Grunt to Wisła

Paweł 2011-04-04 Opowiadania

...
Zapowiadane ocieplenie pod koniec marca spowodowało we mnie chęć rozpoczęcia na poważnie sezonu wędkarskiego AD 2011.
W tym celu zdobyłem trzy dni urlopu, zakupiłem robactwa i zanęt na pięć dni…
Plan przedstawiał się następująco:
Czwartek 31 marca – Wisła,
Piątek 1 kwietnia – Wisła,
Sobota 2 kwietnia – Wkra,
Niedziela 3 kwietnia – Narew lub… Wisła,
Poniedziałek 4 kwietnia – Wisła.
Część planów udało się zrealizować, część jak zwykle legło w gruzach.
Zresztą… oceńcie sami.

DZIEŃ PIERWSZY – CZWARTEK

Pierwszego dnia urlopu zamierzałem sobie trochę pospać, co udało mi się zresztą zrealizować z dość znacznym… naddatkiem. Przygotowanie sprzętu, odszukanie wszystkich potrzebnych atrybutów grunciarza też trochę czasu zajęło.
Więc nad wodą byłem około południa.
Pierwsze zaskoczenie to fakt, że rower nie zapadał się w błocie. Słońce fajnie podsuszyło nadwiślańskie bezdroża…
A drugie zaskoczenie to… pogoda. Przepiękne słońce, lekki, południowy wiaterek. Serce się radowało!
RS_1

Z wyborem miejscówki nie miałem problemu, wszak Wisła od pewnego czasu stabilna, leciutko, po kilka centymetrów opada. Więc postawiłem na dość dziki odcinek, zostawiając sobie jednak sporo miejsca między krzakami.
Jako, że to miał byś pierwszy z kilku wędkarskich dni postanowiłem pójść trochę „na leniucha” i zacząć od gruntówek.
Oczywiście pierwszą czynnością wędkarską było rozrobienie zanęty do koszyczków (mieszanka feeder plus płoć). Drobinki spożywcze się przegryzały i nawilżały, a ja rozwinąłem ulubionego pikerka – „żółtka”, haczyk nr 9 na przyponie 0,12, koszyczek 40 gram, ustawiłem podpórkę. Do zanęty dodałem trochę pinki, na haczyk kilka kolorowych pineczek.
Oczywiście pinek na haczyku była nieparzysta ilość, a ostatnia – koniecznie biała!
Rzut, z zadowoleniem stwierdzam, że wody około 1,5 – 2 metra, w sam raz. Uciąg taki akurat na leciutką przepływankę gruntową, czyli koszyczek się przesuwa, ale jak trafi w dołeczek to siada.
Przed rozwinięciem drugiego, cięższego feederka usiadłem na krzesełku rozkoszując się pięknem Królowej.
I nagle, niespodziewanie mocne przygięcie szczytówki. A nie minęło nawet 5 minut!
Zacięcie i delikatny kijek pięknie pulsuje! Jakaż to na wiosnę jest radocha!!!
Pierwszą rybką wiosny okazała się przepiękna, ponad trzydziestocentymetrowa płoć!!!
Rewelacja!!!
RS_2

Szybkie fotki i po buziaku pooooszła w siną dal…
Spokojny już o efekty rozwinąłem feedera. Kijek do 150 gram, ale ciężarek założyłem 75 gram, tyle winno wystarczyć. I do wody go!
Dzień rozwijał się wyśmienicie. Liczne płotki cieszyły wzrok swoimi kolorami. Kilka kleni i jazi gwałtownymi braniami przyprawiło o mocniejsze bicie serca. Nie były duże, największy klenik miał ciut ponad 30 cm, jazik nie miał nawet tego. Nawet jakieś leszczyki pod 40 cm się trafiły. Krąpie, sapy (jedna piękna czterdziestka!) i ukleje dopełniły wachlarz gatunków rybek…
Zarówno pikerek jak i feederek co i raz sygnalizowały brania.
RS_3

Dodam jeszcze, że większość brań była z płytszej, szybciej płynącej wody, jakieś 30 metrów od brzegu. W rynience bliżej było o wiele gorzej!
Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował przepływanki. Zanęciłem pod bata szóstkę i… poniosłem porażkę. Potwierdziły się spostrzeżenia z gruntówek – przy brzegu było chyba za głęboko.

DZIEŃ DRUGI – PIĄTEK

Niestety, okazało się, że jednak muszę iść do pracy. Ale generalnie może dobrze się stało? Do południa deszczyk popadywał i wzmagał się wiaterek, to dodatkowo jeden dzień urlopu więcej zostanie na dalszą część sezonu…

DZIEŃ TRZECI – SOBOTA

Kolejna zmiana wcześniejszych planów…
Jako, że musiałem być w domu koło południa, z żalem rezygnuję z wycieczki nad Wkrę.
Więc ponawiam skoro świt Wisłę.
Poniesiona czwartkowa porażka wyzwoliła we mnie nerw ambicji. Co, ja nie połapię na przepływankę? Więc melduje się nad wodą jeszcze po ciemku, ale tylko z jednym kijem – sześciometrowym batem.
RS_6

Nęcę w rynience, na gruncie około 2,5 metra.
RS_4

Ranek jest dość chłodny, ale za to wiaterek korzystny. Wieje z północy, pod prąd, czyli spowalnia spływ spławika. Taka przepływanka z naturalnym przytrzymaniem…
Generalnie brania non stop, ale… ryby raczej małej. Żadna płotka nie miała trzydziestu centymetrów. Mnóstwo jazi, ale też niedużych. Oraz krąpie i ukleje.
Ale rybek ponad setkę spokojnie…
RS_3

Czyli jednak blisko brzegu rybostan rozmiarem uboższy.
Ale i tak łapa od holowania bolała, około 10.00 zwinąłem majdan i do domu…
W domu wykonałem, co miałem do roboty i okazało się, że… jest 17.30, czyli jeszcze ponad dwie godzinki widnego. Długo się nie namyślam, leciutki spinnerek w dłoń, kilka woblerów do kamizelki, na rower…
Godzinka spinningowania obdarzyła jednym okoniem średniaczkiem. Dobre i to, tym bardziej, że pogoda przepiękna!
RS_7


DZIEŃ CZWARTY – NIEDZIELA

To okazał się dzień iście towarzyski. Na rybki umówiłem się z Bizonikiem.
Punktualnie 6.00 spotykamy się na wale, ja oczywiście jednośladem, Paweł swoim autkiem terenowym.
No i nie dał córce pospać!
Zawlekł zaspane swoje dziecko o tak pogańskiej porze w niedziele na ryby…
Ale szybko zmieniłem na ten temat zdanie, patrząc jak Agatka, mimo potężnego ziewania, wskakuje w kaloszki i z zapałem bierze na plecy majdan, krzesełko w dłoń, w drugą rękę torbę z zanętą… i przedziera się przez wiślane chaszcze!
Miejsce wybrałem to samo, co dzień wcześniej.
Oczywiście w pierwszej kolejności zajęliśmy się szykowaniem stanowiska dla Pawłowej pociechy. Przygotowanie zestawu do czterometrowego bata, ustawienie wygodnego stanowiska, nęcenie wstępne…
RS_9

Później przyszła kolej na nasze gruntóweczki.
Młoda (tak Ją nazywa Paweł, więc i ja sobie pozwoliłem) szybko dokopała „staruchom”, łowiąc ukleję za ukleją, a także krąpie i jaziki. A jak przestały brać zmusiła Tatę do podania wypatrzonego w torbie… atraktora o smaku ochotki w sprayu. Spryskiwała pinkę tym śmierdziuchem i okazało się, że rybki na to dawały się nabrać. A my z Pawłem cieszyliśmy się, że siedzimy „na nawietrznej”!!!
RS_10

Ale my też zaczęliśmy regularnie łapać ryby na feederki.
RS_11

RS_12

A około południa spotkała nas miła niespodzianka!
Postanowił do nas dotrzeć kolejny Drakers spinningista – Krzyko!
Krótka telefoniczna instrukcja jak dotrzeć do nas i…
No nie, Krzyś nie dotarł do nas tak szybko. Owszem, przedarł się przez bród swoim „mniej terenowym wozem” niż Pawła. Ale… ale potem poszedł z całym majdanem w przeciwnym kierunku. To logiczne właściwie, wszak dla Niego, lewobrzeżnego Wiślaka instrukcja: „idź w kierunku Warszawy” zawsze oznacza, że trzeba iść w lewo. I tak poszedł, zapominając prawdopodobnie, że jest po przeciwnej stronie mocy…
Ale w końcu dotarł do nas. Nieźle zmachany. Bo okazało się, że Jego majdan waży wiele, wiele kilogramów, On też postanowił tej wiosny porobaczyć. A zanęty i ciężarki ważą, w odróżnieniu od pudełka pływających woblerów…
Coś tam ponarzekał jeszcze na kulturę tubylców, ale co się dziwi, przecież to oczywiste, że na Jego opaskach lud bardziej cywilizowany niż w prawobrzeżnych chaszczach!
Dzień upłynął nam na łapaniu do bólu rąk rybek oraz nieustających rozmowach towarzyskich.
RS_13

I trzeba przyznać uczciwie – ryby przeszkadzały nam bardzo często.
Wszelki asortyment ryb, od uklei po certę, przez płotki, krąpie, leszcze…
RS_14

Niestety, Paweł z córką musieli się zwinąć wcześniej, my we dwóch jeszcze zostaliśmy.
Krzyko był przeszczęsliwy mogąc łowić tak oczekiwane ukleje...
RS_15

RS_16

Przed wieczorkiem wykruszyłem się i ja, głód był silniejszy. Choć gdyby nie Krzyko, który poratował mnie pysznym batonikiem, pewnie z osłabienia nie dotarłbym na ten obiad do domu…
I tak Krzyś został sam na prawym brzegu do wieczora…
Jak ten świąteczny Kevin…
Z Jego relacji wiem, że złapał jeszcze mnóstwo rybek, oraz, że nie pobił żadnego miejscowego…

DZIEŃ PIĄTY – PONIEDZIAŁEK

Nad wodą o… ósmej dopiero.
RS_17

Słonko przygrzewało pięknie, za to wiatr wiał paskudnie. Telepało kijkami. Liczyłem, że przed zmianą pogody uda się coś konkretnego złapać.
Ale niestety, tak jak w poprzednich dniach: rybka raczej średnia i mała. I dużo jej…
RS_18

RS_21

Ale chociaż głodny nie byłem.
Przygotowałem sobie trzy takie spore big big big kanapeczki cacy XXL.
RS_23

I dzieliłem się z kaczuchami!
RS_20

Po sześciu godzinach postanowiłem zakończyć ten długi wędkarski weekend.

PODSUMOWANIE

Zasadniczo niby nic ciekawego.
Kilka dni nad wodą, żadnej konkretnej ryby…
Ale…
Tak naprawdę za mną przepiękne kilka dni….
Powędkowałem z Drakersami…
Złapałem mnóstwo kolorowych rybek…
Nacieszyłem się wiosną, na którą tak czekałem…
Zapomniałem o zimie, która tak długo trwała…
Naładowałem akumulatory…
Nabrałem chęci do życia…
Tego wszystkiego nie sposób przecenić...

Jest się z czego cieszyć - sezon rozpoczęty!!!
RS_22


PS. Fotki autorstwa obu Pawłów.

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (11)

Bizonik, 2011-04-04 21:12:21
Oj Pawełku bardzo żałuje ze nie udało mi się towarzyszyć Ci we czwartek ale nadrobiłem to w niedziele. Fajnie było się spotkać nad woda i wspólnie powędkować. Oby częściej w tak doborowym towarzystwie i z tak wspaniała pogodą. A najważniejsze że z moje strony cel został osiągnięty wracając do domu usłyszałem to kiedy znowu jedziemy na ryby.
pawiozo, 2011-04-04 21:22:06
Paweł, fajnie, że udało Ci się znaleźć kilka dni, aby spędzić je nad brzegiem rzeki. I tak sobie myślę, że połapałbyś więcej, gdybyś nie rozkładał podbieraka … :D To mój tajny sposób na ryby; podobnie mam jak nie wezmę aparatu - zawsze wtedy coś ciekawszego się dzieje. I też sądzę, że gdybyś użył na haczyk własnego prowiantu to i jakaś większa łopata mogłaby się uwiesić. Tak sobie siedzę i piszę te brednie, bo człowieka nad wodę ciągnie niemiłosiernie, a czasu ciągle brak. Fajnie poczuć zapach wiosennej wody, zwłaszcza płynącej.
Kaz, 2011-04-04 21:24:19
Pawełku jak zawsze super relacyjka i spotkanko widzię i czytam że super wypadło , tylko pogratulować .:oklasky::oklasky::oklasky:
Wozik77, 2011-04-04 21:34:01
Niby nic a jednak wiele, moc radochy i ukleje, płotki, krąpie no i jazie, ech ten Paweł nam pokaże. :oklasky:
gusto, 2011-04-05 08:08:27
Świetny wypadzik urlopowy :okok: i jakie towarzystwo :oklasky:a do tego jeszcze piękne rybki gratulacje;)
waldi-54, 2011-04-05 08:10:24
Brawo Paweł.:oklasky: Super relacja udokumentowana fotkami z kilku dni spędzonych nad brzegami Królowej rzek. I sam wiesz, że nie o wielkość ryb w tym wszystkim chodzi a o czas spędzony nad wodą w miłym gronie. Oby takich dni było więcej w twoim kalendarzu na ten sezon.:okok: Ps. W przyszłym tygodniu w czwartek mam zamiar i ja odwiedzić twoją Królową, dobrze że wrzuciłeś fotki będę wiedział gdzie szukać tych wielkich, wiślanych, gruntowych Uklei.;P pozdrawiam waldi-54:papa2:
krzyko, 2011-04-05 08:50:08
Wypad był naprawdę super, łowienie gruntowe przy pomocy feedera to doskonała odskocznia dla spiningisty od łowienia "okazów" ryb drapieżnych ;P.Dzięki Ci Pawełku że zachęciłeś mnie do odkurzenia sprzętu gruntowego, który ładnych parę lat przestał z tyłu szafy i pokazałeś że rybostan Wisły znacznie się poprawia i po latach bardzo złych jest szansa na powrót wszechobecnych niegdyś leszczy,świnek,cert czy brzan. Ja do miejscowych prawobrzeżnych wędkarzy nic nie mam ale przyzwyczaiłem się jeżdżąc w różne rejony Polski że wędkarze traktują się przyjaźnie :buziak::buzki:, witają się czy pytają o wyniki.W niedzielę spotkałem dwóch miejscowych i obaj spojrzeniem dali mi do zrozumienia że to ich woda,:paluszkiem: ich ryby :paluszkiem: i chyba mnie nie lubią :boisie:.Ale to chyba było tych dwóch najbardziej nacjonalistycznych typków prawobrzeżnej Warszawy :haha: Już myślę o następnym łowieniu białorybu z Drakersami.
Slavko, 2011-04-05 10:14:20
Świetne rozpoczęcie sezonu-mnie też już nosi
adam-z82, 2011-04-05 19:15:51
I tak się rozpoczyna sezon!Wzorowo!:oklasky::oklasky::oklasky:A na okazy przyjdzie jeszcze czas:D:haha::haha:
Blanek, 2011-04-06 12:24:44
Nareszcie wiosna!!! Ciągnie nad wodę ciągnie. Gratuluję fajnego otwarcia!
maselinho, 2011-04-07 13:35:05
Piękny początek sezonu, gratuluję. Chyba się muszę uśmiechnąć do Ciebie na jakąś rowerowo-gruntową wycieczkę, bo ja jakoś na Wiśle połowić nie umim .