Artykuły wędkarskie / Wyprawy wędkarskie
Jackowo - moje dawne Eldorado
Autor: Wozik77, opublikowano 2010-08-03 20:09:14
komentarze: 1, wyświetleń: 1261
--
Gdzie możemy Ją spotkać? Zakamarki ulic odwiedzi sama, ale jeszcze za moment, za chwilkę. Najpierw zagości na nadrzecznych łąkach, śródpolnych zagajnikach, w lasach i na polach. Pojawi się w przydomowych ogrodach, miejskich parkach. Powoli zacznie ogrzewać swoimi promykami wszystko wokół. To dzięki Niej pękną nabrzmiałe pąki kwiatów i listków.
Podmokłe tereny zażółcą się kaczeńcami. Zazielenią się trawniki. Powieje cieplejszy wiaterek, niebo przybierze ten niepowtarzalny kolor błękitu. Nad głowami usłyszymy słowika, a w oddali rechot żab.
Wiosna jest Królową wszystkich pór roku. To Ona wszystkiemu nadaje początek. Budzi do życia uśpioną przyrodę, a nas napełnia radością i optymizmem. W ciepły weekend, który już niebawem się zdarzy, spróbujmy wyjść Jej naprzeciw. Pojedźmy gdzieś za miasto, nad pobliską wodę lub do lasu. Sprawdźmy jak się u nas zadomowi.
A ryby? Okres od marca do maja to u większości gatunków czas rybich "wzdychań" i "zalotów". Tarło - prawdziwe misterium przyrody. Kto choć raz miał okazję podziwiać z bliska to zjawisko, nie sięgnie w tym czasie i miejscu po wędkę. Przeczeka czas, by nie zakłócać rybich "amorów". Przyroda odwdzięczy się tym, że już z początkiem lata zobaczymy tysiące malutkich rybek. To one w przyszłości będą dostarczać nam wędkarskiej adrenaliny - tej, dla której gotowi jesteśmy wstawać o 4.00 rano w wolny od pracy dzień i to bez pomocy budzika. Gnać przez nadrzeczne chaszcze, moknąć na deszczu i prażyć się w słońcu. Uszanujmy ten czas i nie zakłócajmy go.
Nie zakłócajmy, ale czy to znaczy nie jeździjmy nad wodę? Wręcz przeciwnie - zaglądajmy tam jak najczęściej, a może uda nam się poprzez swoją obecność odstraszyć pseudo-wędkarzy czy kłusowników, którzy tak naprawdę są amatorami rybiego mięsa.
Długo zastanawiałem się nad tym czy zdradzić miejsce, w którym miałem okazje spotkać się z tym zjawiskiem. Doszedłem jednak do wniosku, że ujawnienie tej miejscówki może tylko przynieść korzyści. No bo cóż złego w tym, że pojawi się nad tym starorzeczem kolejnych kilkunastu etycznych wędkarzy, kiedy być może dzięki temu bardziej krępować się będą miejscowi "rabusie"... uprawiający kłusowniczy proceder.
Miejsce to odkryliśmy niemal dekadę temu, pewnej jesieni razem z bratem. Sobotnia przejażdżka wzdłuż Bugu miała za zadanie odkrycie ciekawych miejsc, a przy odrobinie szczęścia namiastki "wędkarskiego Eldorado". Patrząc na mapę poruszaliśmy się północną stroną rzeki Bug na odcinku Wierzbica - Wyszków. Minęliśmy Kanię Polską i dotarliśmy do wsi o nazwie Jackowo Dolne. Po prawej stronie rozpościerały się nadrzeczne łąki, na których mieniły się blaskiem dwie olbrzymie, niebieskie tafle wody. Jedno ze starorzeczy na stałe połączone z rzeką od razu poruszyło naszą wyobraźnię. Olbrzymia przestrzeń, dogodny brzeg do wędkowania sprawiły, że chwyciliśmy spinningi i ruszyliśmy na rekonesans. Dwie godzinki łowienia przyniosły trzy szczupaczki, z których jeden otarł się o wymiar. Smaczku dodał nam widok wędkarza, niosącego szczupaka. Powiem tylko tyle - rybi ogon ciągnął się po ziemi. Miejsce uznaliśmy za godne ponownych odwiedzin tym bardziej, że okolica była piękna, a nad wodą raczej pusto...
I faktycznie. Zaglądaliśmy tamtej jesieni nad naszą wodę jeszcze kilka razy, a każdy z naszej kilkuosobowej paczki wędkarzy mógł zawsze poszczycić się jakimś trofeum. Może nie były to poważne okazy, nie mniej jednak to właśnie tam biliśmy swoje niewygórowane jeszcze rekordy, tam padały pierwsze wymiarowe komplety, tam "króciaki" były testerami naszych rozważań o przynętach i sposobach ich prowadzenia. Krótko mówiąc - było to fajne, spokojne miejsce, gdzie zawsze można było liczyć na szybsze bicie wędkarskiego serca.
Nastała zima, po której liczyliśmy na kolejny udany sezon w Jackowie. Wczesno wiosenna wizyta na starorzeczach ukazała nam to, że nasze eldorado co roku zalewa "wielka woda". Tak więc będą ryby...!!! Z niecierpliwością czekaliśmy na początek maja.
I w końcu majowa niedziela. O szóstej jesteśmy na łowisku. Piękny słoneczny poranek. Jak zwykle zaczynamy od zatoczki "pod Stodołą". Pierwsze rzuty w skupieniu i z ogromną nadzieją. Wyczekiwanie na branie. Cisza. Kolejna godzina - pusto. Brat także bez pobicia. Zza pleców jednak dochodzą nas głosy euforii po kolejnym wędkarskim sukcesie. To grupka miejscowych łowiąca na drugim starorzeczu - tym połączonym bezpośrednio z rzeką. Po kolejnej godzinie nie wytrzymujemy i postanawiamy przenieść się w okolice kanałku, łączącego starorzecze z Bugiem. Stajemy na brzegu. Po drugiej stronie widać pozostałości wiosennych wylewów. Nadrzeczne krzewy jeszcze w wodzie.
Piękny widok. Nagle olbrzymi plusk i bryzgi wody. Chwila ciszy i ponownie. Teraz dopiero zauważamy, że woda aż się gotuje. Wszędzie wokół fontanny wody i kołyszące się młodziutkie pędy sitowia. Wpatrujemy się w czystą wodę i oczom naszym ukazują się stada pływających i ocierających się o siebie leszczy. Leszcze...??? Raczej LESZCZYSKA...!!! Na oko, rzadko który ma poniżej dwóch kilogramów, a łopaty oceniane na ok. 4-5kg po krótkiej chwili przestają zapierać nam dech w piersiach. Ciągłe gonitwy, wyskoki nad wodę podziwiamy już od dobrych kilkunastu minut. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieliśmy i śmiem wątpić czy jeszcze zobaczymy. Ryb są tysiące i nie ma chyba ani jednego - wolnego od rybich amorów -metra kwadratowego wody.
W pewnej chwili kolejny wędkarski okrzyk radości wytrąca nas z podziwiania tego zjawiska. Kierujemy się w stronę starszego jegomościa wędkującego nieopodal. Nie zauważa nas zza pleców i z ogromnym skupieniem ściska "ruski teleskop". Metr od brzegu - tuż za linią wodnych szuwarów - kołysze się na falce duży żywcowy spławik.
- Więc jednak szczupaki - rzucam zdawkowo do brata. Ten jednak trąca mnie w bok wskazując na dwie olbrzymie "łopaty" leżące obok. W tym momencie czuję na sobie zmieszane spojrzenie miejscowego.
- Na co pan szanowny łowi - zagajam. Zmieszany jegomość odpowiada:
- Ano Panie, na pusty haczyk bierom pieruny....
I na dowód swoich słów, podnosząc wędzisko do góry pokazuje nam zestaw zakończony żywcową kotwicą.
Patrzymy po sobie. Bez słowa odchodzimy kilkadziesiąt metrów dalej. Idąc dalej brzegiem dyskutujemy o tym, co zobaczyliśmy. Po chwili dochodzimy do grupki pseudo-wędkarzy. Zestawy podobne - wszędzie żywcowe spławiki kołyszące się najwyżej dwa-trzy metry od sitowia. Co i raz wygięte teleskopy po czym kolejny ogromny leszcz z rozharatanym bokiem ląduje na brzegu. Ryby trafiają do płóciennego worka na zboże i raz na jakiś czas, z trudem dźwigane przez dwóch podrostków, wynoszone są w stronę wiejskich zabudowań.
Przyglądamy się temu z niedowierzaniem. Zdarzało się bowiem, że gdzieś nad wodą widziało się postawioną siateczkę czy zahaczało się jakiś sznurek, ale taka rzeź i to w biały dzień...!!!
Z zadumy nad tym wszystkim wyrywa mnie uprzejme "dzień dobry". Przed nami starszy dziadek ze spinningiem w ręku. Ot - na szczęście nie jesteśmy tu jedyni normalni. Dziadek przygląda się nam i zapytuje o wyniki. Odrzekam, że niestety, ale żadna rybka nie dała się oszukać. Patrzy na nas jakoś dziwnie, po czym pyta:
- A na co to łowicie? Pokazuję mu niewielkie biało-czarne kopytko. Uśmiecha się tylko i odpowiada:
- O nie. Ta przynęta jest nie dobra. Panowie zdejmą gumę zostawiając sam hak - łone od tego białego to uciekają...
W tym momencie zerkam na jego zestaw. Faktycznie. Na końcu dość grubej żyłki dynda sam jig-owy hak, sporych rozmiarów. No nie, tego już mamy dość. Z niesmakiem oddalamy się do samochodu. Gdybyśmy wtedy mieli już telefony komórkowe....
Po tamtym zdarzeniu do Jackowa zagladaliśmy już sporadycznie. Choć woda ta sama to jakoś coraz rzadziej trafiał się szczupły. Okonie tez gdzieś zniknęły. Jednym słowem łowisko z mini eldorado przeradzało się w podwarszawską " mizerię". Nawet klimat mazowieckiej wsi z piaszczystą drogą się zmienił - jesienią położyli gładki jak lustro asfalt. To już nie to.
Czasem przychodzi mi ochota na odwiedziny Jackowa. Ot tak po prostu jakby odwiedzało się starych znajomych. Jak dotąd jednak nie udała mi się ta sztuka. Odkryłem inną wodę i inną samotnię. Tam póki co, kłusownikiem nazwać mogę jedynie miejscowego dziadka bez karty wędkarskiej. No a gdyby coś to, mam już telefon komórkowy...
Informacje o autorze
Wozik77
Piotr Woźniak Pseudonim wędkarski: Wozik77 Lat wędkarskiego stażu: - 27 Miejsce wędkowania: Zakamarki Mazowsza oraz Kraina Wielkich Jezior Mazurskich. Ulubiona metoda: spinning, spławik. Ulubiona ryba: Szczupak, Lin. CW - czyli mój Czas Wędkarski w pigułce - lata dzieciństwa - pierwsze kontakty ze stworzeniem zwanym "yyybka" ( poprawna wymowa tego słowa to...
Więcej informacji znajdziesz na blogu Wozik77
Skomentuj "Jackowo - moje dawne Eldorado"
Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!
Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!
Komentarze (1)
Ostatnio komentowane teksty
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: bysiorFajne miśki Marcinku A Wróbelek co? Nic nie złapał czy dopiero w drugiej części coś złapie? ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: waldi-54"Wróbel i Blanek dwaj przyjaciele, obaj razem to są Wró - Blanki, dziś takich mało, albo nie wiele, to przyjaciele od wędki i szklanki" Brawo ![]() ![]() Blaneczku, fajnie się czy ... zobacz więcej | ||
|
|
Vabank 2 - czyli WróBlanki na Jarkach (cz.1)skomenował: KazBlanku moje gratulacje wspaniale połowiliście i przy okazji pobite rekordy życiowe -super tak trzymać koledzy.Relacyjka super napisana Marcin. ![]() ![]() ![]() ![]() ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: krysko131Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc pow ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: PawełŚwietna sprawa taka "przejażdżka" po Biebrzy
Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody...
Ale to zapewne do nadrobienia w przyszł ... zobacz więcej | ||
|
|
Boleniowa majówka 2012skomenował: KazZa artykuł ![]() ![]() :oklasky:za rybki ![]() ![]() -super Pawełku ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: KazDziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały ... zobacz więcej | ||
|
|
Biebrza - dzika rzekaskomenował: waldi-54Tak na dobrą sprawę to dopiero dzisiaj wróciłem z wyprawy do domu bo prosto od Kaza z Radomia już w niedzielę razem z nim pojechaliśmy na działkę aby powetować sobie te szczupacze niepowodzenia z ... zobacz więcej | ||

...
...