Jak podebrać rybę i zrobić to dobrze?

bysior 2020-04-14 Metody i triki

...
Jak najlepiej podebrać rybę, jak to zrobić w taki sposób, żeby było to bezpieczne dla ryby i dla wędkarza? Możliwości mamy właściwie dwie, możemy używać podbieraka albo... nie używać podbieraka. W tym artykule opiszę kilka sytuacji, wnioski każdy niech wyciągnie sobie sam, moje podsumowanie znajdziecie na końcu.

Podbieranie ryb ręką przez długi czas uważałem za sportowe, bo ryba ma tak jakby większe szanse na uwolnienie się z przynęty, na odzyskanie wolności, sam tak robiłem ponad dekadę. W poprzednim sezonie doszedłem do wniosku, że jeśli wszystkie moje ryby i tak wracają do wody, to po co im wpychać paluchy pod skrzela (mówiąc pod skrzela, mam oczywiście na myśli pokrywę skrzelową) dodatkowo narażając się na stratę zdobyczy a naszą zdobycz na dodatkowy stres?

Kupiłem gumowy, bezwęzłowy podbierak, przez który notabene też straciłem piękną zdobycz 90+... może nie przez podbierak, ale przez swój brak umiejętności operowania podbierakiem (! - historia na końcu) więc nie wszystko jest tylko białe i czarne. Jednak wróćmy do początku czyli do podbierania ryby ręką.

Pobieranie ryby ręką nie jest takie proste, jakby mogło się wydawać. Trzeba odpowiednio i umiejętnie wsadzić rybie palce pod pokrywę skrzelową, pewnym ruchem wyciągnąć ją z wody najlepiej chwytając ją jeszcze w okolicy płetwy odbytowej, żeby odpowiednio rozłożyć ciężar.

Bardzo rzadko zdarza się sytuacja, że holuję dużego sandacza, podciągam go pod burtę i za pierwszym razem, płynnie, idealnie łapię go za pokrywę skrzelową. Zazwyczaj jest o wiele więcej problemów.

Po pierwsze, ryba nie zawsze układa się przy burcie w dobry sposób do podebrania. Najlepiej podebrać rybę ręką w ten sposób, żeby kciuk był skierowany w stronę rybiego oka. Takie ułożenie następuję kiedy podbieramy rybę prawą ręką pod prawą pokrywę lub lewą ręką pod lewą pokrywę.

Po drugie ryba nie zawsze jest dobrze zacieta, czasami najdrobniejszy błąd spowoduje spięcie się naszej zdobyczy, a przy łowieniu na woblery, co mi na szczęście nigdy się nie przydarzyło, wbicie kotwicy w naszą dłoń.

Po trzecie, kiedy ryba jest już przy samej burcie powstaje pewien problem – co teraz najlepiej zrobić – odłożyć wędkę i złapać za plecionkę? Manewrować wędką tak żeby jakoś tej ryby dosięgnąć? Z której strony najlepiej rybę podejść? Nie ma tutaj dobrej odpowiedzi, każdy taki manewr naraża nas na stratę ryby.

Spójrzcie na zdjęcia, które bardzo dobrze obrazują ten problem, za burtą sandacz 85 cm, holuje i podbiera kolega Michał Guma.


Zaczynajmy.


Na pierwszym zdjęciu, sandacz jest już blisko burty. Michał trzyma wędkę w prawym ręku, ryba idzie od rufy w stronę dziobu na lewym boku, tak więc w tej sytuacji, mamy przypadek, że lewą ręką musimy złapać rybę pod jej prawą pokrywę skrzelową, co nie jest całkiem wygodne zwłaszcza, że ryba idzie tak jak w tym przypadku – „od dołu” czyli od rufy i jest po naszej lewej stronie. Popatrzmy na kolejne zdjęcie.


Tutaj możemy zauważyć, że Michał podciągnął rybę blisko burty odsuwając szczytówkę daleko za siebie. Taka sytuacja jest bardzo niedobra, bo każdy mocniejszy odjazd ryby może się źle skończyć, zwłaszcza jeśli ryba jest delikatnie zacięta (ta akurat była solidnie zacięta). Ryba się już przekręciła do góry brzuchem, zaczyna odpływać w górę łódki. Wędka zmienia pozycję na dosyć niewygodną i nienaturalną, wyciągnięta maksymalnie do tyłu i do góry. Robi się coraz gorzej.


To już jest mały problem, bo ryba się nie dała podebrać i dalej odpływa w stronę dziobu. Wędka przechodzi już w pozycję bardzo mocno nie wygodną. Gdybyśmy mieli podbierak, ryba była by już dawno na pokładzie, gdyby była słabo zacięta (była dobrze, kogut dobrze zapięty dwoma grotami) za koniec pyska, pewnie by spadła podczas tych manewrów, gdyby zrobiła gwałtowny odjazd pod łódkę przy tej pozycji wędki też byłoby ciężko. Na szczęście się udało, sandacz wylądował na pokładzie i w dobrej kondycji wrócił na swoje zatopione drzewa.


Kolejny przypadek, też z sandaczem, też nie najwygodniej. Ryba od rufy, spokojna, udało się złapać ją za pierwszym razem. Palce lewej ręki bez problemu trafiają pod pokrywę skrzelową, widać że linka jest napięta, więc wędka w jakiejś tam pozycji jest.


Niestety nie jest to najlepszy chwyt pod pokrywę skrzelową – gwarantuje, że jeśli ryba w końcowym momencie nabrałaby ochoty na machnięcie się, nie byłoby szans jej utrzymać.

Poniżej 89 cm grubego sandacza i trochę inaczej niż poprzednio. Ryba na sterburcie, w pozycji wędkarza jest po lewej stronie, pychówka na kotwicy. Na zdjęciu widać wyciągniętą lewą rękę, w prawej jest wędka. Ryba odwrócona grzbietem, wali kolcami po palcach przy każdym ruchu. Pierwsza próba podebrania była nie udana.


Po kilku odjazdach udało się z powrotem podciągnąć rybę pod łódkę i tutaj pozycja jest bardzo dobra, ale...


… nie udało się, ryba kolejny raz poszła pod łódkę i zaczęła szaleć. Do katastrofy jeden krok....


… ale jakimś cudem się udało!


Kolejna sytuacja nadawała by się idealnie do przykładu – jak nie podbierać ryby! Mam nagrany film z tego pięknego holu, ale raczej się nie nadaje do publikacji, wyciąłem z niego kilka ujęć i opiszę w kilku słowach co się działo. Sandacz miał trochę ponad 70 cm jak się okazało, więc to nie grube 90+, ale silny był wyjątkowo i dał mi do pieca również wyjątkowo. Nie mogłem go w ogóle złapać za pokrywę skrzelową, każda próba kończyła się pikowaniem pod łódkę, w końcu po wielu bojach, wyszło tak, że włożyłem pod niego, dokładnie pod brzuch, otwartą dłoń i go tak po prostu wyjąłem z wody, przytulając go do siebie.


Przytulenie trwało 5 sekund, po czym sandacz się machnął....


...i wpadł z powrotem do wody z przynętą w pysku mając za akompaniament moje bluzgi i krzyki Andzi.


Wędkę trzymała na szczęście Aneta, bo na pewno nie zdążyłbym za nią złapać i poszłaby w podwodne drzewa razem z sandaczem. Pamiętam dokładnie, jak sandacz już zniknął pod łódką a Aneta trzyma jeszcze wędkę z luźną linką i krzyczy: aaaaaaa, łap go, on uciekaaaa!!! Hol po wielu bojach zakończył się sukcesem. Oto ten wojownik, nie mierzony, ale z tego co pamiętam 70 z kawałkiem:


Z brzegu podebrać rybę też nie jest łatwo, zwłaszcza że rzadko kiedy myślimy o podbieraniu ryby przed zaczęciem łowienia. Zazwyczaj jak spodoba się nam miejsce, zaczynamy łowić, bez zastanowienia się co będzie jak... A ryby biorą zazwyczaj w najmniej spodziewanych momentach. Posłużę się przykładem z boleniem kolegi Bartka. Wyskoczyliśmy nad wodę tak sobie porzucać z nudów a tu nagle Bartek ma potężne branie i piękne rybsko, brzeg średnio przyjazny, ale i tym razem się udało, choć z podbierakiem byłoby o niebo łatwiej, prościej i przyjemniej.


Nie zawsze jest tak kolorowo, że wszystko się udaje. Ryba się źle ułoży, jest delikatnie zapięta, dotykamy ją końcem palców i nagle pierwszy odjazd i luz.... Albo już mamy trzy palce pod pokrywą skrzelową, ale jeszcze tak nie do końca ale już prawie, ryba się odwraca z impetem, przynęta wyskakuje i tracimy naszą zdobycz. Mamy już prawie sandacza w ręku, nagle czujemy wbity w dłoń kolec z płetwy grzbietowej, odsuwamy rękę, ryba idzie pod łódkę i znowu luz...

W ten sposób we wrześniu poprzedniego sezonu straciłem przy samej burcie pięknego sandacza, oceniam go na 90+, naprawdę piękna ryba. Piękny hol, idealny, piękne kontrolowane odjazdy, ryba z zatopionego drzewa, wypracowana, pierwsze podebranie ręką zakończyło się niepowodzeniem, pierwszy odjazd... widziałem tylko jak guma delikatnie wypadła rybie z pyska i sandacz powoli zniknął w Narwi.


Masakra. Miałem ochotę połamać wędkę i zatopić łódkę. I w tym momencie zapadła decyzja o kupnie podbieraka...

Szukałem w internecie odpowiedniego sprzętu na moje potrzeby. Czyli takiego, który nie ma żadnych węzłów, jest delikatny dla ryby, dodatkowo konieczna jest dla mnie sztywna obręcz na całej długości. Krótki czy długi nie ma znaczenia, choć dla mnie wygodniejszy jest krótki, ale na łódce poradziłbym sobie i z długim, z krótkim łatwiej w samochodzie. Ceny wahają się się od 100 do 300 złotych za dobry i lepszy podbierak.

Zupełnie niechcący trafiłem od znajomego, który likwidował sklep, za 50 pln, idealny wręcz podbierak firmy Jaxon. Duża, sztywna obręcz, świetna gumowa siatka bezwęzłowa, duże oczka, łatwo wypiąć przynętę. Wygodne rączki, lekki, podbierak naprawdę jest świetny!

Zdecydowanie polecam ten podbierak Jaxona!


Jak widzicie temat podbierania większych i dużych ryb, tak żeby to było dla nich bezpiecznie i dla nas dobrze nie jest taki prosty. Podsumowując wszystko, uważam, że dobry podbierak jest najlepszym rozwiązaniem. W sezonie 2020 nie wypływam bez podbieraka!

PS. Na koniec szybka historia jak straciłem 90+ przez …. podbieranie podbierakiem. Kolejny wypracowany sandacz, na woblera. Piękny bydlak, piękny hol, ryba była już przy burcie, wrzuciłem przed dnią podbierak do wody... i jedna kotwica woblera zaplątała się przy obręczy podbieraka. Wędkę rzuciłem do łódki, pobierak wsadziłem po pachę i chciałem złapać sandacza rękami.... nie udało się.... Jaki z tego wniosek? Posługiwać się podbierakiem też trzeba potrafić ;)


Wszystkie ryby ze zdjęć jak zwykle wróciły do wody

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (2)

krzyko, 2020-04-16 08:05:02
A co tu tak cicho ? Czyżby brać wędkarska dojrzała i dorosła? Jeszcze parę lat temu momentalnie odezwały by się głosy o szkodliwości podbieraka, gripa czy podbierania ryb ręką. Dobra żartowałem :P i muszę przyznać że artykuł popełniony przez Naczelnego spodobał mi się, oraz że zgadzam się z Tomkiem w 100%.Miło poczytać co napisał człowiek, który spędza przy połowie sandaczy chyba więcej czasu ode mnie.Fajnie się czytało i proszę o więcej tego typu tekstów .
bysior, 2020-04-16 10:37:34
Dzięki Krzysiu PS. Grip to zło!