Hauki czyli szczupak po Fińsku. Finlandia 2013 cz. I

Robson 2013-11-26 Wyprawy wędkarskie

...
Kolejna wyprawa do Finlandii została odfajkowana w kalendarzu!
Miejsce znane ekipie z zeszłego roku (Darek, Pawełek, Rysiu, Grzesiu i ja) przywitało tym razem dziesięciu nowych wędkarzy (byli nimi: Paweł, Darek, chłopaki z klubu Esox: Piotruś, Synek i Jacek oraz Mariusz, Andrzej, Wojtek, Lucek oraz Marcin). Facetów, którzy na swoich rozkładówkach mają łowiska Szwecji, Norwegii i Kanady. Chłopcy, którzy zerwali nie jednego jerka na skalnych skandynawskich kantach. Ludzie, którzy nie jednej metrówce w oczy spojrzeli. Jednym słowem - mocna ekipa! (tu trzeba wtrącić, że pod wieloma względami, nie tylko wędkarskimi).



Ja wraz z Grzesiem stanęliśmy w roli organizatorów. Ogarnialiśmy łodzie, silniki i zaplecze, a także przekazaliśmy Kolegom całą naszą wiedzę o łowisku i jego mieszkańcach.

Nad nasze jezioro dojeżdżamy według planu, bo ok. 15:00 – od Helsinek mieliśmy niespełna 280km – można powiedzieć: bliziutko porównując do trasy Warszawa – Talin, którą pokonaliśmy bez pośpiechu, dnia poprzedniego w ponad 18 godzin.

Rozlokowanie w trzech domkach, które mamy do dyspozycji przebiegło sprawnie. Łodzie w ilości 7 szt., z których możemy korzystać to w większości typowe dla tego kraju łodzie wędkarskie 4,75 m długości - maksymalnie 2 osoby na jednej łodzi. Silniki spalinowe od 2,5 KM do 9 KM.

Pomimo, że sprzętu, jedzenia i picia mamy ze sobą chyba z tonę, rozładunek przebiegł nad wyraz sprawnie. Zaczyna się również montaż patyków, których trochę z nami przyjechało.
Od chłopaków zaczynają spływać informacje, że w kilku rzutach z brzegu mają już na kontach kilka krótkich esoxów.

Na pierwszy rzut oka widzę, że woda jest niższa niż rok temu o minimum 50 cm! Jak się później okazało na echosondach również cieplejsza. Co się dziwić jeśli od kilku dni nad Finlandią wisiał wielki skandynawski wyż i częstował nas średnią temperaturą powietrza powyżej 25 stopni.

Pierwsze dni, ze względu na to, że wody jest mniej, to poznawanie łowiska w zasadzie od początku. Nasza północna zatoka, która w zeszłym roku była istnym eldorado, dała wiele ryb ale głównie do 75cm. Pada mnóstwo średniaków w przedziale 50-60cm. Ryby, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić przez te 3 lata, są tu niesamowicie waleczne. Chłopaki również zauważyli tę różnicę, twierdząc, że nawet te ze szkierów były mniej waleczne. Hol siedemdziesiątaka przysparza wielu zwrotów akcji i przyjemności. Można odnieść wrażenie, że walczymy z dużo większym przeciwnikiem.







Przy wieczornym „ziarenku” rozmawiamy i przekazujemy sobie wiele cennych uwag na temat łowiska i strategii na następne dni.


Szczególnie cenne dla nas są uwagi ekipy Szkierowców, którzy sugerują że większych ryb trzeba szukać gdzieś dalej w pobliżu głównego plosa.

Chłopaki następnego dnia, po śniadanku,

przemieszczają się dalej od bazy wpatrując się w echosondy, poszukują miejsc gdzie z 10-12m głębokości dno szybko przechodzi w 2-3 metry. Na takich kantach w ruch idą duże Jerki i gumy.
Okazuje się to strzałem w 9-ki i w pierwsze 10-ki (czyt. Dziewięćdziesiątaki i Metrówki)
Pierwszym szczęśliwcem okazuje się Silnoręki łapiąc pierwszą na wyjeździe

Następnym Dariusz niestety brak pamiątki,
90 i 90+ Jacka, Marcina, Lucka, i znów Silnorękiego





A następnie Grześ. Tak ten Grześ co w zeszłym roku połamał kij na swojej grubej 93-ce....... ale po kolei.

Tego dnia wstaliśmy z nastawieniem bojowym! Darek, Grzesiek i ja do jednej krypy, Paweł i Rysiek w drugiej. Silniki zalane do pełna, prowiant i napitki spakowane. Dziś atakujemy miejscówki, które chłopaki z sąsiednich domków obławiają z sukcesami od dwóch dni. Do miejsca mamy ok. 3km wodą, po drodze trolling. Podczas drogi łapiemy kilka fajnych ryb. Po dopłynięciu lokalizujemy na wodzie łodzie naszych kompanów i zaczynamy obławianie pierwszej miejscówki. Jest to rozległy blat z głębokością od 1,5 – 3 metrów. Który następnie szybkim spadkiem przechodzi w głębokość 10-12m i głębiej, aż do ponad 40m. Grzesiu zakłada Spuna Rapali, którego otrzymał dzień wcześniej „na farta” od Maćka vel Synka i zaczyna obławianie. Przynęta ta charakteryzuje się dużą wagą i opływowym kształtem co pozwala na oddawanie dalekich rzutów. Grzesiek rzuca na dosyć płytką wodę, tuż pod duży, wystający z wody kamień, nieopodal trzcin. Chyba w piątym czy szóstym rzucie Grigor informuje, że coś ma. Po pierwszych dwóch obrotach kołowrotka, wiadomo, że jest to duża ryba. Odjeżdża kilkakrotnie, wyciągając plecionkę ze szpuli, tak jakby hamulec w ogóle nie istniał. Grzesio, mając w pamięci zeszłoroczny hol 93 cm mamuśki, zakończony połamanym kijem, dużo ostrożniej podchodzi do tematu. Wędka gnie się w łuk, ryba nie popuszcza, ale sukcesywnie podciągana, jest co raz bliżej łódki. Następuje moment newralgiczny. Ryba jest już niemal przy burcie, ale jeszcze na tyle głęboko, że nie ma jej jak podebrać. Ręce i nogi Grzegorza trzęsą się jak w febrze. Jeden fałszywy ruch i ryba pójdzie pod łódkę, kończąc całą zabawę tragicznie. Nagle, dzięki wszystkim fińskim bogom, odjeżdża wzdłuż łodzi, pozostawiając Grześkowi trochę dystansu. Jeszcze dwa podciągnięcia i z wody wyłania się ogromny, naszpikowany zębiskami pysk. Grip ląduje na szczęce potwora, tuż obok świetnie zapiętego spoona. Z nieukrywaną trudnością wyciągam szczupaka z wody, mając wrażenie, że nigdy nie zobaczę jego ogona! Życiówka Grzesia ląduje w łodzi – wynik jest miażdżący – 114 cm czystej przyjemności, ponad metr adrenaliny i niesamowitej rywalizacji.



Ryba zasłużyła na wolność. Sesja zdjęciowa, wzrok niedowierzania i to co stanowi o prawdziwym kunszcie – zwrot tej pięknej ryby naturze. To był dzień Grzegorza. W drodze powrotnej do domku, przypieczętował swój wynik pięknym sandaczem z ręki i 80 cm szczupakiem.

Dla takich dni jeździmy do Finlandii. Łącznie w 15 Chłopa złapaliśmy ponad tysiąc ryb różnej maści! Pogoda niewątpliwie zrobiła nam figla ale dzięki temu wiem więcej o tym łowisku.

Podczas naszego pobytu głównymi przeciwnikami były oczywiście szczupaki. Przednią zabawę zapewniły nam także piękne okonie i jazie. Sandacze w tym roku również się trafiły. Dużo małych do 50 cm, ale również i przysłowiowe trójki cieszyły co poniektórych – Ryśkowe mętnookie szczęście.





Wabiki różnego rodzaju od małych poperków, blaszek obrotowych i wahadełek, przez woblery, gumy spoony aż po duże jerki!

Poznaliśmy dalsze zakątki naszego jeziora.



Zwiedziliśmy pobliskie, ale i oddalone o 30km koski. Pomimo, że byliśmy tam pierwszy raz w życiu, okazały się także wspaniałym łowiskiem.











Ja ze swojej strony miałem do zrealizowania plan związany z przetestowaniem metody, o której za dużo do dziś nie wiem – MUCHA. Gdzie jeśli nie tu – w zaciszu, w kolebce tej elitarnej metody połowu. Wraz z Darkiem wybraliśmy się na pobliskie koski. Od naszych domków oddalone o ok. 5km. Dojechaliśmy autem do mostku i tam się rozstaliśmy. Darek poszedł w górę rzeczki ze spinningiem w poszukiwaniu szczupaków i okoni, ja natomiast udałem się drogą w dół rzeczki - moim celem były jazie.




Finlandia, którą poznaję od 3 lat daje ten wspaniały wachlarz możliwości… Chcesz ciężkiej orki? Bierzesz spinning, i atakujesz jeziorowe doły lub rozległe blaty z dużymi przynętami. Nie masz siły machać wędą? Pływasz i trollujesz. Masz dość jeziora? Wpływasz w rzeczkę i łapiesz delikatnymi woblerkami, czy wirówkami lub zostawiasz łódź i idziesz piechotą, poznając nieodkryte miejsca. Masz chęć posiedzieć na pomoście z fedderkiem lub ze spławikiem? Robisz to i się chilloutujesz. Gdy chcesz zobaczyć jak to jest z tym muszkarstwem, bierzesz kijek jak ja i sprawdzasz! We wszystkich tych metodach jest jedna, bardzo ważna sprawa, która je łączy – PIĘKNE RYBY!

Byłem sam nad pięknym strumieniem. Wokół żywej duszy. Już wcześniej upatrzyłem sobie miejscówkę pod zwisającymi krzakami na zakolu z dużym spowolnieniem nurtu. Kilka pierwszych przepuszczeń muszki typu Goddard i dwa jaziki na oko 15-20 cm już mam na kącie. Rzuty tym ultra lekkim zestawem wychodzą mi coraz lepiej, starałem się oddawać coraz dalsze i dalsze. Muszka niesiona nurtem pięknie prezentuje się przepływając pod nawisem krzaczorów, gdy nagle gdzieś z ciemnej wody wyłania się piękny jazior który majestatycznie zbliża się do mojego niby-robaka…. Trwa to pewnie ułamki sekund… ale wydaje się trwać wieki… otwiera pyszczysko i… zamyka je zbierając sierściucha. Przycinam…. Ale chyba zbyt mocno. Przynęta ląduje na drzewie za mną. Był piękny, myślę że w granicach 40-50cm!! Kilka przepuszczeń pod krzakami i znów kilka średniaków w granicach 35cm… Próby zwabienia dziadka się nie powiodły. Łapię jeszcze pięknego 37cm okonia na muszkę.



Z oddali słyszę Darka, który zbliża się do mnie. Okazuje się że przez te cztery godzinki Darek również się nie nudził, złapał kilkanaście ładnych ryb. W tym szczupaka ponad 75cm, piękne okonie i jazie.
Kolejny dzień bezpowrotnie minął, był to niestety ostatni w tym roku, który tu spędziłem. Wraz z ekipą jurto wyjeżdżamy.

CHŁOPAKI DZIĘKI ZA MISTRZOWSKI WYJAZD - TRZEBA TO KIEDYŚ POWTÓRZYĆ!



Jak zwykle w głowie układają się myśli, czego się nie udało sprawdzić i przetestować. Co muszę koniecznie zabrać i poprawić w przyszłym sezonie. Wszyscy uczestnicy są bardzo zadowoleni i zgodni co do jednego – za krótko!

Jest jednak pośród nas jeden farciarz i jest nim oczywiście Grzegorz, który zostaje jeszcze ponad tydzień i przyjmie ekipę, która już wyruszyła z Polski….
C.D.N.

Robson

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (13)

morouk, 2013-11-27 20:30:20
Kurde, tak sobie czytam i czytam i mam nieodparte wrażenie, że ta Finlandia to jakiś wspaniały, wędkarski sen tyle, że na jawie Czekam niecierpliwie na cz. II!
Wozik77, 2013-11-27 21:29:20
..a w naszych realiach podobna ekipa i przez rok nie trafiłaby tylu pięknych okazów. Jezioro jeziorem - mi jak zwykle najbardziej podobała się relacyjka znad rzeczki :okok:. Kilkanaście ryb w tym esox ok 75cm , no i okoń piękny i jazie - toż to raj nie ma co!
bysior, 2013-11-27 22:12:12
Piękne ryby, piękne zdjęcia, nic tylko Wam zazdrościć i życzyć samych sto czternastek :haha: A gdzie zdjęcie tego pięknego sandacza złowionego w drodze powrotnej przez Grześka po tym szczupaku? Mam nadzieję, że będzie w części drugiej
platynowlosy, 2013-11-27 23:45:43
Witam Panowie Czytając relację, poczułem się jak wysuszona gąbka, która chłonie wodę...i odżywa. Wyrazy szacunku Panowie, świetna wyprawa, relacja i fotki. Tak sobie pomyślałem, że chyba jedna tura by mnie nie wystarczyła.... I chętnie znalazłbym się w takim zacnym Gronie Kolegów, na kolejnym fińskim wyjeździe. Pozdrawiam Alek
Kaz, 2013-11-28 10:55:40
Wspaniale -kurcze jak czytałem to tylko jedna myśl mi się nasówała do głowy (zazdość ) że mnie nie ma z wami i nie przeżywam to razem z wami.Może kiedyś !!!!! ale teraz wielkie gratki dal was wszystkich i dla Grzesia za tak wspaniały wynik 114 to jest super rekord. :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
, 2013-11-28 13:52:38
Panowie aż strach oglądać, to Wasze gripowanie. Biedne naciągnięte ryby. Proponuję łowcom łapać się za dolną "warę" i poczuć tego smak...
king_pest, 2013-11-28 15:13:12
Jan58, ja ze swojej strony proponuję spróbować podebrać 10 kilogramowego szczupaka podbierakiem. Wszyscy badacze ichtiologi są zgodni co do tego, że grip jest najbardziej humanitarną metodą podebrania ryby, ze względu na to,że szczęka ryby jest nieunerwiona - w przeciwieństwie do skóry ryby, która przez podbierak jest po prostu masakrowana.
niszczu, 2013-11-28 21:17:56
Ciekawe czy szczupaki też są co do tego zgodne ;P Szczególnie te 90+ co wiszą całym ciężarem na swojej szczęce...
king_pest, 2013-11-29 09:16:39
W takim wypadku, należałoby odłożyć kije do szafy i nie łowić w ogóle. Niestety połów ryb niesie ze sobą ryzyko złapania dużej ryby. Podebranie jej podbierakiem jest nierealne, ręką - tym bardziej, grip - jak można poczytać wyżej nie wchodzi w grę. Nic tylko zaprzestać łowienia! albo wyhaczać rybę "w locie". Panowie, trochę rozwagi...:zalamka::zalamka:
niszczu, 2013-11-29 09:32:07
Żeby nie było - ja nie mam nic do gripów (Choć zdaje się, że kolega w czapeczce i dużych okularach powinien podtrzymywać rybę drugą ręką, bo dyndanie na szczęce na pewno nie jest zdrowe dla takiego dużego szczupaka i rodzi niepotrzebne ryzyko uszkodzenia "paszczęki"). Po prostu taki żarcik mi przyszedł do głowy jak wspomniałeś o tych ichtiologach. Gratuluję wyprawy i pięknych okazów. Czy my kiedyś doczekamy się czegoś takiego w Polsce...?
bysior, 2013-11-29 21:43:12
Ja powiem tak. Kupiłem kiedyś grip i używałem go przez pewien czas, na wyprawie w Szwecji również. I wydawał mi się ten wynalazek świetnym rozwiązaniem. Nawet napisałem parę słów na ten temat (http://shrap-drakers.pl/artykul/grip-alternatywa-dla-podbieraka/) i jestem z tego bardzo nie zadowolony. Fakt, używałem gripa do podbierania szczupaków i sandaczy, ale diametralnie zmieniłem o nim zdanie. Podobno człowiek mądrzeje z wiekiem. Fakt, grip jest wygodny jeśli nie potrafimy podebrać ryby ręką pod pokrywę skrzelową (a nie jak często można usłyszeć/przeczytać: pod skrzela). Ale jednak kaleczy rybę, zwłaszcza grip nie obrotowy. Należy pamiętać o tym, że ryba nie jest przyzwyczajona do zwisania na powietrzu zahaczona o cokolwiek. Raz że są to nie potrzebne dla nie zupełnie obciążenia, dwa że kręgosłup ryby nie jest przystosowany do takiej pozycji, zwłaszcza w przypadkach kiedy musi dźwignąć trochę kilo. Jeśli mamy używać gripa, trzeba najlepiej wybrać obrotowy, i jak złapiemy już rybę za szczękę, odłożymy wędkę drugą ręką podebrać rybę za brzuch ( co prezentujecie na zdjęciach ). Tak czy inaczej moim zdaniem lepiej podebrać rybę, w alternatywie dla gripa, ręką. Efekt jest generalnie ten sam, ale nie uszkodzimy rybie pyska. Naturalnie nie jest łatwo to zrobić przy dużych rybach a nawet przy małych (np. wobler zażarty głęboko), ale warto spróbować. Alternatywą do podbierania ręką najlepszy jest moim zdaniem jednak podbierak, a nie grip. Napisałeś @King że podbierak jest nie dobry, bo jest cytuję: "masakronia". Wnioskuję że pisałeś o chroniącym śluzie ryb. A tutaj można na przykład użyć bez węzłowego siatkowego podbieraka, albo gumowego. A czy jak podbierzemy rybę gripem, wytarmosimy ją na łódkę, obmacamy łapami (np. do zdjęcia) wychodzi na to, że nie dbamy jednak o ten jej śluz (warto przed dotknięciem ryby, wsadzić rękę do wody). Tu nie chodzi o kłótnie - ten powiedział to - tamten tamto - ten najmądrzejszy itd., tylko o to, że jeżeli decydujemy się wypuścić rybę, zadbajmy o to żeby miała jak największe szanse o przeżycie. Przynajmniej ja tak mam, takie pojęcie i takie podejście do tego tematu.
hlehle, 2013-12-02 16:37:45
Podebranie ręką nie tylko jest możliwe, ale całkiem wygodne. Sam tak podebrałem (i często nadal podbieram) wiele szczupaków (w tym ryby 120+). Jednak najlepszy olbrzymi szczupakowy podbierak z gumową siatką, np. http://www.weirdfisherman.ie/monster%20trap.
moczykij, 2013-12-06 11:54:36
Czego więcej potrzeba do szczęścia :oczko: Piękne ryby , wspaniałe widoki , doborowe towarzystwo ... Wędkarski raj ! :muza: