze.

- Na ryby. - odpowiadaliśmy. I to była prawda.

Z Helsinek ruszyliśmy na północ, w kierunku skoczni narciarskich w Lahti, gdzie zaczynała się fińska kraina tysięcy jezior, o której mówi się, że jeśli jest tam jakaś dziura w ziemi, to z pewnością wypełnia ją woda. A potem do Jyvaskyla i dalej do miasteczka Leppalahti, w którym mieszkał nasz gospodarz Gesti Keikkola.
I nagle wjechaliśmy na groblę usypaną w poprzek jeziora, dłuższą niż mosty na Wiśle. To było Leppavesi, nasze jezioro, długości czterdziestu dwóch kilometrów. Już przy wejściu do portu w Helsinkach widziałem maleńkie, urokliwe wysepki, a wokół nich potężne głazy wylizane przez morze, śmiesznie, maleńkie domeczki rybackie pośród skał, więc widok skalistego wybrzeża wysokości piętra i niewiele mniejszych głazów, na wpół zwalonych do wody, był jakby już znany. Oczywiście zabłądziliśmy, ale Gesti znalazł nas w ciągu kilku minut. Jechaliśmy za nim krętymi drogami przez las, wzdłuż jeziora, ciągle jakby w kółko, oswajając się z napisami na drogowskazach w języku nie podobnym do niczego na świecie. Okazało się, że Gesti mieszka na sporym półwyspie i jego siedlisko widzieliśmy za każdym zakrętem, ale z innej perspektywy.

Najpierw zwiedziliśmy dom, poczynając oczywiście od sauny, potem nabrzeże, gdzie stały przygotowane dla nas łodzie, oczywiście też zaczynając od sauny, potem obejrzeliśmy domek dla zakochanych, w którym na ścianie widniał spory napis, na szczęście po angielsku, że "miłość jest wszędzie" i wreszcie poszliśmy do letniskowego domku, w którym był rewelacyjny piec, tak zwana fizyczka i pokoik wypoczynkowy przed wejściem... do sauny. Pomost mieliśmy może dwadzieścia metrów od werandy. Pogoda była dosyć obrzydliwa, niskie chmury, duża wilgotność, mglisto. Szybko zmontowaliśmy gruntówki aby "wymacać" fińskie głębie. Kilka okruszków w trzciny i Krzysiek ma na haczyku co najmniej 30 cm krasnopiórę, potem ja wyciągam krąpia z pół kilo, a płocie biorą jakby nigdy w życiu nie widziały naszych rodzimych białych robaczków. Cieszymy się, bo rozgrzewka wygląda obiecująco.
Ale nas interesują ryby duże i wielkie: szczupaki, sandacze, okonie...

Chwila na pomoście. Widoki zmuszają do małomówności. Żywiczny zapach od lądu. Pod głazem, tuż nad brzegiem jeziora, rośnie prawdziwek, obok kilka czerwonogłówców, jakiś podbrzeźniak cudem uniknął rozdeptania gdyż rósł na ścieżce. To takie pierwsze zdziwienie, że tutaj nikt nie zbiera grzybów. Kora brzóz zaś, zupełnie inna niż w Polsce, jest biała jak broda św. Mikołaja, a pnie tak potężne, że z trudem można je objąć. Brzoza jest królową fińskich lasów.

Idziemy do naszego gospodarza na powitalną kolację. Sam dziedziniec przed domem nie różni się niczym od dobrze utrzymanego otoczenia, ale wystarczy zejść dziesięć, dwadzieścia metrów w las, aby ścieżki zamieniły się w poważne przeszkody. Kamienie i głazy, omszałe, rozłupane skały, wąskie przesmyki między nimi; raz idziesz w górę, zaraz schodzisz. Dobrze utrzymane są tu tylko drogi prowadzące do osiedli lub pojedynczych farm. Reszta to fińska tajga z "dziurami" pełnymi wody. Pojezierze Środkowofińskie to średnio piętnastu ludzi na kilometr kwadratowy. Im dalej na północ, w kierunku kręgu polarnego, tym gorzej. Finów mniej, więcej Muminków.

Gesti melduje nam, że jutro pogoda będzie w miarę przyzwoita, ale prognozy na najbliższy tydzień raczej nie wróżą nic dobrego. Okazuje się, że w tym roku w Finlandii lata prawie w ogóle nie było. Lało, mżyło, od czasu do czasu wyglądało słońce, ale najwyżej na kilka chwil w ciągu dnia. Niedobrze!

Rano faktycznie na niebie jest trochę błękitu, ale wilgotność spora. Wiatr wieje wzdłuż jeziora i chwilowo nie czujemy jego chłodu. Na wodzie spokój. Nikt nie wędkuje. Wypijamy poranną kawę, szybkie śniadanie i pora grzać silniki. Fiodor, nasz kucharz i dyspozytor lodówki, jako szczur szuwarowo-bagienny zamierza uprawiać grzybobranie. Wypływam na jezioro razem z Krzyśkiem.

Opływamy jedną z zatok i szukamy szczupaków przy trzcinach. Echosonda pokazuje jednak uparcie, że pojedyncze sztuki stoją przy samym dnie, ale na 8 - 10 metrach. W pewnym momencie wpływamy w potężne stado ryb. Urządzenie piszczy.

- Hektar leszczy! - melduje Krzysiek.

Patrzę na ekran z niedowierzaniem. Ryby "na gęsto". Robimy nawrót i postanawiamy posuwać się wzdłuż brzegu z wiatrem, który zaczyna coraz silniej dmuchać. Krzysiek, okazało się, ubrał się zbyt lekko i spływamy do bazy. Na schodach werandy siedzi skwaszony Fiodor. Zapomniał z Polski gumowych butów, a tutaj bez nich ani rusz.
Ruszamy znowu na wodę. Po kilkunastu minutach znajdujemy dość cichą zatokę. U wejścia zastawione są sieci. Widoczne i oflagowane. Miejscówka wydaje się jednak obiecująca, mimo że jest sporo zaczepów. Jest pierwsze wyjście. Szczupak pojawia się nagle tuż obok burty gdy wyciągam gumę z wody. Kilka kolejnych rzutów i zapina się jakieś półtora kilograma. Po chwili Krzysiek wyciąga niewiele większego. Jest jeszcze jedno wyjście, bardziej efektowne, bo z wyskokiem, ale chybione. Przepływamy na drugą stronę zatoki i stajemy w dryfie. Kilka rzutów i zapinamy po jednym podrostku. Wracają do wody chociaż tutaj nie ma wymiarów ochronnych i nie potrzeba żadnych licencji.

Nic więcej z tej zatoki już nie wyjęliśmy. A taka była obiecująca. Wymieniamy kilka bezcennych dla meteorologów uwag na temat pogody. Wiatr nieustannie dmucha z północy. Błękitnych plam już dawno nie ma na niebie. Chmury są coraz niżej. Osypują się na szczyty odległych wzgórz. Płyniemy wzdłuż długiego, porośniętego trzcinami brzegu. Krzysiek zakłada "algę" i w pierwszym rzucie ma uderzenie. Ryba jest nawet waleczna, ale za chwilę okazuje się, że szczupak jest szczupaczkiem.
- Jaja sobie robią?
- Fiński wymiar - odpowiadam.

I tak powstała nowa kategoria wielkości szczupaka. Poniżej polskiego wymiaru, to wymiar fiński. Wkrótce stanie się naszym utrapieniem.

Przemierzamy jeszcze sporo wody. Mimo ogromu jeziora trzeba pływać ostrożnie, bo aż roi się od oznakowanych bojami sieci. Wreszcie dopływamy do maleńkiej wysepki, porośniętej kilkoma brzózkami uczepionych skalistego podłoża, otoczonej ogromnymi głazami, jak góry lodowe, w znacznej części ukrytymi pod wodą. To jakby część świata w skali mikro. Ma się wrażenie, że zaraz pośród tych skałek pojawią się papierowe korwety skrzatów, a na karłowatą brzozę wdrapie się Tata Muminek i wywiesi wojenną flagę oraz transparent z napisem: TU NIE MA ŻADNYCH RYB!

Konfiguracja dna jest jednak ciekawa i wielce obiecująca. Ale rzeczywistość okazała się bardzo surowa. Rozczarowanie. Ani jednego brania. Aż wierzyć się nie chce, ze tu nie ma żadnych ryb!
Podpływa do nas Stork. Ma dwa niewielkie szczupaki. Konsultujemy kolory przynęt i płyniemy dalej w poszukiwaniu okazów. W zatoce w pobliżu bazy, na głębokości czterech metrów, czuję gwałtowne szarpnięcie. Zacinam i ... luz. Z kopyta został tylko korpus.

- Już się najadł!

Krzysiek ma branie. Piękny odjazd w dno. Wymiar fiński. Zakładam dużego rippera z dwoma hakami i ciężką główką. Po kilku rzutach lekki opór. Oglądam gumę. Są ślady zębów. Wygląda na to, że szczupak zaatakował od dołu, a więc wystartował z dna, uderzył i odpuścił. Po chwili to samo. Są nowe ślady ugryzienia.

- Co widać na echu? - pytam Krzyśka.
- Pojedyncze sztuki przy samym dnie. Głębokość dziewięć metrów.

To nam dało do myślenia. Ciężki trolling z długim bocznym trokiem. Ołów niemal wleczony po dnie.
Taki jest plan na jutro. Spłynęliśmy do bazy. Gesti w milczeniu przyglądał się złowionym szczupakom. Coś powiedział do towarzyszącego mu brata Semiego. Spytałem czy mówi po rosyjsku? Popatrzył na mnie spod okularów. Podniósł ręce do góry i krzyknął:
- Ruki w wierch!

Zaśmialiśmy się. To mogły być echa. Kiedyś pewien polski podróżnik opowiadał mi jak nie mógł dopytać się o drogę fińskiego policjanta, gdzieś na szlaku do Rovaniemi. Widząc wiszącą na ścianie mapę Europy, wskazał na niej dwa punkty. Jeden nazywał się Lwów, a drugi Wilno. Palcem przesunął po granicy Polski, a potem pokazał wielką czerwoną plamę ówczesnego ZSRR. Fin również podszedł do mapy i wskazał pewien obszar. Podróżnik odczytał - Karelia. Po chwili policjant obrysował palcem granice Finlandii, do której ten obszar już nie należał i wskazał czerwoną plamę. Tą samą.

Zrozumieli się. Pokiwali głowami.

Policjant wyszedł w zamieć, wsiadł do samochodu i zapilotował podróżnika tam, gdzie ten chciał. Do granic kręgu polarnego. Potem wrócił sto pięćdziesiąt kilometrów na swój posterunek.
W palenisku mruczało. Dorzuciłem kilka brzozowych szczap. Ogień przygasł, a po chwili gwałtownie wychylił się znad rusztu. Zamknąłem go w piecu.

Wdychaliśmy balsamiczny zapach suszących się na siatce grzybów. O zmierzchu dwa usmażone fińskie wymiary trafiły na stół. O dalszych losach ich mięsa nic nie wiadomo.

Informacje o autorze

Bulba

...

Więcej informacji znajdziesz na blogu Bulba

Skomentuj "Jak wędkowałem w Krainie Muminów cz. I"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (0)



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: waldi-54

Tak na dobrą sprawę to dopiero dzisiaj wróciłem z wyprawy do domu bo prosto od Kaza z Radomia już w niedzielę razem z nim pojechaliśmy na działkę aby powetować sobie te szczupacze niepowodzenia z ...
zobacz więcej