Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Opowiadania

Jak 1,5 cm uratowalo moją głowę

Autor: Bizonik, opublikowano 2010-12-13 18:06:43
komentarze: 11, wyświetleń: 2864

--

Piątek wieczór. Dzwoni telefon. Patrzę na wyświetlacz - Monika „Szalona”. Odbieram. W słuchawce kobiecy głos.

- Co robisz w niedziele rano? - słyszę.

Myślę sobie, co normalny człowiek w grudniu może robić w niedziele rano? Spać w najlepsze!!!. Odpowiadam, że nie wiem. Na to Moniczka:

- A może by tak na ryby pojechać???

Przez chwilę cisza. Waham się, ale co tam. Może to być ostatni wypad na ryby w tym roku. Ok. Jedziemy. Pytanie tylko gdzie i o której się umawiamy. Okazuje się, że celem naszej wyprawy ma być Wisła obok kanału wylotowego elektrociepłowni Siekierki. Umawiamy się na 6 rano na skraju ulicy Bernardyńskiej.
Pobudka. Za oknem szok - wszędzie biało! Zerkam na termometr minus 7. O rany, co ja najlepszego zrobiłem? Piąta rano, pada śnieg, minus siedem na dworze, a ja jadę na ryby. Normalnie wariat. Robię śniadanie i gorącą herbatę. Przez okno obserwuję pogodę. W głowie kołaczą mi się głupie myśli. Zadzwonię, powiem że nie jadę i pójdę dalej spać...

Herbata z sokiem z malin w końcu mnie rozbudza. Dobra, raz kozie śmierć. Trzeba być twardym. Ubieram się. Wyciągam z szafki ciepłą koszulkę, cienkie dresowe spodnie, a potem na to wszystko idzie kolejna - nieco już grubsza warstwa. Prawie gotowy do zajęć zalewam przygotowany termos. Pakuję wszystko do plecaka i ruszam do samochodu. Wychodząc z domu wołam psa, który to bacznie obserwuje mnie od kilkunastu minut. „Gabi” - bo tak się wabi, to nieodzowny towarzysz moich brzegowych wycieczek nad wodę. Psina podnosi głowę z łóżka, po czym odwraca się tyłem i nurkuje pod jeszcze ciepłą kołdrą. W ten sposób daje mi jasną informacje, że to nie dla niej takie imprezy.
Trochę zmieszany zakładam plecak na ramię i wychodzę. Pod blokiem stoi przyprószony samochód. Odśnieżam go, wsiadam i jadę do garażu po wędki. Nie mogę włożyć klucza do kłódki. Szlag by to trafił ! Miałem ją zalać na zimę olejem i zapomniałem. Dobrze, że w samochodzie mam odmrażacz do szyb. Kilka psiknięć i kłódka daje się otworzyć.



Zabieram dwie wklejanki: okoniową i sandaczową. Ruszam. Zamarznięty samochód idzie ciężko. Szyby parują, a ja trzęsę się z zimna. Nic to. Jak umowa to umowa. W kilka minut docieram do Bernardyńskiej. Szalonej jeszcze nie ma. Parkuję na przystanku MZA i spokojnie czekam. Auto rozgrzewa się - jest fajnie, cieplutko. Śnieg przestał padać tylko ten mrozek...
Nadjeżdża autobus, z którego wyłania się zakapturzona postać z wędką w ręku.

- Tak, tak to ona. Ta Szalona, co mnie na ryby dziś wyciągnęła – uśmiecham się sam do siebie.

Otwiera drzwi od samochodu. Jak gdyby nigdy nic szybkie „cześć” na przywitanie.

- Ale dziś pogoda co? - zagaduje.

Hmm, co mam Jej powiedzieć??? Fajna ta pogoda może i jest, ale bardziej taka przedświąteczna.
Szybka rozmowa i ustalamy, że najpierw spróbujemy na jeziorku, a potem ewentualnie ruszymy nad Wisłę. Tak też robimy. Kilkanaście minut później jesteśmy nad wodą.



Zabieram wklejankę okoniową, a Monika bierze wędkę do łowienia z opadu. Przez chwilę łowimy obok siebie, po czym Szalona znika w nadbrzeżnych chaszczach. Pozostaję sam. Fajne uczucie. Jestem tylko ja, woda, zimne powietrze, totalna cisza i skrzypiący pod nogami śnieg. Jest tak zimno, że z trudem zakładam przynętę na hak bocznego troka. Rzut za rzutem i kompletna cisza. Nic się nie dzieje. Widzę pierwszych ludzi, którzy wyszli z psami na spacer. Zwierzaki jakoś dziwnie szybko biegają i teraz dociera do mnie, czemu mój pupil się na mnie wypiął, woląc zostać w ciepłym posłaniu.



Wracam do samochodu. Kubek gorącej herbaty sprawia, że robi mi się znacznie cieplej. Szukam czapki w samochodzie. Niestety. Została w domu. Mam jedynie rękawiczki. Zakładam je, biorę wędkę i maszeruję w drugie miejsce. Znów kilka rzutów i nagle „pyk” . Hmm, czyżby coś mi puknęło w przynętę?. Palce już takie zgrabiałe, że nie czuję nic. Zdejmuję rękawiczki i nacieram ręce śniegiem. Po tej czynności wycieram je do sucha. Poprawia to znacznie krążenie i wraca mi czucie w koniuszkach palców. Znów powracam do obławiania co ciekawszych miejsc.
I wreszcie przytrzymanie. Zacinam. Wędka wygina się. Czuję delikatne potrząsania. Wiem, że mam rybę, ale jakoś nie jestem w stanie określić, co za przeciwnik połknął przynętę. Ni to okoń, ni to sandacz. Jakoś dziwnie walczy. Po kilku chwilach już widzę, że to piękny zimowy garbus. Udaje mi się bez problemu doprowadzić rybę do brzegu, gdzie wyjmuję ją z wody. Szybko wydłubuję telefon i dzwonię do Moniki, żeby przyszła z aparatem. W telefonie jednak słyszę:

- Jak ma mniej niż 40cm to Ci głowę urwę.

Mija kilka chwil. Trzymam okonia w wodzie. Ręka mi kostnieje i zaczynają płynąć łzy. W końcu dostrzegam Szaloną. Zziajana, spocona leci na złamanie karku. Wyjmuję okonia z wody i już z daleka słyszę:

- O Kurna!!! Ale piękny pasiak!!!.

Szybkie mierznie i okazuje się, że garbus ma 41,5 cm, czyli brakuje mu równo 10 cm do mojego osobistego rekordu. Szalona się uśmiecha
- Te 1,5 cm uratowało Twoja głowę.
Pozostaje szybka sesja zdjęciowa. Monia próbuje wymusić na mnie uśmiech, ale sine paznokcie i bolące palce nie pozwalają na to. Pasiak dostaje całusa i wraca do wody z życzeniem spotkania się za rok.



Wracamy do samochodu napić się herbaty i zastanowić się, co robimy dalej. Jednak zostajemy. Idę dalej w fartowne miejsce. Sytuacja powtarza się. Przytrzymanie, zacinam i pyk - nie ma przynęty. Ledwo wiąże nowy hak. Po kilku rzutach znowu branie. Zacinam, ale pusto. Zmieniam miejsce przesuwam się o kilka metrów. Rzut i siedzi. Kij wygina się i teraz już wiem, że to nie okoń. Nagle luz. Nie ma przynęty. Szczupły wygrał dwa razy. Dzwonię do Moniki i pytam, co robimy. Szybka decyzja – wystarczy. Wracamy.
Zbiórka przy samochodzie. Odpalam auto, żeby się nagrzało, a my w międzyczasie pakujemy manatki do środka. Zerkam na zegarek - 10 rano, 13 grudnia. Wracamy. Podrzucam Szaloną do domu i sam obieram azymut na własne, ciepłe mieszkanko. Siadam w fotelu, zamykam oczy i widzę pięknego oliwkowego okonia z krasnymi płetwami, odpływającego w krystalicznie czystą toń jeziorka.



Teraz po roku, jak to opisuję, aż łza się w oku kręci. Zrozumiałem, że coraz mniej jest takich ryb i takie spotkania są tylko dla wybranych. Warto dzielić się swoimi wrażeniami z innymi, by i oni mogli mieć choć namiastkę znanej nam wszystkim wędkarskiej radości…

Z wędkarskim pozdrowieniem
Paweł Ciołek Bizonik

Informacje o autorze

Bizonik

Kocham przyrodę i są dwie pasje które pozwalają na obcowanie z nią. Fotografia i wędkarstwo. Mnie się udało połączyć obie i cieszyć się urokami przyrody. Wędkuje od kiedy pamiętam a metody chyba wszystkie przećwiczyłem jednak najlepiej czuje się ze spiningiem w ręku. [attachment=18]...

Więcej informacji znajdziesz na blogu Bizonik

Skomentuj " Jak 1,5 cm uratowalo moją głowę"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (11)

Skomentował andrew, 2010-12-14 18:37:33

Piekny garbus doprawdy. Dla takich ryb warto zarywac zimowe poranki nawet w niedziele Oklasky.

--
Jestem hipokryta, klusolem, zaklamanym, obludnym, bezczelnym amatorem trociowego miesa a ten dziadek? To moj wlasny dziadek z Werhmachtu!

Skomentował Kaz, 2010-12-14 19:22:05

Tak piękny moje gratki PawełkuOkokOklasky

--
Miłość to karpie , fascynacja spining .Lubię też wypady na nasze piękne morze .

Skomentował colednik, 2010-12-14 19:23:35

"Piąta rano, pada śnieg, minus siedem na dworze, a ja jadę na ryby. Normalnie wariat." oj wariat, wariat, a raczej dwa wariatyfigielek.gif Ja pamiętam w tamtym roku przy podobnej temp wybrałem się na rybki ale zbytnio nie połowiłem bo plecionkę tylko miałem i sobie powiedziałemm, że od tamtej pory chyba już na ryby nie pójde przy takiej temp. Chociaż z drugiej strony pare fajnych fotek udało mi się zrobić i chociażby dlatego w miarę fajnie było tamtego dniaUsmiech

--
http://rainko.com.pl

Skomentował Wozik77, 2010-12-14 21:26:00

Bizonik. Znam to uczucie i chwilę słabości, kiedy za oknem wicher hula, deszcz czy śnieg zacina, a tu na wyciągnięcie ręki wzywa ciepłe łóżko. Do tego dajmy na to jest sobota .....................a My "wariaci" na ryby!!!! Kwadr
I to jest to - każdy z nas to powie!!! Tak - dla takich ryb warto zarywać ranki, dni i noce, ech warto! I nie dla pewności, że się taką rybę złapie tylko właśnie dla tej "wielkiej niewiadomej"
Jeszcze raz gratulacje za OKONIA! OklaskyOklasky

--
"...mam swoją pasję, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej..."

Skomentował Mottle, 2010-12-15 16:49:48

Takie historie zostają na długo w pamięci i skutecznie rozgrzewają wyobraźnię w zimowe wieczory. Nie wiem czy ja dobrze zrozumiałem ? "garbus ma 41,5 cm, czyli brakuje mu równo 10 cm do mojego osobistego rekordu" ale jeśli tak to gratuluję Ci tego rekordu bo ten 41,5 to glut w porównaniu do tych 51,5 cm !!! Napisz jeszcze że krajowy i padam Boisie

Skomentował Bizonik, 2010-12-15 17:53:46

Tak rekord krajowy i to na dodatek nie taki stary bo z 2005 roku

Skomentował Mottle, 2010-12-15 20:11:46

No to respect Tak

Skomentował bysior, 2010-12-20 15:15:03

Piękny garbus! Aparat Bezradny Fotka jak odpływa ta mała łódź podwodna - bezcenna! I fajnie Bizonik, że opublikowałeś to opowiadanie jak to było! Życzę o 10,5 cm dłuższego garbusa w sezonie 2011! Hura

--
V Puchar Shrap-Drakers.pl - już 2 czerwca Haha

Skomentował Król Tarcho, 2011-01-09 20:19:52

Bardzo fajny art okraszony pięknym grudniowym okoniem.GratulujeUsmiech

Skomentował Paweł, 2011-01-09 21:39:55

Tyle razy już to czytałem i... nie skomentowałem? No szokGlupek!
Bo przygoda przednia, okoliczności przyrody, mimo trudnych warunków pogodowych, wspaniałe!
Okoń przepięknyZacieszacz!
No i co najważniejsze - takie dni pamięta się najdłużejHura!
Fajna przygoda, PawleHejka!

Skomentował Wozik77, 2012-04-02 21:48:28

Kurde Bizonik. Wchodzę czasem do tego artu ( nawet sceneria zimowa mnie nie schładza Kwadr) bo nie mogę się napatrzyć na tego Twojego Okonia. Piękny.OklaskyOklaskyOklasky

--
"...mam swoją pasję, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej..."



Ostatnio komentowane teksty

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: bysior

Fajne miśki Marcinku Hura Oklasky Oklasky A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? Oczko ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: waldi-54

"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" BrawoOklaskyOklaskyOklasky Blaneczku, fajnie się czy ...
zobacz więcej

Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)

skomenował: Kaz

Blanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin.OklaskyOklaskyOklaskyOklaskyOklasky ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: krysko131

Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Paweł

Świetna sprawa taka "przejażdżka" po BiebrzyHura Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ...
zobacz więcej

Boleniowa majówka 2012

skomenował: Kaz

Za artykułOklaskyOklaskyOklasky:oklasky:za rybki OklaskyOklaskyOklasky -super PawełkuOkok ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: Kaz

Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ...
zobacz więcej

Biebrza - dzika rzeka

skomenował: waldi-54

Tak na dobrą sprawę to dopiero dzisiaj wróciłem z wyprawy do domu bo prosto od Kaza z Radomia już w niedzielę razem z nim pojechaliśmy na działkę aby powetować sobie te szczupacze niepowodzenia z ...
zobacz więcej